Wątki bez odpowiedzi | Aktywne wątki Teraz jest Pn wrz 24, 2018 8:12 pm



Utwórz nowy wątek Ten wątek jest zablokowany. Nie możesz w nim pisać ani edytować postów.  [ Posty: 301 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1 ... 17, 18, 19, 20, 21  Następna strona
 Praktykujący ateista 
Autor Wiadomość
Zagadywacz
Zagadywacz

Dołączył(a): Śr maja 04, 2011 2:48 am
Posty: 146
Płeć: mężczyzna
wyznanie: katolik w pełnej łączności z papieżem
Post Re: Praktykujący ateista
Quinque napisał(a):
Myślę że dla Tomka, Bóg to puste określenie. Mam rację Tomek? Chciałby żeby był a nie potrafi uwierzyć i żadne argumenty go nie przekonują. Do kościoła chodzi gdyż myśli że to mu jakoś pomoże. Mylę się? Ostatecznie i tak wszyscy jedziemy na tym samym wózku. Nie zależnie od tego kto ma rację


Coś w tym jest, co napisałeś, ale nie do końca mogę się zgodzić ze wszystkimi Twoimi wnioskami, Quinque.

Bóg to nie jest dla mnie puste określenie, a wręcz przeciwnie arcypełne. Widzę w tym pojęciu Absolut, czyli koncept bytu nieskończonego, zawierającego wszystko co istnieje, ale jednocześnie nieskończenie wszechświat przekraczające. Coraz bardziej dochodzę też do wniosku, że jeśli Bóg istnieje, to nie da się w żaden sposób ogarnąć naszym ludzkim, ograniczonym umysłem. Te wszystkie obrazy Boga, które posiadamy, wszystkie są bardziej lub mniej, ale dalekie od Jego Prawdziwej Istoty ("Jestem, który Jestem"), a często przedstawiane są w sposób zantropomorfizowany.

Jednocześnie fakt, że jest to dla mnie pojęcie niepuste, nie oznacza, że wierzę w istnienie takiego Boga.

A z kolei, czy rzeczywiście chciałbym, żeby Bóg był? No właśnie niekoniecznie. Świat daje się coraz bardziej zamknąć w wizji materialistycznej i wystarczająco dokładnie opisać z naszej perspektywy i na nasze potrzeby bez wprowadzania do niego Boga. Uważam, że z punktu widzenia nauki, dodanie do tej przeogromnej złożoności materialnego wszechświata, jeszcze nierozwiązywalną tajemnicę transcendentnego Boga, w żaden sposób nie pomaga w jego zrozumieniu, a tylko niepotrzebnie komplikuje model.

To czego chciałbym, to raczej uwierzyć, że Bóg istnieje, bo faktycznie, zgodzę się z Tobą, że coraz częściej pozostaję w stanie niemożności uwierzenia w Jego istnienie i dostarczane argumenty mnie nie przekonują. Bo z kolei co do dowodów, to nawet nie wierzę, że takowe mogłyby kiedykolwiek być zaprezentowane - w tym akurat cechuję się mocnym agnostycyzmem.

Do kościoła może kiedyś chodziłem, łudząc się, że mi to pomoże w odzyskaniu głębokiej wiary, ale obecnie nie mam już takiej pewności.
We mszach uczestniczę aktualnie przede wszystkim z przyzwyczajenia i dla zaspokojenia potrzeby uczestnictwa w estetycznie i filozoficznie pięknie przygotowanych liturgiach oraz by poczuć się wyjątkowym poprzez przynależność do instytucji Kościoła.

Fakt, jedziemy na tym samym wózku, jednak na pytanie dokąd, nikt chyba nie ma pewności co do odpowiedzi.


Pt kwi 06, 2018 12:30 am
Zobacz profil
Niesamowity Gaduła
Niesamowity Gaduła

Dołączył(a): Pn lut 28, 2005 11:53 pm
Posty: 1529
Post Re: Praktykujący ateista
tomek87 napisał(a):
Świat daje się coraz bardziej zamknąć w wizji materialistycznej i wystarczająco dokładnie opisać z naszej perspektywy i na nasze potrzeby bez wprowadzania do niego Boga.

Jak opisujesz Lanciano?


Pt kwi 06, 2018 12:36 am
Zobacz profil
Niesamowity Gaduła
Niesamowity Gaduła

Dołączył(a): Śr lis 18, 2015 10:14 pm
Posty: 1127
Płeć: mężczyzna
wyznanie: katolik w pełnej łączności z papieżem
Post Re: Praktykujący ateista
tomek87 napisał(a):
We mszach uczestniczę aktualnie przede wszystkim z przyzwyczajenia i dla zaspokojenia potrzeby uczestnictwa w estetycznie i filozoficznie pięknie przygotowanych liturgiach oraz by poczuć się wyjątkowym poprzez przynależność do instytucji Kościoła.

No i to jest właśnie niemoralne. :-(
Zdecyduj się! Albo wierzysz, albo nie!
Jeśli nie wierzysz, to w oczach chrześcijanina profanujesz w ten sposób to co jest dla niego święte. Lepiej żebyś poszukał sobie innych, świeckich przyjemności - prostych: jedzenie, seks, wypoczynek, duchowych: teatr, rozrywka, tv, muzyka. Te przyjemności też mają często charakter liturgiczny.
Jeśli nie wierzysz, nie chcesz wierzyć, to twoja spowiedź czy uczestnictwo we Mszy św. jest daremne i ohydne dla Boga i wierzących. Obudź się i okazuj ludziom szacunek - nie profanuj tego, co dla nich święte.

Jednak jeśli masz w sercu taką nadzieję, że Bóg istnieje, że chciałbyś zrozumieć Jezusa, że ta Postać budzi w tobie tęsknotę, to inna sprawa. Wtedy już można uznać cię za osobę wierzącą, tyle że szukającą, z zakłóconą i chwiejną wiarą.

Co do naszego życia, to...
Żadna wizja materialistyczna świata nie odpowie na pytanie w jaki sposób z niebytu mogło wyłonić się coś. Jakieś argumenty, że w wielkim wybuchu czy innym momencie mogły być inne prawa, itp. są nielogiczne, bo nie wyjaśniają w jaki sposób mogły te prawa zaistnieć. Jest to tylko przesuwanie problemu na inny poziom. Nadal jednak pozostaje fakt, że całkowity niebyt, nicość, nic - nie ma w sobie niczego co mogłoby zainicjować istnienie czegokolwiek.

A jednak istniejemy i istnieje wszechświat. Jak to? Przecież nie było niczego, co mogłoby to zainicjować. Sam materialny wszechświat przecież nie mógł się samorzutnie zrodzić z nicości, bo totalna nicość nie ma w sobie niczego. Jeśli nie było niczego, żadnej energii, żadnych praw, żadnych osobliwości, itd, to nie było też czegoś, co mogłoby zainicjować wszechświat.
Wniosek jest taki, że istnieje coś ponad nicością i światem materialnym, coś co stworzyło nasze istnienie. To coś nadrzędne, co nas stworzyło, to właśnie Bóg.
Wiara w Boga ma więc podstawy logiczne.
Albo inaczej - nigdy nie mogło być nicości absolutnej skoro jest istnienie. Zawsze istniało coś. Czym było i jest od zawsze to coś? Czy nie mamy wszelkich poszlak, by traktować to coś jako Boga? Bo nie mogło zawsze istnieć coś, co jest tylko materialne i mechaniczne. Z istoty bowiem bezdusznego mechanicznego wszechświata wynika przecież, że nie mógłby powstać bez przyczyny, sam z siebie. To coś, co istniało zawsze musiało być żywe i istnieć samo z siebie bez żadnych przyczyn. Absolutnie niezależne, nie stworzone, istniejące samodzielnie zawsze. To Bóg.


Pt kwi 06, 2018 9:00 am
Zobacz profil
Zagadywacz
Zagadywacz

Dołączył(a): Śr maja 04, 2011 2:48 am
Posty: 146
Płeć: mężczyzna
wyznanie: katolik w pełnej łączności z papieżem
Post Re: Praktykujący ateista
lekarstwo napisał(a):
No i to jest właśnie niemoralne. :-(
Zdecyduj się! Albo wierzysz, albo nie!
Jeśli nie wierzysz, to w oczach chrześcijanina profanujesz w ten sposób to co jest dla niego święte. Lepiej żebyś poszukał sobie innych, świeckich przyjemności - prostych: jedzenie, seks, wypoczynek, duchowych: teatr, rozrywka, tv, muzyka. Te przyjemności też mają często charakter liturgiczny.
Jeśli nie wierzysz, nie chcesz wierzyć, to twoja spowiedź czy uczestnictwo we Mszy św. jest daremne i ohydne dla Boga i wierzących. Obudź się i okazuj ludziom szacunek - nie profanuj tego, co dla nich święte.

Jednak jeśli masz w sercu taką nadzieję, że Bóg istnieje, że chciałbyś zrozumieć Jezusa, że ta Postać budzi w tobie tęsknotę, to inna sprawa. Wtedy już można uznać cię za osobę wierzącą, tyle że szukającą, z zakłóconą i chwiejną wiarą.

Zupełnie się z Tobą nie zgadzam. Jak uczestnictwo we Mszy Świętej może być niemoralne, zwłaszcza dla katolika umocnionego bierzmowaniem (confirmatio)? Mówienie takich rzeczy jest bluźnierstwem!

A nawet gdybym nie należał do danego kościoła, to nie uznawałbym uczestnictwo w liturgii za niemoralne. W zeszłym roku zauroczony byłem obrzędami liturgii prawosławnej, gdzie w cerkwi spędziłem 2h słuchając pięknych śpiewów i żałując, że nie umiem się do nich dołączyć. W meczetach, również, choć nie wyznaję Allaha jako Boga, ani Mahometa jako proroka, to z szacunku wchodziłem bez butów i podczas śpiewów muezinów słuchałem oczarowany. Nie byłem jeszcze w świątyniach buddyjskich, ale bardzo chciałbym i mam nadzieję, że w tym roku to nadrobię podczas podróży w Azji. Marzy mi się też uczestnictwo w żydowskiej liturgii szabatowej.

Zawsze szanuję świętość miejsca czy obrzędów, niezależnie od religii i taka postawa jest daleka od profanacji. Nie odważyłbym się naruszyć w danej religii zasad praktykowania wiary. W katolicyzmie jako ochrzczony i bierzmowany spełniam wszystkie warunki przystępując zgodnie z ustalonymi zasadami do Sakramentu Pokuty i Pojednania, czy potem Eucharystii.

Decyzja o wierze nie do mnie należy. To niezasłużony dar. Do mnie należeć może podejmowanie starań o stworzenie warunków dla jej rozwoju. To jak w przypowieści o siewcy. Jedyne co mogę zrobić to przygotować żyzną glebę, ale ani ja nie jestem siewcą, ani nie mam mocy dać ziarnu mocy wzrostu. To co Ty mi radzisz, czyli odgrodzenie się od siewcy, nigdy nie przyniesie żadnego plonu. Doprawdy niemoralnym jest taki faryzeizm.

Wybacz że nie skomentuję Twojej wypowiedzi o "świeckich przyjemnościach - prostych: jedzenie, seks, wypoczynek, duchowych: teatr, rozrywka, tv, muzyka", bo to poniżej poziomu mojej rozmowy.


Pt kwi 06, 2018 12:31 pm
Zobacz profil
Niesamowity Gaduła
Niesamowity Gaduła

Dołączył(a): Pn maja 25, 2009 4:55 pm
Posty: 12315
Lokalizacja: Gdynia
Płeć: mężczyzna
wyznanie: katolik w pełnej łączności z papieżem
Post Re: Praktykujący ateista
tomek87 napisał(a):
Barney, rzeczywiście często zdaję sobie sprawę, że to co pozostało u mnie z wiary, opiera się głównie na swojego rodzaju emocjonalnych kotwicach, wdrukowanych głęboko we mnie podczas religijnego wychowania w dzieciństwie. Uczucie pustki przy zaniechaniu religijnych praktyk, strach przed piekłem, ale też impulsy popychające mnie do spowiedzi, to niektóre z przykładów takich emocji.
Bardzo możliwe (choć nie wkładałbym wszystkich powyższych objawów do jednego zbioru).
Zauważ jednak, że również Twoja niewiara zdaje się mieć (jak zresztą u wielu - nawet wierzących ;) ) korzenie emocjonalne (niemożność wyobrażenia sobie czegoś daleko odbiegającego od codziennych doświadczeń jest tu kluczowa. Z tego samego powodu, choć WIEM że stół na którym leży moja klawiatura to w gruncie rzeczy przede wszystkim pustka, z rzadka przerywana cząsteczkami, to jednak emocjonalnie w to "nie wierzę").

To co wiemy na pewno, też często jest niewiarygodne dla naszych zmysłów.
Wierzę w Boga całkiem "racjonalnie" (i mam nadzieję, ze trochę "duchowo") ale uczuciowo... właściwie nie.
I - choc niektórzy mają inaczej - to chyba to jest dosyć naturalne.
Dotyczy zresztą nie tylko Boga, ale wszystkich rzeczy, które leżą poza moim zmysłowym aparatem postrzegania (a więc i poza możliwością łatwego wyobrażenia tego sobie).
Patrzę w niebo. Nauka mówi mi że to są światy - niektóre ogromne i oddalone na niewyobrażalne odległosci. W dodatku Wszechświat nie ma granic, ale jest ograniczony (dziwne, nie?). To wszystko wiem. Ale z całą pewnością tego nie czuję jako rzeczywistości realnej, mój - nie działający na co dzień w tej skali mózg w to "nie wierzy".
Prawde mowiac, studiujac wspolczesna fizyke latwo zwatpic w istnienie... materii ;)

Albo taka teoria wzglednosci. Przyspieszam, ale predkosc nie rosnie.
Masa rosnaca z przyspieszeniem. Zmiana wymiarow, zmienna szybkosc uplywu czasu... Juz lepszy byl "tradycyjny" Newton...
Wszystkie te moje "niewiary" maja takie samo podloze - nauka poinformowala mnie o rzeczach ktore wykraczaja poza moje bezposrednie doswiadczenie.
I dlatego (choc "rozumowo" znam te fakty i sie z nimi zgadzam) ta "pojmujaca" czesc mojej osobowosci nie wierzy w nie.
Mysle, ze podobnie jest z Bogiem.

Nie wiem czy udało mi się dobrze przekazać co mam na myśli...


tomek87 napisał(a):
Swoją drogą, już dłuższy czas, bezowocnie, próbuję zrozumieć, czym jest wiara. Jak rozpoznać, że ktoś wierzy?
Zamień "wierzy w Boga" na "ufa Bogu" i będzie łatwiej. Bo tym w istocie jest wiara chrześcijańska.

tomek87 napisał(a):
(...)Sachol, kontakt z namacalnymi świadectwami innych wierzeń przeszłości, pozwala nabrać pewnego dystansu do własnego systemu wiary. Uświadomienie sobie, że ludzie żyjący w innych czasach, czy kulturach, traktowali śmiertelnie poważnie bóstwa, które z dzisiejszego punktu widzenia wydają się niepoważnymi zabobonami. Dziś nikt nie lęka się o losy pośmiertne, jeśli zmarły nie ma obola dla przewoźnika Hadesu - Harona, czy nie jest zabalsamowany jak mumie egipskie. Czy więc aby to co obecnie stanowi treść wiary chrześcijańskiej, nie jest może równie niepoważne z obiektywnego punktu widzenia i w świetle prawdy?

Widzisz, z pewnością niektóre elementy postrzegania wiary (jakiejkolwiek - nawet prawdziwej) jak również jej "techniczne dekoracje" przemijają. Dokładnie tak, jak w miarę rozwoju nauki przemijają niektóre teorie (które jednak na czasy, w których powstały, były dostatecznym przybliżeniem Rzeczywistosci i nawet często na ich podstawie działały urządzenia - patrz teoria eteru, flogistonu etc).
Natomiast nietrudno zauwazyć, że owe wymyślone religie mają jednak pewne punkty wspólne, pewną "intuicję Boga" a nawet pewne wspolne zasady moralne. Są odbiciem naszego "podobieństwa" do Boga, naszej do Niego tęsknoty.
Dla mnie istnienie religii naturalnych jest pieknym świadectwem tego, że człowiek jest "z rodziny Boga" i za nim tęskni (a także - do pewnego stopnia - zna Go "intuicyjnie").

tomek87 napisał(a):
Bóg to nie jest dla mnie puste określenie, a wręcz przeciwnie arcypełne. Widzę w tym pojęciu Absolut, czyli koncept bytu nieskończonego, zawierającego wszystko co istnieje, ale jednocześnie nieskończenie wszechświat przekraczające. Coraz bardziej dochodzę też do wniosku, że jeśli Bóg istnieje, to nie da się w żaden sposób ogarnąć naszym ludzkim, ograniczonym umysłem. Te wszystkie obrazy Boga, które posiadamy, wszystkie są bardziej lub mniej, ale dalekie od Jego Prawdziwej Istoty ("Jestem, który Jestem"), a często przedstawiane są w sposób zantropomorfizowany.
Bardzo trafny pogląd - powiedziałbym nawet, że wszelkie przedstawienia są antropomorfizujące - w zasadzie innej możliwości nie mamy (bo nie mamy odpowiednich pojęć, ani nawet słów).

Dlatego właśnie międy innymi fakt, iż Kościół katolicki nie potrafi wyjaśnić natury Trójcy Świętej stanowi dla mnie wspaniały dowód na prawdziwość naszej wiary.
Dla mnie jako dla „technokraty” (jestem z zawodu informatykiem) tajemnica Trójcy jest największą „rozumową przesłanką” na to, iż właśnie chrześcijaństwo jest tą jedyną, nie wymyśloną przez ludzi, lecz objawioną przez Boga, wiarą.
Pomyślmy przez chwilę – co jest podstawową, immanentną cechą każdej religii wymyślonej przez człowieka? Otóż twierdzę, iż taką cechą jest to, iż nie ma w niej żadnych tajemnic. Oczywiście, bywa, że w niektórych sektach część rzeczy objęte jest tajemnicą przed „szeregowymi” wiernymi – jednak zawsze istnieje ktoś „wtajemniczony” – guru, szefostwo grupy itd. Nie można wymyślić czegoś, czego się nie rozumie.
Ilustracją tego są wszelkie tzw. religie naturalne – zawsze wiadomo, o co chodzi, wiadomo, kim jest bóstwo. Są one „łatwym”, uproszczonym „wyjaśnieniem Boga” – niekiedy bardzo wymyślnym jak hinduizm czy kulty New Age, a niekiedy bardzo uproszczonym jak nauka sekt, różnych „świadków Jehowy” a nawet – piszę to z bólem – często praktyka nauczania realizowana przez znudzonych kaznodziejów chrześcijańskich.
Tymczasem w chrześcijaństwie – tym prawdziwym, nie „leniwym” – istnieje Trójca. Wbrew sugestiom przeciwników prawda wiary niemająca odpowiednika w żadnej innej religii. Tajemnica, o której nikt – ani święci, ani papież, ani doktorzy Kościoła nie ośmielili się powiedzieć, że ją rozumieją. Prawdę mówiąc, nikt nie wie nawet w przybliżeniu, o co w ogóle chodzi!
Jest oczywiste, że choć wiara nie jest zaprzeczeniem rozumu (przeciwnie, wymaga jego współpracy ), to ograniczony, ludzki mózg nie jest w stanie ogarnąć nieskończoności, jaką jest Bóg. Każda wiara, która twierdzi, że całkowicie wyjaśnia Boga, musi być fałszywa. I odwrotnie – prawdziwa wiara musi mieć takie prawdy jak Trójca.

tomek87 napisał(a):
A z kolei, czy rzeczywiście chciałbym, żeby Bóg był? No właśnie niekoniecznie. Świat daje się coraz bardziej zamknąć w wizji materialistycznej i wystarczająco dokładnie opisać z naszej perspektywy i na nasze potrzeby bez wprowadzania do niego Boga. Uważam, że z punktu widzenia nauki, dodanie do tej przeogromnej złożoności materialnego wszechświata, jeszcze nierozwiązywalną tajemnicę transcendentnego Boga, w żaden sposób nie pomaga w jego zrozumieniu, a tylko niepotrzebnie komplikuje model.
Mam dokładnie odwrotne wrażenie.
Cały rozwój nauki nie wniósł nic odnośnie konieczności "hipotezy Boga".
Zresztą nie jest to niepowodzenie - nauka Z ZAŁOŻENIA nic do niej wnieść nie mogła, bo pozostaje to poza jej celami (i kompetencją).
Chodzi mi o to ze religia odpowiada na pytanie 'dlaczego' zas nauka na pytanie 'jak'.
Niektorzy mylnie sądzą na przykład, ze nauka wyjasnila DLACZEGO uderzaja pioruny - a nauka tylko (?) opisala to zjawisko.
Podobnie wiemy jak oddzialywuja na siebie naladowane czastki (prawo Coulomba)- ale nie wiemy dlaczego.

Zaryzykuję twierdzenie, że poznanie fizyki kwantowej, teorii powstania Wszechświata itd raczej potegują konieczność "hipotezy Boga", niż ja obalaja.


Cytuj:
To czego chciałbym, to raczej uwierzyć, że Bóg istnieje, bo faktycznie, zgodzę się z Tobą, że coraz częściej pozostaję w stanie niemożności uwierzenia w Jego istnienie i dostarczane argumenty mnie nie przekonują. Bo z kolei co do dowodów, to nawet nie wierzę, że takowe mogłyby kiedykolwiek być zaprezentowane - w tym akurat cechuję się mocnym agnostycyzmem.
To zależy co rozumiesz przez "dowód". Bo są dowody w sensie nauk przyrodniczych (fizyki, chemii itd) gdzie dowodem jest wyłączenie powtarzalne doświadczenie. Ale innych już dowodów wymaga matematyka, jeszcze innych historia...

Cytuj:
Do kościoła może kiedyś chodziłem, łudząc się, że mi to pomoże w odzyskaniu głębokiej wiary, ale obecnie nie mam już takiej pewności.
We mszach uczestniczę aktualnie przede wszystkim z przyzwyczajenia i dla zaspokojenia potrzeby uczestnictwa w estetycznie i filozoficznie pięknie przygotowanych liturgiach oraz by poczuć się wyjątkowym poprzez przynależność do instytucji Kościoła.
Trudno mi się do tego odnieść.
Być może warto byłoby, gdybyś zagłebił się w to, co własciwie się dzieje podczas Eucharystii (niestety, jest to bardzo kiepsko głoszone, i sądzę że większość osób nie ma o tym pojęcia...)

Cytuj:
Fakt, jedziemy na tym samym wózku, jednak na pytanie dokąd, nikt chyba nie ma pewności co do odpowiedzi.
To zależy jakiego rodzaju pewności oczekujesz. "fizycznej" pewności oczywiście nikt mieć nie będzie.
Możliwości są tylko dwie:
  • śmierć (wtedy każdy z nas się przekona)
  • tzw."osobiste spotkanie" z Bogiem na gruncie mistycznym. Choć to bardzo subiektywne.

_________________
Obrazek
Więcej informacji tu http://www.analizy.biz/ksiazkiapologetyczne


Pt kwi 06, 2018 12:47 pm
Zobacz profil WWW
Niesamowity Gaduła
Niesamowity Gaduła

Dołączył(a): Pn mar 20, 2006 11:39 pm
Posty: 2597
Lokalizacja: Roztocze
Post Re: Praktykujący ateista
Tomek
Każdy faryzeizm jest złem.
Lecz decyzja czy wierzysz należy do ciebie, nie do Boga.
On co trzeba już zawarł w tobie, ważne jest tu to czego ty chcesz i co tobie w tym pomoże.
Polecam jako uzupełnienie mej wypowiedzi.
viewtopic.php?f=12&t=23374&start=1710

_________________
prezydent Legionu Maryi p.Brzozówka


Pt kwi 06, 2018 12:48 pm
Zobacz profil WWW
Niesamowity Gaduła
Niesamowity Gaduła

Dołączył(a): Śr lis 18, 2015 10:14 pm
Posty: 1127
Płeć: mężczyzna
wyznanie: katolik w pełnej łączności z papieżem
Post Re: Praktykujący ateista
tomek87 napisał(a):
Wybacz że nie skomentuję Twojej wypowiedzi o "świeckich przyjemnościach - prostych: jedzenie, seks, wypoczynek, duchowych: teatr, rozrywka, tv, muzyka", bo to poniżej poziomu mojej rozmowy.

Ależ dlaczego? Podobno dobry film czy teatr też potrafi oczarować i wzbudzić mnóstwo pozytywnych emocji.

Mówisz, że uznajesz siebie za katolika a jednocześnie pobyt w katolickim kościele i liturgii jest dla ciebie tym samym czym pobyt w meczecie czy innej świątyni i dziwisz się, że uważam to za niemoralne?
W takim razie powiedz, czy gdyby dzisiaj przyszedł ktoś do ciebie i powiedział, że zabije ciebie albo innego niewinnego człowieka z ulicy - co byś wybrał i dlaczego?


Pt kwi 06, 2018 1:52 pm
Zobacz profil
Zagadywacz
Zagadywacz

Dołączył(a): Śr maja 04, 2011 2:48 am
Posty: 146
Płeć: mężczyzna
wyznanie: katolik w pełnej łączności z papieżem
Post Re: Praktykujący ateista
lekarstwo napisał(a):
tomek87 napisał(a):
Wybacz że nie skomentuję Twojej wypowiedzi o "świeckich przyjemnościach - prostych: jedzenie, seks, wypoczynek, duchowych: teatr, rozrywka, tv, muzyka", bo to poniżej poziomu mojej rozmowy.

Ależ dlaczego? Podobno dobry film czy teatr też potrafi oczarować i wzbudzić mnóstwo pozytywnych emocji.

Mówisz, że uznajesz siebie za katolika a jednocześnie pobyt w katolickim kościele i liturgii jest dla ciebie tym samym czym pobyt w meczecie czy innej świątyni i dziwisz się, że uważam to za niemoralne?
W takim razie powiedz, czy gdyby dzisiaj przyszedł ktoś do ciebie i powiedział, że zabije ciebie albo innego niewinnego człowieka z ulicy - co byś wybrał i dlaczego?


Odpowiedź na to pytanie jest dla mnie bardzo prosta. Nic bym nie wybrał, tylko błagał o niezabijanie nikogo. Nie umiałbym wydać wyroku na drugą osobę w tak sformułowanej sytuacji. To mi bardzo przypomina dylemat zwrotnicy, nie wiem czy znasz ten eksperyment myślowy. Polecam.


Pt kwi 06, 2018 1:59 pm
Zobacz profil
Niesamowity Gaduła
Niesamowity Gaduła

Dołączył(a): Śr lis 18, 2015 10:14 pm
Posty: 1127
Płeć: mężczyzna
wyznanie: katolik w pełnej łączności z papieżem
Post Re: Praktykujący ateista
To jest inna sytuacja od dylematu wagonika, bo dotyczy ciebie.

Ktoś cię porwał, związał i daje ci wybór. Masz tylko dwa wyjścia - albo ginie ktoś z ulicy albo ty sam. Jeśli nie powiesz kto ma zginąć, oprawca rzuci monetą i zdecyduje przypadek. Co wybierzesz?


Pt kwi 06, 2018 2:08 pm
Zobacz profil
Niesamowity Gaduła
Niesamowity Gaduła

Dołączył(a): So lip 14, 2012 8:57 pm
Posty: 4736
Płeć: mężczyzna
wyznanie: katolik w pełnej łączności z papieżem
Post Re: Praktykujący ateista
Myślę że moneta była by najsprawiedliwsza.

_________________
I Am Second - Jestem Drugi®


Pt kwi 06, 2018 3:58 pm
Zobacz profil
Dyskutant
Dyskutant
Avatar użytkownika

Dołączył(a): So gru 02, 2017 5:41 pm
Posty: 310
Płeć: mężczyzna
wyznanie: katolik w pełnej łączności z papieżem
Post Re: Praktykujący ateista
Tomek, zdrowy teizm zakłada że Bóg nie jest zapchajdziurą w miejsce naszej niewiedzy. Więc traktowanie Boga jako parobka od tworzenia planet itd.

Choć osobiście uważam że najmocniejszym argumentem przeciw chrześcijaństwu jest ewolucja

_________________
Płaczą zagubione dusze nazajutrz
Kto inny jak nie człowiek stworzył piekło w samym sercu raju?


Pt kwi 06, 2018 4:03 pm
Zobacz profil
Niesamowity Gaduła
Niesamowity Gaduła

Dołączył(a): Śr mar 02, 2016 5:53 pm
Posty: 1202
Płeć: mężczyzna
wyznanie: bezwyznaniowiec
Post Re: Praktykujący ateista
Jak "ewolucja" moze byc argumentem przeciw chrzescijanstwu jezeli jest to nieudowodniona teoria majaca wiecej dziur niz ser szwajcarski ?


Pt kwi 06, 2018 5:11 pm
Zobacz profil
Zagadywacz
Zagadywacz

Dołączył(a): Śr maja 04, 2011 2:48 am
Posty: 146
Płeć: mężczyzna
wyznanie: katolik w pełnej łączności z papieżem
Post Re: Praktykujący ateista
Bardzo Ci dziękuję, Barney, za Twój wpis. Jeden z najbardziej wartościowych, jakie tu spotkałem.

To co piszesz odnośnie naszego aparatu postrzegania, który jest niewystarczający do objęcia pojęć wyrażonych w skalach nas przekraczających, jest przepięknie ujęte przez Ciebie w słowa. Doskonale rozumiem, co chcesz przez nie powiedzieć.

Zgadzam się też zupełnie z Twoimi słowami o rozwoju religii naturalnych oraz naszej religii. Rzeczywiście każdy człowiek posiada wrodzoną intuicję moralności, dobra i zła oraz tęsknotę za duchowym rozszerzeniem materialnej rzeczywistości. Istnieją jednak również hipotezy twierdzące, że wynika to po prostu z rozwiniętego mózgu, który ukierunkowany jest na życie w społeczności i to pragnienie Boga pojawiło się jako efekt uboczny ewolucyjnego sukcesu życia w stadzie oraz prób wytłumaczenia przemijania naszych bliskich.

Masz rację. Faktycznie dużo opieram się na emocjach w religijności. A być może to zła strategia. Sądzę, że wynika to z klasycznej opozycji rozum-wiara, umysł-serce. Może należy je postrzegać, jak w encyklice JP2, niczym dwa skrzydła, a nie ustawiać zakresy ich kompetencji w alternatywie wykluczającej. A ja właśnie często rozumuję w sposób następujący: skoro nie da się pojąć rozumowo Boga, to potrzebne jest przeżycie osobistego spotkania z Chrystusem korzystając z własnego „serca”, które jest siedzibą emocji. Jeśli więc tych uniesień religijnych mi brakuje, lub ulegają szybko racjonalizacji, wyciągam prawdopodobnie niczym nieuzasadniony wniosek, że wobec tego nie wierzę.

Piszesz o zaufaniu Bogu. Proszę powiedz mi, jak mogę być pewnym autentyczności mojego zaufania wobec przekraczającej mnie tajemnicy, którego istnienia nie mogę nawet potwierdzić?

Bardzo pięknie próbujesz przy pomocy faktu istnienia niewyjaśnionych tajemnic wiary, wyprowadzić przesłanki za prawdziwość naszej wiary chrześcijańskiej. To właśnie w tym duchu, w czasie mszy świętych bardzo lubię moment, gdy kapłan wypowiada słowa „Oto wielka tajemnica wiary”. Czuję się wtedy zupełnie uprawniony do wyśpiewania pełną piersią słów o śmierci, zmartwychwstaniu i powtórnym przyjściu Chrystusa, które tak ciężko mi zrozumieć umysłem.

W tym, co mówisz o pytaniach „dlaczego” i „jak” to nie do końca mogę się zgodzić z Twoim podziałem. Nauka pyta również dlaczego, szukając przyczyn zjawisk. Powiedziałbym, że dla kontrastu religie częściej wchodzą tu w poszukiwanie celowości, który w nauce nie jest tak bardzo potrzebny. Natomiast bardzo podoba mi się to, co mówisz potem. Sama powtarzalność zjawisk, które opisujemy, nie przynosi wcale pełnej odpowiedzi o prawdziwym związku przyczynowo-skutkowym. Do zrozumienia prawdziwej natury wszechświata, życia i praw, które je warunkują, wiemy stanowczo za mało. W tym właśnie sensie, cały czas jest miejsce na Boga i prawdopodobnie nigdy nie

Radzisz wgłębić się przeanalizowanie przebiegu Eucharystii. Jakie źródła polecasz? Czasami zastanawiam się, czy 6 lat temu podjąłem słuszną decyzję o wyjeździe za granicę, a przerwaniu ledwie zaczętego drugiego kierunku studiów w trybie zaocznych z teologii. Dziś, 6 lat później, mógłbym już być przed obroną.

@ lekarstwo
W takim układzie jak Andy72 też uważam, że moneta byłaby najlepszym wyjściem. A Ty co byś wybrał?


Pt kwi 06, 2018 5:42 pm
Zobacz profil
Zagadywacz
Zagadywacz

Dołączył(a): Śr maja 04, 2011 2:48 am
Posty: 146
Płeć: mężczyzna
wyznanie: katolik w pełnej łączności z papieżem
Post Re: Praktykujący ateista
Muszę przyznać, że bardzo poruszyło mnie dzisiaj zauważenie działania moderacji tego forum, która uzurpuje sobie prawo do ostatecznego rozstrzygania, czy jest się wierzącym, czy nie. A to z kolei skutkuje ograniczeniem możliwości pisania w częściach forum przeznaczonych dla chrześcijan.

Wydaje mi się, że należą się tu ode mnie pewne słowa wyjaśnienia, ponieważ faktycznie, moja aktywność na tym wątku może prowadzić u niektórych do pochopnych, mylnych wniosków.

To że zadaję tutaj najbardziej niewygodne, dręczące mnie pytania, oraz dzielę się najciemniejszą stroną moich wątpliwości co do istnienia Boga, wcale nie oznacza, żebym deklarował siebie jako ATEISTA. Przez cały ten czas, PRAKTYKUJĘ w Kościele Katolickim, będąc w tzw. „łączności z papieżem”.

Więc dla jasności mówię tu wszystkim wszem i wobec, że byłem i w dalszym ciągu jestem WIERZĄCYM I PRAKTYKUJĄCYM KATOLIKIEM WYZNANIA RZYMSKIEGO i zasadami i wartościami tego Kościoła próbuję kierować się cały czas w życiu. Jednocześnie cały czas szukam i weryfikuję własny światopogląd w kontekście czasu i miejsca, gdzie przyszło mi żyć.

Przez cały czas zawsze bardzo chciałem i nadal chcę wierzyć w Boga, ale nie bardzo wiem jak skutecznie stawiać czoła atakom niewiary, które świat z każdej strony nam serwuje i które okresowo stają się moimi udziałem. Te ataki mnie męczą, ale się nie poddaję. Moja obecność tu na forum też jest podyktowana walką z moją niewiarą.

Z drugiej jednak strony, może taki wstrząs emocjonalny (sic!) też działa dobrze, niczym zimny prysznic. Pisać słowa z perspektywy wątpiącego dla sprowokowania do dyskusji apologetycznej jest łatwo. Z kolei, przyjąć wszystkie konsekwencje swoich decyzji, jest już wiele trudniej. Dlatego uświadamiam sobie, że chociaż w tym konkretnym przypadku chodzi o coś tak błahego, jak możliwość pisania w jakimś dziele forum, na które wchodzę kilka razy do roku, to nawet w takim drobiazgu dostrzegam teraz wyraźnie, że w żadnym wypadku NIE UMIEM ZGADZIĆ SIĘ na konsekwencje odejścia od wiary w Boga.

Nie umiałbym przenigdy zaakceptować, że za życie w niewierze miałoby mnie spotkać wieczne potępienie. Dlatego też przypuszczam, że nawet gdybym chciał, nigdy nie będę umiał pozwolić sobie na odejście od Kościoła. Choć nie rozumiem, czy jest wiara, jedyna modlitwa od dłuższego czasu, którą gorliwie wymawiam w chwilach skupienia to „Przymnóż mi wiary”.


Pt kwi 06, 2018 6:51 pm
Zobacz profil
Niesamowity Gaduła
Niesamowity Gaduła

Dołączył(a): Cz kwi 08, 2010 2:54 pm
Posty: 10398
Płeć: mężczyzna
wyznanie: katolik w pełnej łączności z papieżem
Post Re: Praktykujący ateista
tomek87 napisał(a):
Więc dla jasności mówię tu wszystkim wszem i wobec, że byłem i w dalszym ciągu jestem WIERZĄCYM I PRAKTYKUJĄCYM KATOLIKIEM WYZNANIA RZYMSKIEGO i zasadami i wartościami tego Kościoła próbuję kierować się cały czas w życiu. Jednocześnie cały czas szukam i weryfikuję własny światopogląd w kontekście czasu i miejsca, gdzie przyszło mi żyć.
To może tak dla jasności zapytam: komu jako rzymski katolik wierzysz ?
Cytuj:
Przez cały czas zawsze bardzo chciałem i nadal chcę wierzyć w Boga
To może zacznij uczyć się wierzyć Bogu(Słowu Bożemu), a nie tylko w Boga...
Cytuj:
Nie umiałbym przenigdy zaakceptować, że za życie w niewierze miałoby mnie spotkać wieczne potępienie.
Być może dlatego zakładasz iż nie umiałbyś zaakceptować potępienia, że nie rozumiesz iż to nie Bóg by cię potępił ale że to ty sam byś się potępił za swoje decyzje(wybory)...

_________________
Postaw, Panie, straż moim ustom
i wartę przy bramie warg moich!
Mojego serca nie skłaniaj do złego słowa...


Pt kwi 06, 2018 7:37 pm
Zobacz profil
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Ten wątek jest zablokowany. Nie możesz w nim pisać ani edytować postów.  [ Posty: 301 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1 ... 17, 18, 19, 20, 21  Następna strona


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 3 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów

Szukaj:
Skocz do:  
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group.
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL