Wątki bez odpowiedzi | Aktywne wątki Teraz jest Cz lis 14, 2019 5:58 pm



Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 36 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1, 2, 3  Następna strona
 Wyjazd na misję 
Autor Wiadomość
Czuwa nad wszystkim
Czuwa nad wszystkim
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Pt maja 06, 2011 2:22 pm
Posty: 13010
Płeć: kobieta
wyznanie: katolik w pełnej łączności z papieżem
Odpowiedz z cytatem
Post Re: Wyjazd na misję
O znakach od Boga opowiedziala obcej osobie, bo to stawiało ją jako superwiarygodną. Odmówiła narzeczonemu. Ciesz się, że tak się to skończyło.


N lip 07, 2019 10:26 pm
Zobacz profil
Milczek
Milczek

Dołączył(a): N maja 15, 2016 7:57 am
Posty: 32
Płeć: mężczyzna
wyznanie: nie chcę podawać
Odpowiedz z cytatem
Post Re: Wyjazd na misję
Zastanawia mnie jeszcze jedno... Ona mieszka sama z matką, która niby jest samodzielna, ale czasem zdarza sie jej nieporadność i dochodzi do niebezpiecznych sytuacji. Ich dom nie jest w najlepszej kondycji technicznej, mieszkaja z dala od przystanku i sklepu, matka musi sama pokonywac dystans okolo 1 km w 1 strone by kupic butle z gazem. W zimie nie idzie do nich dojechac samochodem. Zapytalem nie raz czy nie obawia sie samej zostawic matki w takich warunkach? Jej matka tez juz fizycznie jest w gorszej kondycji. Obok mieszka sasiad, ale nigdy nie wiadomo czy jest w domu. Kolejni sasiedzi mieszkaja 500 metrow dalej, ale wogole nie interesuja sie... Jak ta matka mialaby wezwac pomocy? Kiedys w zimie upadla i zlamala przedramie. Ja mieszkam 20 km dalej to tez nie jestem w stanie kazdego dnia przyjezdzac i dogladac jej matki. Jej matka ma telefon komorkowy ale zadko odbiera polaczenia. Czyli kazdego dnia czlowiek martwilby sie co sie dzieje z jej matka... Na moje pytanie jak misjonarka patrzy na to wszystko odpowiedziala tak: ksiadz czy ktos inny powiedzial jej, ze Bog nie dopusci do niczego zlego co mogloby spasc na jej matke. Albo ja jestem zbyt malej wiary albo jestem przewrazliwiony na tym punkcie. Niby to juz nie moj temat, ale jednak wciaz sie martwie chociazby o jej matke.

Zapytalem tez czy na rozmowie rekrutacyjnej pytali o rodzine. Podobno zapytali z kim mieszka- no to odpowiedziala ze z matka, ale nie dodala nic wiecej rekrutujacym o jakis zagrozeniach dla matki gdyby miala mieszkac sama, gdyz jak to okreslila oni nie pytali o samowystarczalnosc matki. A wg. mnie sa zagrozenia i to realne! O mnie tez nie pytali podobno... Co to wogole za dziwna rekrutacja?! Jakby szukali kogos za wszelka cene. Cos mi to smierdzi brakiem szczerosci u jednej ze stron lub obu. Dziwne to wszystko.


Pn lip 08, 2019 11:22 am
Zobacz profil
Niesamowity Gaduła
Niesamowity Gaduła

Dołączył(a): Pn cze 13, 2011 6:22 pm
Posty: 3321
Lokalizacja: podkarpackie
Płeć: kobieta
wyznanie: katolik w pełnej łączności z papieżem
Odpowiedz z cytatem
Post Re: Wyjazd na misję
merss napisał(a):
O znakach od Boga opowiedziala obcej osobie, bo to stawiało ją jako superwiarygodną. Odmówiła narzeczonemu. Ciesz się, że tak się to skończyło.

O ile się skończyło...

_________________
Błogosławieni czystego serca, albowiem oni Boga oglądać będą


Pn lip 08, 2019 1:34 pm
Zobacz profil
Czuwa nad wszystkim
Czuwa nad wszystkim
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Pt maja 06, 2011 2:22 pm
Posty: 13010
Płeć: kobieta
wyznanie: katolik w pełnej łączności z papieżem
Odpowiedz z cytatem
Post Re: Wyjazd na misję
Ona żyje w swoim świecie. Chce coś wielkiego zrobić, chce być zauważona, doceniona, być na świeczniku. Może na tych misjach nawet się poświęcać dla innych...tyle, że motyw ważny. Jeśli nie widzi potrzeby zajmowania się najbliższymi: matkę zostawiła Bogu a narzeczonego zwodzi do św. Nigdy. To praca niezauważona pełnienie codziennych i szarych obowiązków.
Jeśli on tego nie zakończy, wkręci się w związek z niedojrzałą osobą, która będzie kierowała się swoją logikę i tak dobierała cytaty biblijne, by znaleźć usprawiedliwienie. Wykończy go psychicznie, bo on w końcu przestanie cokolwiek rozumieć a będzie się bał odezwać, bo u niej Bóg jest cały dzień na ustach. To jednak neuroza a nie wiara.

A tworzenie sobie znaków religijnych to najcięższy grzech wierzącego; jest najcięższy, bo zainteresowany jest na niego ślepy. W swej pysze jednak nie powie najbliższej osobie, bo pychę myli z pokorą.
Natura neurotyczna i niech sobie żyje tym sztucznym życiem. Wszystko jest w nim nieprawdziwe. Prawdziwe jest to, że nie zajmuje się matką i ma w nosie narzeczonego. trzyma go na zakładkę.


Pn lip 08, 2019 2:11 pm
Zobacz profil
Niesamowity Gaduła
Niesamowity Gaduła

Dołączył(a): Śr sie 01, 2018 12:38 pm
Posty: 2006
Płeć: mężczyzna
wyznanie: katolik w pełnej łączności z papieżem
Odpowiedz z cytatem
Post Re: Wyjazd na misję
Obawiam sie ze ci co rekrutuja tez ja zwodza bo nie wiedza jak jej powiedziec ze jej nie wezma.
Jej misja jest dostanie sie na misje a nie pomoc innym.
To cos w rodzaju ambicji sportowca by wygrac na olimpiadzie.
Tak zapytam, czy miala jakies skierowania na szczepienia ochronne i czy miala szkolenie medyczne udzielania pomocy?
Bez tego nikt jej nie wezmie, bo to podstawa, a skoro podawala jakies krotkie terminy to cos zmysla bo wiele z tych szczepien trzeba robic nawet pare mies przed wyjazdem i ktore sa obowiazkowe by w ogole przekroczyc granice np. Indii.
Zadna misja nie bedzie podejmowala ryzyka problemow z wolontariuszem.

_________________
someone1@opoczta.pl


Pn lip 08, 2019 2:40 pm
Zobacz profil
Gaduła
Gaduła

Dołączył(a): So wrz 17, 2016 2:23 pm
Posty: 950
Płeć: kobieta
wyznanie: katolik w pełnej łączności z papieżem
Odpowiedz z cytatem
Post Re: Wyjazd na misję
Czy Ty w ogóle wiesz, kto "rekrutuje"? jaka organizacja? na jakich zasadach? Nazwa?
Znane mi wolontariaty o charakterze religijnym wymagają wielomiesięcznych lub kilkuletnich reguarnych przygotowań. Z ulicy nie biorą. Uczestnictwa w formacji wspólnotowej. Zwykle szkoleń - medycznych, kulturowych, metodycznych, przygotowań językowych itd. Posyłanym jest się po przygotowaniu, jako osoba znana (praktycznie) organizatorom.

Moim zdaniem jesteś manipulowany.
Nie wiem, dlaczego na to pozwalasz tyle lat.


Pn lip 08, 2019 6:44 pm
Zobacz profil
Niesamowity Gaduła
Niesamowity Gaduła

Dołączył(a): Pt cze 27, 2014 12:47 pm
Posty: 6404
Płeć: kobieta
wyznanie: katolik w pełnej łączności z papieżem
Odpowiedz z cytatem
Post Re: Wyjazd na misję
zxasqw,
Czasami się zdarza, że pomiędzy rodzicami a dziećmi są jakieś trudne do wybaczenia żale, chociaż na pierwszy rzut oka wzajemne relacje wyglądają na poprawne. Przykładowo, rodzice mogli wywierać presję psychiczną na dzieci, a w reakcji na to dzieci mogą szukać rozluźnienia kontaktów z nimi, by odzyskać niezależność/wolność w podejmowaniu decyzji. Być może to fałszywy ślad, ale jeśli Twoja narzeczona nie bierze pod uwagę sytuacji zdrowotnej jej mamy w decyzji o wyjeździe na misje, to może należałoby się głębiej przyjrzeć jaki był wpływ matki narzeczonej na jej życie do tej pory.


Pn lip 08, 2019 10:13 pm
Zobacz profil
Milczek
Milczek

Dołączył(a): N maja 15, 2016 7:57 am
Posty: 32
Płeć: mężczyzna
wyznanie: nie chcę podawać
Odpowiedz z cytatem
Post Re: Wyjazd na misję
W niedzielę porozmawialiśmy i było niby OK. Wczoraj w poniedziałek wstaliśmy ze strachem (nie mieszkamy razem). Coś nas pchnęło do tego by się spotkać, mimo że byliśmy w złej kondycji psychicznej. Atmosfera była kiepska, chciałem zwyczajnie przejść się nad promenadą w mieście nad rzeką, gdzie wspólnie wcześniej to ustalilismy i jechaliśmy autem. No i usłyszałelm od niej tekst powiedziany jakby z żalem, że liczyła na kupno ciuchów motocyklowych. Zrobiło mi sie okrutnie przykro bo jeździ ze mną motocyklem i od kilku lat chciałem i nalegałem, że kupie jej takie ciuchy na urodziny, ale to trzeba pójść i przymierzyć a wiecznie miala wymówki na "nie". Ze 2 lata wstecz sie wkurzyłem i sam pojechałem do oddalonego odemnie 60 km sklepu i kupiłem jej strój motocyklowy. Jak się okazało za duży jednak i musiałem wracać oddać go. Skończyło się wtedy na tym, że końcem końców kupiliśmy używane ciuchy. No i wczoraj jak usłyszałem ten tekst o ciuchach, powiedziany z żalem to mnie to strasznie dotknęło, ale nic sie nie odezwałem, kierowałem dalej. Za chwilę znów podobny tekst usłyszałem o ciuchach no to juz jej powiedziałem, że mi przykro jest słysząc to bo wielokrotnie chciałem jej przecież kupić a w obecnej sytuacji uważam, że bez sensu jest bym wydawał 1000 zł skoro i tak jedziesz na misję a motorem w nowych ciuchach pojeździmy kilka razy to już wolę ten 1000zl dołożyć jej na misję bo musi i tak sama uzbierać na nią 120000 zł a w obecnej ilości wyjazdów motocyklowych te używane ciuchy jakie ma jej wystarczą na te kilka ewentualnych wyjazdow. No i znów coś powiedziała z żalem o ciuchach i że nie weźmie odemnie pieniedzy na dołożenie sie do misji bo na misję mają składać się obcy ludzie. Ja nie wytrzymałem i podniosłem głos bo mi już nerwy puściły i nie mogłem się opanować :( Nie ogarnąłem tego :( Weszliśmy na bzdurne tematy i jeszcze bardziej się to zaogliło. Jak się okazało po naszej niedzielnej rozmowie, w której w końcu udało się nam porozmawiać normalnie o misji, ona po powrocie do domu została przed snem nagadywana przez jej matkę, która nagadała jej o mnie złych rzeczy, że mam ją głęboko w poważaniu i tą całą jej misję. I stąd u niej zły humor rano, strach; u mnie ogólny strach z rana o to co sie dzieje z nami i w takim stanie psychicznym nie wiele trzeba by wybuchła awantura z powodu rozmowy o taką bzdurę jak ciuchy motocyklowe, która później wyciąga jeszcze większe brudne tematy z przeszłości :/ Upadliśmy już na samo dno, kanał :/

Jeżeli chodzi o jej matkę i relację rodzinną w ich domu to była to rodzina patologiczna, królował alkohol i imprezki z okolicznymi pijakami. Ojciec zmarł, gdy miała 12 lat, matka miała 2 lewe ręce i 12latka musiała już wtedy zarządzać domem. Matka podobno od zawsze mało co się nią interesowała, po śmierci ojca wciąż trwały libacje. Sąsiedzi i rodzina wogóle nie utrzymywali z nimi kontaktów. Zostali niemalże sami przez tyle lat. Poźniej pojawiłem się ja i zawsze im pomagałem, ale jej matka nie przekonała się nigdy do tego, by jej córka miała wdawać się w relację z jakimkolwiek mężczyzną jako argument podawać: nie bo nie. Może to u niej wynika stąd, że ogólnie jej matka była źle traktowana przez męża i boi sie teraz o córkę. Tylko, że jak jeździłem do nich to z matką normalnie się rozmawiało a jak odjeżdżałem to wtedy jej matka nagadywała na mnie a jej córka jest podatna na takie podszepty. Ogolnie to z wcześniejszych przekazów od dziewczyny, matka miała nigdy jej nie wspierać, wręcz drwić z niej i z tego co robi.

Odnośnie innych kwestii. Znaki od Boga- zapytałem wczoraj czy aby napewno dobrze je rozpoznała w kierunku misji, czy z kimś fachowym o nich rozmawiała, czy mogę wiedzieć co to za znaki. Trochę się zdenerwowała odpowiadając, że wiedziała, że będę jej insynuował, że one mogą być fałszywe i że ja tego nie rozumiem więc mi nie powie. Fakt, nie znam się na sprawach kościołowych tak wybitnie jak ona, wielokrotnie sugerowałem, by z kimś fachowym w tej dziedzinie znaków porozmawiała, lecz nie zrobiła tego i raczej nie zrobi co dała do zrozumienia po wczorajszej rozmowie o tym. No i właśnie ja już od dłuższego czasu boję się odezwać w sposób logiczny bo czasem jak to mówiła Bog wskaże jej sam drogę, jakiś wybór, więc trzeba czekać i modlić się o to. W tym momencie powiedziałem jej, że może On już to zrobił od dawna bo miałaś czas 6 lat do namysłu czy wybierasz drogę zakonną, małżeństwo czy misje, ze miałaś kilka lat na rozeznanie nawet dzięki pomocy przewodnika duchowego czy kogoś takiego a ty tylko siedzisz godzinami w kościele na adoracji i modlisz się miedzy innymi o drogę życia zamiast też skorzystać z pomocy fachowców otrzymanych od Boga, swojego rozumu który ci dał. Nie znam się, ale nie można chyba aż tak niebios wystawiać na jakby próbę aby te wskazały drogę życia a ja sama sobie nie zadam więcej trudu by z kimś fachowym o niej rozmawiać.

Ci z rekrutacji misji podobno nie zachęcali ani nie nakłaniali, ale szczegółów też nie znam bo nie powiedziała o czym rozmawiali. Ona nawet nie wie gdzie w tych Indiach miałaby jechać i czym dokładnie się zajmować czego sama się obawia wczoraj oznajmiła. Miała mieć jakby staż przedmisyjny z chorymi dziećmi tu u nas w kraju, ale z uwagi na to iż nie otrzyma urlopu w obecnej pracy, miałaby jechać na misję bez odbycia stażu. Kiedyś miała taką praktykę wobec bezdomnych, gdy była na przygotowaniu w zakonie. Co do szczepień nic nie rozmawialiśmy. Nie wiem co to za instytucja rekrutuje, ogólnie mało wiem o tej misji bo sama nie chciała mi przekazywać informacji o tym wszystkim, wręcz irytowała się, gdy ją wypytywałem.

Wydaje mi się, że ona sama do końca nie ma rozeznanej drogi życia i stąd wciąż szuka i część swoich sił przekazywała na nas a część wysiłku na jakąś inną drogę wobec czego nie było jej szczerze ani tu ani tam. My siebie zniszczyliśmy, to co mieliśmy dobrego w sobie zanim się poznaliśmy uległo zniszczeniu przez te 6 lat znajomości. Czujemy się teraz jak wraki patrząc na swoje indywidualne chęci do życia. Trzeba nam wpierw siebie indywidualnych chyba odbudować...


Wt lip 09, 2019 8:36 am
Zobacz profil
Niesamowity Gaduła
Niesamowity Gaduła

Dołączył(a): Cz wrz 20, 2012 11:53 am
Posty: 1808
Płeć: kobieta
wyznanie: katolik w pełnej łączności z papieżem
Odpowiedz z cytatem
Post Re: Wyjazd na misję
zxasqw napisał(a):
W niedzielę porozmawialiśmy i było niby OK. Wczoraj w poniedziałek wstaliśmy ze strachem (nie mieszkamy razem). Coś nas pchnęło do tego by się spotkać, mimo że byliśmy w złej kondycji psychicznej. Atmosfera była kiepska, chciałem zwyczajnie przejść się nad promenadą w mieście nad rzeką, gdzie wspólnie wcześniej to ustalilismy i jechaliśmy autem. No i usłyszałelm od niej tekst powiedziany jakby z żalem, że liczyła na kupno ciuchów motocyklowych. Zrobiło mi sie okrutnie przykro bo jeździ ze mną motocyklem i od kilku lat chciałem i nalegałem, że kupie jej takie ciuchy na urodziny, ale to trzeba pójść i przymierzyć a wiecznie miala wymówki na "nie". Ze 2 lata wstecz sie wkurzyłem i sam pojechałem do oddalonego odemnie 60 km sklepu i kupiłem jej strój motocyklowy. Jak się okazało za duży jednak i musiałem wracać oddać go. Skończyło się wtedy na tym, że końcem końców kupiliśmy używane ciuchy. No i wczoraj jak usłyszałem ten tekst o ciuchach, powiedziany z żalem to mnie to strasznie dotknęło, ale nic sie nie odezwałem, kierowałem dalej. Za chwilę znów podobny tekst usłyszałem o ciuchach no to juz jej powiedziałem, że mi przykro jest słysząc to bo wielokrotnie chciałem jej przecież kupić a w obecnej sytuacji uważam, że bez sensu jest bym wydawał 1000 zł skoro i tak jedziesz na misję a motorem w nowych ciuchach pojeździmy kilka razy to już wolę ten 1000zl dołożyć jej na misję bo musi i tak sama uzbierać na nią 120000 zł a w obecnej ilości wyjazdów motocyklowych te używane ciuchy jakie ma jej wystarczą na te kilka ewentualnych wyjazdow. No i znów coś powiedziała z żalem o ciuchach i że nie weźmie odemnie pieniedzy na dołożenie sie do misji bo na misję mają składać się obcy ludzie. Ja nie wytrzymałem i podniosłem głos bo mi już nerwy puściły i nie mogłem się opanować :( Nie ogarnąłem tego :( Weszliśmy na bzdurne tematy i jeszcze bardziej się to zaogliło. Jak się okazało po naszej niedzielnej rozmowie, w której w końcu udało się nam porozmawiać normalnie o misji, ona po powrocie do domu została przed snem nagadywana przez jej matkę, która nagadała jej o mnie złych rzeczy, że mam ją głęboko w poważaniu i tą całą jej misję. I stąd u niej zły humor rano, strach; u mnie ogólny strach z rana o to co sie dzieje z nami i w takim stanie psychicznym nie wiele trzeba by wybuchła awantura z powodu rozmowy o taką bzdurę jak ciuchy motocyklowe, która później wyciąga jeszcze większe brudne tematy z przeszłości :/ Upadliśmy już na samo dno, kanał :/

Jeżeli chodzi o jej matkę i relację rodzinną w ich domu to była to rodzina patologiczna, królował alkohol i imprezki z okolicznymi pijakami. Ojciec zmarł, gdy miała 12 lat, matka miała 2 lewe ręce i 12latka musiała już wtedy zarządzać domem. Matka podobno od zawsze mało co się nią interesowała, po śmierci ojca wciąż trwały libacje. Sąsiedzi i rodzina wogóle nie utrzymywali z nimi kontaktów. Zostali niemalże sami przez tyle lat. Poźniej pojawiłem się ja i zawsze im pomagałem, ale jej matka nie przekonała się nigdy do tego, by jej córka miała wdawać się w relację z jakimkolwiek mężczyzną jako argument podawać: nie bo nie. Może to u niej wynika stąd, że ogólnie jej matka była źle traktowana przez męża i boi sie teraz o córkę. Tylko, że jak jeździłem do nich to z matką normalnie się rozmawiało a jak odjeżdżałem to wtedy jej matka nagadywała na mnie a jej córka jest podatna na takie podszepty. Ogolnie to z wcześniejszych przekazów od dziewczyny, matka miała nigdy jej nie wspierać, wręcz drwić z niej i z tego co robi.

Odnośnie innych kwestii. Znaki od Boga- zapytałem wczoraj czy aby napewno dobrze je rozpoznała w kierunku misji, czy z kimś fachowym o nich rozmawiała, czy mogę wiedzieć co to za znaki. Trochę się zdenerwowała odpowiadając, że wiedziała, że będę jej insynuował, że one mogą być fałszywe i że ja tego nie rozumiem więc mi nie powie. Fakt, nie znam się na sprawach kościołowych tak wybitnie jak ona, wielokrotnie sugerowałem, by z kimś fachowym w tej dziedzinie znaków porozmawiała, lecz nie zrobiła tego i raczej nie zrobi co dała do zrozumienia po wczorajszej rozmowie o tym. No i właśnie ja już od dłuższego czasu boję się odezwać w sposób logiczny bo czasem jak to mówiła Bog wskaże jej sam drogę, jakiś wybór, więc trzeba czekać i modlić się o to. W tym momencie powiedziałem jej, że może On już to zrobił od dawna bo miałaś czas 6 lat do namysłu czy wybierasz drogę zakonną, małżeństwo czy misje, ze miałaś kilka lat na rozeznanie nawet dzięki pomocy przewodnika duchowego czy kogoś takiego a ty tylko siedzisz godzinami w kościele na adoracji i modlisz się miedzy innymi o drogę życia zamiast też skorzystać z pomocy fachowców otrzymanych od Boga, swojego rozumu który ci dał. Nie znam się, ale nie można chyba aż tak niebios wystawiać na jakby próbę aby te wskazały drogę życia a ja sama sobie nie zadam więcej trudu by z kimś fachowym o niej rozmawiać.

Ci z rekrutacji misji podobno nie zachęcali ani nie nakłaniali, ale szczegółów też nie znam bo nie powiedziała o czym rozmawiali. Ona nawet nie wie gdzie w tych Indiach miałaby jechać i czym dokładnie się zajmować czego sama się obawia wczoraj oznajmiła. Miała mieć jakby staż przedmisyjny z chorymi dziećmi tu u nas w kraju, ale z uwagi na to iż nie otrzyma urlopu w obecnej pracy, miałaby jechać na misję bez odbycia stażu. Kiedyś miała taką praktykę wobec bezdomnych, gdy była na przygotowaniu w zakonie. Co do szczepień nic nie rozmawialiśmy. Nie wiem co to za instytucja rekrutuje, ogólnie mało wiem o tej misji bo sama nie chciała mi przekazywać informacji o tym wszystkim, wręcz irytowała się, gdy ją wypytywałem.

Wydaje mi się, że ona sama do końca nie ma rozeznanej drogi życia i stąd wciąż szuka i część swoich sił przekazywała na nas a część wysiłku na jakąś inną drogę wobec czego nie było jej szczerze ani tu ani tam. My siebie zniszczyliśmy, to co mieliśmy dobrego w sobie zanim się poznaliśmy uległo zniszczeniu przez te 6 lat znajomości. Czujemy się teraz jak wraki patrząc na swoje indywidualne chęci do życia. Trzeba nam wpierw siebie indywidualnych chyba odbudować...

Zerwij z nią kontakt. To naprawde nie ma sensu a ten bol psychiczny minie w końcu.
Po 1 sam siebie nie szanujesz dajac siw tak manipulować wiec nie oczekuj że szanowac Cie bwdzie ona


Wt lip 09, 2019 8:41 am
Zobacz profil
Czuwa nad wszystkim
Czuwa nad wszystkim

Dołączył(a): Cz cze 21, 2012 4:15 pm
Posty: 5013
Płeć: mężczyzna
wyznanie: katolik w pełnej łączności z papieżem
Odpowiedz z cytatem
Post Re: Wyjazd na misję
zxasqw napisał(a):
No i usłyszałelm od niej tekst powiedziany jakby z żalem, że liczyła na kupno ciuchów motocyklowych. Zrobiło mi sie okrutnie przykro bo jeździ ze mną motocyklem i od kilku lat chciałem i nalegałem, że kupie jej takie ciuchy na urodziny, ale to trzeba pójść i przymierzyć a wiecznie miala wymówki na "nie".


No to trzeba było pojechać z nią po te ciuchy, a nie rozwiązywać równania całkowe.. Ty sam jesteś jakoś mało zdecydowany..


Cytuj:
Jeżeli chodzi o jej matkę i relację rodzinną w ich domu to była to rodzina patologiczna, królował alkohol i imprezki z okolicznymi pijakami. Ojciec zmarł, gdy miała 12 lat, matka miała 2 lewe ręce i 12latka musiała już wtedy zarządzać domem. Matka podobno od zawsze mało co się nią interesowała, po śmierci ojca wciąż trwały libacje. Sąsiedzi i rodzina wogóle nie utrzymywali z nimi kontaktów. Zostali niemalże sami przez tyle lat. Poźniej pojawiłem się ja i zawsze im pomagałem, ale jej matka nie przekonała się nigdy do tego, by jej córka miała wdawać się w relację z jakimkolwiek mężczyzną jako argument podawać: nie bo nie.


Co ma jej matka do waszego związku???


Cytuj:
Ogolnie to z wcześniejszych przekazów od dziewczyny, matka miała nigdy jej nie wspierać, wręcz drwić z niej i z tego co robi.


No tym bardziej. Co jej matka ma do Was?

Cytuj:
Odnośnie innych kwestii. Znaki od Boga- zapytałem wczoraj czy aby napewno dobrze je rozpoznała w kierunku misji, czy z kimś fachowym o nich rozmawiała, czy mogę wiedzieć co to za znaki. Trochę się zdenerwowała odpowiadając, że wiedziała, że będę jej insynuował, że one mogą być fałszywe i że ja tego nie rozumiem więc mi nie powie.


Obrona przez atak. Ona ma bezpośredni numer do Najwyższego, a Ty się nie znasz.

Cytuj:
Nie wiem co to za instytucja rekrutuje, ogólnie mało wiem o tej misji bo sama nie chciała mi przekazywać informacji o tym wszystkim, wręcz irytowała się, gdy ją wypytywałem.


To się dowiedz. Bo żeby się nie okazało to jakąś ściemą, albo że to jacyś sekciarze.. Indie.. Hm..
Dziwne to jakieś. Misje to nie wyprawa z cicha pęk, gdzie oczy poniosą.

_________________
"Bo myśli moje nie są myślami waszymi, ani wasze drogi moimi drogami - wyrocznia Pana." Iz 55


Wt lip 09, 2019 9:11 am
Zobacz profil
Czuwa nad wszystkim
Czuwa nad wszystkim
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Pt maja 06, 2011 2:22 pm
Posty: 13010
Płeć: kobieta
wyznanie: katolik w pełnej łączności z papieżem
Odpowiedz z cytatem
Post Re: Wyjazd na misję
To związek bez przyszłości; brakuje podstawy, która decyduje o powodzeniu: przyjaźni i opieraniu się na prawdomówności a nie niedomówieniach, tajemnicach. Tak jak wcześniej napisano: manipuluje tobą. Poprzez te ciuchy daje nadzieję, że wróci. Chce mieć ciebie na wyłączność, ale na jej zasadach. W rodzinie patologicznej nie mogła inaczej funkcjonować.
To neuroza religijna a nie wiara. Dlatego rozmyśla o problemach, ale nie wie co ma robić. Jest zawieszona w swoich wyobrażeniach. Nie jesteś jej mężem, by ją finansować. Nie jesteś jej sponsorem. Ona nie chce tych ciuchów, chce zatrzymać ciebie jako swoją wlasność. Z własnością postępuje się na prawach wyłączności i dawkuje co można przekazać. To postawa neurotyczna, ona nie potrafi kochać. Będzie raniła z najlepszymi intencjami.
Dasz się w to wkręcić i nie wypłaczesz się z współuzależnienia, wychowa kolejne poranione pokolenie. Dziecko też będzie traktowała jak wlasność, w końcu będzie miala coś swojego.
Tacy ludzie nie potrafią kochać. Mylą to z poczuciem bezpieczeństwa. Może z tego wyjść tylko sama, jeśli kiedykolwiek zobaczy swój prawdziwy problem.


Wt lip 09, 2019 9:12 am
Zobacz profil
Niesamowity Gaduła
Niesamowity Gaduła

Dołączył(a): Śr sie 01, 2018 12:38 pm
Posty: 2006
Płeć: mężczyzna
wyznanie: katolik w pełnej łączności z papieżem
Odpowiedz z cytatem
Post Re: Wyjazd na misję
Powinienes z nia definitywnie zerwac nie tylko jako dziewczyna, ale totalnie zerwac kontak tak by nie miala najmniejsze szansy na jakiekolwiek rozmowy, bo nawet przyjazn z nia bedzie dla ciebie toksyczna.
Takie defonitywne i trwale rozstanie choc drastyczne to moze jej jedynie pomoc wyjsc na prosta droge jesli w koncu zauwazy co tak naprawde robi.
Tobie tez to pomoze zapomniec o tym koszmarnym zwiazku.

_________________
someone1@opoczta.pl


Wt lip 09, 2019 10:52 am
Zobacz profil
Niesamowity Gaduła
Niesamowity Gaduła

Dołączył(a): Pn cze 13, 2011 6:22 pm
Posty: 3321
Lokalizacja: podkarpackie
Płeć: kobieta
wyznanie: katolik w pełnej łączności z papieżem
Odpowiedz z cytatem
Post Re: Wyjazd na misję
zxasqw napisał(a):
Ona nawet nie wie gdzie w tych Indiach miałaby jechać i czym dokładnie się zajmować czego sama się obawia wczoraj oznajmiła. Miała mieć jakby staż przedmisyjny z chorymi dziećmi tu u nas w kraju, ale z uwagi na to iż nie otrzyma urlopu w obecnej pracy, miałaby jechać na misję bez odbycia stażu. Kiedyś miała taką praktykę wobec bezdomnych, gdy była na przygotowaniu w zakonie. Co do szczepień nic nie rozmawialiśmy. Nie wiem co to za instytucja rekrutuje, ogólnie mało wiem o tej misji bo sama nie chciała mi przekazywać informacji o tym wszystkim, wręcz irytowała się, gdy ją wypytywałem.

Ten ( niby)wyjazd na misje może być od początku do końca wydumany. Za dużo w tym wątku niewiadomych
zxasqw napisał(a):
ich domu to była to rodzina patologiczna, królował alkohol i imprezki z okolicznymi pijakami. Ojciec zmarł, gdy miała 12 lat, matka miała 2 lewe ręce i 12 latka musiała już wtedy zarządzać domem. Matka podobno od zawsze mało co się nią interesowała, po śmierci ojca wciąż trwały libacje.

Opowiada dziwne historie, z tendencją do wyolbrzymiania własnego w nich udziału i z pewnością przy tym wiele konfabuluje.
Potrzebuje Cię, jak bluszcz potrzebuje drzewa,żeby sie wokół niego oplatać, tyle,że drzewo od tego usycha.

_________________
Błogosławieni czystego serca, albowiem oni Boga oglądać będą


Wt lip 09, 2019 10:23 pm
Zobacz profil
Niesamowity Gaduła
Niesamowity Gaduła

Dołączył(a): Śr sie 01, 2018 12:38 pm
Posty: 2006
Płeć: mężczyzna
wyznanie: katolik w pełnej łączności z papieżem
Odpowiedz z cytatem
Post Re: Wyjazd na misję
Nie byl bym zdziwiony gdyby okaxalo sie ze ona prowadzi podwojne zycie, tek samo nie dziwil bym sie gdyby okazalo sie ze to daleko posunieta schizofrenia.

_________________
someone1@opoczta.pl


Wt lip 09, 2019 11:34 pm
Zobacz profil
Niesamowity Gaduła
Niesamowity Gaduła

Dołączył(a): Pt cze 27, 2014 12:47 pm
Posty: 6404
Płeć: kobieta
wyznanie: katolik w pełnej łączności z papieżem
Odpowiedz z cytatem
Post Re: Wyjazd na misję
zxasqw pisał kiedyś, że miała problemy żołądkowe/jelitowe. Ciekawe, czy z tego wyszła, bo jeśli nie, to pewnie mogłoby jej to przeszkadzać w pracy misyjnej. Jedzenie w nowym miejscu może jej nie służyć.

To niesamowite, że ta relacja trawa już tyle lat. zxasqw, jak Ty wytrzymałeś z nią tyle lat?


Śr lip 10, 2019 3:19 am
Zobacz profil
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 36 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1, 2, 3  Następna strona


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 8 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów

Skocz do:  
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group.
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL