Wątki bez odpowiedzi | Aktywne wątki Teraz jest Pn cze 25, 2018 3:23 pm



Utwórz nowy wątek Ten wątek jest zablokowany. Nie możesz w nim pisać ani edytować postów.  [ Posty: 301 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1 ... 16, 17, 18, 19, 20, 21  Następna strona
 Praktykujący ateista 
Autor Wiadomość
Zagadywacz
Zagadywacz

Dołączył(a): Śr maja 04, 2011 2:48 am
Posty: 145
Płeć: mężczyzna
wyznanie: katolik w pełnej łączności z papieżem
Post Re: Praktykujący ateista
Barney, rzeczywiście często zdaję sobie sprawę, że to co pozostało u mnie z wiary, opiera się głównie na swojego rodzaju emocjonalnych kotwicach, wdrukowanych głęboko we mnie podczas religijnego wychowania w dzieciństwie. Uczucie pustki przy zaniechaniu religijnych praktyk, strach przed piekłem, ale też impulsy popychające mnie do spowiedzi, to niektóre z przykładów takich emocji.

Swoją drogą, już dłuższy czas, bezowocnie, próbuję zrozumieć, czym jest wiara. Jak rozpoznać, że ktoś wierzy?

Trochę tu się nie pojawiałem znowu przez jakiś czas, ale bardzo dziękuję Ci Barney za propozycję kontaktu i pomocy w wątpliwościach teologicznych, myślę że może takie wsparcie może okazać się ubogacające.

Sachol, kontakt z namacalnymi świadectwami innych wierzeń przeszłości, pozwala nabrać pewnego dystansu do własnego systemu wiary. Uświadomienie sobie, że ludzie żyjący w innych czasach, czy kulturach, traktowali śmiertelnie poważnie bóstwa, które z dzisiejszego punktu widzenia wydają się niepoważnymi zabobonami. Dziś nikt nie lęka się o losy pośmiertne, jeśli zmarły nie ma obola dla przewoźnika Hadesu - Harona, czy nie jest zabalsamowany jak mumie egipskie. Czy więc aby to co obecnie stanowi treść wiary chrześcijańskiej, nie jest może równie niepoważne z obiektywnego punktu widzenia i w świetle prawdy?


So wrz 23, 2017 5:39 pm
Zobacz profil
Czuwa nad wszystkim
Czuwa nad wszystkim

Dołączył(a): Cz cze 21, 2012 4:15 pm
Posty: 3589
Płeć: mężczyzna
wyznanie: katolik w pełnej łączności z papieżem
Post Re: Praktykujący ateista
tomek87 napisał(a):
Sachol, kontakt z namacalnymi świadectwami innych wierzeń przeszłości, pozwala nabrać pewnego dystansu do- własnego systemu wiary. Uświadomienie sobie, że ludzie żyjący w innych czasach, czy kulturach, traktowali śmiertelnie poważnie bóstwa, które z dzisiejszego punktu widzenia wydają się niepoważnymi zabobonami. Dziś nikt nie lęka się o losy pośmiertne, jeśli zmarły nie ma obola dla przewoźnika Hadesu - Harona, czy nie jest zabalsamowany jak mumie egipskie. Czy więc aby to co obecnie stanowi treść wiary chrześcijańskiej, nie jest może równie niepoważne z obiektywnego punktu widzenia i w świetle prawdy?


Twoje przeintelektualizowanie jest wręcz głupie - nie obraź się.
Najpierw uświadom sobie że ludzie od zawsze wyczuwali istnienie istot niematerialnych, że świat został stworzony kiedyś tam, przez kogoś. Usiłowali sobie to jakoś wyobrazić. Owszem - wierzyli w różne bóstwa, a właściwie to wierzyli w swoje ludzkie wyobrażenia o nich. Te bóstwa były tak w zasadzie bardzo ludzkie - to byli ludzie, tyle że obdarzeni jakimiś mocami, będący prawie nieśmiertelnymi, posiadający jak najbardziej ludzkie przywary i żądający magicznych rytuałów. Z takich wyobrażeń można sobie pokpiwać, bo są po prostu bardzo dziecinne - aczkolwiek wcale nie dziecinne były ofiary z ludzi, których składano na ich ofiarę..

Bóg Izaaka, Jakuba, Mojżesza i chrześcijan jest kompletnie inny. Nie da się go tak po prostu scharakteryzować, opisać, bo właściwie dlaczegóż by można by było - Istotę niewyobrażalną? Przedstawia się On sam jako Istnienie (Ja Jestem) istniejący od zawsze, który zabrania krwawych ofiar z ludzi, a ofiary ze zwierząt tak po prawdzie są dla ludzi (ludzie te ofiary jedzą), w końcu i to okazuje się zbędne, poprzez ofiarę Chrystusa. Tak w końcu ten nasz niepojęty Bóg nakazuje nam tylko dwie rzeczy - kochanie Go i kochanie ludzi, a największy akt miłości do Niego, to całkowite umiłowanie bliźniego.

Tak więc porównanie głupich, prostackich wyobrażeń w których wszystko można wyjaśnić, do Istoty niewyobrażalnej, z definicji niepojętej jest co najmniej głupie, biorąc pod uwagę, że Świat w którym żyjemy wcale taki prosto zbudowany nie jest.

_________________
"Bo myśli moje nie są myślami waszymi, ani wasze drogi moimi drogami - wyrocznia Pana." Iz 55


So wrz 23, 2017 6:49 pm
Zobacz profil
Niesamowity Gaduła
Niesamowity Gaduła

Dołączył(a): Wt gru 18, 2012 3:33 pm
Posty: 1682
Płeć: kobieta
wyznanie: katolik w pełnej łączności z papieżem
Post Re: Praktykujący ateista
Niewiary nie można pogłębić, można poglębić wiarę.
A co z uczynkami wynikającymi z wiary, co że służbą bliźnim?

_________________
Bóg z tymi, którzy Go miłują, współdziała we wszystkim dla ich dobra.


So wrz 23, 2017 9:17 pm
Zobacz profil
Zagadywacz
Zagadywacz

Dołączył(a): Śr maja 04, 2011 2:48 am
Posty: 145
Płeć: mężczyzna
wyznanie: katolik w pełnej łączności z papieżem
Post Re: Praktykujący ateista
PererW, nie ma sprawy, nie obrażam się za szczerość. Być może masz rację, że obecnie za bardzo intelektualnie drążę to wszystko, ale już taki jestem, że o ważnych sprawach lubię trochę pomyśleć, a nie działać pochopnie. A alternatywy - ślepa wiara wbrew temu co czuję albo jasne odrzucenie dziedzictwa chrześcijaństwa nie przekonywują mnie wcale.

Zdaję sobie sprawę że wielkim postępem w rozwoju ludzkości było przejście od politeizmu do monoteizmu. Podobnie koncepcja Boga jako Absolutu i prawiecznego Bytu jest bardzo kusząca i sensowna. Wartości chrześcijaństwa sam oceniam też na plus. Jednakże zastanawiam się też, czy kolejnym krokiem rozwoju nie jest odrzucenie nawet tej monoteistycznej koncepcji i oparciu twierdzeń wyłącznie o argumenty empirystyczne.

Tym bardziej, że ja sam obecnie bardzo pogłębiłem moje wątpliwości w wierze, praktycznie dziś opierając się już o stwierdzenie mojego braku wiary w Boga i życie po śmierci.


N wrz 24, 2017 7:32 pm
Zobacz profil
Gaduła
Gaduła

Dołączył(a): Cz wrz 20, 2012 11:53 am
Posty: 883
Płeć: kobieta
wyznanie: katolik w pełnej łączności z papieżem
Post Re: Praktykujący ateista
tomek87 napisał(a):
PererW, nie ma sprawy, nie obrażam się za szczerość. Być może masz rację, że obecnie za bardzo intelektualnie drążę to wszystko, ale już taki jestem, że o ważnych sprawach lubię trochę pomyśleć, a nie działać pochopnie. A alternatywy - ślepa wiara wbrew temu co czuję albo jasne odrzucenie dziedzictwa chrześcijaństwa nie przekonywują mnie wcale.

Zdaję sobie sprawę że wielkim postępem w rozwoju ludzkości było przejście od politeizmu do monoteizmu. Podobnie koncepcja Boga jako Absolutu i prawiecznego Bytu jest bardzo kusząca i sensowna. Wartości chrześcijaństwa sam oceniam też na plus. Jednakże zastanawiam się też, czy kolejnym krokiem rozwoju nie jest odrzucenie nawet tej monoteistycznej koncepcji i oparciu twierdzeń wyłącznie o argumenty empirystyczne.

Tym bardziej, że ja sam obecnie bardzo pogłębiłem moje wątpliwości w wierze, praktycznie dziś opierając się już o stwierdzenie mojego braku wiary w Boga i życie po śmierci.


Tyle że istnienie Boga jak najbardziej można udowodnić emipirycznie.


N wrz 24, 2017 10:31 pm
Zobacz profil
Dyskutant
Dyskutant
Avatar użytkownika

Dołączył(a): So gru 02, 2017 5:41 pm
Posty: 223
Płeć: mężczyzna
wyznanie: katolik w pełnej łączności z papieżem
Post Re: Praktykujący ateista
Autorze tematu, i jak udało Ci się rozwiązać swój problem? Jeżeli tak to bardzo się cieszę, jeżeli nie to współczuję

Widzę że szukałeś zrozumienia, i go nie znalazłeś. Ja z kolei go nie szukam. Szukam usprawiedliwenia do swoich poglądów. Jeżeli je znajdę będę mógł bez wyrzutów sumienia zająć się niczym nie skrępowanym hedonizmem. Szukam też pogardy dla siebie i być może współczucia. Przykro się czyta twoje posty. Pocieszę Cię, nie jesteś sam. wydaje mi się że jesteśmy tacy sami

_________________
Płaczą zagubione dusze nazajutrz
Kto inny jak nie człowiek stworzył piekło w samym sercu raju?


Śr sty 03, 2018 11:20 am
Zobacz profil
Niesamowity Gaduła
Niesamowity Gaduła

Dołączył(a): Pn mar 20, 2006 11:39 pm
Posty: 2473
Lokalizacja: Roztocze
Post Re: Praktykujący ateista
Widzę tu taką zależność. Każdy człowiek raczej bez wyjątku chce być mocny. Zarówno fizycznie, jak i w swym mnianiu (duchowo).
Jest to oczekiwanie powiązane z sobą wzajnie. Bo siła fizyczna dodaje siły ducha (poprzez zadowolenie z siebie).
Jak i siła ducha uskrzydla dając więlszą rezerwę sił, czy tylko podpowiedź że to jest dla ciebie możlowe. Nawet gdy robisz coś po raz pierwszy, bo sądziłeś że nie dasz rady ( mylnie w sumie ).
Jest to uniwersalna zależność, bez względu na wyznawaną bądź nie wiarę,
albo co ona opisuje.

Dlatego wyznacznikiem tej potrzeby jest osłabienie, które normalnie nie wybiera i dopada każdego z mocmych także.
Owocem udanego kierunku pójścia bądź nie za wiarą, jest umocnienie w swej słabości. Inaczej próżna jest zarówno dana wiara jak i jej brak.

Umocnionemu przechodzi potrzeba czerpania pomocy z dowolnego źródła.
Ważne byśmy umieli dostrzec prawdę o tym co się wydarzyło z nami.
Czy byliśmy słabi i co nam pomogło się umocnić.
To ważne by nie okłamywać siebie na przyszłość a także innych.

Tu jeśli wiara nas nie umocmiła bez względu na nieudolność swoją czy inny powód. To przypisywamie fałszywie dla poklasku, bądź fałszywego mniemania innych że tobie wiara pomogła jest szczytem głupoty.
Dzielimy się tylko prawdziwymi owocami wiary a nie tylko pobożnymi życzeniami.
Inaczej ulegamy sianiu propagandy, to jest grzechem.
Możliwe że to pomoże spojrzeć w prawdziwym świetle na to co jest przedmiotem dyskusji.

_________________
prezydent Legionu Maryi p.Brzozówka


Śr sty 03, 2018 2:33 pm
Zobacz profil WWW
Dyskutant
Dyskutant
Avatar użytkownika

Dołączył(a): So gru 02, 2017 5:41 pm
Posty: 223
Płeć: mężczyzna
wyznanie: katolik w pełnej łączności z papieżem
Post Re: Praktykujący ateista
Ja tam nie wiem. Wiem jedno, czytając ten wątek, czułem się jakbym czytał o sobie. Nie chce być ateistą bo boję się potępienia. Szukam Boga. Włożyłem w to tyle czasu i wysiłku. Jednak dalej nic nie wiem. Może trochę dowiedziałem się troszkę o fizyce, biologi, filozofii i religii. Dalej nie wiem nic o wierze... Nie satysfakcjonuje mnie pusta wiara. Jeżeli Boga nie ma to chce mieć pewność. Jeżeli jest, chce mieć pewność. Włożyłem w ten temat już tyle pracy... Kiedy wydawało mi się że znalazłem dowód, dowiadywałem się czegoś nowego. Szukałem od początku. To okropne jechać autem/autobusem i na początku drogi być ateistą a na końcu wierzącym. Jeżeli o aspekt dziecięcej wiary, to w moim przypadku nigdy ona nie występowała. Co prawda mama(tata wierzy ale w taki bym powiedział umiarkowany sposób) wychowała mnie na katolika, ale wierzyłem w taki sposób. Pójść do kościoła, odklepać regułke, finito. Wierzyłem w Boga ale nie przejmowalem się nim zbytnio. Mysłalem sobie że wierzyć w taki sposób jak wierzyłem, czyli z codziennymi wątpliwościami można żyć. Ależ ile można? Rok? Dwa? Aż psychika nie siądzie. Nie można być tak rozdartym jak ja. To boli. Ile razy słyszę o miłości Boga do ludzi itd. Myślę sobie "piękne słowa. Szkoda że puste". Mam przed oczami taka scenę z Ojca Chrzestnego, gdy Michael przechodzi do biskupa a on nakłania go na spowiedź. Po spowiedzi biskup wygłasza takie słowa do Dona "mógłbyś odpokutować swoje grzechy, ale Ty w to nie wierzysz" i tak sie czuje. Kiedy umrą osoby z których czerpię inspirację religijną, moja wiara czy chęć do niej umrze wraz z nimi. I stanę się reliktem przeszłości. Przeraża mnie wizja z moimi watpilowsciami przez tyle lat. Gdy chodzę na cmentarze, oglądam nagrobki i widzę 1930-2015, 1972-2004 itd. Myślę sobie ile ci ludzie mają szczęścia, nie cierpią, nie muszą się przejmować o swoją przyszłość, i co najważniejsze. Mają pewność co do istnienia Boga(lub jej nie mają. Ale wtedy nikt się o tym nie dowie). Wiara że strachu przed śmiercią i potępieniem nie zasługuje na szacunek, powiedzą niektórzy. Ale odpowiedzcie mi tak szczerze. Czy gdyby istniał Bóg który nie daje nic w zamian ale mamy 100% pewność że on istnieje to ktokolwiek kochałby takiego Boga? Wiedząc że po śmierci jest pustka? Nie mam z kim o tym porozmawiać. Z mamą już nie chce. Gadałem wiele razy. Nie chce jej psuć światopoglądu, cieszę się że wiara daje jej nadzieję. W moim życiu jest ona martwa. Nic nie czuje. W tym roku kończę 20lat a mentalnie czuje się jak 80'sięciolatek.chce mieć pewność. I w końcu zaznać spokoju. Bo w końcu pragną go wszyscy a jest on dany niewielu

_________________
Płaczą zagubione dusze nazajutrz
Kto inny jak nie człowiek stworzył piekło w samym sercu raju?


Śr sty 03, 2018 10:33 pm
Zobacz profil
Zagadywacz
Zagadywacz

Dołączył(a): Śr maja 04, 2011 2:48 am
Posty: 145
Płeć: mężczyzna
wyznanie: katolik w pełnej łączności z papieżem
Post Re: Praktykujący ateista
Minął już rok odkąd opisałem tu mój „eksperyment ateistyczny” bezpośrednio po Wielkanocy 2017. Zakończył się on wtedy kolejnym powrotem do wiary po pełnej religijnych uniesień liturgii Niedzieli Miłosierdzia.

Gdzie jestem z moją wiarą rok później?

Przez ostatnie miesiące doświadczałem w dalszym ciągu przechodzenia przez następujące po sobie jak na sinusoidzie fazy pogłębiania i osłabiania wiary. Pomimo pozostawania w kryzysie wiary, jednocześnie, jakby z większym przekonaniem uczestniczyłem w obrzędach kościelnych, czerpiąc z tego sporą radość.

Obecnie coraz częściej dochodzę do przekonania, że nawet jeśli nie wierzę w Boga, to nic nie stoi na przeszkodzie, żebym, jak wierzący, czerpał korzyści z uczestnictwa w kościelnych rytuałach i wspólnocie.

W tym duchu, do tegorocznego Wielkiego Postu podszedłem całkiem na serio, zarówno poprzez uczestnictwo w nabożeństwach Środy Popielcowej, oraz całego Triduum Wielkanocnego, jak i przyjmując nauki rekolekcyjne, poszcząc oraz próbując ograniczać złe nawyki oraz ćwicząc samodyscyplinę. Pomimo pojawiania się wielokrotnie chwil silnych zwątpień, które próbowały mi kwestionować zasadność moich praktyk religijnych, zastępowałem je myślami tego typu: „No i co z tego? Nawet jeśli jestem ateistą, mogę przecież uczestniczyć w tych liturgiach, jeśli sprawia mi to przyjemność”.

Dwa dni temu, w czasie długich, ale przepięknych obrzędów Wigilii Paschalnej, na które poszedłem pierwszy raz w życiu (kiedyś chodziłem raczej na mszę w Niedzielę Wielkanocną), przeżyłem silne wzruszenie duchowe, wobec którego zacząłem poważnie zastanawiać się, czy nie będą jakimś przełomowym punktem do nawrócenia. W części liturgii światła, miałem wewnętrzną wizję zbliżającego się, coraz intensywniejszego światła w osobie Jezusa Chrystusa, która przynosiła mi coraz silniejsze poczucie szczęścia, ulgi i nadziei. Gdy jej intensywność robiła się nieznośna, przyszła mi do głowy krytyczna myśl, że mój mózg dał się ponieść impresji chwili stworzonej przez obrzędy, gry światła i ciemności, odczytywanych tekstów, śpiewanych pieśni i skupieniu modlitewnemu wypełnionego po brzegi kościoła w moich rodzinnej parafii, gdzie przyjąłem Pierwszą Komunię i Bierzmowanie...

Quinque
Dziękuję Ci za Twoje słowa zrozumienia. Miłe jest, gdy się czyta słowa kogoś, kto przeżywa podobne rozterki. Piszesz o potrzebie uzyskania pewności w kwestii istnienia Boga, ja w sumie nie łudzę się już w ogóle, że ją mógłbym kiedykolwiek osiągnąć. To co chciałbym, to raczej uzyskanie równowagi i spokoju wewnętrznego odnośnie wyobrażenia tego, co stanie się ze mną, gdy kiedyś umrę.

W przeciwieństwie do Ciebie nie uważam, żeby z naszej perspektywy ludzie zmarli byli w jakimś lepszym położeniu odnośnie strachu przed śmiercią. Bo albo ci ludzie już w ogóle nie istnieją, to wtedy OK, jest to może i lepsze, niż życie z poczuciem niepewności i strachu. W innym wypadku, jeśli żyją wiecznie w postaci duszy, to otwiera to cały wachlarz niepewności – mogą przecież być zbawieni i cieszyć się obcowaniem z Absolutem w niebie, ale również cierpieć potępienie wieczne w piekle, bądź też tułać się w beznadziei po wszechświecie, albo we wcieleniach reinkarnacji. Wydaje mi się, że o wiele prostsze byłoby po prostu przestanie istnieć.

Piszesz o chęci wyzbycia się wyrzutów sumienia wobec hedonizmu? Czy uważasz, że ateizm umożliwiłby Ci przeżywanie szczęście w przyjemnościach życia? Czujesz się blokowany w przeżywaniu tego życia na „maxa” przez Twoje wątpliwości odnośnie wiary?


Wt kwi 03, 2018 4:04 pm
Zobacz profil
Niesamowity Gaduła
Niesamowity Gaduła

Dołączył(a): Pn cze 13, 2011 6:22 pm
Posty: 3066
Lokalizacja: podkarpackie
Płeć: kobieta
wyznanie: katolik w pełnej łączności z papieżem
Post Re: Praktykujący ateista
tomek87 napisał(a):
Minął już rok odkąd opisałem tu mój „eksperyment ateistyczny” bezpośrednio po Wielkanocy 2017. Zakończył się on wtedy kolejnym powrotem do wiary po pełnej religijnych uniesień liturgii Niedzieli Miłosierdzia.

Gdzie jestem z moją wiarą rok później?

Przez ostatnie miesiące doświadczałem w dalszym ciągu przechodzenia przez następujące po sobie jak na sinusoidzie fazy pogłębiania i osłabiania wiary. Pomimo pozostawania w kryzysie wiary, jednocześnie, jakby z większym przekonaniem uczestniczyłem w obrzędach kościelnych, czerpiąc z tego sporą radość.

?
Słuchałeś?
https://www.youtube.com/watch?v=azHdFUdMtqc&t=909s

_________________
Błogosławieni czystego serca, albowiem oni Boga oglądać będą


Wt kwi 03, 2018 8:05 pm
Zobacz profil
Zagadywacz
Zagadywacz

Dołączył(a): Śr maja 04, 2011 2:48 am
Posty: 145
Płeć: mężczyzna
wyznanie: katolik w pełnej łączności z papieżem
Post Re: Praktykujący ateista
Tak, znam dobrze to nagranie.


Wt kwi 03, 2018 8:43 pm
Zobacz profil
Dyskutant
Dyskutant
Avatar użytkownika

Dołączył(a): So gru 02, 2017 5:41 pm
Posty: 223
Płeć: mężczyzna
wyznanie: katolik w pełnej łączności z papieżem
Post Re: Praktykujący ateista
Tomek, już chwilę temu to pisałem. Więc nie zabradzo pamiętam co ja tam mówiłem. Otóż miałem inne pojęcie o wierze niż mam teraz. Kiedyś uważałem że chciałbym "dowodu" bo wiara sama z siebie Tak jak wierzy sporą część ludzi "a może coś jest? To na wszelki wypadek pójdę do kościoła..." mnie nie satysfkacjonowała. Dzisiaj inaczej na to patrzę. Wiara jest apiroryczna. Również uważam że zmarli mają lepiej. Nawet hipotetycznie zakładając że nie ma nic po śmierci to przynajmniej się nie boją. Uważam również że ateizm upoważnia do hedonizmu

Myślę też że masz silny kryzys wiary. Kiedyś ci przejdzie. Może za rok, może dwa? Kto wie

_________________
Płaczą zagubione dusze nazajutrz
Kto inny jak nie człowiek stworzył piekło w samym sercu raju?


Śr kwi 04, 2018 11:13 am
Zobacz profil
Niesamowity Gaduła
Niesamowity Gaduła

Dołączył(a): Śr lis 18, 2015 10:14 pm
Posty: 1094
Płeć: mężczyzna
wyznanie: katolik w pełnej łączności z papieżem
Post Re: Praktykujący ateista
tomek87 napisał(a):
Obecnie coraz częściej dochodzę do przekonania, że nawet jeśli nie wierzę w Boga, to nic nie stoi na przeszkodzie, żebym, jak wierzący, czerpał korzyści z uczestnictwa w kościelnych rytuałach i wspólnocie.

Nie rób tego, bo stajesz się w ten sposób nieetyczny, niemoralny. Nawet jeśli nie wierzysz, to nadal przecież chcesz być osobą w swoim mniemaniu wewnętrznie moralną, prawda? Na przykład, mimo, że nie wierzę w jakieś hinduskie bóstwa, to przecież nie pójdę na miejsce otaczanej przez hindusów czcią i nie zrobię tam siku.

Podobnie, gdy nie wierząc chcesz czerpać po prostu jakieś psychiczne korzyści nie związane z wiarą, okazujesz brak szacunku wobec tych, dla których coś jest sakramentem i wielką wartością.

Moim zdaniem, jeśli nie uważasz się za wierzącego, nie powinieneś chodzić do spowiedzi, do kościoła. Mam nadzieję, że nie posunąłeś się nigdy do przyjęcia Komunii w takim stanie?

Natomiast, czym innym jest stan szukania Boga. Można to uznać za wiarę, za jakąś jej formę. Wszystko rozgrywa się w sercu człowieka. Ważne jednak, aby mieć w sobie moralność, dobrą wolę i szacunek wobec bliźnich. Budujesz wówczas dobro we wszechświecie, a ograniczasz zło. Tym samym masz większe szanse na uzdrowienie cię przez Boga.

Kończąc tę wypowiedź zadam pytanie Tobie i innym szukającym.
Czy możliwe byłoby, aby w absolutnej nicości pojawiło się nagle coś?


Cz kwi 05, 2018 2:45 pm
Zobacz profil
Zagadywacz
Zagadywacz

Dołączył(a): Śr maja 04, 2011 2:48 am
Posty: 145
Płeć: mężczyzna
wyznanie: katolik w pełnej łączności z papieżem
Post Re: Praktykujący ateista
lekarstwo napisał(a):
tomek87 napisał(a):
Obecnie coraz częściej dochodzę do przekonania, że nawet jeśli nie wierzę w Boga, to nic nie stoi na przeszkodzie, żebym, jak wierzący, czerpał korzyści z uczestnictwa w kościelnych rytuałach i wspólnocie.

Nie rób tego, bo stajesz się w ten sposób nieetyczny, niemoralny. Nawet jeśli nie wierzysz, to nadal przecież chcesz być osobą w swoim mniemaniu wewnętrznie moralną, prawda? Na przykład, mimo, że nie wierzę w jakieś hinduskie bóstwa, to przecież nie pójdę na miejsce otaczanej przez hindusów czcią i nie zrobię tam siku.

Podobnie, gdy nie wierząc chcesz czerpać po prostu jakieś psychiczne korzyści nie związane z wiarą, okazujesz brak szacunku wobec tych, dla których coś jest sakramentem i wielką wartością.

Moim zdaniem, jeśli nie uważasz się za wierzącego, nie powinieneś chodzić do spowiedzi, do kościoła. Mam nadzieję, że nie posunąłeś się nigdy do przyjęcia Komunii w takim stanie?

Natomiast, czym innym jest stan szukania Boga. Można to uznać za wiarę, za jakąś jej formę. Wszystko rozgrywa się w sercu człowieka. Ważne jednak, aby mieć w sobie moralność, dobrą wolę i szacunek wobec bliźnich. Budujesz wówczas dobro we wszechświecie, a ograniczasz zło. Tym samym masz większe szanse na uzdrowienie cię przez Boga.

Kończąc tę wypowiedź zadam pytanie Tobie i innym szukającym.
Czy możliwe byłoby, aby w absolutnej nicości pojawiło się nagle coś?


Twoje zdanie jest zupełnie inne niż moich dotychczasowych spowiedników. Sakramenty są przecież na pokrzepienie dla ludzi słabych. A nawet sami apostołowie prosili, by przymnożyć im wiary, choć byli na co dzień twarzą w twarz z Jezusem.

Ty widzę, sugerujesz mi w okresie zwątpienia w istnienie Boga zaprzestanie chodzenia na msze święte? Z dotychczasowych prób odstawienia mszy, wiem, że byłoby to trudne, ponieważ, jestem dość mocno uzależniony psychicznie od tych rytuałów. Często również, gdy jestem na mszy, odczuwam chęć pełnego uczestnictwa, co popycha mnie z kolei w kierunku konfesjonału i dopiero potem, już w stanie łaski uświęcającej przystępuję do Komunii.

Więc tak, zdarzyło mi się wielokrotnie przyjmować Najświętszy Sakrament w stanie głębokiego zwątpienia, jednakże zawsze z poszanowaniem wszystkich warunków dobrej spowiedzi. I odrobiną zaufania, że jeśli Bóg istnieje, to resztę dopełni on sam, a jeśli nie istnieje, to przecież nie będzie miało to żadnego znaczenia.

"Zrobienie siku" w miejscu kultu, moim zdaniem, jest wyrazem pogardy, i to jednak coś zupełnie innego, niż dołączenie się do innych wyznających dany kult i wspólny udział w ich obrzędach.

Co do przejścia nicości w coś, to szczerze wątpię w taki proces, ale w skali Wielkiego Wybuchu u początku istnienia Wszechświata, jaki znamy, wszystkie prawa, jakie zaobserwowaliśmy i opisaliśmy, mogą kompletnie nie mieć zastosowania.


Cz kwi 05, 2018 7:49 pm
Zobacz profil
Dyskutant
Dyskutant
Avatar użytkownika

Dołączył(a): So gru 02, 2017 5:41 pm
Posty: 223
Płeć: mężczyzna
wyznanie: katolik w pełnej łączności z papieżem
Post Re: Praktykujący ateista
Myślę że dla Tomka, Bóg to puste określenie. Mam rację Tomek? Chciałby żeby był a nie potrafi uwierzyć i żadne argumenty go nie przekonują. Do kościoła chodzi gdyż myśli że to mu jakoś pomoże. Mylę się? Ostatecznie i tak wszyscy jedziemy na tym samym wózku. Nie zależnie od tego kto ma rację

_________________
Płaczą zagubione dusze nazajutrz
Kto inny jak nie człowiek stworzył piekło w samym sercu raju?


Cz kwi 05, 2018 10:51 pm
Zobacz profil
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Ten wątek jest zablokowany. Nie możesz w nim pisać ani edytować postów.  [ Posty: 301 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1 ... 16, 17, 18, 19, 20, 21  Następna strona


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 13 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów

Szukaj:
Skocz do:  
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group.
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL