Wątki bez odpowiedzi | Aktywne wątki Teraz jest So wrz 23, 2017 9:34 am



Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 78 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1, 2, 3, 4, 5, 6  Następna strona
 Prawo w opozycji do miłości ? 
Autor Wiadomość
Dyskutant
Dyskutant

Dołączył(a): So gru 22, 2012 5:35 pm
Posty: 381
Lokalizacja: Zagłębie
Płeć: mężczyzna
wyznanie: katolik w pełnej łączności z papieżem
Odpowiedz z cytatem
Post Re: Prawo w opozycji do miłości ?
Życie samo pisze scenariusz,ale zadaniem chrześcijanina jest dostosowanie go do wartości zgodnych z wyznawaną Wiarą.Po cóż zagłębiać się w karty Starego Testamentu i myśleć Bóg to, Bóg tamto?Chrystus,Bóg Człowiek wszystko to zmienił.
Wygłosił najpiękniejsze Kazanie na górze,i wystarczy tylko się z nim zapoznać i żyć tak jak tam jest powiedziane,to prawdziwy Kodeks Moralności Chrześcijańskiej,lepszej jak dotąd nikt inny nie wymyślił i nie wymyśli.

_________________
Wczoraj minęło,jest dzisiaj, a jutro nie wiadomo czy będzie,dlatego warto uwierzyć już teraz


Wt maja 14, 2013 2:51 pm
Zobacz profil
Dyskutant
Dyskutant

Dołączył(a): Cz gru 13, 2012 6:30 pm
Posty: 190
Płeć: kobieta
wyznanie: nie chcę podawać
Odpowiedz z cytatem
Post Re: Prawo w opozycji do miłości ?
Katechumen77 napisał(a):
Życie samo pisze scenariusz,ale zadaniem chrześcijanina jest dostosowanie go do wartości zgodnych z wyznawaną Wiarą.Po cóż zagłębiać się w karty Starego Testamentu i myśleć Bóg to, Bóg tamto?Chrystus,Bóg Człowiek wszystko to zmienił.
Wygłosił najpiękniejsze Kazanie na górze,i wystarczy tylko się z nim zapoznać i żyć tak jak tam jest powiedziane,to prawdziwy Kodeks Moralności Chrześcijańskiej,lepszej jak dotąd nikt inny nie wymyślił i nie wymyśli.



jojota zadaje pytanie wynikające ze słów pisma świętego,proste jak cep,a ty odpowiadasz wymijająco,po co to, po co tamto.Jeżeli w starym testamencie tak Bóg powiedział ,a i słyszymy często na naukach w kościele te słowa,więc dlaczego ty je negujesz,wiesz wszystko lepiej? Jężeli brat zgrzeszy upomnij go ,jeżeli tego nie uczynisz masz grzech cudzy,chyba tak ,o ile pamiętam


Wt maja 14, 2013 3:25 pm
Zobacz profil
Niesamowity Gaduła
Niesamowity Gaduła

Dołączył(a): N lis 27, 2011 9:19 pm
Posty: 1184
Płeć: mężczyzna
wyznanie: nie chcę podawać
Odpowiedz z cytatem
Post Re: Prawo w opozycji do miłości ?
Katechumen77 napisał(a):
Życie samo pisze scenariusz,ale zadaniem chrześcijanina jest dostosowanie go do wartości zgodnych z wyznawaną Wiarą.Po cóż zagłębiać się w karty Starego Testamentu i myśleć Bóg to, Bóg tamto?Chrystus,Bóg Człowiek wszystko to zmienił.
Wygłosił najpiękniejsze Kazanie na górze,i wystarczy tylko się z nim zapoznać i żyć tak jak tam jest powiedziane,to prawdziwy Kodeks Moralności Chrześcijańskiej,lepszej jak dotąd nikt inny nie wymyślił i nie wymyśli.

No,ale "Rupertowi" nie szczędziłeś słów krytyki. Tu masz za to Jezusowe usprawiedliwienie, bo On też napominał starszyznę Izraela i wyrzucał im błędy. Albo temu,co Go uderzył przed arcykapłanem... :)


Wt maja 14, 2013 3:45 pm
Zobacz profil
Milczek
Milczek

Dołączył(a): Cz maja 09, 2013 3:01 pm
Posty: 16
Lokalizacja: Warszawa
Płeć: mężczyzna
wyznanie: katolik w pełnej łączności z papieżem
Odpowiedz z cytatem
Post Re: Prawo w opozycji do miłości ?
Dziękuję ZnaLezczyni za merytoryczne, choć anarchistyczne przemyślenia, Katechumenowi77 co właśnie mnie zaprasza na balet po polu minowym – będę improwizował wokół ich prowokacji :)
Czytam wszystkie Wasze wypowiedzi z większym lub bardziej mniejszym zrozumieniem i znajduję w nich wiele wątków do przemyśleń, trudnych do ocenzurowania :)
Wyliczyłem sobie kiedyś ,w przychylniejszym dla miłości okresie, że z moją ukochaną, spędziłem jakieś 12 % z danego nam czasu, a resztę zajęły fochy i zerwania w imię wiary w swój światopogląd.
Interpretuję pozytywnie ową „dwunastkę”, choćby da tego, że było dwunastu apostołów – dalej uważam, że Pan „puścił do mnie oko” :)
Pewnego wiosennego dnia, zadzwoniła do mnie, że „musi się kogoś poradzić, bo się rozsypie” i musi wyjechać w - jakieś 400 km drogi w jedną stronę.
Wyjazd miał się odbyć po pracy , czyli zmęczona baba za kierownicą, pędząca przez noc !
Przestraszyłem się, bo wyobraźnię mam dość przerośniętą więc zaproponowałem, że ją tam zawiozę – wolałbym rozkwasić się razem, a nie indywidualnie, jakby co.
Ową osobą, mającą dać ukojenie, miała być pewna Mniszka z monasteru.
Znałem to miejsce i pamiętałem, słodki śpiew tych kobiet, surowe, przaśne wnętrze, dreszcze i prawie mistyczny odlot, kiedy byliśmy tam na mszy niedzielnej, podczas wakacji.
Pomyślałem sobie : wieziesz frajerze szurniętą laskę, a właściwie siebie pod sąd !
Czekałem na wyrok, poza murami monasteru, byłem pewien, że mniszka nie wychyli się w swej poradzie, poza naukę Kościoła.
Skrzypnęły drewniane wrota ale na twarzy dziewczyny nie widać było ukojenia, bo nie dostała jasnej odpowiedzi – mniszka okazała się zapewne dyplomatą i filozofem.
Nie uważacie, że była to próba przeniesienia odpowiedzialności, podobna do tej, jak ma miejsce podczas wyroków Sądu Kościelnego ?
Podczas mszy, Mniszka przekazywała „znak pokoju” i uśmiechała się do zgromadzonych wiernych, a nawet do mnie.
Ogarnęła mnie wtedy refleksja, że może rzeczywiście Pan dał mi misję, bym miłując owa białogłowę, od „szajby” całkowitej ją uchronił ?
Dedukowałem, że na zasadzie wzajemnych wpływów, miłuję może Pana, poprzez miłość do kobiety ?
„Pan jest Bogiem zazdrosnym, o miłość” – usłyszałem to, czy wyczytałem kiedyś.
Wtedy o tym zapomniałem – czułem taką równowagę i błogość, że tylko przez grzeczność, nie spytałem o szczęśliwe numery kumulacji Lotto :)
Niepokój jednak drążył moją wybrankę więc po roku postanowiła wybrać się do jakiejś klasztornej samotni, gdzie przez tydzień, przebywała na medytacjach, pozbawiona rzekomo kontaktu ze światem.
Tym razem jej nie odwiozłem więc pomyliła drogę, co uznałem za przesłanie z niebios, jednakże dotarła na miejsce kaźni naszej miłości i zamilkła na tydzień.
Miała do mnie żal, że jej nawet nie pożegnałem, co skwitowałem, że miałem wizję jej odjazdu, niby więźnia do Auschwitz , co nie sprzyja piknikowym pożegnaniom i życzeniom miłego pobytu.
Szczęśliwy powrót z takiej imprezy wydawał mi się niemożliwy – i miałem rację!
Przyszedł od niej list, w którym żegnała się ze mną, a już na pewno z miłością fizyczną, słowem osiągnęła spokój – miłość nie była już dla niej gorącym kartoflem.
Poczułem znajomy smak dziegciu i jakbym usłyszał równie znajomy rechot z niebios ?
Jedyną szansą byłoby „unieważnienie”, bo inaczej szlus !
Nastąpiło kolejne zerwanie, tym razem pojechała na wakacje beze mnie, zresztą i tak nie mogłem się ruszyć.
Nagle zacząłem odczuwać niepokój, o jej zdrowie, choć przecież nie mieliśmy kontaktu.
Przełamałem dumę i napisałem, że się martwię.
Odpowiedziała, że czeka ją szpital i że nie jest dobrze.
Znowu paradoksalnie znaleźliśmy się „na fali”, byłem przy niej i wspierałem.
Pamiętam, jak kpiłem z niej pisząc : „…że jak Pan ci łeb urąbie, to pupa dalej będzie wznosiła dziękczynne modły” – no i prawie tak się stało!
Prorok ze mnie jaki, czy co ? :)
Tak oto mniej więcej wygląda miłowanie pomiędzy aniołkami, a diabełkami – kupa incydentalnego szczęścia z przewagą kupy :)


Śr maja 15, 2013 10:34 am
Zobacz profil
Gaduła
Gaduła
Avatar użytkownika

Dołączył(a): So maja 11, 2013 6:41 pm
Posty: 923
Płeć: kobieta
wyznanie: nie chcę podawać
Odpowiedz z cytatem
Post Re: Prawo w opozycji do miłości ?
No, nie jest łatwo, Rupert.
Przykro mi, że znalazłeś się w takim położeniu. I choć jestem zwolenniczka "albo wte albo wewte", bo trwanie w takim położeniu może człowieka wykończyć, to rozumiem że nie jest łatwo przekreślić czas i emocje łączace z drugim człowiekiem.
Próbując postawić się w Twoim położeniu zastanowiłam się, co (prawdopodobnie) zrobiłabym na Twoim miejscu.
I myślę, że zastanowiłabym się, czego JA chcę. Czego JA potrzebuję. I na ile potrafię i chcę się naginać do czyichś (nawet najważniejszej osoby na świecie) oczekiwań i żadań.
Może to wyglądać egoistycznie, może i nawet to jest egoizm, ale zdroworozsądkowy. Swojej potencjalnej żony i jej przekonań nie zmienisz. Możesz zmienić troszkę siebie i swoje oczekiwania. Tylko zastanów się, czy to jest to, czego chcesz.
Nie jest zdrowe - moim zdaniem - kiedy kręcisz się wokół (zmiennych zresztą) potrzeb drugiej osoby, zapominając (być może) o tym, że to czego Ty chcesz i Twoje przekonania są równie ważne.

p.s. Mam nadzieję, że to co napisałam wyżej nie brzmi jak wymądrzanie się. Przecież i tak decyzję będziesz podejmował Ty.


Śr maja 15, 2013 12:37 pm
Zobacz profil WWW
Niesamowity Gaduła
Niesamowity Gaduła

Dołączył(a): N lis 27, 2011 9:19 pm
Posty: 1184
Płeć: mężczyzna
wyznanie: nie chcę podawać
Odpowiedz z cytatem
Post Re: Prawo w opozycji do miłości ?
"Rupert"- " milczek" tak nazwano Cie z góry ze względu na małą liczbę postów,ale milczkiem nie jesteś, a gadane masz, że jeszcze trochę tu potworzysz, to radzę Ci dać książkę do druku,a zapewniam,że czyta się Ciebie z zapartym tchem. Założę się,że przed tą "felerną" miłością nie byłeś taki twórczy. Zakazana miłość bywa wręcz mistycznym przeżyciem, a ból i tęsknota skłaniająca do głębokich przeżyć i tęsknych przemyśleń ma ponoć coś wspólnego z dobrym bluesem. :)
Podoba mi się Twoja wytrwałość, choć widać, że czujesz się bezradny, ale ta Twoja wytrwałość rozmiękcza mnie i mam coraz większą ochotę Ci pomóc.
Aby to jednak uczynić, należałoby znaleźć słabe punkty ślubu kościelnego.
Sam jestem przesiąknięty nauką kościoła i dotąd nie śmiałem pomyśleć inaczej nad "problemem" nierozerwalności małżeństwa niż naucza kościół, jednak pod Twoją inspiracją spostrzegam być może słabe jego punkty.
"...i złączą się ze sobą tak ściśle,że staną się jednym ciałem."
Jedno ciało z dwu ciał, mężczyzny i kobiety.
"Co Bóg złączył, człowiek niech nie rozdziela."
Jedno ciało dwojga małżonków jest jednością, jeśli trwają w sobie nawzajem i nie wbijają pomiędzy siebie klina w postaci obcej kobiety,czy mężczyzny.
A więc jeśli dochodzi do zdrady, ślub jedności ciał zostaje zerwany.
Dlatego powiedział Jezus "Co Bóg złączył, człowiek niech nie rozdziela."
W wypadku zdrady małżeńskiej człowiek rozdzielił to, co złączył Bóg i aby pozostawać dalej w związku należy uderzyć się w piersi, prosić o wybaczenie i zawiązać nowy akt ślubu, o ile druga strona wykaże dobrą wolę kierując się miłosierdziem, albo w przypadku żądania sprawiedliwości należałoby formalnie rozwiązać ów związek. Kościół chyba wie co robi wprowadzając akty odnowienia ślubów.
Ale są jeszcze inne przesłanki mówiące o nierozerwalności małżeństwa i te również trzeba wziąć pod uwagę.
"Kto oddala swoją żonę, wyjąwszy przypadek nierządu, naraża ją na cudzołóstwo." Przypadek nierządu, to sytuacja, gdy żona "skorzystała" z aktu cudzołóstwa wbrew woli męża.Trudno, aby mąż narażał żonę na cudzołóstwo, nie żałując jej siebie, a która i tak dokonała tego rodzaju rozłamu związku z jakiegoś powodu.
"Kto oddala swoją żonę, a bierze inną, dopuszcza się cudzołóstwa."
Co, jeśli to żona się oddaliła? W obecnych czasach jest dość powszechne. Tamte przepisy dotyczyły mężów, a żony były prawnie warte tyle,co ich mężów mienie.Nie miały nic do powiedzenia.
"A kto oddaloną bierze za żonę, dopuszcza się cudzołóstwa." Oddalona żona, to taka, którą oddalił mąż w świetle Pisma Świętego. Jeśli jednak żona sama się oddaliła, lub za błogosławieństwem męża?
I tu chyba najtrudniejszy bój się szykuje...
"Co Bóg złączył, człowiek niech nie rozdziela."
Jak należy widzieć udział Boga w związku małżeńskim?
To najpewniej świadomość wolnej woli i cielesna konsumpcja.
Taki jest obraz jedności dwóch ciał tworzący jedno ciało,które złączył Bóg.
Brak pożycia intymnego, wolą jednego małżonka rozdziera ów związek, ponieważ nie ma obopólnej woli celibatu małżeńskiego.Jedność może jednak zostać podtrzymana z powodu miłosierdzia pokrzywdzonego małżonka. Jeśli jednak domaga się pożycia, a nie otrzymuje go, związek nie ma mocy przed Bogiem i jest to ciche oddalenie małżonka, a więc jest to narażanie małżonka na cudzołóstwo.
Jeśli w cielesnym pożyciu i darze wolnej woli zawiązuje się związek przed Bogiem, to czy podobnie się nie rozwiązuje? Brak pożycia i obopólna wolna wola rozejścia się małżonków rozwiązuje ów związek przed Bogiem.
...Tak mogłoby się wydawać... Ale teraz zaczynają się schody:
Jeśli para zawarła związek małżeński w mocy Bożej,to cóż musiało się stać, aby tego samego Boga prosić o błogosławieństwo rozwodu?
Tylko klin wbity pomiędzy dwojga małżonków i brak skruchy może go rozerwać przed Bogiem. Oczywiście krystalizuje się tutaj strona winna,inicjator rozłamu i strona pokrzywdzona, zdradzona, ale domagająca się sprawiedliwości.
Ale to wszystko nie oznacza, że powinno się brać drugi ślub. Jeśli nie planuje się dzieci, zawieranie związku małżeńskiego znaczy tyle, co prośba, aby kościół swym autorytetem pobłogosławił bezowocny seks, z którego i tak powinno się spowiadać.Czy więc spowiadać się będąc w formalnym związku, czy poza związkiem? Na jedno wychodzi.
Nie wiem, czy Ci pomogłem "Rupercie". Ty dokładnie znasz swoją sytuację,więc podstaw sobie dane.Tam,gdzie się czujesz winny, powinieneś zrobić wszystko, aby tę winę z siebie zmyć.
A innych użytkowników proszę o uwagi,kontrargumenty, jeśli coś napisałem pochopnie,czy coś pominąłem.


Śr maja 15, 2013 1:41 pm
Zobacz profil
Niesamowity Gaduła
Niesamowity Gaduła
Avatar użytkownika

Dołączył(a): N wrz 19, 2010 11:26 pm
Posty: 3051
Płeć: mężczyzna
wyznanie: katolik w pełnej łączności z papieżem
Odpowiedz z cytatem
Post Re: Prawo w opozycji do miłości ?
Rupert napisał(a):
Wyliczyłem sobie kiedyś ,w przychylniejszym dla miłości okresie, że z moją ukochaną, spędziłem jakieś 12 % z danego nam czasu, a resztę zajęły fochy i zerwania w imię wiary w swój światopogląd.


82% egoizmu - czyli miłości własnej ,miłości do siebie, która jest silniejsza od miłości do bliźnich ,a w tym konkretnym przypadku do wybranki.
Nie obraź się ,ale czytając ten jeden post ,który jest niejako opisem małego fragmentu z waszego wspólnego życia ,podniósł bym jeszcze ten procent, na Twoją niekorzyść.

_________________
W końcu, już po wszystkich, ukazał się także i mnie jako poronionemu płodowi. 1Kor15,8


Śr maja 15, 2013 2:21 pm
Zobacz profil
Niesamowity Gaduła
Niesamowity Gaduła

Dołączył(a): N lis 27, 2011 9:19 pm
Posty: 1184
Płeć: mężczyzna
wyznanie: nie chcę podawać
Odpowiedz z cytatem
Post Re: Prawo w opozycji do miłości ?
Jozek napisał(a):
Rupert napisał(a):
Wyliczyłem sobie kiedyś ,w przychylniejszym dla miłości okresie, że z moją ukochaną, spędziłem jakieś 12 % z danego nam czasu, a resztę zajęły fochy i zerwania w imię wiary w swój światopogląd.


82% egoizmu - czyli miłości własnej ,miłości do siebie, która jest silniejsza od miłości do bliźnich ,a w tym konkretnym przypadku do wybranki.
Nie obraź się ,ale czytając ten jeden post ,który jest niejako opisem małego fragmentu z waszego wspólnego życia ,podniósł bym jeszcze ten procent, na Twoją niekorzyść.

Chyba 88%,"Józku". Ale ja to zdanie odczytuję inaczej niż Ty. Rupert twierdzi,że przez 12 % czasu budowano ich związek, a resztę czasu rozbijano go. To i tak cud, bo rozbijanie trwa znacznie krócej,aniżeli budowanie czegokolwiek.W takim wypadku lepiej byłoby to nazwać jako: 12% czasu rozpalano pożar,a 88% czasu gaszono go. No i jeszcze nie dogaszono. :)


Śr maja 15, 2013 2:36 pm
Zobacz profil
Niesamowity Gaduła
Niesamowity Gaduła
Avatar użytkownika

Dołączył(a): N wrz 19, 2010 11:26 pm
Posty: 3051
Płeć: mężczyzna
wyznanie: katolik w pełnej łączności z papieżem
Odpowiedz z cytatem
Post Re: Prawo w opozycji do miłości ?
Pewnie masz rację w interpretacji tego fragmentu,gdyż nie śledzę od początku wątku.Pisze to co czuje po 1 poście Ruperta.To takie piękne ,wpadające w ucho i słodkie jak miód ,ale jednak użalanie się nad sobą i nad własną krzywdą.To także ubieranie w jedwabną szatę "upośledzonej" (myślącej inaczej) ukochanej.Czym jest budowanie związku(12%)? Spacerem nad morzem ,przy zachodzącym słońcu i wpatrywanie się w oczy ukochanej ,z tendencją do opadania w biust i nieustannym rozmyślaniem nad kolorem jej majtek?
Kiedy ja myślę o moim związku i o miłości wzajemnej ,to wspomnienia plaży ,majteczek i innych "budujących związek" chwil ,zastępują te z okresu kiedy było naprawdę ciężko.Nocne czuwanie podczas choroby ,wybaczenie krzywd i nieporozumień,słownych utarczek w swojej wielkości ocierające się o heroizm,słowem poświęcenie.Abstynencja seksualna ,także może być wartościowa i budująca związek.Z czasem ,(który przemija w mgnieniu oka) zaczynamy rozumieć ,że wszystko co nas spotkało ,każda próba i ciężkie doświadczenie jest niczym budowanie mocnego fundamentu ,który później przetrwa wszystko.Poświęcenie - tym jest moim skromny zdaniem miłość ,albo lepiej "miara miłości".

Zupełnie inną kwestią jest osoba Ruperta.Po nieudanym związku (jak doczytałem) ,pragnie na nowo zbudować coś trwałego i pięknego.
Kości ,które źle się zrastają trzeba na nowo łamać i kruszyć.Długi bolesny proces ,ale innego sposobu nie ma ,aby ciało było zdrowe.Nawiązuje teraz do niechęci i przerażenia nad procesem unieważnienia małżeństwa.Tyle ode mnie.Przepraszam Ruperta jeśli wydałem błędną i krzywdzącą ocenę jego sytuacji.Czasem jest jednak tak, iż z daleka widać lepiej.

_________________
W końcu, już po wszystkich, ukazał się także i mnie jako poronionemu płodowi. 1Kor15,8


Śr maja 15, 2013 7:52 pm
Zobacz profil
Milczek
Milczek

Dołączył(a): Cz maja 09, 2013 3:01 pm
Posty: 16
Lokalizacja: Warszawa
Płeć: mężczyzna
wyznanie: katolik w pełnej łączności z papieżem
Odpowiedz z cytatem
Post Re: Prawo w opozycji do miłości ?
Wzrusza mnie takt i styl Waszych dywagacji, choćby : Jotajota czy ZnaLezczyni, choć domyślam się, że równie sprawnie potrafiliby obciąć wąsy szabelką :)
Niezłomny wojownik Ekumen77 sprowokował mnie jednak tak chytrze, że muszę się właśnie jemu wyżalić na ułomną konstrukcję tegoż świata.
Mam nadzieję, że nie przekroczę Waszej tolerancji, a jeżeli, to potraktujcie to z przymrużeniem oka.
U Kolegi Ekumena77 mam i tak fory, bo sporo członków mojej rodziny spoczywa na cmentarzu w dzielnicy Sosnowca – Niwka , tak więc jestem trochę ziomalem Zagłębiakiem :)
Katechumen77 zapytał cyt. : „Skoro wytykasz błędy religii katolickiej,zimną i groźną stronę stronę tej religii,robisz to, przyznam w coraz bardziej w poetycki sposób,to może pokus się na własna refleksję,jeśli znasz Pismo Święte jak ty byś widział realizację Bożego Planu Zbawienia,co Bóg powinien a co nie powinien,i jaką wyższą formą istnienia,jest to co ty dokonujesz zażycia i to co ktoś może oczekiwać od ciebie,jak przekuć na własne doświadczenia w życiu,kiedy jak ta "krowa" przyjdzie ci stanąć nie przed "maszynką do mielenia",ale przed ciemną stroną mogiły. „
No dobrze , świat jest dobry : misia należy uściskać a na krokodylach się pływa .
Jakoś krwisto się zrobiło ale chwilę było miło.
Może wersja świata w postaci połyskliwej w Słońcu wody malowniczego jeziora, gdzie szum tataraku, cykanie świerszczy na nadbrzeżnych łąkach, a wysoko skowronki i już jest cudnie ?
Też krwisto : szczupak poluje na płotkę, sum pożarł żabę, komar nartnik sunąc po tafli wody wsiąkł nagle w czyimś gardle, pożerają się też wzajemnie inne robale, coś gnije na dnie, bulgocząc smrodliwie.
Strasznie prymitywny i okrutny jest obowiązujący system wzajemnego się pożerania co w połączeni z „po owocach ich poznacie”, sugeruje, że twórca tych rozwiązań , nie uważa ich za drastyczne, czy odstręczające dla istoty myślącej.
Osobiście wybrałbym model rzeczywistości, oparty na innym obiegu energii, choć przyznaję, że lubię schabowy z ziemniakami, ogórek i setę :)
W innym programie, nie miałbym takich zachciewajek i pobierał czystą energię bezpośrednio z własnego reaktora, przerabiającego kwarki na skwarki.
Z tego potoku gnojówki i cierpienia, zwanego życiem można wyskoczyć na chwilę w świat wyimaginowany, niby ryba z toni w ucieczce przed drapieżnikiem.
Bogowie, zwłaszcza stwórcy tego świata mają u mnie przekichane, z racji ich immanentnego okrucieństwa, którego dowodzi istnienie łańcucha pokarmowego a o ich preferencjach seksualnych,
świadczą ociekające krwią witraże.
Tłum świętuje radośnie fakt, że jakiś charakterny tatuś, wydał motłochowi na męczeńską śmierć własnego syna !
Czyż nie prościej byłoby ożywić jakiegokolwiek ludzkiego trupa ?
Powstaje też problem – kim jest zmartwychwstały, czy jest tym samym synem w tej niezwykłej rodzinie ?
Chyba S. Lem w jakimś fantastycznym opowiadaniu zawarł taki obraz :
przed wykonaniem wyroku śmierci, pocieszają skazańca, że zostanie natychmiast odtworzony więc niech nie rozpacza, bo będzie dalej żył.
Nieopatrznie skazaniec zauważa za szybą swoją żywą kopię i zdumiony pyta, czy to ja?
Zmieszany pocieszyciel stwierdza, że pospieszyliśmy się z odtworzeniem pana ale co to za różnica, za parę minut będzie tylko tamten!
Ale to nie jestem ja!
No jak to nie pan – odtworzyliśmy każdy atom na właściwym miejscu, niech pan nie wybrzydza, przepraszam ale już czas na pana !

Nawiasem męczeńska śmierć na krzyżu, dla idei, wśród podnieconego tłumu, z gwarancją na zmartwychwstanie i w warunkach nieco tylko gorszych niż przeciętny szpital – nie jest taka straszna.
W opozycji macie w wykonaniu osoby chorej na raka, powolną, bezsensowną agonię w samotności, wstydliwej zależności, od łachy NFZ i doktorków co Kodeks Etyki Lekarskiej, używają do celów higienicznych w kiblu.
Dochodzą jeszcze rozterki, nieznane bogom, co to dzieci nie mają, kredytów też, a nawet asekuracyjnie występują w trzech osobach naraz.
Kto więc cierpi bardziej – chory ziomal, czy Bóg ?
Charakterni bogowie lubią też nowinki techniczne, co to potrafią miasto spalić, mury rozwalić, ewentualnie zatopić, czy zarazą wydusić, najgorsze, że gdzieś muszą to wypróbować.
Historia wskazuje, że zniszczenie gatunku, gwiazdy, a nawet cywilizacji, nie spowoduje u nich drgnięcia powieki.
Mucha też nie ma powiek, bywa podobnie zawzięta ,ma skrzydełka, czyżby jakieś pokrewieństwo ?
Kolejnym straszliwym smaczkiem w sztuce życia, są choćby hospicja dla dzieci.
Jestem ułomny, bo jakoś nie rozumiem geniuszu przesłania w postaci obarczenia niewinnego dziecka, chorobą typu zanik mięśni, by je zadusić nim skończy dwadzieścia lat.
„Na obraz i podobieństwo” – w tym kontekście, aż boję się tym razem organizacji „niebiańskiej rzeczywistości”, skoro ziemska jest horrorem.
Czepiłbym się też starości z jej destrukcją i bólem przemijania .
Tak więc ja jestem tą krową, która w obliczu maszynki do mielenia mięsa, zachowa się jak inwalida na maszcie kutra, podczas burzy w filmie Forrest Gump :)
Możliwe, że istnienie fizyczne jest tak krótkie i bez znaczenia, że hoduje się nas w ludzkich warunkach, celem wyekstrahowania z nas duszy ?
Jakaś wojna trwa tam na górze, że potrzeba ciągłych uzupełnień rekrutami z naszego padołu ?
Jak widać mam swoje boje z Bogiem związane, co ledwie tu naszkicowałem i w tym kontekście mojej małej, niepokornej wiary, podkreślam paradoksalną wartość mojego „folklorystycznego” traktowania religii.
To bajkowe klimaty z lat młodości, kiedy obowiązywała rzeczywistość dobrych aniołów, Bozi głaszczącej dziecięce główki – to jest niemożliwe do wyrzucenia i stanowi jakąś wartość ideologiczną.
Pamiętam, jak Ksiądz Proboszcz na lekcji religii w pierwszych klasach szkoły podstawowej, podarował mi medalion przedstawiający Św. Krzysztofa, bym go sobie przymocował w samochodzie, jak go będę miał.
W czasach wczesnego Gomółki, samochód był dla mnie równie oczywisty, jak teraz rakieta kosmiczna i patrząc na mojego proboszcza, nieco podobnego do Św. Mikołaja – nie wierzyłem, że mógłbym mieć coś tak fantastycznego, jak auto.
Do dzisiaj pamiętam zapach choinki, kawy i „rzuconych” na Święta Bożego narodzenia, pomarańczy, podobnie jak pasterkę z góralskimi kolędami w drewnianym kościele w Zakopanem.
Wiary i ideologii w tym było tyle, co w folklorze ale jednak brzmi to tęskną nutką w sercu, a w opisanym zetknięciu z „aniołkiem” daje niezwykły pokaz fajerwerków.
Myślę sobie, że jestem małej wiary, na pewno w opozycji jak widać ale „wróg mojego wroga, jest moim przyjacielem” , mógłbym być więc „najemnikiem” do niektórych Bożych krucjat :)


Śr maja 15, 2013 7:56 pm
Zobacz profil
Niesamowity Gaduła
Niesamowity Gaduła

Dołączył(a): N lis 27, 2011 9:19 pm
Posty: 1184
Płeć: mężczyzna
wyznanie: nie chcę podawać
Odpowiedz z cytatem
Post Re: Prawo w opozycji do miłości ?
Rupert napisał(a):
Myślę sobie, że jestem małej wiary, na pewno w opozycji jak widać ale „wróg mojego wroga, jest moim przyjacielem” , mógłbym być więc „najemnikiem” do niektórych Bożych krucjat :)

Jakby nie było "Rupercie", w warunkach praw naturalnych tego świata, to o ile nie jesteś najsilniejszy fizycznie w swojej okolicy, nie przysługiwałaby Tobie żadna kobieta, bo w gatunkach stadnych ssaków taki system majętności obowiązuje. Jest więcej praw pochodzących z nieba na świecie i nie mają one agresji wobec praw natury, a jedynie zachęcają nas, aby się tych praw natury wyrzec,gdyż ich wyrzeczenie nie odbierze nam szczęścia,jeśli będziemy trzymać z Bogiem.Cały dekalog na tym jest oparty.
Z prawa natury wywodzi się również egzekwowanie prawa pochodzącego z nieba,bo tak funkcjonują dotąd świeckie państwa.Z tego wniosek,że prawo naturalne stoi w obronie prawa Bożego,a nie przeciw niemu.Zatem mamy przesłanki, aby sądzić,że jest coś więcej aniżeli krwista rzeczywistość tego świata,a wiemy,że jest ona skażona skutkami grzechu pierwszych rodziców w raju.
Do tego raju zmierzamy,a tam nie będzie już cierpienia,bo to wyższa natura stworzenia Bożego.


Śr maja 15, 2013 9:25 pm
Zobacz profil
Niesamowity Gaduła
Niesamowity Gaduła
Avatar użytkownika

Dołączył(a): N wrz 19, 2010 11:26 pm
Posty: 3051
Płeć: mężczyzna
wyznanie: katolik w pełnej łączności z papieżem
Odpowiedz z cytatem
Post Re: Prawo w opozycji do miłości ?
W owym czasie Jezus przemówił tymi słowami: Wysławiam Cię, Ojcze, Panie nieba i ziemi, że zakryłeś te rzeczy przed mądrymi i roztropnymi, a objawiłeś je prostaczkom. Tak, Ojcze, gdyż takie było Twoje upodobanie.Wszystko przekazał Mi Ojciec mój. Nikt też nie zna Syna, tylko Ojciec, ani Ojca nikt nie zna, tylko Syn, i ten, komu Syn zechce objawić. Przyjdźcie do Mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście, a Ja was pokrzepię. Weźcie moje jarzmo na siebie i uczcie się ode Mnie, bo jestem cichy i pokorny sercem, a znajdziecie ukojenie dla dusz waszych. Albowiem jarzmo moje jest słodkie, a moje brzemię lekkie. Mt11

_________________
W końcu, już po wszystkich, ukazał się także i mnie jako poronionemu płodowi. 1Kor15,8


Śr maja 15, 2013 11:08 pm
Zobacz profil
Dyskutant
Dyskutant

Dołączył(a): So gru 22, 2012 5:35 pm
Posty: 381
Lokalizacja: Zagłębie
Płeć: mężczyzna
wyznanie: katolik w pełnej łączności z papieżem
Odpowiedz z cytatem
Post Re: Prawo w opozycji do miłości ?
Rupert napisał(a):
Wzrusza mnie takt i styl Waszych dywagacji, choćby : Jotajota czy ZnaLezczyni, choć domyślam się, że równie sprawnie potrafiliby obciąć wąsy szabelką :)
Niezłomny wojownik Ekumen77 sprowokował mnie jednak tak chytrze, że muszę się właśnie jemu wyżalić na ułomną konstrukcję tegoż świata.
Mam nadzieję, że nie przekroczę Waszej tolerancji, a jeżeli, to potraktujcie to z przymrużeniem oka.
U Kolegi Ekumena77 mam i tak fory, bo sporo członków mojej rodziny spoczywa na cmentarzu w dzielnicy Sosnowca – Niwka , tak więc jestem trochę ziomalem Zagłębiakiem :)
Katechumen77 zapytał cyt. : „Skoro wytykasz błędy religii katolickiej,zimną i groźną stronę stronę tej religii,robisz to, przyznam w coraz bardziej w poetycki sposób,to może pokus się na własna refleksję,jeśli znasz Pismo Święte jak ty byś widział realizację Bożego Planu Zbawienia,co Bóg powinien a co nie powinien,i jaką wyższą formą istnienia,jest to co ty dokonujesz zażycia i to co ktoś może oczekiwać od ciebie,jak przekuć na własne doświadczenia w życiu,kiedy jak ta "krowa" przyjdzie ci stanąć nie przed "maszynką do mielenia",ale przed ciemną stroną mogiły. „
No dobrze , świat jest dobry : misia należy uściskać a na krokodylach się pływa .
Jakoś krwisto się zrobiło ale chwilę było miło.
Może wersja świata w postaci połyskliwej w Słońcu wody malowniczego jeziora, gdzie szum tataraku, cykanie świerszczy na nadbrzeżnych łąkach, a wysoko skowronki i już jest cudnie ?
Też krwisto : szczupak poluje na płotkę, sum pożarł żabę, komar nartnik sunąc po tafli wody wsiąkł nagle w czyimś gardle, pożerają się też wzajemnie inne robale, coś gnije na dnie, bulgocząc smrodliwie.
Strasznie prymitywny i okrutny jest obowiązujący system wzajemnego się pożerania co w połączeni z „po owocach ich poznacie”, sugeruje, że twórca tych rozwiązań , nie uważa ich za drastyczne, czy odstręczające dla istoty myślącej.
Osobiście wybrałbym model rzeczywistości, oparty na innym obiegu energii, choć przyznaję, że lubię schabowy z ziemniakami, ogórek i setę :)
W innym programie, nie miałbym takich zachciewajek i pobierał czystą energię bezpośrednio z własnego reaktora, przerabiającego kwarki na skwarki.
Z tego potoku gnojówki i cierpienia, zwanego życiem można wyskoczyć na chwilę w świat wyimaginowany, niby ryba z toni w ucieczce przed drapieżnikiem.
Bogowie, zwłaszcza stwórcy tego świata mają u mnie przekichane, z racji ich immanentnego okrucieństwa, którego dowodzi istnienie łańcucha pokarmowego a o ich preferencjach seksualnych,
świadczą ociekające krwią witraże.
Tłum świętuje radośnie fakt, że jakiś charakterny tatuś, wydał motłochowi na męczeńską śmierć własnego syna !
Czyż nie prościej byłoby ożywić jakiegokolwiek ludzkiego trupa ?
Powstaje też problem – kim jest zmartwychwstały, czy jest tym samym synem w tej niezwykłej rodzinie ?
Chyba S. Lem w jakimś fantastycznym opowiadaniu zawarł taki obraz :
przed wykonaniem wyroku śmierci, pocieszają skazańca, że zostanie natychmiast odtworzony więc niech nie rozpacza, bo będzie dalej żył.
Nieopatrznie skazaniec zauważa za szybą swoją żywą kopię i zdumiony pyta, czy to ja?
Zmieszany pocieszyciel stwierdza, że pospieszyliśmy się z odtworzeniem pana ale co to za różnica, za parę minut będzie tylko tamten!
Ale to nie jestem ja!
No jak to nie pan – odtworzyliśmy każdy atom na właściwym miejscu, niech pan nie wybrzydza, przepraszam ale już czas na pana !

Nawiasem męczeńska śmierć na krzyżu, dla idei, wśród podnieconego tłumu, z gwarancją na zmartwychwstanie i w warunkach nieco tylko gorszych niż przeciętny szpital – nie jest taka straszna.
W opozycji macie w wykonaniu osoby chorej na raka, powolną, bezsensowną agonię w samotności, wstydliwej zależności, od łachy NFZ i doktorków co Kodeks Etyki Lekarskiej, używają do celów higienicznych w kiblu.
Dochodzą jeszcze rozterki, nieznane bogom, co to dzieci nie mają, kredytów też, a nawet asekuracyjnie występują w trzech osobach naraz.
Kto więc cierpi bardziej – chory ziomal, czy Bóg ?
Charakterni bogowie lubią też nowinki techniczne, co to potrafią miasto spalić, mury rozwalić, ewentualnie zatopić, czy zarazą wydusić, najgorsze, że gdzieś muszą to wypróbować.
Historia wskazuje, że zniszczenie gatunku, gwiazdy, a nawet cywilizacji, nie spowoduje u nich drgnięcia powieki.
Mucha też nie ma powiek, bywa podobnie zawzięta ,ma skrzydełka, czyżby jakieś pokrewieństwo ?
Kolejnym straszliwym smaczkiem w sztuce życia, są choćby hospicja dla dzieci.
Jestem ułomny, bo jakoś nie rozumiem geniuszu przesłania w postaci obarczenia niewinnego dziecka, chorobą typu zanik mięśni, by je zadusić nim skończy dwadzieścia lat.
„Na obraz i podobieństwo” – w tym kontekście, aż boję się tym razem organizacji „niebiańskiej rzeczywistości”, skoro ziemska jest horrorem.
Czepiłbym się też starości z jej destrukcją i bólem przemijania .
Tak więc ja jestem tą krową, która w obliczu maszynki do mielenia mięsa, zachowa się jak inwalida na maszcie kutra, podczas burzy w filmie Forrest Gump :)
Możliwe, że istnienie fizyczne jest tak krótkie i bez znaczenia, że hoduje się nas w ludzkich warunkach, celem wyekstrahowania z nas duszy ?
Jakaś wojna trwa tam na górze, że potrzeba ciągłych uzupełnień rekrutami z naszego padołu ?
Jak widać mam swoje boje z Bogiem związane, co ledwie tu naszkicowałem i w tym kontekście mojej małej, niepokornej wiary, podkreślam paradoksalną wartość mojego „folklorystycznego” traktowania religii.
To bajkowe klimaty z lat młodości, kiedy obowiązywała rzeczywistość dobrych aniołów, Bozi głaszczącej dziecięce główki – to jest niemożliwe do wyrzucenia i stanowi jakąś wartość ideologiczną.
Pamiętam, jak Ksiądz Proboszcz na lekcji religii w pierwszych klasach szkoły podstawowej, podarował mi medalion przedstawiający Św. Krzysztofa, bym go sobie przymocował w samochodzie, jak go będę miał.
W czasach wczesnego Gomółki, samochód był dla mnie równie oczywisty, jak teraz rakieta kosmiczna i patrząc na mojego proboszcza, nieco podobnego do Św. Mikołaja – nie wierzyłem, że mógłbym mieć coś tak fantastycznego, jak auto.
Do dzisiaj pamiętam zapach choinki, kawy i „rzuconych” na Święta Bożego narodzenia, pomarańczy, podobnie jak pasterkę z góralskimi kolędami w drewnianym kościele w Zakopanem.
Wiary i ideologii w tym było tyle, co w folklorze ale jednak brzmi to tęskną nutką w sercu, a w opisanym zetknięciu z „aniołkiem” daje niezwykły pokaz fajerwerków.
Myślę sobie, że jestem małej wiary, na pewno w opozycji jak widać ale „wróg mojego wroga, jest moim przyjacielem” , mógłbym być więc „najemnikiem” do niektórych Bożych krucjat :)



Tak,po tym "poetyckim" wyznaniu,chyba przyznam ci rację co do tego,do czego sam się przyznałeś.Jesteś zaiste małej wiary!
Ale Pan Bóg jest Miłosierny i nie zraża się obrażaniem,chociaż jak niektórzy mówią,że jeśli nie wie jak kogo ukarać,to mu po prostu odbiera rozum.Ale to pewnie taki folklor,żeby było bardziej kolorowo.
Pokój z Tobą.

_________________
Wczoraj minęło,jest dzisiaj, a jutro nie wiadomo czy będzie,dlatego warto uwierzyć już teraz


Śr maja 15, 2013 11:09 pm
Zobacz profil
Milczek
Milczek

Dołączył(a): Cz maja 09, 2013 3:01 pm
Posty: 16
Lokalizacja: Warszawa
Płeć: mężczyzna
wyznanie: katolik w pełnej łączności z papieżem
Odpowiedz z cytatem
Post Re: Prawo w opozycji do miłości ?
Jakby nie spojrzeć, to sam fakt dyskusji z Bogiem, potwierdza w nieco zawiły sposób wiarę takiego opozycjonisty :)
W innym przypadku, byłby podobny do rozbitka z dowcipu rysunkowego, na wyspie wielkości stołu, wygrażającemu bezkresowi oceanu : „ja was k...a, wszystkich pod Sąd !”
Rozwój nauki i wszelkiego poznania powoduje u jednych zwątpienie, inni natomiast widzą istnienie Boga w coraz wyższych rejestrach.
„Z prochu powstałeś i w proch się obrócisz” – kto by pomyślał jakiś czas temu, że całe żelazo z hemoglobiny naszej krwi, pochodzi z jąder rozpadłych gwiazd ?
Genialny przekaz, jeden z wielu, który jesteśmy w stanie zrozumieć pełniej, nawet „naukowo”, dopiero dzisiaj !
Niedawno obserwowałem niesamowitą dla mnie, jako ignoranta scenę : młoda kobieta, wraz z mężczyzną i czwórką dzieci, gościła w cukierni, na terenie centrum handlowego.
W pewnym momencie wyciągnęła dziecko z wózka, przeżegnała się i podała mu pierś do karmienia.
Przeszedł mnie dreszcz wzruszenia!
Pomyślałem : ja tu wygrażam Bogu, tocząc z Nim boje, a ta młoda matka, umordowana zapewne pracą przy dzieciach, czuje jedność z Bogiem !
Zazdrościłem jej i temu mężczyźnie, który zapewne był jej mężem, a jednocześnie życzyłem im z całego serca, by przetrwali, jako taka właśnie katolicka rodzina.
Wychodzi więc na to, że gdzieś głęboko, choćby na zasadzie owych atawistycznych „dreszczy”, tkwi we mnie moja mała, „folklorystyczna” wiara.
Co ciekawe, nie byłem taki czuły na takie klimaty, nim nie poznałem mojego „aniołka”, z którego powodu cała ta dyskusja.
Nastąpiła też moja wewnętrzna metamorfoza.
Wcześniej syczałem, jak wąż, plułem jadem chowałem się w siarkowym obłoku, złorzecząc , bo w głowie mi się nie mieściło, że można poświęcić miłość wraz z otoczką w imię „jakiegoś zbawienia”.
Pisałem jej moje piekielne „ewangelie”, zupełnie tak, jakbym chciał roztrzaskać zegarek celem zrozumienia jego działania.
Tej mojej niespodziewanej , wściekłej, z piekła rodem „twórczości” nie mógłbym Wam zacytować , bo mój ekshibicjonizm ma granice, podobnie jak wytrzymałość forumowiczów :)
Dwa żaglowce podpłynęły do siebie, po czym ostrzelały się z armat, niszcząc sobie wzajemnie maszty i ożaglowanie.
Amunicja się skończyła więc bezradnie dryfują synchronicznie, na tych samych pozycjach, kiedy były jeszcze całe.
Kłopoty ze zdrowiem, wywołały u mnie poczucie winy, że to ja, walcząc z nią, spowodowałem osłabienie, a zatem zło miało łatwiejszy do niej dostęp.
Momentalnie zniknął mój bojowy rynsztunek, który zamienił się na strach o nią .
Inaczej postrzegam teraz sprawy wiary i jej „pasterzy”, sympatię wzbudza we mnie widok zakonnicy lub mniszki.
Dostrzegłem , że katolik, to inny , lepszy gatunek człowieka , choć zabrzmiało to rasistowsko.
Gdzie właściwie się znajduję w drodze do Boga i miłości ?
Trochę przypominam postać z Odysei kosmicznej 2001- pojawia się na ekranie monitora, zapytany, kim jest, odpowiada z miną kota na puszczy - nie wiem! - i znika w szumach i trzaskach, przerwanej transmisji.
Potem w filmie działy się cuda ale nie wiadomo, czy jestem po właściwej stronie magicznego lustra, gdzie dziać by się to mogło :)
Co by się nie działo, to jako grzesznik, przybliżyłem się podczas tych perturbacji, o jedno ziarenko piasku, bliżej Boga :)
Dziękuję serdecznie Jotajota za balsamiczną tonację Jego przemyśleń i jednocześnie podziwiam błyskotliwy dowcip w interpretacji owych 12 % , pozdrawiam Józka i nie tylko :)


Cz maja 16, 2013 10:46 am
Zobacz profil
Czuwa nad wszystkim
Czuwa nad wszystkim
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Pt maja 06, 2011 2:22 pm
Posty: 10263
Płeć: kobieta
wyznanie: katolik w pełnej łączności z papieżem
Odpowiedz z cytatem
Post Re: Prawo w opozycji do miłości ?
Z ogromną przyjemnością czytam ten wątek. Przypomniałam sobie jak opuszczałam w Panu Tadeuszu opisy przyrody, jak męczyła mnie w szkole poezja i przyjęłam z ulgą fakt, że nie bedę już nigdy miała do czynienia z tym nudnym językiem polskim i jakimiś poetyckimi dyrdymałami.
A teraz czytam dramatyczną sytuację człowieka podaną w tak przemiły sposób i coś mi w tyle głowy dźwięczy, że może Rupert odnajdzie właściwą drogę do Boga, porzuci folklor religijny zamieniając go na klasykę? Może on sam nie wie, że zaczyna słyszeć tony Etiudy Rewolucyjnej? Może kolejnym utworem będzie Marzenie Schumanna a na końcu Ave- Maria?


Cz maja 16, 2013 11:02 am
Zobacz profil
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 78 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1, 2, 3, 4, 5, 6  Następna strona


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 2 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów

Skocz do:  
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group.
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL