Wątki bez odpowiedzi | Aktywne wątki Teraz jest Pn lip 16, 2018 2:49 am



Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 40 ]  Przejdź na stronę 1, 2, 3  Następna strona
 Narodziny duszy 
Autor Wiadomość
Dyskutant
Dyskutant
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Pt lip 01, 2011 9:14 pm
Posty: 212
Płeć: mężczyzna
wyznanie: nie chcę podawać
Odpowiedz z cytatem
Post Narodziny duszy
Jak rodzi się nowa dusza?

Dużo na temat swego stworzenia, mogą powiedzieć młode dusze, które pamiętają jeszcze jak "powstawały". Początek jest najtrudniejszy i niewiele dusz o tym opowiada (gdyż niewiele z nich sięga pamięcią aż tak daleko), jednak te, które mówią o prapoczątkach swego stworzenia, opowiadają o...Oceanie, Oceanie Energii. Jedna z tych młodych dusz (mężczyzna poddany hipnozie), opowiada jak jego dusza została stworzona jako maleńka cząstka energii, która oddzieliła się od: "Tego intensywnego, niebieskawo-żółto-białego Światła". Mężczyzna ów opowiada, że jego dusza powstała (podobnie zresztą jak i inne dusze), z burz pulsacyjnych, tworzących się wokół owego Światła. Wszystko to jest Pulsacyjną Energią Światła, a te duchowe cząstki, które przeznaczone zostają do "obdarzenia świadomością", zostają "wyrzucone" pod wpływem burz pulsacyjnych "na zewnątrz" Światła i płyną odtąd szerokim strumieniem wokół Niego. Taka "wyrzucona duszyczka", nie jest jeszcze duszą w pełnym tego słowa znaczeniu, a jedynie duchową cząstką, choć (co ważne), w momencie wyrzucenia na zewnątrz Światła, zaczyna kiełkować w niej pewna szczątkowa dopiero, odrębna świadomość. Od chwili wyrzucenia przez ową pulsacyjną burzę, pamięć duszy staje się intensywniejsza (dusze częściej opowiadają dopiero o tym, co stało się od momentu ich oddzielenia od Światła).

Gdy dusza oddzieli się już od Światła - dokąd zatem zmierza dalej? Ów mężczyzna, przytoczony przeze mnie wyżej, stwierdza iż: "Nagle znalazłem się w jasnej, zamkniętej przestrzeni, gdzie bardzo życzliwie zajęły się mną jakieś przemiłe istoty". Cóż to za "istoty" i co to była za "jasna, zamknięta przestrzeń?". Z reguły pacjenci, opisując miejsce do którego następnie przybywają, nazywają je..."wylęgarnią" (ludzie poddani hipnozie bardzo często, na opisanie zjawisk zachodzących na "Tamtym Świecie" i miejsc do których się udają - używają znanych sobie z Ziemi określeń, służących jako odpowiedniki, tego co tam spotykają). Owa "wylęgarnia", to miejsce gdzie obok siebie znajdują się młode, dopiero co oddzielone od Światła duszyczki, takie iskierki, będące w czymś co przypomina błonę. Sama dusza (jeszcze wówczas maleńka iskierka), jest niczym jajko, pływające w owej błonie. Błony służą dojrzewaniu duszy, lecz dojrzewająca dusza zaczyna już rozumować w kategoriach jednostkowej świadomości, czyli ego. Póki jednak dusza nie "wyjdzie" z owej otulającej ją błony, jej świadomość nie jest jeszcze wystarczająco rozwinięta. Zmienia się to wraz z opuszczeniem tego miejsca (inny mężczyzna poddany hipnozie stwierdził: "Moja świadomość narodziła się wraz z moją ciekawością"). Kim są jednak owe "istoty", które opiekują się młodymi duszyczkami w "wylęgarni?"

Dusze zwą je "Kochającymi i Pięknymi Matkami" (w rzeczywistości są to po prostu starsze dusze, które przeszły już długą inkarnacyjną drogę i teraz opiekują się owymi młodymi iskierkami, co nie znaczy oczywiście iż odtąd całkowicie zaprzestały kolejnych fizycznych inkarnacji). Jedna z takich Starszych Dusz, kobieta, poddana hipnozie, opowiadała jak w "Zaświatach" pełniła rolę "Matki" dla rodzących się duszyczek - a jednocześnie nadal inkarnowała fizycznie. W swym ostatnim życiu także zajmowała się opieką nad dziećmi. Co ciekawe owa kobieta w poprzednim życiu żyła...w Polsce. Po inwazji niemieckiej w 1939r. kobieta zajęła się pomaganiem najuboższym, szczególnie dzieciom. Zgłosiła się w 1940r. na ochotnika do niemieckiego obozu dla internowanych, po to by nieść pomoc najbardziej potrzebującym. Przydzielono ją do pracy w kuchni. Rozpoczęła ona zakrojoną na szeroką skalę pomoc ludziom (a szczególnie dzieciom, które cierpiały najbardziej), przetrzymywanym w tym obozie. Będąc Polką i ochotniczką, mogła w pierwszym roku opuścić obóz na własne życzenie, nie uczyniła tego jednak, a potem (w latach następnych), wyjście stąd było już niemożliwe. Kobieta zajmowała się pomocą polskim i żydowskim dzieciom (szczególnie tym drugim, zważywszy na prześladowania, jakich jako Żydzi - doświadczali od Niemców). Wreszcie jej działalność została odkryta przez władze obozu i zatłuczono ją pałkami na śmierć.

Teraz, owa kobieta (już w obecnym wcieleniu), opowiada hipnoterapeucie o czasie, jaki spędziła po swej fizycznej śmierci. Opisuje mu iż jest "Matką Inkubacyjną" dla młodych duszyczek i pomaga im opuszczać błonę, oraz nadzoruje początkowy etap dojrzewania duszy. Dusze-Matki ("akuszerki"), przejawiają więcej "żeńskich" cech i to zarówno duchowych jak i fizycznych. Wcielają się więc głównie w ciała kobiet, które zajmują się opieką nad najsłabszymi - jak matki czuwające nad bezpieczeństwem swych dzieci. Wybierają ciała kobiece, gdyż łatwiej im wówczas spełniać się w "swych rolach". Opisuje ona swoją "pracę" jako Matki-Akuszerki nowych dusz, oraz opowiada o wym miejscu (jak ono wygląda) i "błonach" z których pomaga wydostawać się nowym duszom.

Dusze zaraz po "oddzieleniu" od Światła, przybywają (a raczej są ściągane), właśnie w kierunku owej "wylęgarni". Przybywają jako promyki białej energii, zamkniętej i otulonej w błonę. Miejsce, do którego przybywają (czyli owa "wylęgarnia"), przypomina...ogromny plaster miodu, który zdaje się nie mieć końca. Nad tym "plastrem" wiją się strumienie bardzo jasnej, stopionej, falującej energii (jakby energetyzowanej). Owa energia jest Energią Miłości i z niej "rodzą się" nowe dusze. Przypomina to ogromną fabrykę, w której kolejne pulsacyjne wybrzuszenia (burze), wyrzucają "z siebie" wciąż nowe duchowe iskierki. Nie wszystkie jednak "wychodzą", niektóre (którym podczas "wypchnięcia ze Światła), nie udało się osiągnąć pewnego szczątkowego stopnia indywidualizmu), są z powrotem wciągane do tego Światła. Nowe dusze zamknięte w swych błonach, przybywają więc do miejsca zwanego (umownie) "wylęgarnią" i tam czekają na swe "narodziny". Zresztą proces narodzin duszy, jest bardzo zbliżony do fizycznych narodzin dziecka. Matki Inkubacyjne czekają, aż iskierka znajdująca się w błonie urośnie na tyle, by można było błonę otworzyć - wówczas dusza wychodzi na zewnątrz. Zaraz po "narodzinach", ta młoda duszyczka jest "otulana" energią miłości Dusz-Matek. Innymi słowy młoda dusza obdarzona zostaje współczuciem, zrozumieniem, ideami tego kim jest i kim może się stać. Dusze-Matki napełniają młode duszyczki świadomością ich istnienia.

Jednak nie obdarzają ich samoświadomością, gdyż tę dusza zaczyna kształtować już od momentu "wypchnięcia" ze Światła (choć na samym początku jej indywidualnego istnienia - nie ma ona jeszcze pojęcia kim jest, tego dowiaduje się dopiero od Matek Inkubacyjnych, podczas "otulenia" energetycznego). Dla duszy moment otulania - to prawdziwy czas przebudzenia oraz poznania wiadomości o sobie samej i swej "przyszłości". Nie zawsze jednak udaje się w odpowiedni sposób młodej duszy przekazać właściwe i pełne "wibracje" energetyczne. Jeśli Matce Inkubacyjnej nie uda się owo otulanie (podobnie jak Przewodnicy, Dusze-Matki też uczą się opieki nad "iskierkami" i mają swoje stopnie umiejętności i doświadczenia), wówczas "do akcji" wkracza...Mistrz-Pielęgniarz (tak została ta istota opisana przez ową kobietę, poddaną hipnozie). On uczy i przygotowuje Dusze-Matki do ich zadań, lecz jeśli One popełnią gdzieś błąd, musi wkroczyć, gdyż w przeciwnym razie nowo narodzona duszyczka nie będzie znała pełni swego przeznaczenia i będzie się czuła "nieswojo" (zdarzają się także "wybrakowane" dusze, ale nigdy nie dzieje się to w momencie narodzin, a późniejszych oddziaływań inkarnacyjnych. Jeśli dana dusza wciąż przejawia destrukcyjne inklinacje np. w każdej z kolejnych inkarnacji generuje tylko, lub w ogromnej ilości negatywną energię bólu i cierpienia zadawaną innym duszom - wówczas taka dusza musi ponownie powrócić do Światła w celu...przemodelowania energetycznego, gdyż na pewnym etapie "dorastania" popełniono "błąd wychowawczy", nie oznacza to zniszczenia owej duszy, a jedynie "doładowanie" jej pozytywną energią).

Co ciekawe, owa kobieta będąca w stanie hipnozy, opowiada że wyczuwa wokół siebie (jako dusza oczywiście), obecność Stwórcy, Boga, Źródła, Nieskończoności, lecz...jednocześnie twierdzi iż, to Światło, z którego powstają nowe dusze nie jest Bogiem w pełnym tego słowa znaczeniu.To znaczy inaczej - wszystko co istnieje jest częścią Boga, ale nie wszystko musi być Nim sensu stricte, a to znów oznacza, że podobnie jak poszczególne dusze obdarzane są samoświadomością swego jednostkowego bytu (mimo iż są częścią Źródła), tak i owe Światło też może posiadać indywidualną świadomość (kobieta nie wie tego na pewno, lecz twierdzi iż nie jest Ono Bogiem), mówi: "Czuję że Stwórca jest bardzo blisko, lecz...On nie zajmuje się aktem produkcji". Gdy hipnoterapeuta zapytuje kobiety: "Z tego co mówisz - nowe, rodzące się dusze na początku swego istnienia nie są doskonałe. Lecz gdyby powstawały już jako doskonałe byty, stworzone przez doskonałego Stwórcę/Boga - nie byłoby sensu aby inkarnowały, więcej nie byłoby sensu by w ogóle powstały". Kobieta na to odpowiedziała: "Tam wszystko jest doskonałością. Doskonałość jest też i w nowo-stworzonych duszach które nie są skażone żadnym pierwotnym błędem". Innymi słowy dusze "zanieczyszczają" się podczas kontaktu ze swą materialną powłoką, czyli swym ciałem, jednak nie oznacza to iż stają się przez to złe, lecz dzięki doświadczaniu, wyrażaniu siebie i nauce - mają się wzmocnić, odrzucając wszelkie negatywne wibracje i otwierając się jedynie na Miłość.

A jak wyglądają dalsze "losy" młodziutkich duszyczek, zaraz po wyjściu ze swych błon (owa kobieta poddana hipnozie, określa je mianem...koszyczków, co dobitnie świadczy że różni ludzie w różny sposób przedstawiają te same wydarzenia z "Tamtego Świata", opisując je swoimi własnymi słowami). Najpierw Dusze-Matki dokładnie "oglądają", każdą nową duszyczkę, sprawdzają bowiem czy ilość posiadanej przez nie energii, umożliwi im inkarnowanie w światach o dużej ilości cierpienia i bólu (jak choćby nasza Ziemia, choć są oczywiście światy znacznie gorsze od tej naszej planety, gdzie tego cierpienia jest znacznie więcej). Jeśli dusza nie może inkarnować w "światach cierpienia" (Ziemia zalicza się do tej kategorii), gdyż jej struktura energetyczna na to nie pozwala (taka dusza po urodzeniu w ciele fizycznym - nie przetrwałaby długo w tym świecie i wciąż ginęłaby niewiele osiągając i niewiele doświadczając - nawet w tzw.: "przyjemnych" ziemskich żywotach), wybiera się dla niej inne miejsca - światy nieco "łagodniejsze", gdzie może nauczyć się tego samego co inne dusze (choć nauka wówczas trwa nieco dłużej), nie będąc jednocześnie narażona na ciągłe "powtarzanie klasy" (przy nieodpowiedniej ilości energii duszy, taka osoba nie dożyłaby osiągnięcia wieku dojrzałego i to nie w jednej, dwóch kolejnych inkarnacjach, lecz we wszystkich następnych). Dobitnie świadczy to o fakcie, że to nie Bóg jest owym Światłem z którego powstają kolejne dusze, gdyż przydziela ono ilość energii danej "iskierce" w sposób dość...dowolny.

Gdy Dusze-Matki, "rozdzielą" już nowo narodzone dusze (mam tu na myśli podział energetyczny, na "światy cierpienia" i te łagodniejsze, gdzie nie ma aż tyle bólu co np. na Ziemi), dusze te, nie od razu zostają "przydzielone" do swoich określonych grup z którymi będą potem wspólnie inkarnowały. Takich młodziutkich duszyczek nie rzuca się od razu na "głęboką wodę". Najpierw (już po opuszczeniu owej "wylęgarni"), daje się im możliwość "doświadczenia fizyczności" w formie pół-materialnej, np. w postaci wiązki światła, podmuchu wiatru lub wiązki ognia. Z reguły na początek, wybiera się dla nich światy "surowe", niezaludnione, młode, wulkaniczne planety, gdzie nie rozwinęło się jeszcze życie fizyczne. Młode dusze zostają tam "skierowane", nim jeszcze zaczną tworzyć jakąś wspólną grupę dusz i rozpoczną "naturalny" proces inkarnacyjny. Dusze, które w taki sposób uczą się wrażeń związanych z fizycznością, mogą w swej pół-materialnej formie robić to czego pragną, nie są im narzucane żadne ograniczenia, ani też zakazy. Tam uczą się porozumiewać ze sobą, jako istoty żyjące w społeczności i są pod stałą obserwacją swych przyszłych Przewodników, oraz oczywiście pod ich ochroną. Pewien mężczyzna, będący młodziutką duszą (zaledwie kilka wcieleń), opowiada hipnoterapeucie o czasie jaki tam spędził: "Panowała tam atmosfera wszechogarniającej Miłości i poczucia bezpieczeństwa, to był najłatwiejszy okres w całej mojej egzystencji. Już wkrótce mieliśmy rozpocząć życie w świecie pełnym samotności i cierpienia. Te wspomnienia pierwszych, miłych doznań, były dla nas bardzo pomocne".

Następnie, po odbyciu takiej "praktyki", dusza staje się częścią specjalnie złożonej grupy dusz, z którą odtąd będzie się wspólnie uczyć i inkarnować. Młode duszyczki poznają więc nie tylko swych kolegów z grupy, ale także swego Przewodnika (lub Przewodników - o czym już wcześniej pisałem), oraz udają się do miejsca swej dalszej nauki, czyli do - szkoły. To jak wygląda szkoła, zależy od...indywidualnych zapatrywań danej duszy ("miejsce szkolne", bardzo często się zmienia po kilku kolejnych wcieleniach) i dla jednej duszy może to być np. majestatyczna świątynia typu greckiego, dla innej gotycka katedra ze strzelistymi kopułami, dla jeszcze innej wielka hala, pełna szkła i kryształów, a dla jeszcze innej...leśna polana nad brzegiem rzeki lub przy plaży - co kto lubi. Oczywiście te "budynki" jak już wspomniałem, mogą się zmieniać w obrębie jednej duszy, po kolejnych inkarnacjach, gdyż stanowią one jedynie fizyczne wyobrażenia przeniesione w umyśle duszy na "Tamten Świat". Tak więc młoda, dopiero co narodzona duszyczka, staje się częścią grupy dusz, która odtąd będzie już jej grupą docelową.

Nie znaczy to jednak że, nie spotyka ona innych grup dusz. Często dusze po śmierci swego ciała, wracając do swych przyjaciół z grupy, mijają po drodze inne grupy dusz. Tamte dusze raczej nie zwracają na nią swej uwagi. Wyjątek stanowi jedynie ta dusza z innej grupy, która być może w jednej z poprzednich wcieleń była naszą znajomą, kolegą z wojska lub panem Kaziem, od którego kupowaliśmy mleko w sklepiku. Wówczas powita nas machaniem rąk, skinieniem głowy, uniesieniem w górę kciuka, okrzykami, wyrażającymi radość z powrotu do "Świata Dusz", czy nawet...radosnym pocałunkiem na powitanie. Tak więc dusze zarówno po powrocie z ziemskiej inkarnacji, jak również młodziutkie duszyczki, które dopiero co rozpoczynają naukę, udają się "na lekcję" do "szkoły". Co ciekawe, o ile zewnętrzne kształty owych "szkolnych budynków", różnią się od siebie, w zależności o pamięci wyniesionej z fizycznych inkarnacji danej duszy, o tyle "wewnętrzne" jej sale - w przekazach hipnotycznych, są prawie zawsze takie same (nieliczne są wyjątki, gdy dusza przybywa do szkoły, mieszczącej się "pod gołym niebem", na polanie, lub nad morzem - być może ma to związek z naszymi przyzwyczajeniami za życia, niewielu z nas bowiem uczęszczało do szkoły "na powietrzu" i przyzwyczailiśmy się do postrzegania "szkoły" - jako budynku).

Mianowicie, wewnątrz tej naszej "świątyni", "hali", "biurowca", czy "katedry", znajdują się poszczególne korytarze, wiodące do kolejnych "sal lekcyjnych". W każdej z owych sal, znajdują się kolejne grupy dusz, wzajemnie pracujące - samotnie, w dwu, trzyosobowych grupkach, lub wszystkie razem (zależy to od doświadczeń jakie muszą przerobić, a które miały, bądż też będą miały znaczenie w następnych wspólnych inkarnacjach). Wszystkie korytarze, łączą się ze sobą w centralnym miejscu, który tworzy ogromną aulę, będącą centrum całej "szkoły". Każda nowo przybyła na lekcje dusza (nieważne czy jest to młoda duszyczka, czy też dusza która niedawno zakończyła swój fizyczny żywot), jest witana w swojej "klasie" okrzykami radości i pocałunkami. Niektóre dusze wstają by odprowadzić ja na swoje miejsce do jej "ławki szkolnej" (tak właśnie opisują to ludzie poddani hipnozie). Dla samej duszy zaś (mówie tu o duszy która niedawno zakończyła ziemski żywot), owe "rozstanie" z grupą, wydaje się chwilowe, tak jakby tylko "na moment wyskoczyła i już jest z powrotem". Pewien mężczyzna tak opisuje swoje wrażenie z przybycia do swej "klasy szkolnej": "Ten cały czas, gdy mnie nie było z Nimi, wydaje mi się krótką chwilą, jak gdybym poszedł do sklepu za rogiem, kupić karton mleka".

Istnieją też poszczególne piętra "budynku szkoły". Na najniższym piętrze uczą się "pierwszaki", czyli najmłodsze dusze, niedawno przybyłe z tzw.: "wylęgarni". Niektóre "starsze" dusze, jeszcze przed udaniem się do swoich "klas", przybywają do owych pierwszaków, by się z nimi zaznajomić. Czynią tak szczególnie te Dusze Średnie, które same szkolą się na Nauczycieli-Przewodników. Lecz ów budynek szkolny", jest zdaje się jedynym miejscem, gdzie Przewodnicy starają się zbytnio "nie spoufalać" ze swymi "uczniami", czyli z grupą dusz, jaką sami sobie wybrali. Dlatego też tutaj, w tym szkolnym miejscu, starają się być nad wyraz wymagający, co oczywiście nie oznacza że są "napuszeni" i nieprzystępni, lecz pragną po prostu by owe "dzieci" (jak nazwał młode dusze pewien mężczyzna będący początkującym Przewodnikiem), "nie właziły" im na głowy. Ów wspomniany wyżej mężczyzna, po przybyciu pod "opieką" swojej Przewodniczki, do budynku szkoły - został przez Nią skierowany do swojej "sali lekcyjnej". Jak sam przyznał Jej słowa były dość stanowcze, co nigdy (poza tym budynkiem), Jej się nie zdarzało, lecz zaraz dodała że...nie musi się śpieszyć i sam zdecyduje kiedy dołączy do swojej grupy. Po czym znów w sposób dość stanowczy zakomunikowała mu że zobaczą się później. Mężczyzna udaje się więc do "pierwszaków", by się z nimi zaznajomić i sprawdzić postępy w nauce (jedną z "klas" złożonych z młodziutkich dusz, do których przybywa, prowadzi - też jako początkująca Przewodniczka-Nauczycielka - jego Przyjaciółka z tej samej grupy docelowej, z którą również pragnie się spotkać).

Przejście z poziomu "ucznia", na poziom "Nauczyciela-Przewodnika", wymaga od duszy bardzo dużo pracy (głównie nad samym sobą), oraz zrozumienia harmonii własnej egzystencji z resztą dusz. Owi przyszli Nauczyciele - są to już dusze bardzo rozwinięte (w porównaniu z duszami młodymi, czy też "pierwszakami", lecz i tak wiele im brakuje do ich własnych Przewodników), emanujące wielkim ciepłem i Miłością, wręcz "naznaczone Boską Esencją" - jak wyraził się o nich (podczas sesji hipnotycznej) pewien mężczyzna, będący młodą duszą. Kandydaci na Przewodników, zajmują więc ostatnie, trzecie "piętro", lecz gdy już "awansują" i wybiorą swoją własną grupę dusz, z którą dalej będą pracowali - wówczas kończą swoją edukację w tej szkole. Odtąd będą się w niej pojawiać jedynie na lekcjach. Przewodnicy-Nauczyciele, nie kontrolują jednak - swych uczniów non-stop, a wręcz przeciwnie, pozwalają im na bardzo wiele niezależności i uciechy z przebywania we własnym gronie. Zlecają im pewne zadania do opracowania, pewne ćwiczenia do wykonania, a potem po prostu...zjawiają się by sprawdzić stan wiedzy swych podopiecznych i dopomóc im we wszelkich problemach, jakie na tej drodze napotykają. Mimo to sale wykładowe nie są wcale jedynymi miejscami, gdzie "młodzież" może zgłębiać wiedzę - równie pomocna jest w tym względzie...biblioteka szkolna.


Tak (mniej więcej w wielkim skrócie), wygląda stworzenie i edukacja Duszy!

_________________
Mój (zupełnie świeżuchny) blog - http://grotaragnara.blogspot.com/


Śr lut 26, 2014 3:42 am
Zobacz profil WWW
Czuwa nad wszystkim
Czuwa nad wszystkim
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Pt maja 06, 2011 2:22 pm
Posty: 11405
Płeć: kobieta
wyznanie: katolik w pełnej łączności z papieżem
Odpowiedz z cytatem
Post Re: NARODZINY DUSZY
Wszystkie otwierane przez Ciebie tematy maja wspólny rdzeń; służą prezentacji hipnozy. Proszę więc ich nie mnożyć.


Śr lut 26, 2014 8:29 am
Zobacz profil
Niesamowity Gaduła
Niesamowity Gaduła

Dołączył(a): Pn lut 06, 2006 8:59 pm
Posty: 10490
Lokalizacja: Kraków
Odpowiedz z cytatem
Post Re: Śmierć w aspekcie transplantologii
MJ napisał(a):

To kazdy tutaj wie.


Ja tam nie wiem.
A chętnie się dowiem.
Kiedy zostają stworzona dusze bliźniąt jednojajowych?
Przecież w "momencie poczęcia" żadnego z nich jeszcze nie ma.


Pn sie 04, 2014 3:42 pm
Zobacz profil
Niesamowity Gaduła
Niesamowity Gaduła

Dołączył(a): Pn kwi 07, 2003 6:53 pm
Posty: 2637
Lokalizacja: USA
Odpowiedz z cytatem
Post Re: Śmierć w aspekcie transplantologii
thorwald napisał(a):
MJ napisał(a):

To kazdy tutaj wie.


Ja tam nie wiem.
A chętnie się dowiem.
Kiedy zostają stworzona dusze bliźniąt jednojajowych?


W momencie poczecia.

Cytuj:
Przecież w "momencie poczęcia" żadnego z nich jeszcze nie ma.


Alez JEST.
JEST pierwszy z blizniat.

Potem zas sa dwaj.
I wtedy stwarzana jest dusza drugiego.
To proste.

Ty "nie wiesz" bo zle patrzysz.
Zwodzi Cie (pozorna) symetria.

Najpierw stworzony byl Adam.
A potem z ciala Adama stworzona byla Ewa.
Zbudowana z jego zebra.

Z bliznietami Pan Bog czyni podobnie.
Z taka jednak roznica, ze drugiego blizniaka Pan Bog buduje jakby z polowy ciala jego pierwszego brata.
Ciebie zwodzi wiec pozorna symetria.
Lecz bliznieta NIGDY nie sa doskonale symetryczne.
Ani co do duszy, ani nawet co do ciala.
Patrz zycie.
Nie zauwazyles?

Ciebie zwiodlo to, co nie najwazniejsze (czyli cialo).

Lecz tu nie ma istotnej roznicy ,ale jest podobnie (jak przy tworzeniu Ewy).
Roznica- tylko w "ilosci ciala", ktora Pan Bog bierze i uzywa do tworzenia drugiego czlowieka.

Ewa- z zebra.
Blizniak- (jakby) z polowy ciala.

Lecz czyz nawet bozek nauki nie uczy, ze zebro zawiera tyle samo "informacji genetycznej", co cale cialo?

Gdziez wiec Ty, ktory przeciez slepy jestes bo patrzysz tylko na cialo widzisz owa istotna roznice?
Nawet Ty patrzacy tylko na cialo powinienes poznac, ze zwiodla Cie "masa" !

Co do ISTOTY rzeczy nie ma bowiem roznicy.
Istota nie jest bowiem " masa", czy "wielkosc ciala", jakich Bog uzyl do budowy, lecz POMYSL (czyli, jak wy to mowicie "informacja").

To JEST wiec Tajemnica Poczatku blizniat:
Jeden z nich jest pierwszy.
A jezeli sa jakby identyczne, co do ciala, to bywa, ze drugi wziety jest jakby z polowy pierwszego.


[Jakby- Albowiem ludzie NIE sa nigdy identyczni i "symetryczni", takze co do ciala]

TO JEST PRAWDA.
TAK JEST.

Tak Pan Bog to czyni.
Na Koncu wszyscy poznacie, ze tak JEST.

A kto Wiary nie ma, tego zwodzi to, co niewazne.
Pan wiedzy go zwodzi.


Pn sie 04, 2014 7:49 pm
Zobacz profil
Niesamowity Gaduła
Niesamowity Gaduła

Dołączył(a): Pn lut 06, 2006 8:59 pm
Posty: 10490
Lokalizacja: Kraków
Odpowiedz z cytatem
Post Re: Śmierć w aspekcie transplantologii
@ MJ

Przecież podział zygoty jest doskonale symetryczny.
Nie ma tu analogii do "stworzenia z żebra".
Nie da się wyodrębnić pierwszego z bliźniąt.
Oba powstają w tej samej chwili...


Pn sie 04, 2014 8:06 pm
Zobacz profil
Niesamowity Gaduła
Niesamowity Gaduła
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Cz kwi 10, 2008 7:25 pm
Posty: 4338
Odpowiedz z cytatem
Post Re: Śmierć w aspekcie transplantologii
Skoro obaj powstają w tej samej chwili, to jaki problem widzisz w obdarzeniu ich duszami również w tej samej chwili?

_________________
Czemu wymieniasz moje przykazania
i na ustach masz moje przymierze
Ty co nienawidzisz karności
a słowa moje odrzuciłeś


Pn sie 04, 2014 8:19 pm
Zobacz profil
Niesamowity Gaduła
Niesamowity Gaduła

Dołączył(a): Pn kwi 07, 2003 6:53 pm
Posty: 2637
Lokalizacja: USA
Odpowiedz z cytatem
Post Re: Śmierć w aspekcie transplantologii
thorwald napisał(a):
@ MJ

Przecież podział zygoty jest doskonale symetryczny.
Nie ma tu analogii do "stworzenia z żebra".
Nie da się wyodrębnić pierwszego z bliźniąt.
Oba powstają w tej samej chwili...


Przyjacielu.
Udajesz glupiego, czy nim jestes?

Ja pisalem o niedoskonalej symetrii poniewaz chcialem napisac DOKLADNIE.
Tak JAK JEST.
A bliznieta jednojajowe NIGDY nie sa "dokladnie takie same".
Ze nia sa dokladnie takie same w tym co duchowe (np. "zachowanie")-to nie bedziesz chyba sie sprzeczal?
Lecz nie sa nawet "dokladnie takie same, co do ciala".

Lecz Przyjacielu, tu nie chodzi o "symetrie"!
Lecz o to, ze Ty zle patrzysz.

Ja poznaje takich jak Ty, "przebieglych"!

Tacy jak Ty szydzili bowiem z wierzacych w Boga w ten sposob:

Mowicie, ze dusza powstaje w momencie poczecia. Dobrze mamy wiec zaplodniona "zygote". Wy twierdzicie, ze to jest czlowiek i ze ma dusze.
Ale co jesli ta "zygota" sie podzieli? Dusza sie "podzielila"?

W ten sposob "przebieglym" wydawalo sie, ze "znalezli blad w stanowisku wierzacych w Boga".

Lecz Przyjacielu, tu nie chodzi wcale o "symetrie"!
Lecz o to, ze tacy jak Ty ZLE PATRZA.

Jeszcze raz Ci opisze co dzieje sie na Poczatku, jaka JEST Tajemnica Poczecia blizniat tzw. "jednojajowych".
Przyjmujac Twe bledne mniemanie, ze "chodzi o symetrie".
Bys zobaczyl, ze wcale nie chodzi o "symetrie".

Niech wiec bedzie (choc tak nie jest, lecz na potrzeby Twoje przyjme takie zalozenie), ze "symetria jest idealna", to z Poczeciem czlowieka JEST tak:

Gdy laczy sie wziete z mezczyzny z wzietym z kobiety to JEST Poczecie i Pan Bog tworzy dusze.
I to JEST czlowiek.


My, zwykli smiertelnicy nie wiemy czy to juz "koniec", czy pozostanie jeden czlowiek.
Lecz Pan wie.
Bo On wszystko wie.

Zalozmy wiec, ze Pan Bog zaplanowal Poczecie "blizniat jednojajowych", to wtedy JEST tak: ktorys z blizniakow JEST pierwszy.
Tak, jak napisalem.
Pan Bog wzial z mezczyzny i polaczyl z tym co jest wziete z kobiety i powstal pierwszy z blizniakow (wy nazywacie go "zygota").
I to jest czlowiek- pierwszy z blizniat.
Jest on przez (krotki) czas- JEDEN.
I JUZ MA DUSZE.

Rozumiesz juz?

Potem zas nastepuje to co wy nazywacie "podzialem zygoty", lecz co wy ZLE WIDZICIE, zle rozumiecie.

Nie jest to bowiem "podzial czlowieka, w tym jego duszy".
Lecz tak sie dzieje:
Pan Bog zabiera pierwszemu z blizniakow polowe ciala (przyjmuje Twoje falszywe zalozenie, ze podzial jest "doskonale symetryczny") i z tej polowy ciala buduje drugiego blizniaka.
Lub mowiac inaczej tworzy dusze tego drugiego i sprawia, ze ona wstepuje w te polowe ciala, ktora zabral pierwszemu z blizniakow (przyjmuje Twe zalozenie falszywe o "idealnej polowie ciala").

Czy nie wolno Bogu tak uczynic?!
A ktoz Mu zabroni ?

Podobienstwo ze stworzeniem Ewy jest oczywiste.

Tu wiec nie "dzieli sie czlowiek", lecz Pan Bog zabiera temu pierwszemu polowe ciala, by zbudowac tego drugiego. Lub inaczej: ten drugi wychodzi z tego pierwszego, to znaczy JEST wyprowadzony z ciala tego pierwszego, podobnie jak Ewa byla wyprowadzona z ciala Adama.

Taka JEST wiec Tajemnica Poczecia blizniat "identycznych":
Jeden z nich jest pierwszy.
A drugi jest wyprowadzony z tego pierwszego.

Wy jednak zle patrzycie i zle myslicie.
Bo ZWODZI WAS CIALO.
I "symetria" (niechby nawet "idealna").

Lecz rzecz nie jest w tym czy "symetria podzialu tzw. "zygoty" jest idealna, czy nie jest" .

Tylko w tym jest rzecz, ze wy zle widzicie !



Bo nie pozwolono wam poznac, ze ten drugi jest wyprowadzany z "polowy" (przyjmuje Twe bledne myslenie) ciala tego pierwszego.

A poznac wam nie pozwolono, bo "pan wiedzy" was uwiodl i nie chcecie Bogu wierzyc.
Wiec zle widzicie, zle rozumiecie.

Tak oto dwoch patrzy na to samo i jeden widzi "tylko podzial zygoty". I smieje sie "nie moze dusza powstawac w momencie powstania zygoty, bo co by sie wtedy dzialo z dusza w czasie podzialu zygoty?".

Lecz drugi patrzy i widzi Prawde, tak JAK JEST.
Ze Pan stworzyl pierwszego z braci.
A potem z polowy ciala tego pierwszego wyprowadzil tego drugiego.

Taka JEST Tajemnica Poczecia blizniat.

Na Koncu wszyscy, nawet i glupcy poznaja, ze tak JEST, tak Pan Bog to czyni.

W Dziele Bozym panuje Porzadek.
I nie ma "rownorzednych" i nie ma "dokladnie takich samych".
Lecz kazdy ma swoje miejsce.
I jeden jest pierwszy, a inny jest drugi.
A KAZDY JEST NIEPOWTARZALNY, JEDYNY.


Pn sie 04, 2014 9:23 pm
Zobacz profil
Niesamowity Gaduła
Niesamowity Gaduła

Dołączył(a): Pn lut 06, 2006 8:59 pm
Posty: 10490
Lokalizacja: Kraków
Odpowiedz z cytatem
Post Re: Śmierć w aspekcie transplantologii
MJ napisał(a):
[b]Gdy laczy sie wziete z mezczyzny z wzietym z kobiety to JEST Poczecie i Pan Bog tworzy dusze.
I to JEST czlowiek.


Rozumiem Twoje wyjaśnienia.
Ale wydają mi się one trochę "niebiologiczne".
Poza tym.
Jeżeli Pan Bóg tworzy dusze w momencie poczęcia.
Człowiek nauczył się dokonywać sztucznego poczęcia.
Bierze plemnik i komórkę jajową i łączy je kiedy mu przyjdzie na to ochota.
Czy Pan Bóg stał się zakładnikiem człowieka, musząc stworzyć duszę, gdy człowiek dokona poczęcia?

Albo taki Tomasz z Akwinu, na którego powołujesz się w kolejnym poście.
Czy on nie twierdził, że dusza wstępuje w ciało dopiero kilkadziesiąt dni po poczęciu?
Mylił się?
Czy my (a może tylko ja) opacznie go interpretujemy?


Wt sie 05, 2014 7:25 am
Zobacz profil
Niesamowity Gaduła
Niesamowity Gaduła

Dołączył(a): Pn maja 07, 2012 10:52 pm
Posty: 2425
Lokalizacja: Mojego motta nauczyłem się w Kościele Rzymsko-Katolickim
Płeć: mężczyzna
wyznanie: nie chcę podawać
Odpowiedz z cytatem
Post Re: Śmierć w aspekcie transplantologii
Thorwald napisał:
Czy on nie twierdził, że dusza wstępuje w ciało dopiero kilkadziesiąt dni po poczęciu?

*************************************

Takie coś to mógłby powiedzieć tylko Prorok, którego posłał Pan.
Czy On był Prorokiem?

_________________
Wygląda na to, że jestem prymitywnym katolikiem.
Od Rz 10,09 do Rz 10,11. Od Dz 15,07 do Dz 15,31


Wt sie 05, 2014 10:51 am
Zobacz profil
Niesamowity Gaduła
Niesamowity Gaduła

Dołączył(a): Pn lut 06, 2006 8:59 pm
Posty: 10490
Lokalizacja: Kraków
Odpowiedz z cytatem
Post Re: Śmierć w aspekcie transplantologii
hen napisał(a):
Takie coś to mógłby powiedzieć tylko Prorok, którego posłał Pan.
Czy On był Prorokiem?


Nie wiem.
Dlatego pytam.
Słyszałem, że tak twierdził.
Nie jestem pewien.


Wt sie 05, 2014 11:16 am
Zobacz profil
Niesamowity Gaduła
Niesamowity Gaduła

Dołączył(a): Pn kwi 07, 2003 6:53 pm
Posty: 2637
Lokalizacja: USA
Odpowiedz z cytatem
Post Re: Śmierć w aspekcie transplantologii
thorwald napisał(a):


Rozumiem Twoje wyjaśnienia.
Ale wydają mi się one trochę "niebiologiczne".
Poza tym.
Jeżeli Pan Bóg tworzy dusze w momencie poczęcia.
Człowiek nauczył się dokonywać sztucznego poczęcia.
Bierze plemnik i komórkę jajową i łączy je kiedy mu przyjdzie na to ochota.
Czy Pan Bóg stał się zakładnikiem człowieka, musząc stworzyć duszę, gdy człowiek dokona poczęcia?


Tak.
Bog stal sie "zakladnikiem czlowieka".
Lecz nie tylko w tym.
Bo i na Krzyzu Bog - Jezus Chrystus stal sie Ofiara i "zakladnikiem" grzesznego czlowieka.

Lecz Pan Bog JEST przede wszystkim zakladnikiem wlasnego Slowa i Swoich Postanowien.
Slowa dotrzymuje.
Skoro tak postanowil, ze wziete z mezczyzny i wziete z kobiety i polaczone staje sie czlowiekiem, to DOTRZYMUJE Swego Postanowienia.

Dlatego powiadam Ci: wielu juz wyje w piekle poniewaz bawili sie ludzmi, ludzkim zyciem- w tzw. "szkle".
In vitro.
Dla "naukowej ciekawosci", powodowani wlasna PYCHA.
Czynili to aby zaslynac wsrod ludzi, odkrywajac "cos nowego".
By ich ludzie chwalili, by swiat ich poznal, by mieli w swiecie powodzenie.
To sie okaze, gdy wyjda na jaw zamysly serc.
Wtedy bedzie wielkie zdziwienie.
Gdy odsloniete beda ludzkie INTENCJE.

-Co tez sie stanie? , pytali samych siebie.
-Sprawdzmy co sie stanie.
I sprawdzali, nie zwazajac na to, ze dotykaja Tajemnicy Zycia i Tajemnicy Czlowieka.

Juz wiec plona w piekle i juz wyja.
A wycie ich NIGDY juz nie ustanie.
Lecz rozlega sie w piekle na cala Wiecznosc.

A wielu jeszcze wyc bedzie i bedzie plonac ogniem nieugaszonym wlasnie z tego powodu, ze nie uszanowali Tajemnicy Zycia, Tajemnicy Poczecia, Wielkich Bozych Tajemnic.

Cytuj:
Albo taki Tomasz z Akwinu, na którego powołujesz się w kolejnym poście.
Czy on nie twierdził, że dusza wstępuje w ciało dopiero kilkadziesiąt dni po poczęciu?
Mylił się?
Czy my (a może tylko ja) opacznie go interpretujemy?


Pokaz slowa Sw. Tomasza, ktore by to potwierdzaly.

Czlowiek zaczyna sie od momentu Poczecia.
I to JEST Prawda.

Wcale jeszcze na poczatku nie ma "mozgu" ani "pnia mozgu".
Ani nawet serca nie ma!
Lecz juz JEST czlowiekiem.
Albowiem w ciele jego dziala juz dusza.
Zasada Zycia czlowieka.

Stworzona przez Boga.
I bedzie dzialac az do smierci.
U dojrzalego czlowieka-gdy serce przestanie bic, a krew krazyc i ustanie tchnienie zycia.


Wt sie 05, 2014 2:39 pm
Zobacz profil
Odpowiedz z cytatem
Post Re: Śmierć w aspekcie transplantologii
MJ napisał(a):

Czlowiek zaczyna sie od momentu Poczecia.
I to JEST Prawda.

Wcale jeszcze na poczatku nie ma "mozgu" ani "pnia mozgu".
Ani nawet serca nie ma!
Lecz juz JEST czlowiekiem.
Albowiem w ciele jego dziala juz dusza.
Zasada Zycia czlowieka.

Stworzona przez Boga.
I bedzie dzialac az do smierci.
U dojrzalego czlowieka-gdy serce przestanie bic, a krew krazyc i ustanie tchnienie zycia.



W momencie poczęcia według Ciebie nie ma też ciała (skoro nie ma serca, mózgu i paru innych drobiazgów niezbędnych do życia) ciała też nie ma - skoro tak to dusza nie może działać - bo nie ma gdzie działać.
Więc człowiekiem też nie jest - no to gratulacje - pisz dalej tylko krócej.



Pozdrawiam


Wt sie 05, 2014 3:16 pm
Niesamowity Gaduła
Niesamowity Gaduła

Dołączył(a): Pn kwi 07, 2003 6:53 pm
Posty: 2637
Lokalizacja: USA
Odpowiedz z cytatem
Post Re: Śmierć w aspekcie transplantologii
JarStary napisał(a):



W momencie poczęcia według Ciebie nie ma też ciała (skoro nie ma serca, mózgu i paru innych drobiazgów niezbędnych do życia) ciała też nie ma - skoro tak to dusza nie może działać - bo nie ma gdzie działać.
Więc człowiekiem też nie jest - no to gratulacje - pisz dalej tylko krócej.





Nie ma ciala ?

A czym jest tzw. "zygota"?

Duchem ?

Dusza ludzka na Poczatku, tuz po Poczeciu zaczyna swoje dzialanie w tym co nazywaja "zygota".
A zaczyna od ROZWIJANIA TEJ "zygoty".
Ona, tj "zygota" (czyli cialo czlowieka tuz po Poczeciu) rozwija sie wedlug zasady dzialania danego czlowieka, to jest wedlug ludzkiej duszy.
Rozwija- w konkretnego czlowieka.
Np. takiego jak Ty.
(Juz na Poczatku bylo okreslone jak bedziesz wygladal! Wedle tego jaka masz zasade, jaka masz dusze)

Ty tez jestes klamca.

Bo nazywasz siebie "katolikiem w lacznosci z Papiezem".

A nie znasz Nauki Kosciola na temat tego kiedy zaczyna sie czlowiek, ze zaczyna sie od Poczecia.

Jestes takze oderwany od rzeczywistosci, bo twierdzisz, ze "po poczeciu nie ma ciala".

Lecz katolik nie jest oderwany od rzeczywistosci, ale twardo stapa po ziemi.


Wt sie 05, 2014 3:45 pm
Zobacz profil
Odpowiedz z cytatem
Post Re: Śmierć w aspekcie transplantologii
Tak myśląc ta „zygota” ma już wszystko: ciało, serce, mózg a nawet czasem trzecią nogę czy rękę. I możesz się upierać przy swoich wywodach, ale nie zmienisz natury - którą Bóg stworzył - w co jak mniemam wierzysz. I jeszcze jedno trzeba mieć mózg by uwierzyć w Boga bez mózgu nie ma woli - mózg umiera nie ma życia - TO JEST PRAWDA - możesz się z tym nie zgadzać - trudno - ja nie będę Cię przekonywał.

MJ możesz nie wymyślać tego co nie napisałem i nie mówić mi kim jestem? Ja staram się grzecznie pisać bez emocji. I czytać tylko dla siebie zrozumiały sposób.

Największą wartością człowieka jest jego życie - jest bezcenne - Jezus zachęcał nas do największych poświęceń, nawet by życie oddać za drugiego człowieka, sam oddał swe życie za nas byś żyć mogli.
Więc bez większych ceregieli można powiedzieć, że oddanie narządu (jeśli ktoś nie uznaje definicji śmierci) zawsze może potraktować swój (mogący się zdarzyć stan wegetatywny) jako wyraz swojej n=miłości wobec drugiego człowieka i podzielić się tym czym jeszcze może.


Takie może nie głębokie przemyślenie.


Pozdrawiam

EDIT: skleroza musiałem coś dopisać


Wt sie 05, 2014 4:04 pm
Czuwa nad wszystkim
Czuwa nad wszystkim
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Pt maja 06, 2011 2:22 pm
Posty: 11405
Płeć: kobieta
wyznanie: katolik w pełnej łączności z papieżem
Odpowiedz z cytatem
Post Re: Śmierć w aspekcie transplantologii
JarStary napisał(a):
Tak myśląc ta „zygota” ma już wszystko: ciało, serce, mózg a nawet czasem trzecią nogę czy rękę. I możesz się upierać przy swoich wywodach, ale nie zmienisz natury - którą Bóg stworzył - w co jak mniemam wierzysz. I jeszcze jedno trzeba mieć mózg by uwierzyć w Boga bez mózgu nie ma woli - mózg umiera nie ma życia - TO JEST PRAWDA

O człowieczeństwie stanowi dusza nieśmiertelna i wynikająca stąd świadomość odrębności. Jeśli bliźnięta syjamskie, które mają wspólną głowę, ale poczucie dwóch odrębnych ciał i osób - przyjmuje się, że są to dwie osoby. A jak nie mamy pewności, ile to osób, z przyczyn moralnych- nie rozdzielamy. Mózg jest tylko nośnikiem informacji (nie stanowi o człowieczeństwie), rozum jest niematerialny skoro będzie nam towarzyszył w dalszej wędrówce życiowej po przejściu ziemskiej granicy.
Tyle dygresji.

Nie potrafię też znaleźć błędu biologicznego w rozumowaniu, że po połączeniu gamet mamy zygotę, potem dopiero się dzieli na dwie części. Materiał genetyczny może się dzielić jak chce, dusza może pozostać w jednej z części, druga zostaje dana po podziale.


Wt sie 05, 2014 4:38 pm
Zobacz profil
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 40 ]  Przejdź na stronę 1, 2, 3  Następna strona


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 4 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów

Szukaj:
Skocz do:  
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group.
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL