Wątki bez odpowiedzi | Aktywne wątki Teraz jest Pn lut 18, 2019 7:15 pm



Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 172 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1 ... 7, 8, 9, 10, 11, 12  Następna strona
 Bóg przyszedł do mnie 
Autor Wiadomość
Milczek
Milczek

Dołączył(a): Pn paź 05, 2015 6:09 pm
Posty: 23
Płeć: mężczyzna
wyznanie: katolik w pełnej łączności z papieżem
Odpowiedz z cytatem
Post Re: Bóg przyszedł do mnie
Masz rację ja to czego doznałem trzymam w sobie .Nie powiedziałem nawet żonie ani księdzu pomyśleliby że jestem wariat ale musiałem o tym komuś w końcu powiedzieć bo inaczej bym chyba oszalał ( bo cały czas mam tak że chcę krzyczeć że Bóg kocha każdego i na każdego z nas czeka a poczuć w swoim sercu jego miłość to niczego innego już nie potrzebuję ta miłość jest taka że nie da się jej opisać.)Powiedziałem kumplowi z którym często rozmawiamy o Bogu.To co mnie spotyka zapisuję w starym kalendarzu.Zaskoczył mnie link ,który podałeś.Ja tę piosenkę usłyszałem z miesiąc temu i w tym samym dniu kupiłem ich płytę.Inne utwory są równie piękne.


Wt paź 06, 2015 1:54 pm
Zobacz profil
Zagadywacz
Zagadywacz
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Pt lip 04, 2014 4:09 pm
Posty: 122
Płeć: mężczyzna
wyznanie: katolik w pełnej łączności z papieżem
Odpowiedz z cytatem
Post Re: Bóg przyszedł do mnie
robbie. Myślę, że musisz się kiedyś zebrać i stanąć "nagim przed światem" wiem z doświadczenia, że to uczucie jest okropne- lęk i trwoga. - Co inni powiedzą?
Łatwo mi teraz to mówić, ale pisząc brzydko "olej to". Skoro poczułeś miłość Chrystusa (a wierzę, że tak) wiesz, że On sam wystarczy.
Nie potrzebne uznanie w oczach innych ludzi, zaszczyty, komplementy, podziw.
Ja tchórzyłem 4 lata, aż wreszcie powiedziałem dość. Niech obśmieją, ocenią, ale muszę powiedzieć, że Jezus żyje, kocha i przychodzi. Nie mogę dalej tchórzyć...On tyle zrobił dla mnie, to ja powinienem zrobić, to co mogę dla Niego i Jego Chwały.
Pewnie spytasz czy bolało ? Tak, bardzo.
Jedni ludzie się odsunęli...ale pojawili się nowi.
Jak spytasz, czy warto było? Odpowiem bez wahania. Warto.

_________________
https://www.youtube.com/watch?v=a-ILH-mfUx8


Wt paź 06, 2015 3:18 pm
Zobacz profil
Gaduła
Gaduła
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Śr lis 13, 2013 12:39 am
Posty: 527
Płeć: mężczyzna
wyznanie: katolik w pełnej łączności z papieżem
Odpowiedz z cytatem
Post Re: Bóg przyszedł do mnie
robbie napisał(a):
Masz rację ja to czego doznałem trzymam w sobie .Nie powiedziałem nawet żonie ani księdzu pomyśleliby że jestem wariat ale musiałem o tym komuś w końcu powiedzieć bo inaczej bym chyba oszalał ( bo cały czas mam tak że chcę krzyczeć że Bóg kocha każdego i na każdego z nas czeka a poczuć w swoim sercu jego miłość to niczego innego już nie potrzebuję ta miłość jest taka że nie da się jej opisać.)Powiedziałem kumplowi z którym często rozmawiamy o Bogu.To co mnie spotyka zapisuję w starym kalendarzu.Zaskoczył mnie link ,który podałeś.Ja tę piosenkę usłyszałem z miesiąc temu i w tym samym dniu kupiłem ich płytę.Inne utwory są równie piękne.


Czy jesteś w jakiejś wspólnocie katolickiej działającej przy parafii ?


Cz paź 22, 2015 12:21 pm
Zobacz profil
Czuwa nad wszystkim
Czuwa nad wszystkim
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Pt maja 06, 2011 2:22 pm
Posty: 12303
Płeć: kobieta
wyznanie: katolik w pełnej łączności z papieżem
Odpowiedz z cytatem
Post Re: Bóg przyszedł do mnie
Może wtrącę słów kilka na temat kontaktów ze światem pozazmysłowym. To, że zaburzernia psychiczne powodują stany odmiennej świadomości pozostawiam na boku. W warunkach netu nie mamy możliwości, by stwierdzić, że u kogoś zaburzenia nie występują, uczyni to osoba mająca rozeznanie w tym zakresie i to nie zawsze jest możliwe.
Są ludzie, których nazywamy 'zmysłowcami'. Są to osoby obdarzone rzekomo naturalną i nieograniczoną zdolnością słyszenia, czy też raczej wyczuwania świata pozazmysłowego oraz doświadczania zjawisk paranormalnych, jak jasnowidzenia, radiescezja, prorocze sny, pranoterapia. Wyczuwają obecność zmarłych lub duchów, ale także mogą ich widzieć i z nimi rozmawiać. Uważa się, że zmysłowcy to osoby podatne i otwarte na zjawiaska paranormalne.

Bardzo podobne umiejętności przejawiają charyzmatycy. Posiadają specjalne dary udzielone im przez Boga dla dobra innych ludzi i potrzeby świata, w sposób szczególny w celu budowania Kościoła. Do pasterzy Kościoła należy rozeznawanie charyzmatów.
Charyzmaty nigdy nie są dawane dla potrzeb charyzmatyka, choć w pośredni sposób mogą prowadzić do jego świętości, ale 'dla wspólnego dobra' (1Kor 12,7).

Potrzeba też wiedzy w tym zakresie, by móc odróżniać jednych od drugich. Kiedy poprosiłam jedną z osób z forum, by mi opowiedziała o swych doświadczeniach mistycznych, zbyła mnie. Przypadkiem przeczytałam o tym w innym miejscu w sieci i mogłam sobie wyrobić pogląd na ten temat.
Zdarza się na forum, że 'mistyk' wzmacnia swój przekaz wprowadzając kolejną osobę. Użytkownicy tego nie zobaczą, bo klon nie zostaje wpuszczany na forum. Raz przyłapany na kłamstwie jest potem ostrożniejszy. I dziwnym zbiegiem okoliczności powtarzają się te działania u konkretnej osoby, u innych nie.

Zalecam więc ostrożność w czytaniu takich świadectw 'mistyków'. W zasadzie powinnam je kasować z uwagi na brak możliwości weryfikacji: chory/zmysłowiec/żartowniś. Charyzmatyk będzie raczej trzymał się z dala od opowiadania świadectw. Jeśli je przedstawi, będzie ono miało pewnien rys, który będzie widoczny i w innych rozmowach.


Cz paź 22, 2015 1:07 pm
Zobacz profil
Niesamowity Gaduła
Niesamowity Gaduła

Dołączył(a): Pn maja 25, 2009 4:55 pm
Posty: 12861
Lokalizacja: Gdynia
Płeć: mężczyzna
wyznanie: katolik w pełnej łączności z papieżem
Odpowiedz z cytatem
Post Re: Bóg przyszedł do mnie
Czytałem gdzieś że - nawet abstrahując od ewentualnych problemów psychicznych - "objawień" symulowanych przez szatana jest co najmniej kilkukrotnie więcej niż prawdziwych.

_________________
Obrazek
Więcej informacji tu http://www.analizy.biz/ksiazkiapologetyczne


Cz paź 22, 2015 1:42 pm
Zobacz profil WWW
Milczek
Milczek

Dołączył(a): Pn lip 13, 2015 8:55 am
Posty: 3
Lokalizacja: uk
Płeć: kobieta
wyznanie: katolik w pełnej łączności z papieżem
Odpowiedz z cytatem
Post Re: Bóg przyszedł do mnie
Ja tez chcialabym cos dodac na temat wizji. Miewam czesto na modlitwie wizje . Kiedys zamykalam oczy. Teraz modle sie z otwartymi oczami. Uwazam, ze wszelkiego rodzaju wizje sa niebezpieczne. Nie wiemy do konca skad pochodza.
Rozmawialam z ksiedzem na ten temat i sugerowal skupic sie na rodzinie I milosci do Boga. wciaz zdaza sie, ze cos "widze" ale staram sie tym nie zamartwiac . Modle sie za siebie i innych i aby Pan wskazal mi droge, ktora isc.
Bóg zaplac +


Cz paź 22, 2015 2:31 pm
Zobacz profil
Czuwa nad wszystkim
Czuwa nad wszystkim
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Pt maja 06, 2011 2:22 pm
Posty: 12303
Płeć: kobieta
wyznanie: katolik w pełnej łączności z papieżem
Odpowiedz z cytatem
Post Re: Bóg przyszedł do mnie
Teologia katolicka uznaje (piszę za A,Tommaselli), że zarówno dobrzy, jak i upadli aniołowie są w stanie wpłynąć na nasze zmysły za pomoca wibracji akustycznych lub obrazów.

Wizja, ze swej natury, należy do grupy łask gratis datae, sprowadzającej się -zgodnie z kategoryzacją św. Pawła- do daru prorokowania.

Mistrzowie życia duchowego zgodnie podkreślają, że nie należy o te nadzwyczajne łaski prosić, ani ich pragnąć, nie tylko dlatego, że nie stanowią warunku osiągnięcia świętości, ale przede wszystkim ze względu na wiążące się nimi poważne ryzyko ulegnięcia ułudzie, gdyż odróżnienie w ich obrębie prawdy od fałszu jest niezwykle trudne.

Najlepiej zatem, w przypadku takiego widzenia odrzucić je, zwłaszcza na samym początku. Nie znaczy to, że z góry mamy je uznać za przejaw działania szatana. Ale dopiero z biegiem czasu, poprzez modlitwę i oświecenie Ducha Świętego można naprawdę zrozumieć, czy wizja pochodzi od Boga, czy jest szatańską sztuczką. Jeśli pochodzi od Boga, nawet w przypadku odrzucenia, odczujemy jej korzystne działanie, przede wszystkim w obrębie naszej duchowości. A jeśli pochodzi od demona, odrzucając ją, unikniemy wpływu zła na nasze życie.

Warto pamiętać też o zaleceniach św. Teresy od Jezusa:
W początkach więc, twierdzę to bez wahania, zawsze będzie najlepiej sprzeciwiać się tym niezwykłym objawom i tłumić je w sobie ile możności. Jeśli one pochodzą od Boga, takie odrzucanie ich przez pokorne uznanie swej niegodności będzie tym dzielniejszą dla duszy pomocą do postępu w dobrym. Przy tym, te łaski, im ściślejszej będą poddane próbie, tym bardziej się będą wzmagały.


Cz paź 22, 2015 3:01 pm
Zobacz profil
Milczek
Milczek

Dołączył(a): Śr lis 11, 2015 9:02 pm
Posty: 3
Płeć: mężczyzna
wyznanie: katolik w pełnej łączności z papieżem
Odpowiedz z cytatem
Post Re: Bóg przyszedł do mnie
Ok, więc ja też muszę to wypowiedzieć - moją historię objawienia podobną do tego, co przeżył Krzysztof i inni. Będzie to też forma spowiedzi.

Było to ponad 20 lat temu, w nowicjacie pewnego Zakonu. Tak, byłem wtedy młodym (stażem) zakonnikiem.
Pewnego razu, na wieczornym różańcu, bardzo intensywnie medytowałem czego ja chcę od życia, szukałem takiej esencji. Wszedłem chyba wtedy w bardzo głębokie skupienie i w końcu doszedłem do tego, że wypowiedziałem w myślach: "Chcę Boga i być Boga (tzn. być jego)".

Wtedy nastąpił jakby jakiś "przeskok". Postaram się opisać to w miarę precyzyjnie. Poczułem nagle, jakby parę metrów obok mnie, obecność osoby Boga, od którj płynęła bezwarunkowa miłość. To jest najbardziej adekwatne określenie tego odczucia - doznanie miłości do mnie, bez żadnego warunku, bez żądania, bez słów, po prostu odczucie miłości do mnie całkowicie bezwarunkowej.
Powtarzam ciągle to słowo "bezwarunkowa", bo to najbardziej określa ten strumień uczucia.
Nie było tam słów, nie było wizji, postaci, niczego. Było za to odczucie obecności Osoby, takie zwykłe i pewne, jak to gdy stoisz przed kimś i z nim rozmawiasz - wiesz, że to jest osoba, a nie jakiś hologram. Nie było tam słów, obrazów - był to jakby bezpośredni przekaz do mojej osoby.
I od tej Osoby płynęła ta miłość. To było doznanie bezpośrednie, bez żadnych dialogów, słów. Nie było tam niczego więcej tylko ta absolutnie pewna, bezwarunkowa miłość - bez żadnego wypominania, żądania, itp.

Trwało to może względnie paręnaście sekund i wróciłem do normalnego stanu - wokół mnie bracia odmawiali różaniec.
Nigdy wcześniej czegoś podobnego nie doznałem. Nie było to podobne do snów, do wizji w głębokich medytacjach, czy wizualizacjach. Miało to aspekty spotkania z realną, odrębną Osobą. Płakałem cicho, szczęśliwy. Teraz też, gdy to wspominam.

Przed tym doznaniem byłem młodym zakonnikiem twardym, chcącym być świętym, takim gorliwcem, ale sztywnym.
Po tym spotkaniu z Bogiem, bo uznałem, że to był Bóg, stałem się całkiem innym człowiekiem. Straciłem całą sztywność praktykowania świętości. Widziałem po ludziach, że oni widzieli też moją zmianę - niektórzy pytali się wprost, co przeczytałem, że się tak zmieniłem, itp.
Stałem się człowiekiem bardzo wyrozumiałym, "prawo" zeszło na drugi plan. Bardzo się zaprzyjazniłem z ludźmi.
Oczywiście powiedziałem o tym spotkaniu ojcu duchownemu, ale on jakby to zbagatelizował, wysłuchał i nie poruszał ze mną nigdy więcej tego tematu.
Dziwne, ale to jedno zdarzenie całkiem mi wystarczyło. Ani nikomu o nim (do tej pory) nie opowiadałem, ani nie próbowałem przeżyć go ponownie, "wywołać" go jakoś ponownie przez modlitwę czy medytację. Było to tak odmienne, że nie miałem śmiałości.

To doznanie zmieniło moją wiarę z książkowej na wiarę bezpośrednią. Od tego momentu to doznanie stało się podstawą mojej wiary - tak było silne. Nie musiałem wierzyć - byłem pewny, miałem wiedzę.

Minęły potem dwa lata. Żyłem jak normalny brat w ślubach czasowych. Pewnego dnia gdzieś pojechaliśmy do miasta, a jeden ze starszych braci, poszedł do wypożyczalni video po jakiś film. Potem mieliśmy sobie go obejrzeć w ramach czasu wolnego.
Ok, czemu nie (wtedy nie było jeszcze internetu) - znalazłem się na małej sali kinowej, chyba jeszcze z dwoma braćmi z mojego rocznika i kimś jeszcze.

Rozpoczął się film. Nagle co to? Pierwsze sceny jakaś erotyka. Zdezorientowany, patrzę dalej, zaczyna się ostra pornografia. Po jakiejś chwili jeden z braci wyszedł. Ja wytrwałem jeszcze parę scen i też wyszedłem. Ale ziarno zostało zasiane. Zacząłem też czytać książki o innych systemach duchowym, itp. Czułem też w sobie (może to były jakieś odruchy sumienia), że dłużej nie mogę tak trwać. Odszedłem z zakonu po paru miesiącach, gdy skończył mi się okres kolejnych ślubów czasowych.

Po jakimś czasie, "w cywilu" ożeniłem się, mam dziecko. Jeśli chodzi o żonę, to trafiłem na dobrą, spokojną osobę, ale całkowicie aseksualną, no i może nie do końca mnie kochającą w taki sposób jakbym chciał. Tak jakbym podświadomie wybrał sobie osobę, która będzie "karą" za moje grzechy - przepraszam Cię żono - piszę tak w ramach historii, ale było mi nieraz z Tobą ciężko.

Wracając do tego spotkania z Bogiem. Przez ten cały czas od wyjścia z zakonu, trochę wierzyłem, trochę wątpiłem, ale nigdy ani razu nie zwątpiłem w realność i prawdziwość tego zdarzenia. W zasadzie ono utrzymało mnie w jakiejś odległości od wiary, tak, że nie odszedłem całkiem daleko.

Przez wiele lat gromadzą się w życiu różne występki. Może nie były to bardzo ciężkie grzechy, bo z natury nie jestem chyba złym, czy konfiktowym człowiekiem, ale mimo wszystko czułem coraz większy ciężar. Bo Bóg został w moim wątpiącym sercu.
W końcu, niedawno, poszedłem do spowiedzi i doznałem ulgi i nawrócenia.

I jakoś tak we mnie ostatnio coś kazało mi poszukać, kogoś komu bym to jednak opowiedział. Myślałem o jakimś kierowniku duchownym, ale obawiam się pychy, że takie doznanie przeżyłem. Albo, że to mógł być jakiś moment choroby psychicznej, hmmm. Obawiam się też, że taki ojciec duchowowny kazałby mi iść w dewocję, angażować się w jakieś wspólnoty, itp. A ja jestem człowiekiem nowoczesnym i słabym. Ale kto wie. Bóg jeden.

Ogólnie ciągnie mnie teraz na nowo do modlitwy, czytania Pisma Świętego, itp. Przy czym mój rozum opiera się wszystkiemu i wydaje mu się, że cała ta religia, ta historia jest wyssana z palca. Jednak ten jeden moment sprzed lat nawrócił mnie znowu i trzyma przy Bogu. Może to dlatego otrzymałem kiedyś taką możliwość - po to, abym nie odpadł od Boga. Może uznał on, że przy moim umyśle jedynie taka łaska mnie zatrzyma przy nim. Obym, choćby na szarym końcu, wytrwał przy nim i znalazł się znowu po śmierci w tej Miłości. Wybaczcie mi, gdy to napisałem, to odczułem zadowolenie, że będziecie się nad moimi słowami zastanawiać i może zazdrościć. Tak, takie spotkanie ma również takie konsekwencje. Zwykły człowiek, nie święty będzie odczuwał chyba formy
zadowolenia z siebie. Ale wiem, że On, Bóg mnie zna i to wybaczy. On jest naprawdę mądry i dobry.
Amen.


Śr lis 11, 2015 11:11 pm
Zobacz profil
Odpowiedz z cytatem
Post Re: Bóg przyszedł do mnie
krzysztof+++ napisał(a):
robbie. Myślę, że musisz się kiedyś zebrać i stanąć "nagim przed światem" wiem z doświadczenia, że to uczucie jest okropne- lęk i trwoga. - Co inni powiedzą?
Łatwo mi teraz to mówić, ale pisząc brzydko "olej to". Skoro poczułeś miłość Chrystusa (a wierzę, że tak) wiesz, że On sam wystarczy.
Nie potrzebne uznanie w oczach innych ludzi, zaszczyty, komplementy, podziw.
Ja tchórzyłem 4 lata, aż wreszcie powiedziałem dość. Niech obśmieją, ocenią, ale muszę powiedzieć, że Jezus żyje, kocha i przychodzi. Nie mogę dalej tchórzyć...On tyle zrobił dla mnie, to ja powinienem zrobić, to co mogę dla Niego i Jego Chwały.
Pewnie spytasz czy bolało ? Tak, bardzo.
Jedni ludzie się odsunęli...ale pojawili się nowi.
Jak spytasz, czy warto było? Odpowiem bez wahania. Warto.


Wierze ze to co piszesz i pisales w swiadectwie jest prawda i tym samym chcialbym ja potwierdzic, a takze swiadectwa innych.
Niemniej jednak ze mna bylo nieco innaczej, dlatego nie pisze o szczegolach, bo po pierwszych kilku objawieniach i wielkiej checi podzielenia sie tym z innymi, zapytalem "czy powinienem o tym rozmawiac" i dostalem jednoznaczna i krotka odpowiedz "Nie".
Jak sie w pozniejszych objawieniach okazalo to faktycznie nie o wszystkim moge mowic i nie dlatego ze jest to nieprawdopodobne i zostal bym wysmiany.
Mam charakter-zwyczaj sprawdzania i testowania wszystkiego, jak niewierny Tomasz, nawet samego siebie, jak nie "dotkne to nie uwierze" i wszelkie takie testy konczyly sie placzem jak male dziecko, bo nie bylem w stanie sam sobie udowodnic ze to jakies przywidzenia.

Osob takich jak Krzysztof jest bardzo duzo, coraz wiecej przybywa i jeszcze wiecej bedzie przybywalo. Wielu jeszcze nawet tego nie rozumie co sie z nimi dzieje.
Boleje jedynie nad tym ze wielu ksiezy kaze im ignorowac te doswiadczenia, zamiast pomagac im je rozumiec i uczyc rozpoznawac co jest dzialaniem zlego, a co nie jest.
Takie nauki beda im potrzebne, by mogli sprostac zadaniu jakie ich czeka. Same zgromadzenia przy parafii to za malo. Zwlaszcza ze bedac blizej Boga, beda bardziej agresywnie atakowani przez zlego. Zreszta jak to bylo z wszystkimi ktorzy byli blizej Boga.

Dobrze ze w swoim swiadectwie piszesz o pysze, bo to jeden z podstawowych atakow zlego i glownie z tym trzeba walczyc i uczyc sie jak jej sie pozbywac, choc to tylko czesc tego czego musimy sie uczyc. Nauka ta byla by duzo latwiejsza przy aktywnym i szczerym udziale ksiezy.


So sty 16, 2016 3:21 am
Zagadywacz
Zagadywacz
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Pt lip 04, 2014 4:09 pm
Posty: 122
Płeć: mężczyzna
wyznanie: katolik w pełnej łączności z papieżem
Odpowiedz z cytatem
Post Re: Bóg przyszedł do mnie
Kochani w Piętek 18-3-2016 wyruszam na Ekstremalną Drogę Krzyżową (Bielawa) nocą, w milczeniu ponad 40 km przez górskie szczyty. Z chęcią zabiorę wasze intencję w tą modlitwę - wędrówkę. Jeśli chcecie. Wystarczy wysłać post, bez podawania szczegółów (w Bogu sprawie wiadomej). Zapisze wasze nicki na kartce i poniosę wraz z modlitwą.

Jednocześnie też proszę o modlitwę, tego Piątkowego wieczoru na zasadzie: Jeśli dwaj z was na ziemi zgodnie o coś prosić będą, to wszystkiego użyczy im mój Ojciec, który jest w niebie.

Mam nadzieję, że niesienie waszych trosk doda mi odwagi, wiary i sił.

_________________
https://www.youtube.com/watch?v=a-ILH-mfUx8


Śr mar 16, 2016 9:28 am
Zobacz profil
Milczek
Milczek

Dołączył(a): Śr mar 16, 2016 2:03 pm
Posty: 3
Płeć: kobieta
wyznanie: katolik w pełnej łączności z papieżem
Odpowiedz z cytatem
Post Re: Bóg przyszedł do mnie
Drogi Krzysztofie,
Dziekuje za To piekne, wzruszajace swiadectwo. Twoja droga daje wiele do refleksji nad samym soba i inspiruje, daje poczucie ze nie jestes sam. Wielu z nas jest czy bylo w podobnej sytuacji. Zycze Ci i bede sie modlic abys juz nigdy nie stracil z oczu swoich Pana Jezusa.


Śr mar 16, 2016 2:36 pm
Zobacz profil
Zagadywacz
Zagadywacz
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Pt lip 04, 2014 4:09 pm
Posty: 122
Płeć: mężczyzna
wyznanie: katolik w pełnej łączności z papieżem
Odpowiedz z cytatem
Post Re: Bóg przyszedł do mnie
Którejś środy dowiedziałem się o organizowanej Ekstremalnej Drodze Krzyżowej.
Dotarło do mnie, że wyrusza w Piątek. Nie wiem dlaczego, ale od razu byłem gotowy iść bez zastanowienia, za dwa dni.
Poinformowałem żonę, że wyruszam. Żona sprawdziła dokładnie datę wymarszu i okazało się, że to dopiero około za miesiąc.
Wiedzieć musicie, że w tegorocznym okresie Wielkiego Postu żadne moje obecne postanowienia nie okazały się trwałe, być może właśnie dlatego, że było one moje, a nie Jego. Byłe miłe mnie, a nie Jemu.
A przecież post w jedzeniu byłby przydatny nabrał bym linii. Abstynencji- czuł bym się wielki, że potrafię kontrolować siebie, lepszy od innych itp. Wszystkie moje postanowienia byłyby ważne tak naprawdę tylko dla mnie, dla mojej chwały, nie dla Niego.
Na parę dni przed EDK przyszedł lęk.
Modliłem się, czy aby na pewno ta bezsensowna i bezcelowa wspinaczka po górskich szczytach jest miłą ofiarą. Jednocześnie wyjaśniałem Bogu, że jestem słaby, lichy ze mnie sportowiec, 20 lat za biurkiem, że nie cierpię bezcelowych spacerów, że nie mam zdrowia do takich nocnych wędrówek itd.
Prosiłem, że jeśli nie chce abym szedł to, aby dał jakiś znak, może moją chorobę, kontuzję, cokolwiek. Znak nie nadchodził. Zacząłem słuchać co mówią ludzie, co mówi Pismo.
I pojawiały się stwierdzenia, cytaty”;
Wystarczy ci mojej łaski.
Nie opuszczę Ciebie.
Choćby matka o Tobie zapomniała ja nie zapomnę.
Miej ufność we mnie.
Ja jestem Drogą, Prawdą i Życiem.
Przypomniałem sobie Placki z Rodzynkami konferencje o. Adama Szustaka i postanowiłem OK. Jeśli Ty sprawisz, że wyruszę to oprócz mojej chęci, chcę też dać coś od siebie, będę trenował przed wyprawą wytrzymałość fizyczną. Postanowiłem biegać wieczorami.
Zapału wystarczyło mi na dwa wieczory, lecz pomyślałem ,to jest mój rodzynek na jaki mnie stać, te dwa biegi, placek upiecz Ty.
W Tobie pokładam całą ufność i siłę, bo wiesz, że po górach nigdy nie chodziłem (raz w dzieciństwie z rodziną weszliśmy na Babią Górę ot i cała przygoda z górami).
Lęk narastał podsycany słowami znajomych czy rodziny
- nie idź,
- po co pójdziesz,
- wybierz inną formę pokuty.
Ja wiedziałem, że formę On już wybrał i prosiłem tylko o odwagę, która pochodzi od Niego.
Bo nawet swojej odwagi nie mam.
Na spotkaniu organizacyjnym przed wyprawą ktoś powiedział
– po co tyle mówić jak się chodzi po górach? Przecież nikt z nas pierwszy raz w góry nie idzie?
No, podniosłem rękę – Idzie
Zaniemówienie i zdziwienie w oczach innych ...bezcenne.
Pomyślałem, właściwie to On idzie, a ja tylko będę nogami przebierał.
Na spotkaniu padł pomysł, aby zebrać intencje od tych którzy nie idą na EDK a chcą, aby ich intencje były niesione. Uczyniłem to i ja. Spisałem na kartce intencje i włożyłem do kieszeni.
Lęk nie ustępował.
Mimo to czyniłem przygotowania: zakup latarki czołowej, latarki zwykłej, plecak, raki.....jak ja bardzo się cieszyłem z tych latarek jak dziecko. Bóg daje czasem takie cukierki na drogę.
Myśl o 42 km w górę i w dół przez kilkanaście godzin przerażała mnie. Może Bóg chce mnie nauczyć pokory i abym się wycofał po pierwszym kilometrze i prosił innych o pomoc w powrocie ?
Jeśli chcesz niech się stanie i upokorzenie. Dojdę czy nie - Bądź Wola Twoja.
Kolega zaproponował mi aby przejść wcześniej na próbę trochę trasą EDK i spróbować czy damy radę iść na całą wyprawę w dniu wymarszu. Mimo jego szczerych intencji odmówiłem.
Miałem myśl.
A jak się wystraszę drogi, jak zwątpię?
– Nie kocha się na próbę.
Około 21.30 Piątek wyruszamy po Mszy. Noc zimny wiatr. Jest nas około 150 osób. Patrząc po twarzach to zapaleńcy górscy, widać bardziej radość niż strach.
No to idziemy. Powierzyłem całą drogę Jezusowi. Z prośbą, aby każdy mój krok był modlitwą. Taką „chodzoną” ...dziwne.
Podczas wędrówki to w górę, to w dół nie czułem bólu, zmęczenia – taka łaska. A gdy nastawało zwątpienie, przypominałem sobie o kartce z intencjami, którą niosłem w kieszeni i słowa „jedni drugich brzemiona noście”. Sam sobie pewnie bym odpuścił, ale niosłem przecież wasze prośby, a to już poważniejsza sprawa.
W nocy mijałem otyłego chłopca, któremu brakowało sił i tchu przed kolejnym podejściem pod górę. Pomodliłem się krótko o łaskę sił dla niego. Jakie było moje zdziwienie gdy za chwilę wyprzedził mnie na trasie i zniknął gdzieś w oddali (już go nie dogoniłem).
Jak mocno działa modlitwa podczas Drogi Krzyżowej, niebywałe, natychmiast zostaje wysłuchana.
Po kilku godzinach marszu w śniegu, błocie prosiłem Boga, aby mi ścięgna i mięśnie nie popękały podczas takiego wysiłku, bo duch ochoczy, ale ciało słabe.
Odpoczynek na trasie wydaje się nie możliwy, gdyż w chwili zaprzestania marszu mokre od deszczu i potu ubranie zaczyna zamarzać. Trzeba iść dalej, choćby powoli.
Modlitwy pod stacjami też się nie układają. Jakieś krótkie i szybkie, rwane...Sam widzisz jak jest Panie...aby dalej.
Zadziwiające jak dużo słów Pan Jezus wypowiedział podczas męczarni drogi Krzyżowej i na samym Krzyżu. Do niewiast. Do Łotra. Do Matki, Do Jana. Do Ojca.
Choć moja droga była w porównaniu żadna...nic nie chciało mnie się mówić.......nawet dłużej modlić w myślach.
Około południa dowlokłem się do końca trasy, bo marsz to na pewno nie był.
Po zakończeniu Drogi przyszedł chwilowy smutek,, że nikt na mnie nie czekał na „mecie”....ale też i sam przecież nikogo o to nie prosiłem...
A tak wielką daje radości, gdy ktoś czeka....Dzięki Boże za ten smutek "opuszczenia".
Moja droga trwała 15 godzin „najlepsi” pokonali ja chyba w 10, lecz należało by się chyba zastanowić czy dla każdego była to Droga Krzyżowa czy też miły trening (np.dla osób uwielbiających górskie wędrówki).
Sądzę, że każdy w swoim sercu powinien rozsądzić czy było to wydarzenie przede wszystkim dla mnie, czy dla Boga. I z tą myślą wyruszyć bądź nie, na kolejne EDK.
Myślę, że w poście i pokucie musimy się dotknąć o granicę i polegać na zawierzeniu, a nie na swoich umiejętnościach i wielkości (usunąć się w cień i pozwolić działać Bogu).
Jak mówił ks. Pawlukiewicz:
Pewien zakonnik prosił przełożonego, aby w ramach pokuty pozwolił mu wstawać o 4 rano rano, jeszcze przed innymi zakonnikami. A przełożony się pyta
-a będziesz potrafił tak wcześnie wstawać?
Zakonnik odparł : – będę.
-To zabraniam.
Dziękuję wszystkim za modlitwę podczas mojej drogi, była ona bardzo pomocna i nieoceniona, obfitowała wieloma łaskami.
Jeśli Bóg da i zechce, do zobaczenia za rok.
Choć On wie jak nie cierpię górskich wspinaczek.
Proszę zwrócić uwagę na słowo „nie cierpię”, bo faktycznie nie odczuwałem większego bólu ani cierpienia podczas tej drogi ....dziwna łaska od Taty, ale bardzo miła, za którą dziękuję.

_________________
https://www.youtube.com/watch?v=a-ILH-mfUx8


Pn mar 21, 2016 3:29 pm
Zobacz profil
Gaduła
Gaduła
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Cz lut 12, 2015 5:45 pm
Posty: 543
Płeć: mężczyzna
wyznanie: katolik w pełnej łączności z papieżem
Odpowiedz z cytatem
Post Re: Bóg przyszedł do mnie
Dobre i ciekawe świadectwo, daje do myślenia...

---------------------

Wszystkie moje postanowienia byłyby ważne tak naprawdę tylko dla mnie, dla mojej chwały, nie dla Niego.

Nie kocha się na próbę.

Zadziwiające jak dużo słów Pan Jezus wypowiedział podczas męczarni drogi Krzyżowej i na samym Krzyżu. Do niewiast. Do Łotra. Do Matki, Do Jana. Do Ojca. Choć moja droga była w porównaniu żadna...nic nie chciało mnie się mówić.......nawet dłużej modlić w myślach.


krzysztof+++ napisał(a):
Myślę, że w poście i pokucie musimy się dotknąć o granicę

W sporcie to się nazywa "wyjściem ze strefy komfortu" :wink:


Pn mar 21, 2016 9:17 pm
Zobacz profil
Milczek
Milczek

Dołączył(a): Pn paź 05, 2015 6:09 pm
Posty: 23
Płeć: mężczyzna
wyznanie: katolik w pełnej łączności z papieżem
Odpowiedz z cytatem
Post Re: Bóg przyszedł do mnie
Krzychu jak to czytałem to wiem jedno Bóg Cię kocha nieprzytomnie jesteś wielki ale wielki bo zdałeś się całkowicie na Niego.To ja kiedyś biegacz górski wymiękłem a miałem możliwość uczestniczyć w EDK w rejonach Bielska i wymiękłem.Twardziel jesteś ,podziwiam i dziękuję Panu Bogu za Ciebie.Piękne świadectwo.


Wt mar 22, 2016 11:26 pm
Zobacz profil
Zagadywacz
Zagadywacz
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Pt lip 04, 2014 4:09 pm
Posty: 122
Płeć: mężczyzna
wyznanie: katolik w pełnej łączności z papieżem
Odpowiedz z cytatem
Post Re: Bóg przyszedł do mnie
robbie. Bóg kocha każdego najbardziej jak może, czyli nieskończenie. Wystarczy się nie bać i o pokazanie tej miłości poprosić.
Twardziel piszesz... na pewno nie...taka łaska w tamtym czasie.
robbie piszesz "podziwiam" ...nie ma co podziwiać (moje drogi krzyżowe, nawet te w kościele można policzyć na palcach...wstyd) tylko rzucić się w Jego ramiona :) i niech się dzieje co On Chce.

_________________
https://www.youtube.com/watch?v=a-ILH-mfUx8


Wt kwi 12, 2016 9:47 am
Zobacz profil
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 172 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1 ... 7, 8, 9, 10, 11, 12  Następna strona


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 3 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów

Szukaj:
Skocz do:  
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group.
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL