Wątki bez odpowiedzi | Aktywne wątki Teraz jest N wrz 22, 2019 8:38 am



Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 44 ]  Przejdź na stronę 1, 2, 3  Następna strona
 Rozstanie - dobra czy zła decyzja 
Autor Wiadomość
Milczek
Milczek

Dołączył(a): Cz cze 20, 2019 8:17 pm
Posty: 30
Płeć: kobieta
wyznanie: katolik w pełnej łączności z papieżem
Odpowiedz z cytatem
Post Rozstanie - dobra czy zła decyzja
Witam! Jestem tuż przed urlopem, więc zanim się wybiorę chciałabym jeszcze co nieco wyrzucić z serca, a być może jak będzie mi źle to nawet na urlopie zajrzę tutaj w oczekiwaniu na jakieś dobre słowo :)

Otóż pisałam już we wcześniejszym poście, że jestem tuż po rozstaniu z chłopakiem (ba- narzeczonym – po 4 latach ) tylko, że jesteśmy w takiej sytuacji, że musimy jeszcze pozamykać kilka spraw i między innymi przez to będziemy mieszkać jeszcze ze sobą przez ok. 2 mies. Wiem – straszne , wręcz niedopuszczalne, ale szczerze? Nie widzę różnicy w naszym codziennym życiu. Dużo się nie zmieniło, bo i tak nie spędzaliśmy ze sobą prawie w ogóle czasu. W marcu dopiero co się przeprowadziliśmy do większego domu, więc mamy tutaj więcej przestrzeni, każdy ma swój pokój. Sprawa wygląda tak – że mam mętlik w głowie. Wiem jedno -chcę bardzo od niego odejść, ale nadal go kocham. I nie potrafię przestać. Przez te 4 lata próbowaliśmy naprawdę tworzyć związek, ale zbyt wiele nas różni. Potrzebowałam, aż 4 lata, żeby zrozumieć, że on nigdy się już nie zmieni, a ja jestem zmęczona próbą zmiany jego nawyków i niego samego. Naprawdę usiłowałam zaakceptować wiele jego cech i udało mi się prawie wszystkie (nawet jego kłamstwa, zmyślanie, koloryzowanie – które widzieli inni ludzie i moja rodzina, a przez co wiele razy musiałam się wstydzić) oprócz jednej rzeczy , czyli jego hobby, które zabierało mu cały wolny czas. Nie poświęcał czasu dla mnie, przez co nie mieliśmy nawet jak naprawiać związku. Z resztą jego hobby to według mnie uzależnienie ( granie na komputerze), ale on nie chce nawet o tym słuchać – przez co się martwię, bo nawet jeśli nie będziemy już nigdy razem, to jest mi go po prostu żal. Nie jest to ani zdrowe, ani normalne, ale nie wiem jak mu pomóc. Jak pojawiały się okazje, żeby się wyrwać z domu (znajomi, rodzina) to zawsze musiałam go zmuszać. Wiem, że on jest dobry, ale jest zbyt wiele spraw, na które patrzymy inaczej i raczej zawsze już będziemy. W ogóle cały związek od początku zaczęliśmy źle. Ja chociaż deklarowałam się na osobę bardzo wierzącą, a on uważał się też za katolika to można uznać, że obydwoje kłamaliśmy. Moja wiara okazała się nie być tak silna, gdy po roku czasu razem upadliśmy obydwoje (seks przedmałżeński) . On w ogóle nie był zainteresowany Kościołem jako takim ani choćby mszą Święta. Czasami udało mi się go namówić, ale szedł tam z niechęcią. No i to była pierwsza rzecz, która zaczęła nas różnić , bo później się okazało, że zupełnie inaczej postrzegamy „wiarę” mimo, że na początku zdawało się, że się rozumiemy. Później dochodziło wiele innych różnic. Przede wszystkim mam takie uczucie, że mimo, że byliśmy ze sobą 4 lata, to on w ogóle mnie nie zna. To jak mówi o mnie lub o tym, co rzekomo według niego powiedziałam znacznie odbiega od rzeczywistości i za każdym razem budzi moje zdziwienie. Nie wiem czy on improwizuje byle w każdej kłótni zwalić winę na mnie czy naprawdę mnie nie zna albo może ma jakieś zaburzenia w postrzeganiu rzeczywistości. Tak czy inaczej miał też dobre strony, m.in. był bardzo czuły. Jednak jeśli chodzi o takie sprawy jak choroby to nigdy się nie martwił. Wiem, że faceci być może są większymi twardzielami jeśli chodzi o emocje i mogą mieć pewne zaburzenia w tym względzie, ale ja nie wzbudzałam w nim troski nawet gdy byłam w szpitalu. To była planowana operacja, więc nic nagłego, ale jednak ja się tym bardzo stresowałam, bo nie dość, że w nie swoim kraju to jeszcze bałam się, że zostanę pozbawiona elementu kobiecości, który pozwala nam kobietom robić to do czego m.in. jesteśmy powołane -czyli rodzić dzieci. No i tak się też stało, bo niestety w trakcie operacji okazało się, że jednak muszą mi wyciąć cały jajnik. Mam jeszcze drugi, wiem.. ale wiadomo też, że gdybym mogła wybierać to wolałabym mieć dwa. No i nie wiem też jak to odbije się na mojej przyszłości. Przez cały pobyt w szpitalu jak i przed, mój były narzeczony w ogóle nie okazywał troski. W szpitalu to ja do niego pisałam pierwsza. On sam z siebie się po prostu tym nie interesował i sprawiał mi tym przykrość. Przez ten okres 4 lat ciągle się kłóciliśmy i próbowaliśmy rozstawać. Powiedzieliśmy sobie wiele przykrych słów i tego nie da się już cofnąć. Moja rodzina i znajomi od początku prawie ostrzegali mnie, a później radzili mi bym z nim zerwała. Mówili, że jest niedojrzały i że jest egoistą. Wiem, że jest w tym prawda, ale czuję, że on na swój sposób mnie kocha i zawsze mi to mówił. Boli mnie tylko to, że nie poświęcał mi więcej czasu, że się bardziej nie interesował, a przynajmniej tak, jak ja nim.

Zdecydowałam o rozstaniu ostatecznym, bo chciałabym mieć dzieci, ale chcę im stworzyć prawdziwą rodzinę i czuję, że z nim takiej nie stworzę. Ciągłe kłótnie, żale itp. nie są dobre dla oczu niewinnych dzieci. Nie zniosłabym tego, jakby ojciec moich dzieci miałby je krzywdzić przez niedostateczne nieinteresowanie się nimi itd. Rozstaliśmy się, ale przeżywam to każdego dnia i każdy dzień myśli obracają mi się o 180 stopni. Dlatego już nie wiem co dobre a co złe. Chciałabym spełnić wolę Pana Boga, ale potrzebuję dużo siły i modlitw. Wiem, że mój były będzie za mną tęsknić, ale nie wiem czy bardziej za moim ciałem czy za wygodnym życiem, jakie sobie stworzyliśmy. Wiele razy, kiedy próbowaliśmy się rozstać mówił, że on już nie ma po co żyć i że się zabije. Teraz też niby jest załamany od 2 dni, kiedy ja to przeżywam już prawie miesiąc.

Rodzina radzi mi, żebym go zostawiła, ale ostatnio jak byłam w pracy i rozmyślałam o tym to myślałam, że nie dam rady i normalnie mówiłam do Boga, że po prostu nie dam rady i że po mimo tego, jak bardzo on mnie rani, po mimo tego, że w ogóle mnie nie słucha i robi wszystko po swojemu to ja go kocham i nie potrafię przestać. Nie potrafię odejść tak do końca . I gdy skończyłam ten monolog w kierunku Pana Boga – usłyszałam w myślach „Czy teraz Mnie rozumiesz?” – i nagle przeszedł mnie dreszcz. I faktycznie zdałam sobie sprawę, z tego, że podobnie jest z Panem Bogiem- nawet kiedy Go ranimy swoimi grzechami i nie chcemy Go słuchać, On ani przez chwilę nie przestaje nas kochać. Jego Miłość jest bezinteresowna i bezgraniczna.

Moje uczucia jeszcze nie są stabilne, ale może Wy mi coś poradzicie. A tymczasem udam się na urlop zaznać trochę ulgi i niezbędnego wsparcia od moich rodziców, którzy są najcudowniejszym darem jaki tylko mogłam dostać od Boga.

Z Panem Bogiem.


N cze 30, 2019 11:55 pm
Zobacz profil
Niesamowity Gaduła
Niesamowity Gaduła

Dołączył(a): Cz wrz 20, 2012 11:53 am
Posty: 1695
Płeć: kobieta
wyznanie: katolik w pełnej łączności z papieżem
Odpowiedz z cytatem
Post Re: Rozstanie - dobra czy zła decyzja
nat.ka napisał(a):
Witam! Jestem tuż przed urlopem, więc zanim się wybiorę chciałabym jeszcze co nieco wyrzucić z serca, a być może jak będzie mi źle to nawet na urlopie zajrzę tutaj w oczekiwaniu na jakieś dobre słowo :)

Otóż pisałam już we wcześniejszym poście, że jestem tuż po rozstaniu z chłopakiem (ba- narzeczonym – po 4 latach ) tylko, że jesteśmy w takiej sytuacji, że musimy jeszcze pozamykać kilka spraw i między innymi przez to będziemy mieszkać jeszcze ze sobą przez ok. 2 mies. Wiem – straszne , wręcz niedopuszczalne, ale szczerze? Nie widzę różnicy w naszym codziennym życiu. Dużo się nie zmieniło, bo i tak nie spędzaliśmy ze sobą prawie w ogóle czasu. W marcu dopiero co się przeprowadziliśmy do większego domu, więc mamy tutaj więcej przestrzeni, każdy ma swój pokój. Sprawa wygląda tak – że mam mętlik w głowie. Wiem jedno -chcę bardzo od niego odejść, ale nadal go kocham. I nie potrafię przestać. Przez te 4 lata próbowaliśmy naprawdę tworzyć związek, ale zbyt wiele nas różni. Potrzebowałam, aż 4 lata, żeby zrozumieć, że on nigdy się już nie zmieni, a ja jestem zmęczona próbą zmiany jego nawyków i niego samego. Naprawdę usiłowałam zaakceptować wiele jego cech i udało mi się prawie wszystkie (nawet jego kłamstwa, zmyślanie, koloryzowanie – które widzieli inni ludzie i moja rodzina, a przez co wiele razy musiałam się wstydzić) oprócz jednej rzeczy , czyli jego hobby, które zabierało mu cały wolny czas. Nie poświęcał czasu dla mnie, przez co nie mieliśmy nawet jak naprawiać związku. Z resztą jego hobby to według mnie uzależnienie ( granie na komputerze), ale on nie chce nawet o tym słuchać – przez co się martwię, bo nawet jeśli nie będziemy już nigdy razem, to jest mi go po prostu żal. Nie jest to ani zdrowe, ani normalne, ale nie wiem jak mu pomóc. Jak pojawiały się okazje, żeby się wyrwać z domu (znajomi, rodzina) to zawsze musiałam go zmuszać. Wiem, że on jest dobry, ale jest zbyt wiele spraw, na które patrzymy inaczej i raczej zawsze już będziemy. W ogóle cały związek od początku zaczęliśmy źle. Ja chociaż deklarowałam się na osobę bardzo wierzącą, a on uważał się też za katolika to można uznać, że obydwoje kłamaliśmy. Moja wiara okazała się nie być tak silna, gdy po roku czasu razem upadliśmy obydwoje (seks przedmałżeński) . On w ogóle nie był zainteresowany Kościołem jako takim ani choćby mszą Święta. Czasami udało mi się go namówić, ale szedł tam z niechęcią. No i to była pierwsza rzecz, która zaczęła nas różnić , bo później się okazało, że zupełnie inaczej postrzegamy „wiarę” mimo, że na początku zdawało się, że się rozumiemy. Później dochodziło wiele innych różnic. Przede wszystkim mam takie uczucie, że mimo, że byliśmy ze sobą 4 lata, to on w ogóle mnie nie zna. To jak mówi o mnie lub o tym, co rzekomo według niego powiedziałam znacznie odbiega od rzeczywistości i za każdym razem budzi moje zdziwienie. Nie wiem czy on improwizuje byle w każdej kłótni zwalić winę na mnie czy naprawdę mnie nie zna albo może ma jakieś zaburzenia w postrzeganiu rzeczywistości. Tak czy inaczej miał też dobre strony, m.in. był bardzo czuły. Jednak jeśli chodzi o takie sprawy jak choroby to nigdy się nie martwił. Wiem, że faceci być może są większymi twardzielami jeśli chodzi o emocje i mogą mieć pewne zaburzenia w tym względzie, ale ja nie wzbudzałam w nim troski nawet gdy byłam w szpitalu. To była planowana operacja, więc nic nagłego, ale jednak ja się tym bardzo stresowałam, bo nie dość, że w nie swoim kraju to jeszcze bałam się, że zostanę pozbawiona elementu kobiecości, który pozwala nam kobietom robić to do czego m.in. jesteśmy powołane -czyli rodzić dzieci. No i tak się też stało, bo niestety w trakcie operacji okazało się, że jednak muszą mi wyciąć cały jajnik. Mam jeszcze drugi, wiem.. ale wiadomo też, że gdybym mogła wybierać to wolałabym mieć dwa. No i nie wiem też jak to odbije się na mojej przyszłości. Przez cały pobyt w szpitalu jak i przed, mój były narzeczony w ogóle nie okazywał troski. W szpitalu to ja do niego pisałam pierwsza. On sam z siebie się po prostu tym nie interesował i sprawiał mi tym przykrość. Przez ten okres 4 lat ciągle się kłóciliśmy i próbowaliśmy rozstawać. Powiedzieliśmy sobie wiele przykrych słów i tego nie da się już cofnąć. Moja rodzina i znajomi od początku prawie ostrzegali mnie, a później radzili mi bym z nim zerwała. Mówili, że jest niedojrzały i że jest egoistą. Wiem, że jest w tym prawda, ale czuję, że on na swój sposób mnie kocha i zawsze mi to mówił. Boli mnie tylko to, że nie poświęcał mi więcej czasu, że się bardziej nie interesował, a przynajmniej tak, jak ja nim.

Zdecydowałam o rozstaniu ostatecznym, bo chciałabym mieć dzieci, ale chcę im stworzyć prawdziwą rodzinę i czuję, że z nim takiej nie stworzę. Ciągłe kłótnie, żale itp. nie są dobre dla oczu niewinnych dzieci. Nie zniosłabym tego, jakby ojciec moich dzieci miałby je krzywdzić przez niedostateczne nieinteresowanie się nimi itd. Rozstaliśmy się, ale przeżywam to każdego dnia i każdy dzień myśli obracają mi się o 180 stopni. Dlatego już nie wiem co dobre a co złe. Chciałabym spełnić wolę Pana Boga, ale potrzebuję dużo siły i modlitw. Wiem, że mój były będzie za mną tęsknić, ale nie wiem czy bardziej za moim ciałem czy za wygodnym życiem, jakie sobie stworzyliśmy. Wiele razy, kiedy próbowaliśmy się rozstać mówił, że on już nie ma po co żyć i że się zabije. Teraz też niby jest załamany od 2 dni, kiedy ja to przeżywam już prawie miesiąc.

Rodzina radzi mi, żebym go zostawiła, ale ostatnio jak byłam w pracy i rozmyślałam o tym to myślałam, że nie dam rady i normalnie mówiłam do Boga, że po prostu nie dam rady i że po mimo tego, jak bardzo on mnie rani, po mimo tego, że w ogóle mnie nie słucha i robi wszystko po swojemu to ja go kocham i nie potrafię przestać. Nie potrafię odejść tak do końca . I gdy skończyłam ten monolog w kierunku Pana Boga – usłyszałam w myślach „Czy teraz Mnie rozumiesz?” – i nagle przeszedł mnie dreszcz. I faktycznie zdałam sobie sprawę, z tego, że podobnie jest z Panem Bogiem- nawet kiedy Go ranimy swoimi grzechami i nie chcemy Go słuchać, On ani przez chwilę nie przestaje nas kochać. Jego Miłość jest bezinteresowna i bezgraniczna.



Z Panem Bogiem.

Zecznij uzywać rozumu a nie uczuć bo.skończysz w nieszczesliwym malżeństwie. Zerwij z grzechem i chlopakoem przez ktorego w grzech wdepnelasz. Tu mysli o zakonie a z drugiej storny mieszkanie z chlopakiem?
Nijak to sie nie skleja? "Jaki z tego pożytek, bracia moi, skoro ktoś będzie utrzymywał, że wierzy, a nie będzie spełniał uczynków? Czy [sama] wiara zdoła go zbawić?"
Polcem ksiazki ks. Dziewieckiego o emocjach, trudnych relacjach sa dostepne w formie ebook.
Do posluchania także https://youtu.be/epdhiJgLUsE.


Pn lip 01, 2019 1:22 pm
Zobacz profil
Niesamowity Gaduła
Niesamowity Gaduła

Dołączył(a): So lis 16, 2013 8:53 pm
Posty: 1577
Płeć: kobieta
wyznanie: katolik w pełnej łączności z papieżem
Odpowiedz z cytatem
Post Re: Rozstanie - dobra czy zła decyzja
Trochę nie bardzo wierzę że rzeczywiście pytasz skoro te (rzekome?) wątpliwości kwitujesz pointą z której wynika że twoja miłość do tego chłopaka jest jak miłość Boża.
Sorry ale pojechałas trochę moim zdaniem. Nie skupialabym się w ogóle na tej myśli i nie roztrząsała jej w kategoriach jakiegos Bożego daru.
Ale nawet idąc tym tropem - tak Pan Bóg nie przestaje nigdy kochać człowieka nawet gdy ten Go rani ale to nie oznacza że zawsze jest z nim w komunii. Przekładając to na nasze - nawet jak my kochamy kogoś to nie zawsze pozostajemy z nim w związku. Nie ma też miłości bez wolności. Jeśli nie umiesz od niego odejść choć uważasz że cię krzywdzi - i byłby w stanie krzywdzić ewentualne dzisci - to nie kochasz siebie - a jeśli siebie nie kochasz to jak potrafisz kochać jego - a a wasza relacja oparta jest na uzależnieniu raczej.


Pn lip 01, 2019 4:00 pm
Zobacz profil
Gaduła
Gaduła
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Pt wrz 14, 2018 8:41 pm
Posty: 786
Płeć: kobieta
wyznanie: katolik w pełnej łączności z papieżem
Odpowiedz z cytatem
Post Re: Rozstanie - dobra czy zła decyzja
Młoda jestem, ale powiedzmy, że tyle, co wiem, to to, że nie ma co z powodu tego uczucia kontynuować związek. Boli, ale on nie wygląda na odpowiednią osobę, a i emocje mijają. Z czasem nabierzesz do tego dystansu (wiem, że łatwo powiedzieć, ale zdaję sobie sprawę z tego, co mówię).
Swoją drogą, jaka według Ciebie jest definicja miłości? ;)


Pn lip 01, 2019 5:10 pm
Zobacz profil
Niesamowity Gaduła
Niesamowity Gaduła
Avatar użytkownika

Dołączył(a): N wrz 19, 2010 11:26 pm
Posty: 3547
Płeć: mężczyzna
wyznanie: katolik w pełnej łączności z papieżem
Odpowiedz z cytatem
Post Re: Rozstanie - dobra czy zła decyzja
Jest takie powiedzenie: jak się nawazylo piwa, to trzeba je samemu wypić. Grzech zawsze niesie ze sobą konsekwencje. Trzeba było słuchać rodziców od początku. Gość nie jest Ciebie wart, a ty wydajesz się nie mieć wystarczająco dużo w sobie heroizmu, aby się za jego nawrócenie sie modlić. Zresztą, sama potrzebujesz modlitwy.

Przykry i smutny wyłania się z tej historii obraz współczesnej młodzieży i młodych w Kościele.

Ale nic. Macie niedojrzałe myślenie. Popełniacie błędy. Obydwoje potraficie kochać, ale w pierwsze kolejności siebie. Mi czytanie takich postów przychodzi z trudem. Najchętniej rzucił bym coś oschle i po ojcowsku, albo tyłek przetrzepal zeby rozumu wlać.

I tyle dostaniesz od ludzi. Potępienie i osadzenie. Dlatego szukaj pomocy u Jezusa. On kocha was całym sobą i kocha teraz. Im większa bieda, tym więcej milosierdzia okaże. My tak nie potrafimy. Jezus czeka aż się do niego zwrócićsz i opowiesz Mu wszystko. Wsłuchaj się w to co powie ci w najbliższym czasie w swoim Słowie.


Pn lip 01, 2019 9:11 pm
Zobacz profil
Niesamowity Gaduła
Niesamowity Gaduła

Dołączył(a): Pn cze 13, 2011 6:22 pm
Posty: 3292
Lokalizacja: podkarpackie
Płeć: kobieta
wyznanie: katolik w pełnej łączności z papieżem
Odpowiedz z cytatem
Post Re: Rozstanie - dobra czy zła decyzja
nat.ka napisał(a):
Nie poświęcał czasu dla mnie,


sachol napisał(a):
ale czuję, że on na swój sposób mnie kocha i


Ciekawy ten sposób "kochania" A co będzie jak już przestanie "kochać"?

nat.ka napisał(a):
Wiele razy, kiedy próbowaliśmy się rozstać mówił, że on już nie ma po co żyć i że się zabije.


I jeszcze szantaż do kompletu.. :co:

nat.ka napisał(a):
Przez cały pobyt w szpitalu jak i przed, mój były narzeczony w ogóle nie okazywał troski. ł i

Wzajemna troska świadczy o tym, że między nim a nią jest miłość. :bukiet:

_________________
Błogosławieni czystego serca, albowiem oni Boga oglądać będą


Pn lip 01, 2019 10:01 pm
Zobacz profil
Milczek
Milczek

Dołączył(a): Cz cze 20, 2019 8:17 pm
Posty: 30
Płeć: kobieta
wyznanie: katolik w pełnej łączności z papieżem
Odpowiedz z cytatem
Post Re: Rozstanie - dobra czy zła decyzja
Dziękuję wszystkim za odpowiedzi.

Bergamotka- źle mnie zrozumiałaś. Nie porównuję się do Boga. Piszę tylko o tym jaką dostałam myśl, rozmyślając o swojej sytuacji i w tamtym momencie chodziło mi, że mamy być na wzór Pana Boga.

Jozek- dziękuję za Twoją odpowiedź w szczególności. To wszystko prawda. Obydwoje byliśmy egoistami w tym związku.

Nadal jestem na urlopie w Polsce i przystąpiłam wczoraj do sakramentu pokuty i pojednania po 3 latach. Nie było łatwo, ale z pomocą Ducha Świętego postanowienie było nie do złamania. Mam nadzieję na przyszłość zgodną z wolą Bożą.


So lip 06, 2019 9:43 am
Zobacz profil
Niesamowity Gaduła
Niesamowity Gaduła

Dołączył(a): Cz wrz 20, 2012 11:53 am
Posty: 1695
Płeć: kobieta
wyznanie: katolik w pełnej łączności z papieżem
Odpowiedz z cytatem
Post Re: Rozstanie - dobra czy zła decyzja
nat.ka napisał(a):
Dziękuję wszystkim za odpowiedzi.

Bergamotka- źle mnie zrozumiałaś. Nie porównuję się do Boga. Piszę tylko o tym jaką dostałam myśl, rozmyślając o swojej sytuacji i w tamtym momencie chodziło mi, że mamy być na wzór Pana Boga.

Jozek- dziękuję za Twoją odpowiedź w szczególności. To wszystko prawda. Obydwoje byliśmy egoistami w tym związku.

Nadal jestem na urlopie w Polsce i przystąpiłam wczoraj do sakramentu pokuty i pojednania po 3 latach. Nie było łatwo, ale z pomocą Ducha Świętego postanowienie było nie do złamania. Mam nadzieję na przyszłość zgodną z wolą Bożą.

Nie spodziewała bym sie ze zyjac 3 lata w oddaleniu od Boga bez Sakramentów jakiekolwiek myśli dotyczace wyboru drogi zyciowej pochodziły od Boga


Wt lip 09, 2019 7:52 pm
Zobacz profil
Milczek
Milczek

Dołączył(a): Cz cze 20, 2019 8:17 pm
Posty: 30
Płeć: kobieta
wyznanie: katolik w pełnej łączności z papieżem
Odpowiedz z cytatem
Post Re: Rozstanie - dobra czy zła decyzja
sachol napisał(a):
Nie spodziewała bym sie ze zyjac 3 lata w oddaleniu od Boga bez Sakramentów jakiekolwiek myśli dotyczace wyboru drogi zyciowej pochodziły od Boga

Trochę nie rozumiem. Czy sugerujesz przez swoją wypowiedź, że przystąpiłam do świętokradzkiej spowiedzi? Proszę, wytłumacz..


Wt lip 09, 2019 10:53 pm
Zobacz profil
Niesamowity Gaduła
Niesamowity Gaduła

Dołączył(a): Cz wrz 20, 2012 11:53 am
Posty: 1695
Płeć: kobieta
wyznanie: katolik w pełnej łączności z papieżem
Odpowiedz z cytatem
Post Re: Rozstanie - dobra czy zła decyzja
nat.ka napisał(a):
sachol napisał(a):
Nie spodziewała bym sie ze zyjac 3 lata w oddaleniu od Boga bez Sakramentów jakiekolwiek myśli dotyczace wyboru drogi zyciowej pochodziły od Boga

Trochę nie rozumiem. Czy sugerujesz przez swoją wypowiedź, że przystąpiłam do świętokradzkiej spowiedzi? Proszę, wytłumacz..

A czy w mojej wypowiedzi padaly slowaspowiedz lub swietokradztwo? Nie.rozumiem zatem takiego zapytania.
Chodzilo mi bardziej o to ze w swoiej logice na rozne sposoby probujesz usprawiedliwiac swoj zwiazek z tym chloapkiem mieszajac w to Boga, a wola Boga nie jest zycie w grzechu. To raczej szatan pod plaszczykiem misji czy poboznosci miesza Ci w glowie bo mu sie wyrywasz z rak przystepujac do spowiedzi a dalszy zwiazek wiazal by sie zapewne z dalszym.grzechem


Śr lip 10, 2019 8:33 am
Zobacz profil
Milczek
Milczek

Dołączył(a): Cz cze 20, 2019 8:17 pm
Posty: 30
Płeć: kobieta
wyznanie: katolik w pełnej łączności z papieżem
Odpowiedz z cytatem
Post Re: Rozstanie - dobra czy zła decyzja
sachol napisał(a):
A czy w mojej wypowiedzi padaly slowaspowiedz lub swietokradztwo? Nie.rozumiem zatem takiego zapytania.
Chodzilo mi bardziej o to ze w swoiej logice na rozne sposoby probujesz usprawiedliwiac swoj zwiazek z tym chloapkiem mieszajac w to Boga, a wola Boga nie jest zycie w grzechu. To raczej szatan pod plaszczykiem misji czy poboznosci miesza Ci w glowie bo mu sie wyrywasz z rak przystepujac do spowiedzi a dalszy zwiazek wiazal by sie zapewne z dalszym.grzechem


Wcześniej napisałaś, że nie sądzisz by po 3 latach życia bez sakramentów jakakolwiek myśl może pochodzić od Boga. Otóż śmiem stwierdzić, że może.Zwłaszcza gdy już się przystąpiło do tych sakramentów ale nie tylko. Nawet gdy człowiek żyje w grzechu oddalony od Boga może mieć myśli pochodzące od Niego. Dlatego m.in. ludzie się nawracają.

Szatan faktycznie może mieszać mi w głowie i pewnie to robi. Nawet teraz, gdy mój były przepraszał mnie za wszystko, mówił, że wie, że już mu nie uwierzę, ale że jestem najlepszym co go w życiu spotkało i że on nie może już mi spojrzeć w oczy, że żałuję, że nie wykorzystał tych wszystkich szans, które mu dawałam, a po tych wszystkich słowach wychodzi z domu i sugeruje, że się zabije. Ja zapłakana, dzwonię po wszystkich i do niego i nie wiem co się dzieje. A po dwóch godzinach mojego odchodzenia od zmysłów , on jak gdyby nigdy nic wraca i twierdzi, że stracił zasięg więc nie mógł oddzwonić. Z całą pewnością szatan miesza mi w głowie w takim momencie - bo patrzeć jak płacze ktoś, kogo bardzo kochasz i płacze z Twojego powodu jest naprawdę bardzo straszne. Ja naprawdę nie chciałam nikogo nigdy skrzywdzić. Teraz wiem, że popełniłam jeden bardzo ważny błąd - czyli złamanie czystości. Przez to skrzywdziłam nas obydwoje i przez to miałam tak długo klapki na oczach i nie mogłam przerwać tego wcześniej. To jest jedyne czego żałuję.

Między innymi dlatego zdecydowałam wcześniej się przeprowadzić do brata, a po prostu jeszcze przez dwa mies. opłacać razem z nim dom, który wynajmujemy. Jestem teraz szczęśliwa, bo po tak długim czasie jestem w końcu znowu w łasce uświęcającej, co nie zmienia jednak faktu, że i tak jest mi bardzo ciężko. Dostaję ogromne wsparcie od rodziny - bez nich po prostu nie dałabym rady i dzięki Bogu za nich.


Śr lip 10, 2019 10:05 am
Zobacz profil
Niesamowity Gaduła
Niesamowity Gaduła

Dołączył(a): Cz wrz 20, 2012 11:53 am
Posty: 1695
Płeć: kobieta
wyznanie: katolik w pełnej łączności z papieżem
Odpowiedz z cytatem
Post Re: Rozstanie - dobra czy zła decyzja
nat.ka napisał(a):
sachol napisał(a):
A czy w mojej wypowiedzi padaly slowaspowiedz lub swietokradztwo? Nie.rozumiem zatem takiego zapytania.
Chodzilo mi bardziej o to ze w swoiej logice na rozne sposoby probujesz usprawiedliwiac swoj zwiazek z tym chloapkiem mieszajac w to Boga, a wola Boga nie jest zycie w grzechu. To raczej szatan pod plaszczykiem misji czy poboznosci miesza Ci w glowie bo mu sie wyrywasz z rak przystepujac do spowiedzi a dalszy zwiazek wiazal by sie zapewne z dalszym.grzechem


Wcześniej napisałaś, że nie sądzisz by po 3 latach życia bez sakramentów jakakolwiek myśl może pochodzić od Boga. Otóż śmiem stwierdzić, że może.Zwłaszcza gdy już się przystąpiło do tych sakramentów ale nie tylko. Nawet gdy człowiek żyje w grzechu oddalony od Boga może mieć myśli pochodzące od Niego. Dlatego m.in. ludzie się nawracają.

Szatan faktycznie może mieszać mi w głowie i pewnie to robi. Nawet teraz, gdy mój były przepraszał mnie za wszystko, mówił, że wie, że już mu nie uwierzę, ale że jestem najlepszym co go w życiu spotkało i że on nie może już mi spojrzeć w oczy, że żałuję, że nie wykorzystał tych wszystkich szans, które mu dawałam, a po tych wszystkich słowach wychodzi z domu i sugeruje, że się zabije. Ja zapłakana, dzwonię po wszystkich i do niego i nie wiem co się dzieje. A po dwóch godzinach mojego odchodzenia od zmysłów , on jak gdyby nigdy nic wraca i twierdzi, że stracił zasięg więc nie mógł oddzwonić. Z całą pewnością szatan miesza mi w głowie w takim momencie - bo patrzeć jak płacze ktoś, kogo bardzo kochasz i płacze z Twojego powodu jest naprawdę bardzo straszne. Ja naprawdę nie chciałam nikogo nigdy skrzywdzić. Teraz wiem, że popełniłam jeden bardzo ważny błąd - czyli złamanie czystości. Przez to skrzywdziłam nas obydwoje i przez to miałam tak długo klapki na oczach i nie mogłam przerwać tego wcześniej. To jest jedyne czego żałuję.

Między innymi dlatego zdecydowałam wcześniej się przeprowadzić do brata, a po prostu jeszcze przez dwa mies. opłacać razem z nim dom, który wynajmujemy. Jestem teraz szczęśliwa, bo po tak długim czasie jestem w końcu znowu w łasce uświęcającej, co nie zmienia jednak faktu, że i tak jest mi bardzo ciężko. Dostaję ogromne wsparcie od rodziny - bez nich po prostu nie dałabym rady i dzięki Bogu za nich.

Skup sie przede wszystkim na sobię. Zerwany zwiazek yo nie konieć świata.
Mysli od Boga mogą pochodzic jedynie aby sie nawrócić a nie trwać w grzechu. A Twoj chlopak niech płacze moze to go otrzeżwi ze sie otrzasnie i cos zmieni w swoim zyciu i swoim postepowaniu. Choc z opisu wynika ze to zwykla manipulacja z jego strony.
Musisz stawiac Boga i siebie na 1 miejscu, wtedy znajdziesz osobe ktora nie bedzie Cie krzywdzic bo sobie na to nie pozwolisz tak jak dotad.
Milosci nie nalezy mylic z naiwnoscia a i czesto trzeba dzialas wbrew tym uczucią nawet dla dobra tej osoby. Bo jak to mowil ks. Dziewiecki jesli ktos ma sie zmienic to zrobi to od razu a nie bedzir zwodzil Cie latami


Śr lip 10, 2019 11:00 am
Zobacz profil
Milczek
Milczek

Dołączył(a): Cz cze 20, 2019 8:17 pm
Posty: 30
Płeć: kobieta
wyznanie: katolik w pełnej łączności z papieżem
Odpowiedz z cytatem
Post Re: Rozstanie - dobra czy zła decyzja
sachol napisał(a):
Skup sie przede wszystkim na sobię. Zerwany zwiazek yo nie konieć świata.
Mysli od Boga mogą pochodzic jedynie aby sie nawrócić a nie trwać w grzechu. A Twoj chlopak niech płacze moze to go otrzeżwi ze sie otrzasnie i cos zmieni w swoim zyciu i swoim postepowaniu. Choc z opisu wynika ze to zwykla manipulacja z jego strony.
Musisz stawiac Boga i siebie na 1 miejscu, wtedy znajdziesz osobe ktora nie bedzie Cie krzywdzic bo sobie na to nie pozwolisz tak jak dotad.
Milosci nie nalezy mylic z naiwnoscia a i czesto trzeba dzialas wbrew tym uczucią nawet dla dobra tej osoby. Bo jak to mowil ks. Dziewiecki jesli ktos ma sie zmienic to zrobi to od razu a nie bedzir zwodzil Cie latami


To prawda, byłam głupia i bardzo naiwna. Zamiast zaufać Bogu to zaufałam uczuciu, które wydawało się wtedy takie piękne. Teraz mogę jedynie się modlić do Pana Boga o wybaczenie oraz o siłę, mądrość i Zbawienie dla nad obojga.


Śr lip 10, 2019 8:01 pm
Zobacz profil
Niesamowity Gaduła
Niesamowity Gaduła

Dołączył(a): Pn sty 11, 2016 2:18 am
Posty: 3970
Płeć: mężczyzna
wyznanie: nie chcę podawać
Odpowiedz z cytatem
Post Re: Rozstanie - dobra czy zła decyzja
nat.ka napisał(a):
To prawda, byłam głupia i bardzo naiwna. Zamiast zaufać Bogu to zaufałam uczuciu, które wydawało się wtedy takie piękne. Teraz mogę jedynie się modlić do Pana Boga o wybaczenie oraz o siłę, mądrość i Zbawienie dla nad obojga.

Nie dołuj się za bardzo, bo to, że dostajesz i będziesz dostawała małpiego rozumu jak się zakochasz to przekleństwo Boga rzucone na Ewę i jej potomostwo czyli ciebie:
"Do niewiasty powiedział: (...) ku twemu mężowi będziesz kierowała swe pragnienia"
Oczywiście skutków grzechu pierworodnego można uniknąć siedząc pod łaską nadprzyrodzoną, ale do tego potrzeba życia sakramentalnego. Poza łaską nadprzyrodzoną będziesz latać za i ulegać nawet nieodpowiednim mężczyznom, bo tak cię przeklął Bóg.


Śr lip 10, 2019 8:29 pm
Zobacz profil
Czuwa nad wszystkim
Czuwa nad wszystkim
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Pt maja 06, 2011 2:22 pm
Posty: 12933
Płeć: kobieta
wyznanie: katolik w pełnej łączności z papieżem
Odpowiedz z cytatem
Post Re: Rozstanie - dobra czy zła decyzja
Przekleństwo dotyczy tylko tych, którzy zamienili Boga na bozię. Tylko dwa pierwsze przykazania Dekalogu obłożone są karami. Inni natomiast zobaczą błogosławieństwo tam, gdzie kłopoty gonią się jak w sztafecie. Zobaczą błogosławieństwo w pokucie za wcześniej popełnione grzechy. Żydzi mawiają, że tak pokutujesz jak grzeszyłeś.

Utrata łaski uświęcającej skutkuje błędnym rozeznaniem. Grzech przeciw szóstemu przykazaniu nigdy by nie został popełniony, gdyby czczono Boga a nie bozię. Otwarcie się więc na łaskę dotyczy pilnowania grzechu, który dotyczy dwóch pierwszych przykazań.


Śr lip 10, 2019 8:42 pm
Zobacz profil
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 44 ]  Przejdź na stronę 1, 2, 3  Następna strona


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 3 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów

Skocz do:  
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group.
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL