Wątki bez odpowiedzi | Aktywne wątki Teraz jest Pn lis 20, 2017 4:11 am



Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 16 ]  Przejdź na stronę 1, 2  Następna strona
 Mój powrót do Boga 
Autor Wiadomość
Milczek
Milczek

Dołączył(a): N sie 27, 2017 5:52 pm
Posty: 4
Płeć: kobieta
wyznanie: nie chcę podawać
Odpowiedz z cytatem
Post Mój powrót do Boga
Chciałabym podzielić się z Wami moim świadectwem. Będzie to długa opowieść, ale mam nadzieję, że może się okazać dla kogoś pomocna, być może komuś otworzy oczy, być może przeczyta to ktoś, kto jest lub był w takiej samej sytuacji jak ja. Czuję od dłuższego czasu, że powinnam się podzielić swoimi przeżyciami.
Mam 27 lat, pochodzę z rodziny tzw. "wierzącej, niepraktykującej". W moim domu nigdy nie było rozmów na temat Boga, wiary. Przyjęłam komunię świętą, bierzmowanie, bez jakichś głębszych religijnych uczuć - ot po prostu. Do spowiedzi chodziłam okazjonalnie - raz, dwa razy w roku zazwyczaj przed świętami. W kościele bywałam rzadko, zwykle przymuszona przez rodziców. Nudziłam się na mszach, myślami odbiegałam gdzieś daleko. Stopniowo dorastałam, coraz bardziej oddalając się od kościoła.
W domu byłam trzymana dosyć krótko. Nie pozwalano mi na wiele. W wieku 19 lat wyjechałam na studia do innego miasta. Nagle poczułam wolność, dotąd nieznane uczucie. Poczułam, że mogę wszystko. Spotykałam się z wieloma mężczyznami, bawiłam się ich uczuciami. Przygodny seks był na porządku dziennym. Kiedy dana osoba "znudziła mi się", bądź na horyzoncie pojawiał się lepszy kandydat, urywałam kontakt. Z żadnym z partnerów seksualnych nie tworzyłam związku, ba, teraz z perspektywy czasu wiem, że nie miałam pojęcia czym jest miłość i prawdziwy związek. Zdarzało się, że flirtowałam i spotykałam się na seks z kilkoma osobami równolegle - w jeden dzień jeden, innego dnia drugi...
Mając 23 lata uwikłałam się w dziwny związek, który w gruncie rzeczy w dalszym ciągu związkiem nie był. To była znajomość polegająca na okazjonalnym spotykaniu się, zawsze połączonym z seksem. Nie skakałam juz z przysłowiowego kwiatka na kwiatek, skupiłam się w miarę na spotykaniu z tą jedną osobą. Mimo wszystko czegoś cały czas mi brakowało. Nie potrafiłam sobie wyobrazić swojej przyszłości u boku tej osoby, ale tak w tym tępo trwałam, być może wydawało mi się wtedy, że jest to jakiś rodzaj stabilizacji...
Zaszłam w niechcianą ciążę. Nie zastanawiałam się nawet 1 minuty czy urodzić to dziecko - było dla mnie jasne, że usunę tą ciążę. Zadzwoniłam do tego chłopaka, miał mieszane uczucia, ale przystał na moją decyzję z racji mojego silnego charakteru. Wiedział, że nie będzie mi w stanie wyperswadować tej decyzji. Dokonałam aborcji w 2 dni po potwierdzeniu ciąży, w 3 tygodniu ciąży. Nie czułam się z tym źle, nie miałam wyrzutów sumienia. Nawet okropny ból, najgorszy jaki w życiu czułam wywołany środkami poronnymi cieszył mnie i utwierdzał w dobrej decyzji. Czułam tylko wielką ulgę, że zrzuciłam z siebie ten kamień. W dalszym ciągu trwaliśmy z owym chłopakiem w dziwnym związku. On - zakochany po uszy, ja - zadowolona z dobrego seksu.
Pewnego dnia spotkałam się czysto koleżeńsko ze swoim znajomym, którego poznałam na samym początku studiów. Nigdy nie przeszło mi nawet przez myśl, że mogłabym go potraktować jako potencjalnego partnera, gdyż był głęboko wierzącą osobą, o 180 stopni różną pod tym względem ode mnie. On po spotkaniu bardzo intensyfikował kontakt ze mną, nalegał na spotkania, często pisał. Było mi głupio przed obecnym partnerem, czułam, że go oszukuję. Po kilku miesiącach regularnym spotkań z tą osobą zdecydowałam zerwać kontakt z moim ówczesnym partnerem. On to bardzo przeżył, po mnie, jak zwykle spłynęło wszytko jak po kaczce.
Po kilku miesiącach spotkań z dawnym znajomym poczuliśmy do siebie coś więcej niż tylko przyjaźń. Ja, pozbawiona niemalże wyższych uczuć zakochałam się, tak nieracjonalnie w osobie, która do mnie kompletnie nie pasowała. On zakochał się we mnie. Sielanka nie trwała długo, różnce jakie nas dzieliły w kwestii poglądów sprawiały, że kłociliśmy się niemal cały czas. On jednak nie odpuszczał. Chiał za wszelką cenę pokazać mi Boga, wiarę, kościół na nowo. Jeździliśmy razem na rekolekcje, chodziliśmy na msze. Dzięki niemu podeszłam do spowiedzi pierwszy raz od wielu lat. Wszystko to jednak w dalszym ciągu było z mojej strony płytkie. Trochę chciałam mu robić tym przyjemność, widząc jak go cieszy, że staję się powoli lepszym człowiekiem (znał moją przeszłość z najdrobniejszymi szczegółami). W pewne wakacje zabrał mnie na pielgrzymkę za granicę, gdzie z resztą bardzo nie chciałam jechac. Stało się, pojechaliśmy. Pierwszego dnia czułam się tam fatalnie, myśląc, że trafiłam w zagłębie fanatyków religijnych. Wieczorem tego samego dnia była msza święta połączona z adoracją. Wtedy po raz pierwszy poczułam jakiś dziwny ból w sercu. Z każdym kolejnym dniem podobało mi się coraz bardziej, aż wreszcie, wyjeżdząjąc marzyłam kiedy znów tam powrócę. Po 2 latach związku z tym człowiekiem, który tak naprawdę wykonał ogromną pracę w kwestii mojego powrotu do wiary rozstaliśmy się na jego życzenie. Przeżyłam to rozstanie okrutnie, cierpiałam zarówno psychicznie, jak i fizycznie. Nie spałam nocami, potrafiłam całe dnie nie jeść zupełnie nic, płakałam, płakałam, płakałam odpalając jednego papierosa od drugiego. Zaczełam brać silne leki uspokajające, dzięki którym byłam w stanie znieść dni w pracy. W dwa miesiące po rozstaniu byłam już wrakiem człowieka, zupełnie pozbawionym sił i chęci do życia. Pewnego dnia wzięłam do ręki różaniec, który od niego dostałam na pielgrzymce i zaczęłam się modlić. Nie potrafiłam wtedy używać różańca, włączyłam więc podpowiedź na youtube i płacząc modliłam się o ratunek dla siebie. Nie byłam w stanie tak dłużej żyć. Po odmówionej modlitwie wziełam psa i wyszłam ze łzami w oczach na spacer. Spacerując bez celu usłyszałam nagle w głowie słowa. Intensywne, wszechogarniające całą moją głowę. Słowa: ZOSTAW TO MNIE. I tak cały czas. Cały czas powtarzane... Zostaw to mnie... Zostaw to mnie...
Nie wiedziałam co się ze mną dzieje. Czy to ja zwariowałam z tego wszystkiego, czy mi się wydawało... Wrociłam do domu i położyłam się spać. SPAĆ. Pierwszy raz zasnęłam po położeniu się do łóżka od dwóch miesięcy. Przespałam całą noc. Bez leków. Rano obudziłam się głodna. Pierwszy raz głodna od dwóch miesięcy. Wszystkie objawy minęły w jedną noc. Choć od tamtej pory minęło pół roku, dla mnie to wciąż niesamowite. Od tamtej pory zawierzyłam się Bogu zupełnie, jestem zuepłnie innym człowiekiem. Po tej nocy zaczęłam się modlić codziennie. I tak zostało do dziś. Chodzę regularnie do spowiedzi, rozmawiam z Bogiem każdego dnia. Cieszę się z niedzielnych mszy, często chodzę również w tygodniu. Godzinami słucham kazań ks. Pawlukiewicza. I teraz sobię myślę, ile złego musiało wydarzyć się w moim życiu, jak bardzo Bóg musiał o mnie walczyć, bym go wreszcie zauważyła...Czuję, że Pan daje mi siłę, której po tym rozstaniu wciąż jednak bardzo potrzebuję.


N sie 27, 2017 6:53 pm
Zobacz profil
Gaduła
Gaduła

Dołączył(a): Pn lip 24, 2017 12:25 pm
Posty: 663
Lokalizacja: Warszawa
Płeć: mężczyzna
wyznanie: nie chcę podawać
Odpowiedz z cytatem
Post Re: Mój powrót do Boga
Wygląda na to, że Twoja wiara zacznie szybko rosnąć, skoro tak odważnie potrafisz się swoją wiarą podzielić z innymi. Takie wołanie w desperacji do Boga bardzo często otwiera człowieka na Boga. Bóg wtedy ma dużo łatwiejszą drogę do naszego serca. Człowiek w takiej desperacji dużo bardziej jest skłonny uwierzyć, że to Bóg do niego mówi. Skoro ludziom tak trudno uwierzyć jak wszystko układa się dobrze, to Bóg nie ma innego wyjścia i stawia człowieka w takich trudnych sytuacjach abyśmy zawołali - Jezu ratuj.

_________________
Blog - Komunia dla kazdego.
Http://prorok.phorum.pl


Pn sie 28, 2017 10:40 am
Zobacz profil
Niesamowity Gaduła
Niesamowity Gaduła
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Pn lis 23, 2015 12:14 am
Posty: 2393
Płeć: mężczyzna
wyznanie: katolik w pełnej łączności z papieżem
Odpowiedz z cytatem
Post Re: Mój powrót do Boga
krzysiekniepieklo napisał(a):
Wygląda na to, że Twoja wiara zacznie szybko rosnąć, skoro tak odważnie potrafisz się swoją wiarą podzielić z innymi. Takie wołanie w desperacji do Boga bardzo często otwiera człowieka na Boga. Bóg wtedy ma dużo łatwiejszą drogę do naszego serca. Człowiek w takiej desperacji dużo bardziej jest skłonny uwierzyć, że to Bóg do niego mówi. Skoro ludziom tak trudno uwierzyć jak wszystko układa się dobrze, to Bóg nie ma innego wyjścia i stawia człowieka w takich trudnych sytuacjach abyśmy zawołali - Jezu ratuj.


Krzysiu, Bog nie stawia czlowiekka w takich trudnych sytuacjach tylko czlowiek sam sie w nie pakuje swoim postepowaniem.


Pn sie 28, 2017 10:54 am
Zobacz profil
Gaduła
Gaduła

Dołączył(a): Pn lip 24, 2017 12:25 pm
Posty: 663
Lokalizacja: Warszawa
Płeć: mężczyzna
wyznanie: nie chcę podawać
Odpowiedz z cytatem
Post Re: Mój powrót do Boga
To co Sapper, chcesz powiedzieć, że sam reżyserujesz swój los? Wydaje mi się, że jesteś dość naiwny. To nasze życie to cały czas jest nauka. Każdy dzień, to jest nowa lekcja, a zadania przed nami stawia Bóg. Możesz szemrać przeciwko Bogu i stać w miejscu, a możesz stanąć na wysokości zadania i iść do przodu. Być coraz bliżej Boga. Łatwa droga zwykle prowadzi pod ścianę.
Jak liczysz na łatwiznę, to do Boga nie dojdziesz. Im bliżej Boga, tym miłość staje się coraz trudniejsza ale też coraz prawdziwsza, bo doświadczona w ogniu.

Taka uwaga - mógłbyś się najpierw odnieść do tekstu.
To jest świadectwo wiary.

_________________
Blog - Komunia dla kazdego.
Http://prorok.phorum.pl


Pn sie 28, 2017 1:10 pm
Zobacz profil
Dyskutant
Dyskutant

Dołączył(a): Pt sie 26, 2016 10:45 am
Posty: 246
Płeć: kobieta
wyznanie: chrześcijanin, inne (trynitarny i biblijny)
Odpowiedz z cytatem
Post Re: Mój powrót do Boga
krzysiekniepieklo napisał(a):
To co Sapper, chcesz powiedzieć, że sam reżyserujesz swój los? Wydaje mi się, że jesteś dość naiwny. To nasze życie to cały czas jest nauka. Każdy dzień, to jest nowa lekcja, a zadania przed nami stawia Bóg. Możesz szemrać przeciwko Bogu i stać w miejscu, a możesz stanąć na wysokości zadania i iść do przodu. Być coraz bliżej Boga. Łatwa droga zwykle prowadzi pod ścianę.
Jak liczysz na łatwiznę, to do Boga nie dojdziesz. Im bliżej Boga, tym miłość staje się coraz trudniejsza ale też coraz prawdziwsza, bo doświadczona w ogniu.

Taka uwaga - mógłbyś się najpierw odnieść do tekstu.
To jest świadectwo wiary.


Masz rację Krzysiu, nasze życie, to to cały czas nauka, a każdy dzień - to nowa lekcja, a zadania przed nami stawia Bóg.
Każdy dzień, daje nowe poznania, nowe doznania. Każdy dzień jest naszym uświęceniem i walką z podszeptami złego. Każdy dzień jest naszym świadectwem - świadectwem naszej wiary.

_________________
Miłość Jezusa-moim zbawieniem.
Trwanie w Jezusie-Boga uwielbieniem.


Pn sie 28, 2017 1:25 pm
Zobacz profil
Niesamowity Gaduła
Niesamowity Gaduła
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Pn lis 23, 2015 12:14 am
Posty: 2393
Płeć: mężczyzna
wyznanie: katolik w pełnej łączności z papieżem
Odpowiedz z cytatem
Post Re: Mój powrót do Boga
krzysiekniepieklo napisał(a):
To co Sapper, chcesz powiedzieć, że sam reżyserujesz swój los? Wydaje mi się, że jesteś dość naiwny. To nasze życie to cały czas jest nauka. Każdy dzień, to jest nowa lekcja, a zadania przed nami stawia Bóg. Możesz szemrać przeciwko Bogu i stać w miejscu, a możesz stanąć na wysokości zadania i iść do przodu. Być coraz bliżej Boga. Łatwa droga zwykle prowadzi pod ścianę.
Jak liczysz na łatwiznę, to do Boga nie dojdziesz. Im bliżej Boga, tym miłość staje się coraz trudniejsza ale też coraz prawdziwsza, bo doświadczona w ogniu.

Taka uwaga - mógłbyś się najpierw odnieść do tekstu.
To jest świadectwo wiary.

Tak Krzysiu, kazdy sam rezyseruje swoj los, az do czasu swiadomego i calkowitego oddania sie Bogu.
Gdyby bylo innaczej nie mieli bysmy wolnej woli.
do tematu trudno mi sie slowami odniesc, bo na takie prawdziwe swiadectwa zwykle reaguje tak :beksa: i nie potrafie wtedy nic napisac.


Pn sie 28, 2017 1:41 pm
Zobacz profil
Dyskutant
Dyskutant

Dołączył(a): Pt sie 26, 2016 10:45 am
Posty: 246
Płeć: kobieta
wyznanie: chrześcijanin, inne (trynitarny i biblijny)
Odpowiedz z cytatem
Post Re: Mój powrót do Boga
@niebomamtu, mimo, że nie chciałaś znać Boga i robiłaś dużo grzesznych rzeczy, to Bóg cię nie skreślił, ale cały czas trwał przy tobie.
Czemu poddałaś się nieczystości? czemu poddałaś się aborcji? - bo nie miałaś w sobie wiary. Gdybyś miała w sobie wiarę, to nie uczyniłaś byś tyle grzechów.
Teraz, gdy doświadczyłaś realnego dotyku Boga w swoim życiu, wiesz, że wiara, że Bóg - to nie wymysł. Wiesz, że Bóg jest rzeczywisty i realny i ty nie tylko wierzysz, ale to wiesz. Ta wiara, ten dotyk Boga świadczy, o ciągłej, bezinteresownej i trwałej miłości Bożej do nas grzesznych ludzi. Mimo, że dokonałaś straszny grzech - aborcja - zabicie, Bóg ciągle trwał przy tobie i walczy o ciebie. Bóg cię nie skreślił, bo widział w tobie potęcjał dobra i tylko brak wiary kierował cię w otchłań zła. Gdybyś znała Boga prawdziwego, kochającego, to twoje serce otworzyło by się na Jego miłość. Prawdopodobnie nikt cię nie nauczył - jaki jest Bóg.
Teraz Go już znasz, bo osobiście przemówił do twojego serca, i wiesz, że tej miłości - twojej miłości, nikt już nie będzie wstanie ci wydrzeć.
Bóg cię kocha i ty Mu ufaj. Ufaj tej miłości - ta miłość jest największa i nic, ani nikt nie jest wstanie ci wydrzeć.
Kieruj się w swoim życiu - wiarą, nadzieją i miłością.

_________________
Miłość Jezusa-moim zbawieniem.
Trwanie w Jezusie-Boga uwielbieniem.


Pn sie 28, 2017 1:48 pm
Zobacz profil
Niesamowity Gaduła
Niesamowity Gaduła
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Pn lis 23, 2015 12:14 am
Posty: 2393
Płeć: mężczyzna
wyznanie: katolik w pełnej łączności z papieżem
Odpowiedz z cytatem
Post Re: Mój powrót do Boga
wybrana napisał(a):
@niebomamtu, mimo, że nie chciałaś znać Boga i robiłaś dużo grzesznych rzeczy, to Bóg cię nie skreślił, ale cały czas trwał przy tobie.
Czemu poddałaś się nieczystości? czemu poddałaś się aborcji? - bo nie miałaś w sobie wiary. Gdybyś miała w sobie wiarę, to nie uczyniłaś byś tyle grzechów.
Teraz, gdy doświadczyłaś realnego dotyku Boga w swoim życiu, wiesz, że wiara, że Bóg - to nie wymysł. Wiesz, że Bóg jest rzeczywisty i realny i ty nie tylko wierzysz, ale to wiesz. Ta wiara, ten dotyk Boga świadczy, o ciągłej, bezinteresownej i trwałej miłości Bożej do nas grzesznych ludzi. Mimo, że dokonałaś straszny grzech - aborcja - zabicie, Bóg ciągle trwał przy tobie i walczy o ciebie. Bóg cię nie skreślił, bo widział w tobie potęcjał dobra i tylko brak wiary kierował cię w otchłań zła. Gdybyś znała Boga prawdziwego, kochającego, to twoje serce otworzyło by się na Jego miłość. Prawdopodobnie nikt cię nie nauczył - jaki jest Bóg.
Teraz Go już znasz, bo osobiście przemówił do twojego serca, i wiesz, że tej miłości - twojej miłości, nikt już nie będzie wstanie ci wydrzeć.
Bóg cię kocha i ty Mu ufaj. Ufaj tej miłości - ta miłość jest największa i nic, ani nikt nie jest wstanie ci wydrzeć.
Kieruj się w swoim życiu - wiarą, nadzieją i miłością.


Wybrana, czy nie sadzisz ze przypominanie komus grzechow jest co najmniej nietaktem, nie wspominajac o postawie chrzescijanskiej, zwlaszcza ze te grzechy juz nie istnieja.


Pn sie 28, 2017 2:29 pm
Zobacz profil
Milczek
Milczek

Dołączył(a): N sie 27, 2017 5:52 pm
Posty: 4
Płeć: kobieta
wyznanie: nie chcę podawać
Odpowiedz z cytatem
Post Re: Mój powrót do Boga
Dziękuję za tyle dobrych słów. Osobiście uważam, że nie reżyserujemy w 100% sami własnego losu. Jeżeli jesteśmy daleko od Boga, nie ma On możliwości dotarcia do nas. Wtedy zaczynają dziać się wszystkie złe rzeczy, a Bóg po czasie upomina się o nas, gdyż każde z nas jest dla niego kimś cennym. Człowiek sam w swojej istocie jest marny, życie bez Boga - puste. Bóg, odkąd postanowiłam zawierzyć mu się zupełnie, wysłuchuje moich próśb, od razu na nie reagując. Czasem już mi po prostu głupio po raz kolejny i kolejny o coś prosić, bo nie wiem jak mogłabym się odwdzięczyć za całe dobro, którego doświadczyłam.
Nie mam nikomu za złe wypominania grzechów, których się dopuściłam. W chwili obecnej jest mi wstyd za całe moje dotychczasowe życie, do tego stopnia, że nie byłabym w stanie się do tego nikomu przyznać nieanonimowo. Cieszę się, że trafiłam na to forum i mogłam opowiedzieć pokrótce o swojej historii.


Pn sie 28, 2017 5:08 pm
Zobacz profil
Dyskutant
Dyskutant

Dołączył(a): Pt sie 26, 2016 10:45 am
Posty: 246
Płeć: kobieta
wyznanie: chrześcijanin, inne (trynitarny i biblijny)
Odpowiedz z cytatem
Post Re: Mój powrót do Boga
@niebomamtu, masz rację, że Bóg wysłuchuje nasze prośby. Jest z nami i wszystko słyszy i widzi i działa. Nie lękaj się prosić, tylko proś z wiarą i ufnością. Wszystko, co nas dobrego spotyka, to jest od Boga, bo Bóg jest największym dobrem i pełną miłością.
To pięknie, że odważyłaś się szczerze napisać tak piękne świadectwo.
Daje one nadzieję dla innych osób, by uwierzyć, by zawierzyć i na każdej drodze życia dążyć do nawrócenia. Nie ma takiego grzechu za który szczerze żałujemy, by nas miłosierny Ojciec nam nie odpuścił, bo Boża miłość jest wielka i nieskończona dla nas.
Życie bez wiary, życie bez Boga jest tak jak napisałaś puste i bez wartości.
To Bóg daje nam życie tu i te drugie w Jego Królestwie. Chociaż w tym naszym ziemskim życiu część ludzi żyje, ale tak naprawdę duchowo jest martwa. Wiara daje życie, daje nadzieje, daje miłość, daje radość. Tej radości nikt i nic nie jest wstanie zastąpić.

_________________
Miłość Jezusa-moim zbawieniem.
Trwanie w Jezusie-Boga uwielbieniem.


Pn sie 28, 2017 6:44 pm
Zobacz profil
Milczek
Milczek

Dołączył(a): N sie 27, 2017 5:52 pm
Posty: 4
Płeć: kobieta
wyznanie: nie chcę podawać
Odpowiedz z cytatem
Post Re: Mój powrót do Boga
A co z grzechami których nie żałujemy? Mam tu na myśli wcześniej wspominana aborcję. Nie pożałowałam jej tak naprawdę szczerze nigdy, będąc w tamtym czasie z tamtą wiedzą wciąż podjelabym ta sama decyzję. To nie był po prostu odpowiedni czas a przede wszystkim odpowiedni człowiek z którym miałam mieć dziecko. Teraz, mądrzejsza o tamte doświadczenia nie dopuscilabym się seksu z taka osoba także temat aborcji, także raczej zadzialalabym w tym kierunku, aniżeli martwienia się po szkodzie. Wciąż nie jestem pewna czy ten grzech został opuszczony, pomimo że po latach wyspowiadalam się z niego...


Pn sie 28, 2017 7:00 pm
Zobacz profil
Dyskutant
Dyskutant

Dołączył(a): Pt sie 26, 2016 10:45 am
Posty: 246
Płeć: kobieta
wyznanie: chrześcijanin, inne (trynitarny i biblijny)
Odpowiedz z cytatem
Post Re: Mój powrót do Boga
[ciach.. KONIEC AGITKI - jest to dział dla katolików - czasem przymykamy oczy na wypowiedzi niekatolików, ale niestety - wszystko ma swoje granice. wybrana - więcej w tym dziale już nie pisz (PW)]

_________________
Miłość Jezusa-moim zbawieniem.
Trwanie w Jezusie-Boga uwielbieniem.


Pn sie 28, 2017 8:07 pm
Zobacz profil
Milczek
Milczek

Dołączył(a): So wrz 09, 2017 7:45 pm
Posty: 1
Płeć: kobieta
wyznanie: nie chcę podawać
Odpowiedz z cytatem
Post Re: Mój powrót do Boga
Chętnie nawiążę współpracę z osobami, które chciałyby opisać swoje duchowe nawrócenie na mojej stronie o wierze. Sama jestem świeżo nawrócona, a konkretnie wróciłam do świadomoej wiary z końcem poprzedniego roku. Być może wśród osób tutaj, są osoby, które chciałyby podzielić się swoimi doświadczeniami duchowymi - świadectwem nawrócenia. Zachęcam.
Zapraszam osoby zainteresowane na: https://www.facebook.com/Przystanek-Wiara-1217575315004362

P.s. proszę ewentualnie o przeniesienie do odpowiedniego działu

Skoro tu jesteś, napisz coś więcej.R.


So wrz 09, 2017 7:54 pm
Zobacz profil
Dyskutant
Dyskutant

Dołączył(a): Wt lip 18, 2017 5:09 pm
Posty: 333
Płeć: kobieta
wyznanie: katolik w pełnej łączności z papieżem
Odpowiedz z cytatem
Post Re: Mój powrót do Boga
niebomamtu napisał(a):
A co z grzechami których nie żałujemy? Mam tu na myśli wcześniej wspominana aborcję. Nie pożałowałam jej tak naprawdę szczerze nigdy, będąc w tamtym czasie z tamtą wiedzą wciąż podjelabym ta sama decyzję. To nie był po prostu odpowiedni czas a przede wszystkim odpowiedni człowiek z którym miałam mieć dziecko. Teraz, mądrzejsza o tamte doświadczenia nie dopuscilabym się seksu z taka osoba także temat aborcji, także raczej zadzialalabym w tym kierunku, aniżeli martwienia się po szkodzie. Wciąż nie jestem pewna czy ten grzech został opuszczony, pomimo że po latach wyspowiadalam się z niego...


Obawiam się że brak szczerego żalu i brak zrozumienia powagi winy może stanowić pewną barierę. Ponieważ tutaj pojawia się taka sytuacja którą można porównać do spowiedzi kogoś kto zabił inną osobę, następnie poszedł do spowiedzi, wyznał ten grzech, ale po spowiedzi stwierdziłby że zrobiłby to samo po raz kolejny. Wszak wypowiadamy podczas spowiedzi taką formułkę - więcej grzechów nie pamiętam, za wszystkie serdecznie żałuję i postanawiam poprawę.

Szczery żal za grzechy i przede wszystkim zrozumienie powagi zła takiego czynu jak grzech, zwłaszcza śmiertelny, nawet pod postacią ekskomuniki, ten szczery żal i postawa która przejawia się w szczerej refleksji że nie popełnilibyśmy tego ponownie, to jest podstawą rozgrzeszenia.


Pn wrz 11, 2017 2:49 am
Zobacz profil
Milczek
Milczek

Dołączył(a): N sie 27, 2017 5:52 pm
Posty: 4
Płeć: kobieta
wyznanie: nie chcę podawać
Odpowiedz z cytatem
Post Re: Mój powrót do Boga
Nie chodzi o to, że byłabym skłonna popełnić ten sam grzech po raz kolejny, bo nie zrobiłabym tego. Zrozumiałam powagę zła jaką wyrzadziłam i teraz, po pełnym nawróceniu zmieniłam myślenie o 180 stopni. Jednak mimo to, gdzieś z tyłu głowy wciąż są myśli, że wtedy na tamten czas zrobiłam dobrze...Być może gdyby nie to co się stało, nie poczulabym obecności Boga tak w pełni jak czuję teraz.


Pn wrz 11, 2017 7:46 pm
Zobacz profil
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 16 ]  Przejdź na stronę 1, 2  Następna strona


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 3 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów

Szukaj:
Skocz do:  
cron
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group.
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL