Wątki bez odpowiedzi | Aktywne wątki Teraz jest So wrz 21, 2019 1:13 am



Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 7 ] 
 Slub cywilny teściowa dziecko lawina problemów... :( 
Autor Wiadomość
Milczek
Milczek

Dołączył(a): N sty 27, 2019 6:19 pm
Posty: 2
Płeć: kobieta
wyznanie: katolik w pełnej łączności z papieżem
Odpowiedz z cytatem
Post Slub cywilny teściowa dziecko lawina problemów... :(
Proszę pomóżcie lawina tego wszystkiego mnie przygniata…..Jako 25 letnia dziewczyna związałam sie 5 lat temu z chłopakiem. Właściwie był to jedyny mężczyzna, który zabiegał o mnie i ja ze wzajemnością byłam nim zaintereswana. Nie do końca jednak jakby to powiedzieć... odpowiadało mi jego środowisko. Koledzy z przeszłością więzienną (kilku), jeden w trakcie rozwodu, większość na kocią łapę, wulgaryzmy wśród kolegów i koleżanek, rodzina przyziemna... zero duchowości, mądrości takiej życiowej, rozmów, nie było tam wrażliwości, współczucia, serdeczności takich cech pięknych. Ja jstem bardzo wrażliwa i bardzo przeżywam. Widziałam to wszystko, ale byłam szcześliwa z moim chłopakiem a dziś mężem - ponieważ, bywaliśmy w tym otoczeniu sporadycznie, z rodziną od święta. Przymykałam na to oko, ponieważ mąż (teraz) był przy mnie inny, zmieniał się, czytał książki, mówił ładnie, pokochał zwierzaki, budziła się w nim wrażliwość (ludzie mówią ze ja na niego tak działałam) byłam zakochana po uszy. Jeśli chodzi o czas spędzany z jego środowiskiem wybieralismy pary i osoby nam przychylne i wśród któych dobrze i swobodnie się czuliśmy. Resztę szanowałam, a my mielśmy swoje życie, wyjazdy, miejsca itp. Byliśmy zgraną parą. Kościół niedziela, czasami na obiad do jego rodziny głównie od święta lub w niedzielę raz na jakiś czas. Będąc zakochaną, emojconalnie podchodzącą do życia osobą która zrobiła z faceta Bożka a Bóg był tylko w niedziele i przy paciorku - po 3 latach związku poczęliśmy dzieciątko, syna. Kiedy syn był w drodze - ucieszyłam się (mąż - wtedy chłopak myślał o nas poważnie - już stawiał dom i planowaliśmy w przyszłości ślub) ucieszyłam się i przeraziłam się. Musiałam przemeblować życie, jakoś za szybko nie byłam gotowa. Skończyłam studia, zaczęłam pracę, dostałam propozycję jeszcze lepszej pracy. Niemniej chłopak był opiekuńczy wiec uspokoiłam się że poukładamy sobie to wszystko przed czasem. I zaczeło się....
Planowaliśmy ślub w kościele bez wesela w innym mieście a pieniążki na wesele byłyby na dom. Raptem po tym jak powiedzielśmy rodzicom Matka męża zaczęła swoje plany robić. Że orkiestre zamówi, szybko sale rezwujcie (Bo co ludzie powiedzą - tak powiedziała) że mu suknie kupi (upokorzyła mnie tym mimo iż nie jestem majętna sama chciałam na nią zarobić albo kupić z tego co mam) zaczęła mnie osaczac, nawmawiać aby brać ślub w kościele przed porodem ona się zajmie wszystkim. Mąż raptem za mamą żeby było jak chce, wielkie wesele, orkiestra nasze plany poszły w zapomnienie. Do tego nie miałam kontaktu z tatą bo się do mnie nie odzywał za to że szukałam stancji by zamieszkać z chłopakiem... miałam na miejscu w tamtym czasie tylko mame co wróciła ze Szkocji niedawno i ciotke... czułam się jak jakś ubezwłasnowolniony bez rodziny wsparcia wiekszych pieniedzy i swego zdana. - jak nikt ktoma coś do powiedzenia. Zbuntowałam sie i namówiłam męża na cywilny. Przedstawilam mu argumenty a ślub kościelny jak się dogadamy po porodzie. Zgodził się. Druga kwestia to Cywlny bez gości. Skoro jego rodzina mówiła ze nie akceptuja slubu cywilnego a nam to tylko formalnosć do slubu koscielnego po porodzie aby dziecko w rodzinie się urodziło to będzemy my i swiadkowie. Matka meza była wściekła o czym wtedy nie wiedziałam i po ludziach się żaliła...
Wynajęliśmy stancje miesiąc przed ślubem cywilnym, póki budowa nie zostanie ukończona. Kawalerka jeden pokój (szacowaliśmy dwa lata do ukończenia budowy - mąż inwestował w nowy dom - ja macierzyński na bieżące sprawy) Kiedy się wprowadziliśmy na stacje - tj. życie bez ślubu w jednym domu oczywście zaczęły się problemy. Mąż - wtedy chłopak lubił wypić zawsze z kolegami. Po wprowadzeniu na stancję ok rozumiem pparapetówka. Mieliśmy jeden pokój ja w ciąży zmęczona chciałam odpocząć a tu przychodzi kolega drugi dzień z rzędu a mąż pje z nim do prawie północy kedy proszę aby już szedł słyszę w łazience ze go zatrzymuje - wtedy bardzo byłam zła i rozczarowana patrząc na to i widząć co będze dalej jak tak pójdzie. Nazajutrz bratowa dzwoniła do mnie ze strony męża i żalila się na brata męża że pił w weekend a ja na to jej odparłam że dobrze, że biorę ślub cywilny bo jakbym miała żyć z alkoholikiem to szybciej o rozwód. Powidziałam to w emocjach i gniewie.
Oczywiście bratowa okazała się fałszywą przyjaciółką i to znalazło się u matki przyszłego mego męża. Przyszedł w wieczorem dzień przed ślubem jakby ze łzami w oczach milczący, i pytam co się stało. On domyśl się. Siedział milczał wyglądał na przygnębionego i w końcu mówi że co ja gadam "po ludziach" że biorę cywilny by rozwód z nim brac. Byłąm w szoku. I że to matka mu powiedziała. Wytłumaczyłąm mu jak było. MImo to zaufanie legło w gruzach, piierwsza awantura w której bronił matki i były brzydkie słowa. Znienawiidziłam ją. Poszłam na slub zapłakana. Mimo że sie pogodziliśmy żal został. W dzień slubu przy kolacji mąż już zdjął obrączkę z tekstem oddaj swojej mamusi bo święta a moja zła. (mama moja nam dołożyła do obrączek) Była taka atmsfera kilka dni, matka teściowej dzwoniła i mi w telefon że jej córka płacze (jak zawsze grała ofiarę jak coś narobiła) i żebym poszła porozmawiać. Bardzo nie chciałam ale by żyć w zgodzie z mężem i mieć spokój dla dziecka poszłam. Oczywiście ona nic zlego nie zrobiła matywilą się o SYNA. A do tego dodała że MOŻEMY SIĘ POZABIJAĆ I ROZEJŚĆ JEJ TYLKO LICZY SIĘ TO CO MAM W BRZUSZKU I JESZCZE JEDNO NA TO ŻE POWIEDZIAŁAM ŻE KŁÓCILIŚMY SIĘ O NIĄ I MNIE WYZYWAŁ TO ODPRAŁA ŻE JAK SIĘ ROZEJDZEMY TRUDNO ONI DLA MAŁEGO POMOGĄ. BYŁAM W SZOKU. Poszłam. Niby wszystko ok, pod dywan zamiecione. Nie wybaczyłąm jej jeszcze bradziej znienawidzłam. Udawałam ze jest ok dla synka i spkoju z mężem. Mezowi wybaczyłam kochaliśmy się przeprosiliśmy się nie było już tak, wszystko do normy,oczekwiwaliśmy dzieciątka. Co mne itrytywoało co niedziele wzywała go na obiad smsami od rana "Dawać na obiad" "Obiad" dawała mu obiady moje szły do kosza ciągle dzwoniła pisała wtrącała się jak nie chciałąm przyjść do nich bo chciałąm pobyć sama w domu to oburzona. Ciągle chciała żyć naszym życiem, kupowała jakieś rzeczy nam do domu bez pytania i uzgadniania ze mną. Byłam wściekla tak mnie denerowała do tego teksty że jak mały się urodzi to będzie tak i tak ona będzie a co ja będę i mawiała mi wszystko. Ja milczałam. Byłąm coraz bardzej przerażona tym że mąż pozwala, że ciągle jej broni, nie liczy się z moimi uzuciami. Kocham spokój, klase, kulturę, takt i pobycie samej w ciszy a u nich wciąż spęd cała rodzinka śmiechy rozupsyta obiadki alkohol biesiada. Strniłam od tego póki mogłam bo w ciąży to spokoju potrzebowałam. Przed porodem jechaliśmy do Białegstoku (specialnie chxiałąm dalej by ona nie przyszła by być samej i po powrocie rozplanowac wizyty) Poród 15 godzin do teho dziecko dostałam na drugi dzień pod wieczór bo były przeładowane sale ;( tylko wzięłam dziecko do siebie w wózku przy łóżko bo szwy miałam i nie dałąm rady wchodzi jego matka! prosiłam by nie móiwił mimo to on nie posłuchał. Oczywiście do dziecka jak do swego. Narastało we mnie iście piekielne złości. Wytrwałam zacisnęlam zeby. Pojechałą. wypisali ze szpitala dwa dni po tym, jedziemy do domu... a maż w aucie że mama będzie czekać na nas z rosołem. Od tamtej pory łzy mi płynęły każdego dnia. Płakałam miałam dość a on wciąż przeżywał ze ona nieszczęśliwa a nie ja.... napisałąm sms że odezwe się jak dojdziemy do ladu z maluszkiem i proszę o minimum tydzień spokoju. Dręczyła męża smsami i telefonami a on mnie... oczywiście przyszła bo moje zdanie nie ma siły przebicia. Potem poiedziałam koniec. Ja decyduje o tym mam dość masa ludzi była u synka ze strony meza i piwo pili i jden pijny byl jego brat byłam wsciekla chcialam spkoju szacunku ciszy z synkiem a on umial mi wziac dziecko w wózku i wiezc do matki malenkie beze mnie wyłam w domu. Potem była ciągle awantury o matke przy synku. dowiedziałam się ze mówi o mnie waratka i że mnie do psychiatry trzeba bo nie daję jej dziecka ;( Było już za dużo dla mnie.... Nie mialam z kim pogadać ciągle w domu sama z małym miałam szantaż ze moja mama nie może mi pomagać bo jego nie może wiec byłąm sama.... on w pracy do 3 ja sama z malcem we łzach. zanikł mi pokarm załamałam się, zwierzyłam bratowej męża drugiej (byłam ufna I przyjazna do ludzi ona pierwsza mi opowiadała o problemach z siostra matki męża więc otworzyłam się w emocjach I osamotnieniu) opowiedziałam moj stosunej do jego matki, ile mam żalu, co u nas się dzieje miałam cichą nadzieję że ta osoba pogada z mężem I pomoże mi… bo męża autorytet to rodzina ta pierwsza… I znów nóż w plecy całą rozmowę ta dziewczyna pokazała matce męża. Byliśmy tego dnia na terapii małżeńskej gdzie nic nie udało się bo ciągle przerywał, każdy się bronił słownie I nie pomogła nam ta kobieta. Zrezygnowana wylałam morze łez u niej. Oczywiście dziecko 3 miesięczne na terapi stało w wózku bo nie mogłam go zostawić ze swoją mamą bo awantura… I MÓWIĘ na koniec do tej Pani że przecież Pani wie, że gdyby mąż mnie kochał I wspierał słuchał pomógł nie byłoby tego wszystkiego…. A ona na to, WIEM… I wyszliśmy…. Potem po powrocie do domu męża chyba wzięło coś przytulił mnie powiedział kocham I że wyjedzmy zacznijmy wszystko od nowa. A tu w chwilę po tym stukanie do drzwi. Otwieram a tu matka męża…. Z wrzaskiem co ty na mnie gadasz, co ty do mnie masz, tyle ci dałam, syna mi zabrałaś, odciągasz go ode mnie, wnuka mi zabrałaś, byłam szczęśliwa póki cię nie było, nie wiesz co to rodzina, jesteś taka bo nie masz ojca, bo nie masz rodziny bo nie wiesz co to rodzina, jesteś gówno by mną pomiatać itp… byłąm w szoku stałam jak wryta. Mąż nie bronił mnie patrzył I słuchał na koniec powiedział to moja żona… a ona jeszcze ty zobaczysz jaka zona…
Powiem że byłam załamana, 3 miesięczne dziecko to słyszało, z autorytetu mężowi stałam się psem do bicia. Tego dnia jeszcze mnie przytulił że kocha a na drugi dzień będąc u matki wrócił I że nie kocha że nie wyobraża sobie żyć bez rodziny ze mną tylko I z synem, że jest skłócony z rodziną przeze mnie I że jestem wariatką I chce rozwodu. Od tamtej pory było piekło istne dzień za dniem awantury. W święta wybaczyłam jej poszłam na wigilię nie zapwoiedziana (dawałam dziecko mu by do matki prowadzał bo gnębuła go smasami I telefonami) przeprosiłam za to co mówiłam o niej I za winy nawet nie popełnione kazdego z osobna…. Mnie nikt… wszystko pod dywan, jakby nic się nie stało… mąż po tym że znów mnie kocha taki uradowany że mama szczęśliwa I tak nosiłam w sercu wciąż tą niesprawiedliwość, to jak mnie traktowali (nadal mnie obgadywali, śmiali się, za plecami wszzystko tylko dziecko chcieli nikt nie kontaktował się ze mną nie pytał o nic tylko meża ja nic nie znaczyłam) chodziłam z małym raz na 2 tyg dla spokoju I miałam cicha nadzieje ze zasluze na kawe czy randke z mężem od prawie dwóch lat za to I bym mogła zostawić z moją mamą syna z tesciową relajacja była chłodna I biznesowa jak się mówi. Bywały w między czasie że brat męża umiał skoczyć do mnie co ona na naszą matkę pisała że chuliganów wychowała (w tamtych wiadomościach pisałam że wiem o tym że palą mariuhuanę I że matka ich wie I pozwala by byli bracia huliganami I kiedyś mąż) bratowa patrząc na mnie mówiła że nie będzie mieć dzieci przeze mnie I gryzła szkło szklankę na pół) byłąm przerażona tym zaklamaniem bo nic się nie zmieniło aż przyszedł dzień I mąż mi oznajmia (od tamtej pory jak matka mnie wyzywała u nas na stancji nie było jej nigdy u nas w domu) że mama wpadnie dziś. Byłam wykończona 2 tygodnie od rana do 21 sama z małym dom obiad na głowie I dziecko chore było ponad tydzień – byłam zła że nikt ze mną nie ustalił chciałam sobotę odpocząć a nie gości I to ją!! I napisałam jej że zapraszam za tydzień na kawe I ciasto jak mały wyzdrowieje I my się ogarniemy I proszę wcześniej uprzedzAĆ NA przyszłość byśmy mogl się przygotować. Oczywiście wyszła afera matka dla męża że ja chcialam jej się pozbyć, że napisałam żeby nie przychodziła, potem (mąż bronił mnie wtedy przed bratem jak się rzucił do mnie I bratową I od tamtej pory nie rozmawiali) wrócił I że z bratem przeze mnie (bo bronił kiedy nie prosiłam) skłócony I z rodziną I że ma dość rzucił obrączkę I chce rozwodu. Dostaję podłe słowa każdego prawie tygodnia. Matka w pracy na całe miasto mówi jaka ja jestem I że blokuje jej dostęp do wnuka. DODAM ŻE NIGDY NIE BLOKOWAŁAM BO NIKT MNIE O SYNKA NIE PYTAŁ OD 2 LAT BY PRZYJSĆ BY POMÓC NIC. TYLKO DO MĘŻA ŻEBY IM PRZYWOZIŁ. Powiedziałam koniec tego. Modlę się za nich, żyję od roku w czystości (też mi to wypomniał ale cgiciałam już budowac na Bogu wyjść z grzechu I zmierzać ku kościelnemu co się nie udało.) Na Wigilię maż był u matki. Matka smsa do mnie zapraszm z całą rodzinką na wigilię zanacza swoją rodzinkę by pokazać że ona ma a ja nie mam. Że mieszkam u mamy z małym I zabrała mi męża I jeszcze dziecko chce. Napisałam wiecie gdzie jesteśmy drzwi otwarte zawsze. Nikt nie przyszedł od kilku miesięcy biadoli po ludziach że wnuka nie widzi a nie zapyta nigdy mnie nei zadzwoni bo ona na mój grunt nie przyjdzie. Dla męża też doworzę dziecko na stancje bo boi się przyjść do nas. Bo moja rodzina…. Matka mężowi gotuje daje pieniądze – a żona nie potrzebna, nie chce ratować małżeństwa. Tak jak matka keidyś powiedziała dziecko będzie szcześliwsze jak sie rozejdziemy. A guzik wie co to rozwód I jak dzieci pragną jedności rodziców. O niczym nie marzyłam jak by moje dziecko miało tate I mame razem bo ja nie mialam mimo iż mają dobre realcje to nie to samo… Jestem załamana, czekam na pozew, mam takie pogróżki że zwariuje jak dziecko bedzie mieć z nimi widywania I mnie nie bedzie obok I nie bede wiedziec co robi I gdzie… boje się bardzo jestem zzyta z synkiem ze do wc wyjść cieżko. Godzę się na wszystko byle bym była obok. Mimo wszystko chcialabym walczyć, mimo że to cywilny dla synka… mam w sercu wiele pieknych chwil wspomnien I nimi żyję, a oni nie pamiętają nic dobrego ode mnie są znieczuleni I bez sumienia. Mówię Nowennę Pompejańśką.. Co powiecie wiem że dużo mojej winy ale czy nie lepiej coś naprawiać wysiłkiem niż rzucić jak zabawkę, czyż nie po to Bóg dał dar Dziecka by być kochającymi rodzicami I dawać mu wzór, I czy odejście od zony cywilnej I dziecka to też grzech? On mówi że ja cywilna I nie ma obowiązku walczyć o coś co nie jest przed Bogiem :( I że mnie nie kocha bo nikt mnie nie lubi I jestem histerczyką I wszystko wyolbrzymam… Boże toż to moje serce tak krwawi ja nie bawię się uczuciami oddalam siebie I cale zycie temu mężczyznie zmieniłam. Tak wiem...dziś w chwili keidy przechodzę oczyszczenie wiem że to ta kolejność że zrobilam Bożka męża a Bóg był mi na dalszym miejscu. Bardzo żałuję tego, wybrałam dziś Boga I żyję z nim I synkiem ale mam przeswiadczenie ze moje życie już takie będzie że zniszczyłam je sobie I dziecku że nic już dobrego mnie nie spotka a będzie jeszcze gorzej ;(


Pt lut 01, 2019 6:34 pm
Zobacz profil
Gaduła
Gaduła
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Pt wrz 14, 2018 8:41 pm
Posty: 786
Płeć: kobieta
wyznanie: katolik w pełnej łączności z papieżem
Odpowiedz z cytatem
Post Re: Slub cywilny teściowa dziecko lawina problemów... :(
Ewo - jeśli dobrze zrozumiałam to, co napisałaś, to aktualnie twój mąż chce rozwodu. Trudna sytuacja. Przeczytałam wszystko, co napisałaś i współczuję ci z całego serca. :-( Jedyna porada taka praktyczna, jaka przychodzi mi do głowy, nie wiem, czy skuteczna, to: poproś męża o szczerą rozmowę w trakcie której opowiesz wszystko od początku co czułaś, każdy żal i zranienie. Może to go po pierwsze trochę roztopi, po drugie zrozumie twoją sytuację. A nie ma co tych uczuć chować, bo każda zaniedbana krzywda narasta w sercu i przysłania wszystko. Opowiedz mu to, co opowiedziałaś nam. Tylko pytanie, czy twój mąż zgodzi się na jakąś rozmowę, ale próbować zawsze warto.
Oprócz tego ufaj Bogu, módl się za męża. Bóg cały czas czuwa.
Nie mam za bardzo doświadczenia w takich sprawach, a już na pewno nie mam doświadczeń takich, jak ty, ale mam nadzieję, że to pomoże chociaż trochę.


Pt lut 01, 2019 9:43 pm
Zobacz profil
Czuwa nad wszystkim
Czuwa nad wszystkim

Dołączył(a): Cz cze 21, 2012 4:15 pm
Posty: 4941
Płeć: mężczyzna
wyznanie: katolik w pełnej łączności z papieżem
Odpowiedz z cytatem
Post Re: Slub cywilny teściowa dziecko lawina problemów... :(
Ewa
To co masz najlepszego to Twój synek. Tego się trzymaj. Postaraj się, by miał beztroskie dzieciństwo, a reszta jakoś się ułoży.

_________________
"Bo myśli moje nie są myślami waszymi, ani wasze drogi moimi drogami - wyrocznia Pana." Iz 55


Pt lut 01, 2019 10:53 pm
Zobacz profil
Gaduła
Gaduła

Dołączył(a): So wrz 17, 2016 2:23 pm
Posty: 932
Płeć: kobieta
wyznanie: katolik w pełnej łączności z papieżem
Odpowiedz z cytatem
Post Re: Slub cywilny teściowa dziecko lawina problemów... :(
Ewo, bardzo to wszystko przykre.
Dobrze, że zdajesz sobie sprawę z niektórych poważnych błędów przeszłosci (niewłasciwa kolejność wydarzeń, konkubinat, dziecko, rezygnacja ze subu koscielnego...) To jest krok ku stawaniu w prawdzie.
Ale może i dobrze, że tego ślubu koscielnego nie było. Bo z kim? Z mężczyzną, ktory Cię nie szanuje, imprezuje, który się boi przyjść, który się podporządkowuje mamuśce, który pozwala Tobą poniewierać itd?

Mam wrażenie, że przynajmniej chwilami przedkładałaś jakiegokolwiek mężczyznę nad bycie samotną i datego szłaś na ustępstwa...
Obawiam się, że nadal ta działasz. Wolisz, żeby był, byle był dla dziecka ojcem, i próbujesz - sama pisałaś - zasłużyć...
Tu nie ma kogo i czego roztapiać (tu nie zgadzam się z Viridianą).
Ten facet to dzieciak. Niesamodzielny, słaby, niedojrzały, chwiejny.
I to ma być wzór dla dziecka? Takiego chcesz wzoru?
Co to za poziom, jego gadanina: nie kocham cię, bo cię nikt nie lubi? to tekst trzylatka?

Odejście od żony cywilnej..., cóż, zabrzmi to gorzko, przepraszam: przed Bogiem chyba jednak jesteście konkubentami.
Nie ma się co zastawiać Panem Bogiem, że dał dziecko, żebyście byli razem.
A może to ludzie, korzystając z praw natury, poniekąd "wymusilli" (wiem, złe słowo) dziecko na Bogu...
Czy odejście od żony cywilnej to grzech? A czy bycie z żoną cywilną to grzech? Pomyśl.
Owszem, jeśli chodzi o tego pana, trzeba mu odpowiadać za dziecko, łożyć na nie (czy to czyni???), może i regularnie się z nim widywać.

Ale nie widzę sensu Twojego męczenia się na siłę z kimś, to Cię nie szanuje.
Nie mam przekonania, że tu jest co łączyć na siłę i co łatać.
Czy ten czlowiek, taki, jaki jest, sterowany przez kumpli, rodzinę itp. da szczeście, spokój, równowagę Twojemu dziecku?
Myślę, że lepiej jest znaleźć spokój i bezpieczeństwo w usamodzielnieniu się. To nie musi być niszczące.


Pt lut 01, 2019 11:05 pm
Zobacz profil
Niesamowity Gaduła
Niesamowity Gaduła

Dołączył(a): Pn cze 13, 2011 6:22 pm
Posty: 3292
Lokalizacja: podkarpackie
Płeć: kobieta
wyznanie: katolik w pełnej łączności z papieżem
Odpowiedz z cytatem
Post Re: Slub cywilny teściowa dziecko lawina problemów... :(
EwaEwaEwa spróbój szczerze porozmawiać z ojcem Twojego dziecka i odłóżcie na bok rzeczy takie jak: jego mama to, moja mama tamto, koledzy owamto, albo: na mieście mówią coś tam, prosze. Tylko wy dwoje. Pewnieniebędziecie małżeństwem w obliczu Boga, ale rodzicami już jesteście, więc warto się porozumieć. W waszym związku, było jednak troche tłoczno.

_________________
Błogosławieni czystego serca, albowiem oni Boga oglądać będą


Pn lut 04, 2019 7:23 pm
Zobacz profil
Milczek
Milczek

Dołączył(a): N sty 27, 2019 6:19 pm
Posty: 2
Płeć: kobieta
wyznanie: katolik w pełnej łączności z papieżem
Odpowiedz z cytatem
Post Re: Slub cywilny teściowa dziecko lawina problemów... :(
Dziekuje Wam kochani za wszystko za odpowiedzi kazda przemyslalam


N maja 12, 2019 7:14 pm
Zobacz profil
Niesamowity Gaduła
Niesamowity Gaduła

Dołączył(a): Cz mar 08, 2007 7:53 pm
Posty: 1959
Odpowiedz z cytatem
Post Re: Slub cywilny teściowa dziecko lawina problemów... :(
Ewo

Nie będę Ci nic radzić, mam nadzieję i życzę by porozwiazywaly się zageszczone problemy w Twoim życiu ale Ewo chcę Ci podziękować, że opowiedzialas o tym, co może się stać, gdy miłość zaslepi oczy mlodych kobiet, gdy widzą wyobrażenie a nie realnego chłopaka z którym chodzą, gdy ten chłopak, ta miłość jest bożkiem.Każdy z nas chce kochać i być kochanym ale zdrowa relacja winna być oparta na tym, że ja kocham Cię nie dlatego, że coś mi dajesz czego potrzebuję ale dlatego , że chcę z Tobą być dobrowolnie, bez żadnego przymusu .


Cz wrz 05, 2019 8:18 pm
Zobacz profil
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 7 ] 


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 7 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów

Skocz do:  
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group.
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL