Wątki bez odpowiedzi | Aktywne wątki Teraz jest Pt paź 18, 2019 11:31 am



Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 81 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1, 2, 3, 4, 5, 6  Następna strona
 Alkohol w życiu chrześcijanina. 
Autor Wiadomość
Online
Niesamowity Gaduła
Niesamowity Gaduła

Dołączył(a): So lip 14, 2012 8:57 pm
Posty: 5838
Płeć: mężczyzna
wyznanie: katolik w pełnej łączności z papieżem
Odpowiedz z cytatem
Post Re: Alkohol w życiu chrześcijanina.
Nie znam się, Wikipedia mówi że to pseudonauka.
Choć byłbym ostrożny łączenia wszystkiego z okultyzmem.
Na przykład różdzkarstwo to niekoniecznie okultyzm, może to jakieś fiyczne oddziaływanie cieku wody na organizm, natomiast 100% okultyzmem byłby różkarz który u siebie w domu pokazywałby ciek wodny na mapie nawet z użyciem wahadełka.

_________________
Śpieszmy się kochać ludzi


Pn paź 07, 2019 1:14 pm
Zobacz profil
Niesamowity Gaduła
Niesamowity Gaduła
Avatar użytkownika

Dołączył(a): N sty 20, 2019 1:59 pm
Posty: 1011
Płeć: mężczyzna
wyznanie: chrześcijanin, inne (trynitarny i biblijny)
Odpowiedz z cytatem
Post Re: Alkohol w życiu chrześcijanina.
Założyłem temat o biorezonansie. Rozmawiałem kiedyś z jednym przedstawicielem tej metody i pod koniec on sam przyznał, że jest to paranauka, ale zobaczymy co na ten temat napisze biznesinfo.


Pn paź 07, 2019 2:03 pm
Zobacz profil
Czuwa nad wszystkim
Czuwa nad wszystkim
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Śr cze 05, 2002 9:54 pm
Posty: 9263
Lokalizacja: Polska
Płeć: mężczyzna
wyznanie: katolik w pełnej łączności z papieżem
Odpowiedz z cytatem
Post Re: Alkohol w życiu chrześcijanina.
Andy72 napisał(a):
Nie znam się, Wikipedia mówi że to pseudonauka.
Choć byłbym ostrożny łączenia wszystkiego z okultyzmem.
Na przykład różdzkarstwo to niekoniecznie okultyzm, może to jakieś fiyczne oddziaływanie cieku wody na organizm, natomiast 100% okultyzmem byłby różkarz który u siebie w domu pokazywałby ciek wodny na mapie nawet z użyciem wahadełka.

Nie ma czegoś takiego jak oddziaływanie cieku wodnego na ciało. I jeszcze przez 9 pięter.
Fizyka w tej dziedzinie jest jednoznaczna. Nie ma takiego promieniowania którego nie dałoby się zmierzyć przyrządami które mamy. A które miałoby zgubne skutki dla osoby mieszkającej na 9 pietrze. Gdzie ludzie przez 8 pięter nie maja żadnych problemów.

_________________
"Przestraszony liberał jest krwiożerczym zwierzęciem." Nicolas Gomez Davila


Pn paź 07, 2019 5:05 pm
Zobacz profil
Gaduła
Gaduła

Dołączył(a): Śr lut 14, 2018 11:44 am
Posty: 709
Płeć: mężczyzna
wyznanie: katolik bez łączności z papieżem
Odpowiedz z cytatem
Post Re: Alkohol w życiu chrześcijanina.
Andy72 napisał(a):
"Chcącemu nie dzieje się krzywda" - jest bardzo nadużywane przez liberałów. Owszem, można się zgodzić z tym porzekadłem w przypadku gdy np. prawo ustanawia karę śmierci za morderstwo, a zbrodniarz sam ryzykuje że zostanie złapany i powieszony.
Ale jest nadużywane w przypadku narkotyków:
w https://www.nacjonalista.pl/2013/12/23/adam-danek-najstarszy-patron-wolnosciowcow/
Cytuj:
„Wolnościowcy” uważają, iż człowiek powinien być „wolny”, to znaczy móc robić wszystko, co zechce, z jednym zastrzeżeniem – pod warunkiem, że „nie krzywdzi innego człowieka”. Wyrażenie „nie krzywdzi” tłumaczy się tu w sposób zawężający, jako: nie używa przemocy w celu zmuszenia innego człowieka do czynienia czegoś, czego on robić nie chce. Diler nie krzywdzi narkomana, gdy sprzedaje mu działkę. Sprzedaż narkotyków ma charakter dobrowolnej transakcji handlowej; diler odpowiada na popyt generowany przez rynek i zaspokaja potrzebę konsumenta. Fakt, że w rezultacie narkoman zamienia się w warzywo, nie ma znaczenia, podobnie jak fakt, że narkotyk modyfikuje działanie jego psychiki i fizjologii, wpływając na proces podejmowania decyzji. Narkoman sam wyraził dobrowolną zgodę na takie późniejsze ograniczenie swojej woli, kiedy zdecydował się sięgnąć po narkotyki pierwszy raz. Wszelkie próby uniemożliwienia dilerowi handlu narkotykami, a narkomanowi ich zakupu, stanowiłyby szkodliwą interwencję w działanie rynku i zagrożenie dla wolności.


Wolność w rozumieniu liberałów/libertarian/libertynów nie ma nic współnego z prawdziwą wolnością.


W takim razie za alkoholizm klienta odpowiada sprzedawca piwa w sklepie.

Czemu kończyć sprawę na sprzedawcy? Może należałoby mieć pretensję do producentów, albo jeszcze dalej do Boga, który stworzył alkohol?

Jeżeli nie znacie człowieka, który nigdy nie zapalił papierosa, ale palił trawkę, to już znacie. Nigdy też nie zażywałem innych narkotyków. Nie ze strachu. Po prostu nie chciałem i już. Gdybym chciał, to bym zażywał.

Papierosy gorzej wpływają na zdrowie niż marihuana. Ludziom się wydaje, że marihuana jest gorsza, bo po jej zażyciu zmienia się świadomość człowieka. To tak samo jakby sądzić, że alkohol jest gorszy od papierosów. Alkohol w małej ilości (np. lampka czerwonego wina do obiadu) dobrze wpływa na układ krwionośny człowieka redukując poziom złego cholesterolu we krwi. Piwo natomiast czyści nerki z kamieni. Nie wiem czy wpływ na to ma alkohol, chmiel czy słód. Doczytam.

A papierosy? Nie zmieniają świadomości. Tyle dobrego można o nich powiedzieć. Jeden papieros w żaden sposób nie wpływa na lepsze zdrowie, nie mówiąc już o większej ilości. Znane są lecznicze wpływy konopi indyjskiej na zdrowie. A tytoń ma właściwości zdrowotne? O ile wiem, nikotyna w nim zawarta może wpływać tylko źle na zdrowie człowieka.


Wt paź 08, 2019 10:45 am
Zobacz profil
Gaduła
Gaduła

Dołączył(a): Cz mar 13, 2008 3:33 pm
Posty: 765
Lokalizacja: Zielona Góra
Odpowiedz z cytatem
Post Re: Alkohol w życiu chrześcijanina.
Bardzo ciekawy temat. Wypowiem się jako chrześcijanin do ok. 25 roku życia, ateista od 25 roku do teraz (czyli kolejne 25 lat bo mam 50) i ideowy pierwotny abstynent od poczęcia - nigdy w życiu nawet nie zamoczyłem ust w żadnym napoju alkoholowym żeby sprawdzić jak smakuje, nigdy nie byłem pod wpływem jakiejkolwiek substancji psychoaktywnej, nigdy też żadnej nie spróbowałem. Nie miałem nigdy w ustach papierosów, kawy, środków aktualnie nielegalnych także nie. Kiedyś sporadycznie piłem herbatę, teraz przeszedłem na różne ziołowe mikstury, czasem jem rządek gorzkiej czekolady dla dobrego tłuszczu i polifenoli a nie kofeiny. W całej tabliczce takiej czekolady jest mniej więcej tyle narkotyku co w filiżance słabej kawy a ja zjadam ok. 1/6 tabliczki, więc nie ma szans bym odczuł jakikolwiek wpływ psychoaktywny. Poza tym chodzi mi właśnie o ten wpływ a nie o to by wyrugować każdą co do jednej cząsteczkę danej substancji. Podobnie piję jogurty, kefiry, kwas chlebowy, piwa bezalkoholowe, które są fermentowane i zawierają szczątkowe ilości alkoholu. Ale zawierają go tyle, że nawet jak na raz wypełnię nimi cały żołądek to wpływ na mój umysł będzie zerowy.

Skąd w ogóle pomysł na takie życie?

1. Alkohol jako silny twardy narkotyk (uzasadnienie na końcu) zaburza odbiór rzeczywistości i zniekształca nasze myśli, uczucia, zachowania, emocje. Doświadczanie takich zmian uważam za "niefajne" delikatnie mówiąc oraz niegodne dojrzałego człowieka. Nie liczy się dla mnie sposób zmiany percepcji przez narkotyk lecz sam fakt jej zaistnienia. To nieważne czy kofeina pobudza a alkohol rozwesela i zamula, Liczy się samo zajście zmiany pod wpływem substancji bezpośrednio działającej na neurony mojego mózgu. Odrzucam to z wyjątkiem celów ściśle medycznych pod kontrolą lekarza i z jego solidnym uzasadnieniem, że inaczej naprawdę się nie da. Sam panuję nad swoimi myślami i uczuciami. Umiem wypracować sobie spokój, radość, odprężenie, pobudzenie bez chemicznej protezy. Mój mózg jest dla mnie świętością. Jeśli mam jakieś wady, słabości np. kompleksy, nieśmiałość itp. to pokonuję je samodzielnie pracując nad swoim charakterem bez środków dopingujących.

2. Z wyżej wymienionych powodów alkohol wcale nie ułatwia stosunków międzyludzkich choć podobno z tego powodu też jest pity a wręcz przeciwnie. Czyni je zakłamanymi i sztucznymi. Co to za znajomy, przyjaciel, jeśli żeby z nim szczerze pogadać i czuć się wśród nich swobodnie, musimy się choć lekko odurzyć? Jakość moich znajomości jest dla mnie bardzo ważna, nie chcę ich fałszować chemiczną fikcją. Podsycane alkoholem rozmowy są w rzeczywistości nudne, chaotyczne i powierzchowne. Jeśli ktoś wierzy, że podpity człowiek zaczyna naprawdę być sobą i mówić prawdę (słynne In vino veritas) to znaczy, że na trzeźwo ów człowiek jest zakłamanym oszustem. Ale przecież większość czasu jednak spędzamy z tą osobą na trzeźwo, to po co utrzymujemy znajomość z takim oszustem hę??? Oczywiście ten przykład pokazuje absurdalność poglądu, że po alkoholu "prawdziwiejemy". To tylko wymówka do napicia się...

3. Dbam o zdrowie. Nie konsumuję trucizn, a tym jest ewidentnie etanol (uwaga - nie każda trucizna to narkotyk a nie każdy narkotyk to trucizna). Ewentualne (i bardzo znikome) korzyści zdrowotne niektórych napojów alkoholowych wynikają nie z tego, że są alkoholowe a z tego, że są z owoców (np. wino) lub np. chmielu. Te same a nawet zdecydowanie lepsze efekty można uzyskać mając dobrą dietę. Z biologicznego punktu widzenia alkohol etylowy nie jest środkiem spożywczym. Nasze ciała sygnalizują potrzeby w zakresie białka, węglowodanów, tłuszczu, witamin i mikroelementów, wody ale nie alkoholu! O zdrowotnych mitach wokół alkoholu kolejna uwaga na końcu.

4. Nie używam środków uzależniających a alkohol to wbrew obiegowej opinii nie używka a jeden z najsilniejszych narkotyków (oczywiście nie każdy pijący jest narkomanem - alkoholikiem, podobnie nie każdy używający innych aktualnie nielegalnych środków psychoaktywnych jest narkomanem, używanie to jedno a uzależnienie to drugie). Każdy pijący musi liczyć się z jakimś prawdopodobieństwem możliwości uzależnienia. W moim przypadku to prawdopodobieństwo wynosi dokładnie 0.

5. Nie tracę czasu w życiu. A czas naszego życia to jedyny nieodnawialny zasób, szczególnie dla ateisty - życia wiecznego nie będzie, liczy się tylko tu i teraz. Będąc abstynentem zawsze jestem wolny. Kiedy tylko chcę mogę jeździć samochodem, rowerem, wędrować prostym krokiem, czytać ze zrozumieniem, opiekować się kimś, być gotowym do niesienia pomocy, ratunku, składać zeznania, występować publicznie itp. Nie tracę czasu na uporanie się z kacem, każdą chwile życia mogę wykorzystać w pełni aktywnie i dokładnie tak jak chcę.

6. Kultywuję rodzinne abstynenckie tradycje (moi rodzice są abstynentami z podobnych co ja powodów, mają taki sam stosunek do wszystkich środków psychoaktywnych). A tradycja to rzecz święta jak często powtarzają mi pijący ;-) Walczę z towarzyskim przymusem.

7. Co prawda nie wiem jak smakuje alkohol ale wiem jak śmierdzi. A śmierdzi okrutnie! Co do smaku też mam wątpliwości obserwując pijących. Wszak wódkę - więc alkohol idealny, którego smak nie jest niczym zaburzony, się schładza by nie czuć tegoż idealnego smaku tudzież zapija napojem bezalkoholowym. Jak można lać w gardło coś co nie smakuje??? Stąd picie wódki w jakiejkolwiek formie i ilości traktuję jak totalne zboczenie. Czyste ćpuństwo! Podobnie z drinkami, winem, piwem itp. Te napoje są zdecydowanie bardziej cenione, gdy posmaku alkoholu w nich nie czuć.
To coś wam podpowiem moi drodzy pijący - jak nie wlejecie alkoholu do drinka to na pewno nie będzie go tam czuć!!! ;-) Tylko nie wiem czemu osoby na imprezach proszące o takiego drinka by alkoholu nie było czuć na taką moją uwagę reagują bardzo alergicznie...

I jako chrześcijanin kiedyś i jako ateista teraz miałem i mam dokładnie te same problemy z alkoholem/abstynencją. Od razu zaznaczam, że nie prowadzę żadnej krucjaty, nie nawracam itp. Rozmawiam o tym tylko wtedy, gdy pijący sam bardzo prosi bo go moja postawa ciekawi. Moja tolerancja na picie u innych jest jednak dosyć wąska - obcy czy nawet przyjaciele nie bardzo mnie obchodzą tzn. jak zaczynam się czuć niekomfortowo to się dyskretnie ze spotkania ulatniam. Natomiast od swojej życiowej partnerki, jeśli oczywiście nie byłaby abstynentką oczekuję picia na poziomie nie więcej jak 1 kieliszek przy jednej okazji(a te okazje maksymalnie kilka razy w miesiącu) i tylko czegoś co można podciągnąć pod smak, aromat czyli jakieś piwo, wino, oryginalny drink. Czysta w jakiejkolwiek ilości i jej mutacje typu wódka+sok czy wódka+cola całkowicie odpadają. I tu się rodzi problem. Z powodu mojej abstynencji rozpadły się 3 moje związki - z dziewczynami jeszcze jakoś szło się porozumieć ale kropkę nad i kładły rodziny przerażone że taki "p...j...b" mógłby się wśród nich znaleźć. Przeżyłem i totalny ostracyzm i fizyczną agresję i wyzwiska np. od degeneratów i zaszytych alkoholików (taka wielce oryginalna interpretacja mojej abstynencji). Teraz od roku buduję czwarty związek, wiec trzymajcie kciuki albo się módlcie :-) Też nie jest abstynentką, ba, miała okresy sporego picia nie tylko w czasach studenckich a nawet paliła długi czas papierosy. Ale jest bardzo empatyczna, pozytywnie nastawiona, więc na razie całkiem sympatycznie negocjujemy warunki naszego pożycia :-)
Niestety w bardzo zalkoholizowanym społeczeństwie nawet osoba tak otwarta i wesoła jak ja ma olbrzymie problemy towarzyskie. Na szczęście sporo bratnich dusz znalazłem w internecie. Okazało się, że powyższy zestaw poglądów nie jest właściwy tylko mnie.
Jeszcze jako katolik pod koniec liceum byłem mocno namawiany do podpisania krucjaty. Sama idea stworzenia nowej kultury jak najbardziej mi się podobała i podoba, do dziś bardzo cenię KWC. Miałem sporo do czynienia z wodzirejami z KWC, więc wiem co to jest ostra zabawa bezalkoholowa ;-) Ale nie podpisałem bo raz, że takie przysięgi mnie śmieszą a dwa nie zgadzam się, ze stwierdzeniem, że alkohol (w sensie napoju) jest dla ludzi tylko trzeba z niego umiejętnie korzystać zaś abstynencja jest ofiarą. Wiele moich znajomych podpisało ale od dawna są mniej czy bardziej pijącymi. A ja dalej nie i raczej się nie zanosi na zmiany...

Dlaczego alkohol jest twardym narkotykiem
Definicje narkotyku/substancji psychoaktywnej pojawiły się już wcześniej. polecam zerknięcie tu, zobaczcie w jak doborowym towarzystwie znajduje się etanol:

https://pl.wikipedia.org/wiki/Substancja_psychoaktywna

Polecam też sięgnięcie na koniec tego wpisu, gdzie jest porównanie alkoholu i heroiny. Wcale nie ma aż tak dużych różnic

https://pl.wikipedia.org/wiki/Heroina

Głównym czynnikiem "twardości narkotyku" są stosunek dawki efektywnej (takiej przy której świetnie się bawimy, mamy ostrą fazę ale jeszcze jesteśmy w miarę przytomni) do dawki śmiertelnej, wywoływane szkody fizyczne, szybkość uzależniania, sposób zmiany zachowania (czy jest wywoływana agresja itp.). We wszystkich tych elementach alkohol przoduje np. stosunek dawki efektywnej do śmiertelnej mniej więcej 1:4 a dla nielegalnej marihuany 1:nieskończoność - nie ma dawki śmiertelnej, marihuana także nie wywołuje agresji, nie uzależnia fizycznie.. Więcej pod tymi linkami

https://pl.wikipedia.org/wiki/David_Nutt

https://kopalniawiedzy.pl/alkohol-narkotyk-David-Nutt-Imperial-College-London-marihuana-kokaina-heroina,11750

https://www.focus.pl/artykul/5-najbardziej-uzalezniajacych-substancji-co-robia-z-twoim-mozgiem

http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,114871,19137669,to-badanie-pokazuje-jak-nasze-wyobrazenie-o-szkodliwosci.html

Rzekoma zdrowotna moc napojów alkoholowych
Dla wierzących w zdrowotną moc napojów alkoholowych polecam niedawny artykuł w The Lancet, renomowanym czasopiśmie medycznym z następującym wnioskiem:
Our results show that the safest level of drinking is none.

http://wyborcza.pl/7,75400,23831954,pijesz-dla-zdrowotnosci-nie-ma-bezpiecznej-ilosci-alkoholu.html

https://zdrowie.wprost.pl/medycyna/choroby/10256463/eksperci-nie-ma-bezpiecznej-dla-zdrowia-dawki-alkoholu.html

http://www.tokfm.pl/Tokfm/7,124813,25131834,nie-bezpiecznej-ilosci-alkoholu-nawet-lampka-wina-do-kolacji.html?fbclid=IwAR2ACLoo6ZjCdJkmQv7ClknIq2T_W_VyCd_t_cD552FHBspVjtRs58rI5Iw

http://wyborcza.pl/1,75400,19806327,jak-wplywa-na-zdrowie-umiarkowane-spozycie-alkoholu.html#ixzz43iKB4QoK

To pozwolę sobie zacytować

Cytuj:
Wielu z nas wierzy, że kieliszek wina do obiadu poprawia nam nie tylko nastrój, ale i zdrowie. Jednak jak wskazują badania porównawcze opublikowane w Journal of Studies on Alcohol and Drugs, przekonanie to najprawdopodobniej nie ma żadnego naukowego uzasadnienia. Jest to o tyle zaskakujące, że wiele wcześniejszych opracowań potwierdzało, że umiarkowane spożycie alkoholu może mieć korzystny wpływ na nasze zdrowie. Najczęściej naukowcy wskazywali na zmniejszenie ryzyka chorób serca, a przez to wydłużenie życia.

Metabadanie przeprowadzono na wynikach aż 87 wcześniejszych prac. Wykazało ono, że w większości z nich wykorzystywano niewłaściwe podejście badawcze, doszukując się korzyści zdrowotnych tam, gdzie najprawdopodobniej wcale ich nie było.

- Kluczowym elementem, który wprowadzał zaburzenie we wcześniejszych badaniach, był wybór kontrolnej grupy abstynentów - wyjaśnia dr Tim Stockwell z Uniwersytetu Kolumbii Brytyjskiej, główny autor badania.

W większości badań zestawiano ze sobą dwie grupy uczestników - "pijących umiarkowanie" (do dwóch drinków dziennie) z "abstynentami". Okazało się, że problemem był dobór "abstynentów" do badania, bowiem w tej grupie mogły się znajdować osoby, które nie spożywały alkoholu ze względu na ogólny zły stan zdrowia. - Najważniejsze jest zatem to, z kim dokładnie porównywano osoby zakwalifikowane do grupy pijących umiarkowanie - uważa Stockwell.

Okazało się, że tylko w 13 z 87 wcześniejszych badań w grupie kontrolnej znaleźli się sami zdrowi abstynenci. W pracach opartych wyłącznie na tych wynikach zespoły badawcze nie stwierdziły przewagi w długości życia w grupie osób pijących umiarkowanie. Potwierdzenie tego uzyskali naukowcy z zespołu dr. Stockwella, kiedy zweryfikował grupy kontrolne w pozostałych badaniach, i usunęli z nich osoby, które wykazywały zły stan zdrowia.

Co ciekawsze, jeszcze przed wprowadzeniem poprawek w grupach kontrolnych Stockwell zauważył, że najkorzystniejszy wpływ alkoholu na zdrowie stwierdzono u osób spożywających go okazjonalnie (mniej niż jeden drink tygodniowo). To właśnie ta grupa mogła szczycić się najdłuższym życiem. Jednak wydaje się bardzo mało prawdopodobne, że tak mała ilość spożywanego alkoholu może mieć na to jakikolwiek wpływ. - Ci ludzie spożywali dawki alkoholu, które nie wpływają w żaden sposób na organizm - uważa Stockwell.

Ponadto badania porównawcze wykazały szerokie spektrum korzyści zdrowotnych, które wydają się nie mieć żadnego związku ze spożyciem alkoholu. W grupie osób pijących umiarkowanie stwierdzono między innymi niższy odsetek osób zagrożonych głuchotą (tak) i marskością wątroby.


https://www.focus.pl/artykul/czy-alkohol-moze-byc-zdrowy-odpowiedz-was-nie-ucieszy?page=1&fbclid=IwAR2ykjrz38jCfG4r1XFy42hL94Byk_ex3L-dHlRoQnPPnIR7p92XTYKrNno

Polityczny przedwyborczy wywiad z Michałem Kamińskim. Interesujący jest fragment o jego chorobie - cukrzycy

http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/7,114884,25287281,michal-kaminski-z-punktu-widzenia-pis-jacek-kurski-jest-nawet.html#s=BoxOpImg1

To pokazuje skąd się bierze większość abstynentów w społeczeństwie - z musu, z choroby, z uzależnienia. Naprawdę znikoma liczba ludzi nie pije z przekonania i od urodzenia. Problem w tym, że potem, w trakcie różnych badań statystycznych, ci "abstynenci" z musu, z choroby, z uzależnienia stanowią olbrzymią większość wśród niepijących a ich zdrowie z oczywistych względów jest znacząco gorsze niż w miarę umiarkowanie pijących. Stąd się własnie bierze mit pozytywnego wpływu niewielkich ilości alkoholu na zdrowie. Na szczęście nie wszyscy badacze mu ulegli czego przykład mamy wyżej. Po przeprowadzeniu dokładnych analiz z uwzględnieniem jako grupy porównawczej nie ogółu niepijących a tylko ideowych pierwotnych abstynentów okazało się, że najzdrowsi są właśnie prawdziwi abstynenci oraz osoby wypijające nie więcej niż 1 porcję standardową alkoholu tygodniowo. Przy większym spożyciu ryzyko różnych chorób szybko narasta.
Z kolei mamy badania robione na adwentystach, którzy nie piją dobrowolnie a nie z powodu chorób i efektem jest ok. 10 lat zdrowego aktywnego życia więcej co całkowicie miażdży tezę o zdrowotnym wpływie etanolu.

i jeszcze to

https://www.rp.pl/Medycyna-i-zdrowie/301029926-Alkohol-jest-silnie-rakotworczy-nawet-w-malych-ilosciach.html

Cytuj:
Z badań brytyjskich naukowców wynika, że nawet niewielka ilość wypijanego alkoholu zwiększa ryzyko zachorowania na wiele odmian raka.

Raport naczelnego lekarza Wielkiej Brytanii prof. Sally Davies bezwzględnie rozprawia się z mitem o prozdrowotnych właściwościach alkoholu.

Spożywanie etanolu w jakiejkolwiek postaci, a co grosza, w jakiejkolwiek ilości znacznie zwiększa ryzyko zachorowania aż na siedem odmian nowotworów złośliwych. Oczywiście nie oznacza to, że każdy, kto pije alkohol, wkrótce zachoruje na raka krtani, przełyku, piersi, wątroby, trzustki, jelita czy żołądka. Bez wątpienia jednak znacznie zwiększa takie możliwości.

Wiele publikacji naukowych podkreśla też, że polifenole zawarte w winach czy niektórych rodzajach nalewek są zdrowe dla naszych serc i mózgów. To dość pochopne wnioski, bowiem znacznie więcej polifenoli zawiera garść zwykłych jagód leśnych niż nawet kilka butelek niektórych rodzajów win. Jeżeli zatem szukamy wyłącznie zdrowotnego uzasadnienia sięgania po kieliszek, to na pewno go nie znajdziemy. Nowe wytyczne rządu brytyjskiego uznają bowiem każdy rodzaj alkoholu; niezależnie, czy dotyczy to piwa, wina, czy wódki; za czynnik jednakowo zwiększający ryzyko zachorowania na siedem wspomnianych rodzajów nowotworów.

Wszystko wskazuje zatem, że najbezpieczniejszym rozwiązaniem jest zatem całkowita abstynencja.



Alkohol a kultura i tradycja
Często używa się wobec mnie argumentu, ze abstynent to cham bo nie przestrzega ogólnie przyjętych zwyczajów. Z góry zaznaczam, że wznoszę toasty ale wodą lub sokiem. Jak ktoś nie może tego przeżyć to niech nie przeżywa... Po pierwsze zwyczaje nieustannie ewoluują (kiedyś robiono publiczne egzekucje, kobiety nie miały praw wyborczych itp. a teraz jest zupełnie inaczej). Po drugie nie ma żadnego obowiązku przestrzegania wszystkich zwyczajów albo nawet choćby jednego. Sami wybieramy co się nam podoba a co nie. Jedni wybrali alkohol a inni abstynencję... Robienie czegoś tylko dlatego, że inni to robią to czysty konformizm, intelektualne lenistwo i brak moralnego kręgosłupa...

Zaś co do innych aktualnie nielegalnych środków psychoaktywnych... Jestem za legalizacją a co najmniej depenalizacją. Chcącemu nie dzieje się krzywda jak to już wcześniej wspomniano. Każdy sam wybiera czy i czego chce albo nie chce używać. Państwu i prawu nic do tego. Szczególnie, że te nielegalne środki generalnie są bezpieczniejsze niż legalne alkohol i nikotyna (pod warunkiem że nie biorą ich napaleni desperaci do tego zagrożeni wiezieniem i stosujący najniebezpieczniejsze techniki intoksykacji np. wstrzykiwanie brudnymi strzykawkami. gdyby to zastosować do alkoholu i nikotyny byłyby jeszcze bardziej mordercze niż heroina).

_________________
Sapere aude!


Cz paź 10, 2019 3:29 pm
Zobacz profil
Niesamowity Gaduła
Niesamowity Gaduła

Dołączył(a): Pt cze 27, 2014 12:47 pm
Posty: 6343
Płeć: kobieta
wyznanie: katolik w pełnej łączności z papieżem
Odpowiedz z cytatem
Post Re: Alkohol w życiu chrześcijanina.
Tomcio Paluszek,
Czy masz jakieś wypracowane postępowanie wobec osób pijących w Twoim towarzystwie, gdy po wypiciu mają zamiar siadać za kierownicę? Reagujesz na to, czy raczej się tym nie przejmujesz?


Cz paź 10, 2019 4:30 pm
Zobacz profil
Gaduła
Gaduła

Dołączył(a): Cz mar 13, 2008 3:33 pm
Posty: 765
Lokalizacja: Zielona Góra
Odpowiedz z cytatem
Post Re: Alkohol w życiu chrześcijanina.
Cytuj:
Czy masz jakieś wypracowane postępowanie wobec osób pijących w Twoim towarzystwie, gdy po wypiciu mają zamiar siadać za kierownicę? Reagujesz na to, czy raczej się tym nie przejmujesz?


Tylko raz miałem taką sytuację. Co gorsza była to sytuacja patowa bo picie wódki w towarzystwie wyszło dość nieoczekiwanie i pokusie uległy osoby, które na spotkanie przyjechały samochodami. W efekcie jeden z znajomych musiał "na gwałt" ;-) ściągać swoją żonę, która w tym spotkaniu nie uczestniczyła i która musiała robić za taksówkarza i była z tego powodu bardzo szczęśliwa ;-) Zanim jednak ten pomysł został wymyślony i wcielony w życie to kilka osób chciało jechać bezpośrednio po wypiciu 3-4 kieliszków wódki (przypominam, spożycie na tym spotkaniu wyszło spontanicznie i nie było wcześniej planowane). Byłem jedną z osób, które ostro studziły te zapędy, w tym używając wulgaryzmów i strasząc Policją. Ja nie mogłem ich rozwieźć z 2 powodów - nie miałem wtedy prawa jazdy (było to ze 20 lat temu) a do tego nie lituje się nad pijącymi. Innego postępowania nie mam wypracowanego.
Chcę też jasno podkreślić, że nie mam litości dla osób pijących i mających potem z tego powodu różne problemy. Często słyszę argument, że abstynent to gówniarz i smarkacz, że do picia trzeba dorosnąć a ja jeszcze widocznie nie dorosłem, nie jestem prawdziwym facetem itp. Cóż, mówiący to ludzie kilka kieliszków później wymagają opieki, odwożenia do domu itp. Sorry, dorosłość to dla mnie branie odpowiedzialności za swoje czyny. Piłeś z własnej woli cierpisz z własnej woli - chcącemu nie dzieje się krzywda. Zareaguję tylko właśnie w przypadku próby wsiadania za kierownicę bo wtedy można zabić nie tylko siebie ale i kogoś.

_________________
Sapere aude!


Cz paź 10, 2019 4:49 pm
Zobacz profil
Zagadywacz
Zagadywacz

Dołączył(a): Cz maja 23, 2019 4:55 pm
Posty: 70
Płeć: kobieta
wyznanie: katolik w pełnej łączności z papieżem
Odpowiedz z cytatem
Post Re: Alkohol w życiu chrześcijanina.
a no tak jest niestety, ze abstynentow uwaza sie za dziwolagow.

_________________
"od dobrego użycia czasu zależy nasza wieczność, a jedna chwila stracona, jest stratą niepowetowaną" cytat


Cz paź 10, 2019 5:47 pm
Zobacz profil
Niesamowity Gaduła
Niesamowity Gaduła
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Pn maja 14, 2018 8:54 pm
Posty: 2825
Płeć: kobieta
wyznanie: chrześcijanin, inne (trynitarny i biblijny)
Odpowiedz z cytatem
Post Re: Alkohol w życiu chrześcijanina.
Tomcio Paluszek napisał(a):
2. Z wyżej wymienionych powodów alkohol wcale nie ułatwia stosunków międzyludzkich choć podobno z tego powodu też jest pity a wręcz przeciwnie. Czyni je zakłamanymi i sztucznymi. Co to za znajomy, przyjaciel, jeśli żeby z nim szczerze pogadać i czuć się wśród nich swobodnie, musimy się choć lekko odurzyć? Jakość moich znajomości jest dla mnie bardzo ważna, nie chcę ich fałszować chemiczną fikcją. Podsycane alkoholem rozmowy są w rzeczywistości nudne, chaotyczne i powierzchowne. Jeśli ktoś wierzy, że podpity człowiek zaczyna naprawdę być sobą i mówić prawdę (słynne In vino veritas) to znaczy, że na trzeźwo ów człowiek jest zakłamanym oszustem. Ale przecież większość czasu jednak spędzamy z tą osobą na trzeźwo, to po co utrzymujemy znajomość z takim oszustem hę??? Oczywiście ten przykład pokazuje absurdalność poglądu, że po alkoholu "prawdziwiejemy". To tylko wymówka do napicia się...

Tutaj bardzo spłycasz. Są osoby ekstrawertyczne, które w zasadzie zawsze, niezależnie od okoliczności czują się sobą, towarzystwo innych osób ich nie tłamsi i nie blokuje, a są osoby introwertyczne, którym towarzystwo innych zawsze jakoś "przeszkadza". Alkohol działa w sposób cudowny, zawieszając te wszystkie blokady, których ci ekstrawertycy w zasadzie nie mają. Introwertyk po alkoholu staje się ekstrawertykiem, czyli prawdziwym sobą, bo bez ekstrawersji nie ma uzewnętrznienia. To co introwertyk pokazuje na zewnątrz kiedy jest trzeźwy to tylko pozory. Jednak rzeczywiście to introwertycy są bardziej narażeni na alkoholizm, bo oni nie piją czysto rozrywkowo, dla nich alkohol to wewnętrzna przemiana, wyzwolenie z pewnych blokad psychicznych. Ktoś kto pije tylko dla funu nie ma tak silnej motywacji do picia jak ktoś, kto w ten sposób staje się sobą.

_________________
Ateizm to wiara w istnienie bytu pozbawionego racji bytu © towarzyski.pelikan


Cz paź 10, 2019 6:32 pm
Zobacz profil
Niesamowity Gaduła
Niesamowity Gaduła
Avatar użytkownika

Dołączył(a): N sty 20, 2019 1:59 pm
Posty: 1011
Płeć: mężczyzna
wyznanie: chrześcijanin, inne (trynitarny i biblijny)
Odpowiedz z cytatem
Post Re: Alkohol w życiu chrześcijanina.
Abstrahując od szkodliwości alkoholu, która jest niezaprzeczalna, jego picie to w naszym społeczeństwie rodzaj niewerbalnej komunikacji. Po pierwsze nikt nie pije wódki z kimś, kogo nie szanuje, więc wspólne picie jest już samo w sobie pewnym okazaniem szacunku, a tym samym nawiązaniem więzi.
Siedzenie przy piwie nadaje sytuacji pewien kontekst. Inaczej toczy się rozmowa przy piwie (nawet bezalkoholowym) a inaczej przy herbacie.
Wspólne upijanie się buduję również więź w inny sposób. Po alkoholu ściągamy maski i wychodzą z nas rzeczy, których na trzeźwo byśmy się wstydzili. W ten sposób tworzy się intymność.

Ja osobiście nie przepadam za alkoholem i piję go znacznie mniej niż moje otoczenie, ale zajmuje on w naszym społeczeństwie taką a nie inną pozycję i trzeba mieć tego świadomość :wink:


Cz paź 10, 2019 6:46 pm
Zobacz profil
Czuwa nad wszystkim
Czuwa nad wszystkim
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Pt maja 06, 2011 2:22 pm
Posty: 12977
Płeć: kobieta
wyznanie: katolik w pełnej łączności z papieżem
Odpowiedz z cytatem
Post Re: Alkohol w życiu chrześcijanina.
Ludzie niezwykle wybiórczo obserwują świat. Są też zakotwiczeni w określonych środowiskach i poprzez te doświadczenia postrzegają świat i snują uogólnienia. Znajdą taką literaturę, która będzie wpisywała się w ich widzenie świata. Tak mamy.
Alkoholik podaje, że w domu rodzinnym nie wylewało się za kołnierz, w domu kumpla od kielonka było to samo i w domu ślubnej to samo. Mamy więc tradycję picia. Wszyscy piją!
Są inne domy, gdzie nie pito i jedno dziecko nie pije, ale pozostali piją. Jeden doszedł do alkoholizmu. Ten alkoholik jednego dnia postanowił, że koniec z piciem. Stracił kumpli, co do jednego. Zaczął być postrzegany przez nich jako kapuś, bo kto nie pije, ten donosi. Może przyjąć na siebie szaty męczennika, ale może też zmienić środowisko na takie, w którym się nie pije lub picie jest neutralne. Nie przywdział szat dziwoląga, bo dojrzał, że można się zaprzyjaźnić z innymi ludźmi, o innych horyzontach myślowych.

Kiedyś pisał na forum użytkownik, który miał do czynienia z celebrytami. Czytałam też książkę pewnego dilera, który przekonywał, że wszyscy ludzie na świeczniku ćpają. Cała warsiawka. Wszyscy bez wyjątku, tyle, że ci najzamożniejsi czynią to dyskretniej i mają dostęp do najlepszych narkotyków. Wracam do tego naszego uzytkownika. On powiedział, że przechowywał dragi na imprezach tym celebrytom, bo tylko jemu ufali. Traktowali jak dziwoląga?

To sprawa postrzegania świata. Jest dla ciebie ważne to picie/niepicie to wówczas to widzisz. Jeśli to jednak nie ma dla ciebie znaczenia; nie widzisz na imprezach ile kto wypije oraz to czy nie pije. To pijący częściej widzą tego, który nie pije i dopytują o powód. Człowiek jest ciekawy, więc pyta. Otrzyma odpowiedź i zareaguje w zależności od poziomu swej kultury osobistej. Czy poziom kultury osobistej dotyczy tylko niepijących, niepalących? To bardzo zawęża postrzeganie czlowieka. Osobiście dostrzagam inne kryteria.

Ja nie piję i nigdy nie spotkałam się z ostracyzmem z tego powodu. Przyjmowano to do wiadomości. Składkowe na imprezy płaciłam jak wszyscy inni i myślę, że to pijącym było na rękę. Kieliszek był pusty lub pełen, stał sobie obok talerza. Wiele lat temu zrobiono mi też zdjęcie. To był wyjazd z koleżeństwem z pracy. Ktoś mnie poprosił o przeniesienie alkoholu przez granicę, bo u południowych sąsiadów był tańszy. Maszeruję sobie z malym plecaczkiem i wystają z niego dwie flaszki. Pogranicznicy się nawet uśmiechnęli, bo nikt tak ostentacyjnie nie prezentował alkoholu. Poprosili, to go przeniosłam. Alkohol jest dla ludzi, ale ten ludź, który mnie prosił to nie był żaden pijak. W pracy prezentowano to zdjęcie i było dużo śmiechu. Nie ze mnie się śmiali, ale tej sytuacji.

Co ma wspólnego picie z chrześcijaństwem? To samo co ma piuska i pióropuszem indiańskim. Zależy czy polecimy na skojarzeniach i wyjdzie nakrycie głowy, czy dopatrzymy się innego kryterium.

Coś co jest z zasady trucizną może być w określonych dawkach i sytuacjach lekiem (syrop na kaszel), może być neutralne, może być trucizną. Pryzmat rozszczepia to znaczeniowo.
Jest jedna jeszcze sprawa. Dlaczego niektórzy tak akcentują to swoje niepicie skoro ten alkohol wytwarza sam organizm? Ja nie piję, ale przeszłam szkolenie 12. kroków, bo mnie zaproszono na takie warsztaty. Alkohol mamy w kremach do tortów, dodaje się do wypieków (dodaję do baby gotowanej).

Jeszcze odnośnie masek. Są ludzie, którzy są selekconowani do pewnych zawodów i tu kryterium stanowi mocna głowa. Niczego się od nich nie dowiesz nawet jak ich upijesz na umór. Kto chce panować na sobą nie pije lub wie, że nie powie tego po pijaku czego by nie powiedział na trzeźwo.

I jeszcze jeden element, który dojrzalam w jednej z wypowiedzi (znów dopisuję). Bycie introwertykiem nie ma przełożenia na picie. To typ osobowości. Nie ma żadnego związku z blokadami psychicznymi. Tacy się rodzimy, z innym wyposażeniem fabrycznym. Blokady dotyczą tego co pojawi się w życiu osobniczym. Introwertyk nauczy się bycia towarzyskim, ale chce wrócić po imprezie do domu. Na trzeźwo potrafi wejść w zabawę towarzyską. Nie tęskni jednak do życia na zewnątrz. Taki jest i nie można tu przykladać kluczy: dobre, złe a na pewno żadnych blokad. Tak jak można się nauczyć publicznych występów, tak też można i zabawy. Sangwinik idzie jednak na zabawę z ogromną radością, melancholik mu towarzyszy.


Cz paź 10, 2019 6:52 pm
Zobacz profil
Gaduła
Gaduła
Avatar użytkownika

Dołączył(a): So mar 30, 2019 12:55 pm
Posty: 840
Lokalizacja: Lublin
Płeć: mężczyzna
wyznanie: katolik w pełnej łączności z papieżem
Odpowiedz z cytatem
Post Re: Alkohol w życiu chrześcijanina.
W młodości (jakkolwiek to brzmi w moim przypadku :wink: ) jak spotykaliśmy się ze znajomymi na jakimś arcyważnym i ciekawym meczu piłkarskiej Ligi Mistrzów, to przeważnie był alkohol. Piwo najczęściej. Inaczej się kibicowało i emocje były większe. Jednak bez piwa też mecze oglądam, i uważam, że nic nie tracę.

Ostatni rok to szpitale i alkoholu brak. Jednak "da się żyć". Nawet kiedyś usłyszałem taki zwrot: "Można się bawić bez alkoholu, ale po co?" ;d Któryś tam z dalekich znajomych oświadczył mi: "Współczuję ci". Na to drugi, który ma poważny problem z alkoholem odparł: "Czego tu współczuć? Powinieneś mu zazdrościć".

_________________
"Cierpliwość jest codzienną formą miłości." - Benedykt XVI


Cz paź 10, 2019 7:23 pm
Zobacz profil
Gaduła
Gaduła

Dołączył(a): Cz mar 13, 2008 3:33 pm
Posty: 765
Lokalizacja: Zielona Góra
Odpowiedz z cytatem
Post Re: Alkohol w życiu chrześcijanina.
towarzyski.pelikan napisał(a):
Tutaj bardzo spłycasz. Są osoby ekstrawertyczne, które w zasadzie zawsze, niezależnie od okoliczności czują się sobą, towarzystwo innych osób ich nie tłamsi i nie blokuje, a są osoby introwertyczne, którym towarzystwo innych zawsze jakoś "przeszkadza". Alkohol działa w sposób cudowny, zawieszając te wszystkie blokady, których ci ekstrawertycy w zasadzie nie mają. Introwertyk po alkoholu staje się ekstrawertykiem, czyli prawdziwym sobą, bo bez ekstrawersji nie ma uzewnętrznienia. To co introwertyk pokazuje na zewnątrz kiedy jest trzeźwy to tylko pozory. Jednak rzeczywiście to introwertycy są bardziej narażeni na alkoholizm, bo oni nie piją czysto rozrywkowo, dla nich alkohol to wewnętrzna przemiana, wyzwolenie z pewnych blokad psychicznych. Ktoś kto pije tylko dla funu nie ma tak silnej motywacji do picia jak ktoś, kto w ten sposób staje się sobą.


Całkowicie się z Tobą nie zgadzam. Skoro introwertyk jest introwertykiem to najzwyczajniej w świecie po prostu jest naprawdę introwertykiem ;-) Mózg po spożyciu alkoholu to już nie jest do końca jego mózg. W literaturze wprost pisze się, że poddanie się działaniu alkoholu to nic innego jak czasowe wywołanie sobie samemu zaburzenia psychicznego. Poalkoholowa ekstrawersja takiej osoby jest właśnie takim zaburzeniem. Wszak w stanie bez narkotyku ta osoba jest introwertykiem. Natomiast w pełni zgadzam się z tezą, że takie osoby są szczególnie narażone na uzależnienie.
Słowo "spłycanie" razi mnie jeszcze z jednego powodu. Kiedyś byłem niesamowitym introwertykiem, teraz jestem showmanem - zresztą mój zawód tego ode mnie wymaga. To tylko kwestia pracy nad sobą. Substancje psychoaktywne uniemożliwiają podjęcie tej pracy. Introwertyk z Twojego przykładu używając alkoholu ucieka od prawdy o sobie. A te prawdę trzeba poznać i jeśli się nie podoba to... przepracować i zmienić.
Przeczytaj dokładnie ten artykuł a jeszcze lepiej książkę tego pana

https://twojezdrowie.rmf24.pl/choroby/psychika/news-alkohol-rozleniwia-mozg-jest-viagra-emocjonalna,nId,2577628

Cytuj:
Alkohol rozleniwia mózg. Jest viagrą emocjonalną. Człowiek przeżyje całe swoje życie i nie zdaje sobie sprawy, że mógłby je przeżyć o jeden poziom wyżej. Nie trzeba być alkoholikiem, by żyć na pół gwizdka.
Ja mam 55 lat. Wyobrażam sobie taką sytuację, że jestem gdzieś na przyjęciu, są moi rówieśnicy, starsi ode mnie... Nagle któryś z panów bierze szklankę, puka w nią: "Przepraszam, chciałem coś ogłosić. Dzisiaj wieczorem planuję odbyć stosunek płciowy z moją małżonką i będę wspierał się pigułką na potencję" - tutaj pada nazwa tej pigułki. "Tylko to chciałem ogłosić. Dziękuję bardzo". Co ma jedno z drugim wspólnego? To jest ogłoszenie światu o swojej słabości. O tym, że pewne mechanizmy u tego mężczyzny "nie trybią", że już ma konieczność, żeby się wesprzeć farmakologią. Teraz wracamy do alkoholu. Czym jest picie alkoholu?

Po naszej rozmowie powiedziałabym, że chęcią oderwania się od rzeczywistości.

Czyli pokazaniem światu, że nie radzę sobie sam ze sobą. Że muszę mieć protezę.

Tak jest.

Alkohol jest viagrą emocjonalną. Po prostu - jest viagrą emocjonalną.

Wszystko to, czego potrzebujemy, jest w nas samych. Pierwszym krokiem normalnego, szczęśliwego życia jest zrozumieć, że to wszystko jest w nas samych.


Rozumiesz to Pelikanie? Ty proponujesz temu introwertykowi protezę. Mówisz mu - jesteś emocjonalnym inwalidą i zawsze nim będziesz. Napij się! A ja mówię mu - Poznaj siebie. Znajdź słabe punkty. Pracuj. Zmień się! Wierz w siebie. Działaj!

Widzisz różnicę? I kto tu spłyca?

ŚmiałyHarpunnik napisał(a):
Abstrahując od szkodliwości alkoholu, która jest niezaprzeczalna, jego picie to w naszym społeczeństwie rodzaj niewerbalnej komunikacji. Po pierwsze nikt nie pije wódki z kimś, kogo nie szanuje, więc wspólne picie jest już samo w sobie pewnym okazaniem szacunku, a tym samym nawiązaniem więzi.
Siedzenie przy piwie nadaje sytuacji pewien kontekst. Inaczej toczy się rozmowa przy piwie (nawet bezalkoholowym) a inaczej przy herbacie.
Wspólne upijanie się buduję również więź w inny sposób. Po alkoholu ściągamy maski i wychodzą z nas rzeczy, których na trzeźwo byśmy się wstydzili. W ten sposób tworzy się intymność.

Ja osobiście nie przepadam za alkoholem i piję go znacznie mniej niż moje otoczenie, ale zajmuje on w naszym społeczeństwie taką a nie inną pozycję i trzeba mieć tego świadomość :wink:


Świetna analiza! Całkowicie się z Twoja diagnozą zgadzam. Dlatego wyraźnie w swoim długim poście napisałem, ze nie prowadzę żadnej krucjaty, nikogo nie nawracam. Jestem za zniesieniem akcyzy na alkohol, za legalizacją innych narkotyków. Jestem nie tylko liberałem ale wręcz libertynem (albo libertarianinem? Jak zwał tak zwał). Natomiast w swoim życiu nie widzę miejsca na środki psychoaktywne poza salą operacyjną w szpitalu. A to oznacza bezalkoholowe imprezy, wesele, urodziny, imieniny itp. Nie zabraniam nikomu pić ale ja na imprezach firmowanych swoim nazwiskiem nie stawiam alkoholu. Co w żaden sposób nie oznacza że inni na swoich nie mogą stawiać. Mnie to nie obchodzi ale nagle okazuje się, że innych obchodzą moje... Tudzież często (choć nie zawsze - to zależy od towarzystwa) szalenie obchodzi ich, czemu nie korzystam z alkoholu na ich imprezach. I to jest smutne. Ale odmienność zawsze ma swoją cenę.

Ech merss... Te Twoje kwieciste wywody... Choć w sumie trochę się za nimi stęskniłem.

merss napisał(a):
Ten alkoholik jednego dnia postanowił, że koniec z piciem. Stracił kumpli, co do jednego. Zaczął być postrzegany przez nich jako kapuś, bo kto nie pije, ten donosi. Może przyjąć na siebie szaty męczennika, ale może też zmienić środowisko na takie, w którym się nie pije lub picie jest neutralne. Nie przywdział szat dziwoląga, bo dojrzał, że można się zaprzyjaźnić z innymi ludźmi, o innych horyzontach myślowych.


A skąd wiesz, że ja jestem uważany za dziwoląga? Tzn. w pewnych kręgach jestem a w innych jestem nadzwyczaj ceniony i podziwiany. Wiesz, moim najlepszym kumplem od serca jest dość znany w Polsce piwowar, którego piwa można kupić w całym kraju. Aczkolwiek lubię z nim rozmawiać gdy nie jest po piwie lub jest co najwyżej po 1. Natomiast starannie unikam sytuacji gdy jest po 5. Ale nie krytykuję go za to ani nic nie mówię.

merss napisał(a):
To sprawa postrzegania świata. Jest dla ciebie ważne to picie/niepicie to wówczas to widzisz. Jeśli to jednak nie ma dla ciebie znaczenia; nie widzisz na imprezach ile kto wypije oraz to czy nie pije.


Nie jest dla mnie ważne picie/niepicie lecz emocje prawdziwe/ emocje wywołane narkotykiem. Pod słowem emocje rozumiem całość naszego stanu psychicznego, w tym delikatne rozluźnienie występujące po wypiciu 1-2 kieliszków. Trochę głupio czuję się przy ludziach, którzy nie potrafią tego stanu osiągnąć poprzez zaufanie, rozmowę, muzykę, taniec itp. Bo moje rozluźnienie jest zawsze moje, prawdziwe, szczere. Osoby pijące de facto udają, ich uśmiechy, radość swoboda nie są prawdziwe. Gdyby nie wypili to by tacy nie byli...Zdecydowanie bym nie chciał żeby np. moja życiowa partnerka się w ten sposób rozluźniała. Raz, że chciałbym by pracowała nad sobą jak to już w odpowiedzi dla Pelikana napisałem. a dwa jestem tez zazdrosny o alkohol bo on zmienia nastrój i daje emocje a to ja jako partner powinienem tych pozytywnych emocji dostarczać.

merss napisał(a):
Ja nie piję i nigdy nie spotkałam się z ostracyzmem z tego powodu. Przyjmowano to do wiadomości.


Jak dobrze pamiętam to już kilka lat temu przy innej okazji pisałem tu o swojej abstynencji i wydaje mi się, ze wtedy napisałaś, że pijesz czasem 1-2 piwa. Ale głowy za to nie dam. Ale to nieważne. Problem w czym innym.
Domniemuję, że masz rodzinę. Czy Twój maż jest abstynentem? Jak wyglądają Twoje uroczystości rodzinne? Stawiasz alkohol? Na swoim weselu? Urodzinach itp? Zauważ o czym ja dokładnie napisałem. Nie o pracy zawodowej, nie o przyjaciołach... Ja napisałem o kilkukrotnych próbach stworzenia rodziny i o tym, że nawet udawało mi się osiągnąć porozumienie z używającymi alkoholu dziewczynami. Natomiast za Chiny nie udawało mi się osiągnąć porozumienia z tzw. wąsatymi Januszami, z których składały się rodziny tych pań. I którzy swoją presją doprowadzali w końcu do rozpadu związku, w tym raz już po zaręczynach... Wszyscy, przynajmniej nominalnie, byli katolikami. Może to jest przyczynek do Twego stwierdzenia:

merss napisał(a):
Co ma wspólnego picie z chrześcijaństwem?


A ten fragment to już trochę odlot:

merss napisał(a):
Coś co jest z zasady trucizną może być w określonych dawkach i sytuacjach lekiem (syrop na kaszel), może być neutralny, może być trucizną. Pryzmat rozszczepia to znaczeniowo.
Jest jedna jeszcze sprawa. Dlaczego niektórzy tak akcentują to swoje niepicie skoro ten alkohol wytwarza sam organizm? Ja nie piję, ale przeszłam szkolenie 12. kroków, bo mnie zaproszono na takie warsztaty. Alkohol mamy w kremach do tortów, dodaje się do wypieków (dodaję do baby gotowanej).


Przecież ja wyraźnie napisałem. I proszę przesylabizuj to:

merss napisał(a):
Poza tym chodzi mi właśnie o ten wpływ a nie o to by wyrugować każdą co do jednej cząsteczkę danej substancji. Podobnie piję jogurty, kefiry, kwas chlebowy, piwa bezalkoholowe, które są fermentowane i zawierają szczątkowe ilości alkoholu. Ale zawierają go tyle, że nawet jak na raz wypełnię nimi cały żołądek to wpływ na mój umysł będzie zerowy.


Ja jestem abstynentem od psychoaktywności a nie od jakiejś konkretnej substancji w sensie walki z każdą jej cząsteczką. Powiedz mi co ma wspólnego łyżka alkoholu w 2kg ciasta z psychoaktywnością, rozluźnieniem itp? A jak odpowiesz pytaniem a co ma mała lampka wina sączona przez godzinę do obiadu (albo małe piwo) to odpowiem że nic bo takie picie w pełni akceptuję choć go nie praktykuję. Tyle tylko, że do tej pory miałem pecha tworzyć związki z osobami, dla których takie picie było całkowicie nie do przyjęcia a wręcz fanatycznie pożądały efektu działania alkoholu wraz z całymi rodzinami, większością przyjaciół itp.
A w syropie alkohol moja droga merss pełni rolę ROZPUSZCZALNIKA I KONSERWANTU a nie leku. Etanol jest lekiem tylko w jednym przypadku - spowalnia objawy zatrucia metanolem.

_________________
Sapere aude!


Cz paź 10, 2019 8:09 pm
Zobacz profil
Niesamowity Gaduła
Niesamowity Gaduła
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Pn maja 14, 2018 8:54 pm
Posty: 2825
Płeć: kobieta
wyznanie: chrześcijanin, inne (trynitarny i biblijny)
Odpowiedz z cytatem
Post Re: Alkohol w życiu chrześcijanina.
Tomcio Paluszek napisał(a):
Całkowicie się z Tobą nie zgadzam. Skoro introwertyk jest introwertykiem to najzwyczajniej w świecie po prostu jest naprawdę introwertykiem ;-) Mózg po spożyciu alkoholu to już nie jest do końca jego mózg. W literaturze wprost pisze się, że poddanie się działaniu alkoholu to nic innego jak czasowe wywołanie sobie samemu zaburzenia psychicznego. Poalkoholowa ekstrawersja takiej osoby jest właśnie takim zaburzeniem. Wszak w stanie bez narkotyku ta osoba jest introwertykiem.

Zaburzenie psychiczne zmienia treść świadomości, myśli. Po wypiciu znacznej ilości alkoholu z pewnością tak się dzieje, ale ja nie piszę o upijaniu się, tylko o pomaganiu sobie umiarkowaną ilością alkoholu, która nie zmienia człowieka, tylko otwiera. Introwertyk po alkoholu mówi to, co by powiedział, gdyby nie przyblokowanie nadmiarem bodźców.
Cytuj:
Słowo "spłycanie" razi mnie jeszcze z jednego powodu. Kiedyś byłem niesamowitym introwertykiem, teraz jestem showmanem - zresztą mój zawód tego ode mnie wymaga. To tylko kwestia pracy nad sobą. Substancje psychoaktywne uniemożliwiają podjęcie tej pracy. Introwertyk z Twojego przykładu używając alkoholu ucieka od prawdy o sobie. A te prawdę trzeba poznać i jeśli się nie podoba to... przepracować i zmienić.

Widzisz, ja trochę też tak mam. Kiedyś na wszystkie ustne egzaminy i wystąpienia musiałam iść po wpływem, a teraz się wyrobiłam, bo pracuję z ludźmi, obsługuję klienta, muszę dużo gadać z obcymi ludźmi. I radzę sobie nieźle bez alkoholu. Kiedyś bylo to dla mnie nie do wyobrażenia.

Ale to nie jest żaden dowód na to, że alkohol to ucieczka od siebie, to tylko droga na skróty do siebie. Ja również zalecam na dłuższą metę pracę nad sobą, ale czasem nie ma na to czasu.
Cytuj:
Rozumiesz to Pelikanie? Ty proponujesz temu introwertykowi protezę. Mówisz mu - jesteś emocjonalnym inwalidą i zawsze nim będziesz. Napij się! A ja mówię mu - Poznaj siebie. Znajdź słabe punkty. Pracuj. Zmień się! Wierz w siebie. Działaj!

Widzisz różnicę? I kto tu spłyca?

Ja nic takiego nie proponuję, a spłyceniem nazwałam tezę, że człowiek pod wpływem alkoholu staje się fałszywy, ucieka od siebie. Jest to nieprawda, o czym się przekonałam na własnej skórze. Alkohol nie tylko nie przeszkadza w poznaniu siebie, jeśli spożywany z rozsądkiem, ale wręcz może bardzo w tym samopoznaniu pomóc.

Zauważ, że alkohol jest przyjacielem wielu artystów, tych osób - które najgłębiej wchodzą w samopoznanie. Człowiek czasem własnych myśli na trzeźwo się wstydzi pomyśleć, a co dopiero wypowiedzieć.

_________________
Ateizm to wiara w istnienie bytu pozbawionego racji bytu © towarzyski.pelikan


Cz paź 10, 2019 9:19 pm
Zobacz profil
Czuwa nad wszystkim
Czuwa nad wszystkim
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Pt maja 06, 2011 2:22 pm
Posty: 12977
Płeć: kobieta
wyznanie: katolik w pełnej łączności z papieżem
Odpowiedz z cytatem
Post Re: Alkohol w życiu chrześcijanina.
Tomcio Paluszek napisał(a):
Ech merss... Te Twoje kwieciste wywody... Choć w sumie trochę się za nimi stęskniłem.

Nie odnosilam się do twego wpisu, ale tak ogólnie po przeczytaniu wszystkich. Ja nie widzę problemu w piciu alkoholu, bo mnie on bezpośrednio ani pośrednio nie dotyczy. Problem zaczyna się, gdy przechodzi się na drugą stronę lustra, czyli 2% społeczeństwa, które o tym wie i ok.12%, które nie wie, że ma problem. Problem dotyczy sytuacji, gdy dzieje się to wśród najbliższych.

Niekorzystny wpływ przewlekłego nadużywania alkoholu na czynność wątroby obserwuje się nawet po 1–5 latach uzależnienia. Po 16 latach trwania uzależnienia od alkoholu czynność wątroby jest poważnie upośledzona, o czym świadczą znacznie obniżone stężenie białka całkowitego i albumin w surowicy, a także zaburzenia układu krzepnięcia.

Spożywanie alkoholu pozostaje w relacji do życia emocjonalnego człowieka.
Akohol etylowy jest spożywany w nieomal każdym społeczeństwie, a jego popularność wynika głównie z faktu, że jest łatwy w produkcji, najmniej toksyczny spośród alkoholi alifatycznych oraz wykazuje największe spośród nich działanie „psychoaktywne” . Uzależnienie od alkoholu to powszechna i złożona choroba, która stanowi poważny problem zarówno społeczno-ekonomiczny, jak i medyczny. Na skłonność do alkoholizmu składa się połączenie efektów wielu czynników, takich jak: geny związane ze szlakami metabolizmu alkoholu, elementy środowiskowe i obecność współwystępujących zaburzeń psychicznych.
W 2015 r. opublikowano wyniki projektu „Epidemiologia zaburzeń psychiatrycznych i dostępność psychiatrycznej opieki zdrowotnej” (EZOP), które wykazały, że ponad 2% osób dorosłych w Polsce spełnia kryteria uzależnienia od alkoholu. Nadmierne spożycie napojów alkoholowych wiąże się w znacznym stopniu z umieralnością Polaków, włączając w to przypadki samobójstw oraz utonięć w stanie intoksykacji alkoholem. Amerykański, wieloośrodkowy projekt badawczy zajmujący się ustalaniem genetycznego podłoża uzależnienia od alkoholu (COGA) przyniósł wyniki wskazujące na związek występowania alkoholizmu z regionem na chromosomie 4 skupionym w pobliżu klastra genów dehydrogenazy alkoholowej, enzymu odpowiedzialnego za rozkład etanolu. .
Niezgodności pomiędzy wynikami różnych badań i znaczeniem danego polimorfizmu SNP a ryzykiem uzależnienia od alkoholu mogą być wynikiem różnic etnicznych, dlatego też powinno się je rozpatrywać w konkretnej populacji.

To cytatyz literatury przedmiotu. To zainteresowanie problemem, który nalezy widzieć jako nadmierne spożycie alkoholu. Uogólnianie jest obarczone błędem, bo zauważa się różnice etniczne w fizjologii co jest faktem powszechnie znanym.
Cytuj:
A skąd wiesz, że ja jestem uważany za dziwoląga? Tzn. w pewnych kręgach jestem a w innych jestem nadzwyczaj ceniony i podziwiany.

Hę?. Nie było do ciebie.
Ja mam widocznie inne kryteria odnośnie szacunku. Picie przyjmuję jako czynnik kulturowy. Piją prawie wszyscy. Z badań nad studentami Rzeszowa dziesięć lat temu wynikało, że styczność z alkoholem ma ponad 90% studentów. Medycynę interesują sprawy patologii, a nie jest nią samo picie alkoholu, ale nadmierne spożywanie. W takim ukladzie większym problemem niż alkohol jest dziś otyłość. Zrezygnować z jedzenia? Tu widzę analogię. O tym co jesz masz minmalną wiedzę i jeśli nie jesteś w tym profesjonalistą, nie wiesz tez tego co wiedzieć należy. A po drodze mamy wiele przekrętów. Etykieta nie musi odpowiadać stanowi faktycznemu.
Cytuj:
Nie jest dla mnie ważne picie/niepicie lecz emocje prawdziwe/ emocje wywołane narkotykiem. Pod słowem emocje rozumiem całość naszego stanu psychicznego, w tym delikatne rozluźnienie występujące po wypiciu 1-2 kieliszków. Trochę głupio czuję się przy ludziach, którzy nie potrafią tego stanu osiągnąć poprzez zaufanie, rozmowę, muzykę, taniec itp. Bo moje rozluźnienie jest zawsze moje, prawdziwe, szczere.

Ludzie są różni. Trochę mnie natomiast drażni to kiedy słyszę: ja nie rozumiem jak on może...jest inny i tę inność należy przyjąć nie w kategoriach wartościowania. Na forum to odzywki, które wielokrotnie czytalam: noo zbanuj mnie, wyrzuć z forum, pokaż swoją wladzę. To ocena wystawiona przez niewolnika (szeroko pojętego), który pragnie wladzy i tak myśli projektując to na mnie. Gdybym zaprzeczyła, przypisze mnie kłamstwo i mamy już błędne koło myślenia emocjonalnego. Z tego, że ja nie piję nie wynika, że inni też tak powinni. Nigdy bym nie skorzystała z mądrości wielu ludzi, gdybym z nimi nie prowadziła rozmów, gdy sobie coś wypili. Są milczkowie, którzy w towarzystwie są doskonałymi słuchaczami. Są analitykami i nie widzą potrzeby dzielenia się swoją mądrością. To nie są osobowości powierzchowne. Korzystałam więc, gdy sobie trochę wypili.
Cytuj:
Osoby pijące de facto udają, ich uśmiechy, radość swoboda nie są prawdziwe. Gdyby nie wypili to by tacy nie byli...

Dlaczego pisać o innych i lokować ich niżej; wówczas wychodzi, że ja jestem od nich lepszy...na pewno?? Emocje są zaraźliwe, więc ich radość udziela się niepijącym. Niepijący nie zdaje sobie sprawy, że został wciągnięty w krąg tych ludzi skoro razem się bawią. Męczę się z nimi czy razem się bawimy i gadamy też głupoty co osobiście uwielbiam. Pytano mnie: jak gadamy głupoty to jak nas widzisz? Korzystałam z okazji, by dołączyć do wygłupów. To czynnik kulturowy, więc mam wybór: mogę jak wszyscy pić, mogę nie pić, ale z owego niepicia nie wyprowadzam ocen ludzi. Ja nie widzę potrzeby picia w celach towarzyskich, ale dotyczy to tylko mnie. Tak mam.
Cytuj:
Zdecydowanie bym nie chciał żeby np. moja życiowa partnerka się w ten sposób rozluźniała. Raz, że chciałbym by pracowała nad sobą jak to już w odpowiedzi dla Pelikana napisałem. a dwa jestem tez zazdrosny o alkohol bo on zmienia nastrój i daje emocje a to ja jako partner powinienem tych pozytywnych emocji dostarczać.

Masz prawo dokonywać wyborów jakich chcesz. Ja nie wiem czy ja w ogóle cokolwiek mówiłam przed ślubem o tym, że nie piję. Studiowaliśmy razem, wspólne praktyki, więc to były naturalne sytuacje do obserwacji zachowań. Jeśli jednak zauważyłabym problemy z piciem, nie zostałby moim mężem. Tu jestem niezwykle stanowcza. Nie mamy też zwyczaju rozmów przy lampce wina.
Cytuj:
Jak dobrze pamiętam to już kilka lat temu przy innej okazji pisałem tu o swojej abstynencji i wydaje mi się, ze wtedy napisałaś, że pijesz czasem 1-2 piwa.

To nie ja. 2-3 piwa to ja wypiłam w życiu. Jedno w Lourdes, gdzie siostry dały nam tak słony obiad, że wypilam całą kranówę świętej wody i nadal nie moglam ugasić pragnienia. Doradzono mi piwo. Pomogło błyskawicznie. Na tej samej zasadzie gasiłam pragnienie w górach po męczącej wspinaczce. Wystarczyło kilka łyków.
Ja też słucham organizmu, czasem ma dziwne zachcianki i wie czego chce.
Cytuj:
Jak wyglądają Twoje uroczystości rodzinne? Stawiasz alkohol? Na swoim weselu? Urodzinach itp? Zauważ o czym ja dokładnie napisałem. Nie o pracy zawodowej, nie o przyjaciołach... Ja napisałem o kilkukrotnych próbach stworzenia rodziny i o tym, że nawet udawało mi się osiągnąć porozumienie z używającymi alkoholu dziewczynami. Natomiast za Chiny nie udawało mi się osiągnąć porozumienia z tzw. wąsatymi Januszami, z których składały się rodziny tych pań. I którzy swoją presją doprowadzali w końcu do rozpadu związku, w tym raz już po zaręczynach

Zważ na statystykę. Prawie wszyscy piją, więc nie można nikogo dzielić wg wyznania, chyba że ono kategorycznie zabrania. Chrześcijaństwo nie zabrania. Allach w nocy nie widzi, więc i ten zakaz się obchodzi.
Cytuj:
... Wszyscy, przynajmniej nominalnie, byli katolikami. Może to jest przyczynek do Twego stwierdzenia:

Jedyna osoba z bliższych mi, która ma problem z alkoholem jest niewierzaca. Nigdy jednak nie postawię wynikania. On nie potrafi ocenić który kieliszek powinien być ostatnim, ale nie jest alkoholikiem. Moja mama mogła wypić maksymalnie trzy kieliszki. Czwarty jej nie smakował i nigdy nie wypiła. Od zawsze mówi, że lubi alkohol. Codziennie pije bezalkoholowe piwo. Chciałabym dożyć w jej zdrowiu jej lat.
Cytuj:
A ten fragment to już trochę odlot:

Mogę żartować, ale odlotów nie może być. Potrzebowałam mieć wiedzę o używkach.
Cytuj:
Ja jestem abstynentem od psychoaktywności a nie od jakiejś konkretnej substancji w sensie walki z każdą jej cząsteczką.

Wydaje mi się, że o tym już pisałam. Wypełnialam ankietę, która miala służyć badaniom statystycznym odnośnie picia alkoholu. Tak mnie to rozbawiło, że mam to wypełniać, że postanowiłam się pobawić. Od kilku miesięcy codziennie piłam kieliszek vita buerlecitin. Taka jakaś moda była. W uwagach na opakowaniu napisano, że zawiera 16,4% alkoholu. Każdorazowo, gdy chciałam ją kupić mamie pytano mnie o to, czy mama nie bierze leków, których nie wolno lączyć z alkoholem. Wracając do ankiety: piłam codziennie alkohol mieszcząc sie w tabelkach? Jaką wartość miała ta moja anikieta?
Cytuj:
A w syropie alkohol moja droga merss pełni rolę ROZPUSZCZALNIKA I KONSERWANTU a nie leku. Etanol jest lekiem tylko w jednym przypadku - spowalnia objawy zatrucia metanolem.

Rozumiesz problem picia, czy nadajesz mu inny, sobie znany charakter? Ten alkohol spożywany w lecytynie to bylo normalne picie, systematyczne. Tak podąża się w kierunku alkoholizmu. Nie chodzi o dawkę, ale odczuwany brak jej dostarczenia. Alkoholikiem jest ktoś kto musi wypić codziennie nawet pół kieliszka wódki. Jeśli tego nie uczyni zareaguje niepokojem. Nie było tego pytania w ankiecie, więc potraktowałam ją też niepoważnie. Czy alkohol podany w lekach trawimy jak alkohol czy też inaczej?
Zaczałeś od ideologizowania sprawy abstynecji. Tylko każdy inaczej to rozumie. Nasz organizm nie różnicuje etanolu podanego w lekach od czystego.
Potem doprezyzowaleś o co chodzi z tym niepiciem i tak to odczytałam. Z czystą abstynencją nie mamy styczności. Przerywamy tę abstynencję, gdy wypijemy małe piwo dla ugaszenia pragnienia tak jak to opisałam w swoim doświadczeniu? Woda nie zadziałała. W imię niepicia poświęcić swoje samopoczucie mając wiedzę, że to nie zaszkodzi? Gdybym tak postąpiła zaniepokoilabym się brakiem wolności.


Pt paź 11, 2019 3:17 pm
Zobacz profil
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 81 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1, 2, 3, 4, 5, 6  Następna strona


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 9 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów

Szukaj:
Skocz do:  
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group.
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL