Wątki bez odpowiedzi | Aktywne wątki Teraz jest Pn lis 30, 2020 4:54 pm



Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 178 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1 ... 8, 9, 10, 11, 12
 Problem krzyża w strefie publicznej 
Autor Wiadomość
Zagadywacz
Zagadywacz

Dołączył(a): Pn lis 12, 2007 10:30 pm
Posty: 148
Lokalizacja: centrum Polski
Odpowiedz z cytatem
Post Re: Problem krzyża w strefie publicznej
Jockey napisał(a):
Moment ale to ty sam pisałeś ze masz problem z krzyżem. Najpierw coś kłamiesz a potem się dziwisz.


Znów zarzucasz mi kłamstwo. A ja napisałem prawdę, przy krzyżu trudniej mi grzeszyć. To jest w moim pierwszym poście. To jest mechanizm psychologiczny, który też tam opisałem. Później zahaczył mnie o to PeterW i odpowiedziałem, szczerze, ale tylko w takim stopniu, by nie ujawniać swoich prywatnych spraw, z możliwością uzupełnienia na priv.
Ps
To nie znaczy że bez krzyża tylko grzeszę, robię lub robiłem też inne, niektóre nawet pożyteczne rzeczy, np:
https://onedrive.live.com/?cid=2B8E169CA3A0168B&id=2B8E169CA3A0168B%2129562&parId=root&o=OneUp
Najlepszy na świecie rower wyścigowy dla niepełnosprawnych.


Wt sie 04, 2020 12:14 am
Zobacz profil
Czuwa nad wszystkim
Czuwa nad wszystkim

Dołączył(a): Pt mar 26, 2004 5:06 pm
Posty: 4503
Lokalizacja: Poznań
Odpowiedz z cytatem
Post Re: Problem krzyża w strefie publicznej
Adam M. napisał
Cytuj:
Kawa wypita, ide cwiczyc.

A magnez to co, hmm..? Kawa go wypłukuje, a potem kurcze (niepieczone) łapią dość szybko.


Ad trenerek

Po prawdzie sprawa jest dość prosta. Nie istnieje równość między Kościołem katolickim, a Kościołem Latającego Potwora Spagetti. Chce się postawić równość w imię szanowania wszystkiego i wszystkich, bo wszystko jest równe.
Podobnie jest z tą słynną przestrzenią i Krzyżem. Tyle, że ramach owej przestrzeni ma być pustka, a pustka nie istnieje, ponieważ zawsze coś w nią wejdzie. Np wspomniana już poprawność polityczna, która jest nowego rodzaju terrorem o czym łatwo można się przekonać. Ta swego rodzaju równość jest niczym innym jak emanacją divide et impera. Rozczłonkowane społeczeństwo jest słabe, można nim dowolnie zarządzać.

Tutaj zamieściłem post, o PiSie jest tylko trochę. Ludzie uważający się za tolerancyjnych najbardziej tolerancyjni są wobec podobnych siebie. Okazuje się, że ludzie wierzący lepiej rozumieją ludzi niewierzących, rzecz jasna mówimy o średniej. Jeżeli da się wypchnąć Krzyż z przestrzeni publicznej, to na jego miejsce wejdzie jakaś głupota wymyślona ad hoc, odpowiednik Latającego Kościoła. Z tego zaś nic dobrego dla ludzi nie będzie.


Wt sie 04, 2020 5:19 am
Zobacz profil
Czuwa nad wszystkim
Czuwa nad wszystkim
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Pt maja 06, 2011 2:22 pm
Posty: 14365
Płeć: kobieta
wyznanie: katolik
Odpowiedz z cytatem
Post Re: Problem krzyża w strefie publicznej
Trenerek. Ja też nie o personie (pojawiła się, konwencja mojej wypowiedzi więc i do niej się odnosi), ale o problemie. Nie ma owocnych negocjacji. To wybieg, który ma osłodzić próbę terroru i narzucenia innym swego poczucia winy/wyrzutów sumienia których nie czytasz i przenosisz na poziom psychologiczny. Zakłamujesz siebie. Gdyby na ścianie wisial obrazek powieszony przez pracodawcę, to nie wywołałoby to reakcji sprzeciwu, co najwyżej uśmiech: o gustach się nie dyskutuje. Nie potrafisz jednak tego krzyża postawić na poziomie owego obrazka, więc problem leży w innym miejscu. Nie chcesz wiedzieć o tym, bo gdybyś chciał powinieneś prawidła psychologii odnieść i do siebie (tu psychologia stanowi przeszkodę), pod warunkiem jednak, że masz wiedzę i głębszą, dotyczącą problemów, których psychologia nie rozwiązuje.
Negocjować to możemy przestrzeń własną w biurku: tu moje szuflady, a te sa twoje. Nie negocjoje się w sprawie wartości duchowych. Tu niczyjej wolności nie zaanektujesz. To najwyższa półka wartości i nie można ich zastąpić niższymi oraz porównywać z niższymi.
Cywilizacja łacińska wprowadziła krzyże w przestrzeni publicznej. Antychrześcijaństwo też je wprowadzało jako kpine z chrześcijaństwa, czasem tak dyskretną, że zlewa się prawda z kłamstwem. Najpierw wprowadza się chaos, potem eliminuje prawdę. Po to ta walka o symbole religijne; próba sił. Nie da się po dobroci, użyje się terroru, gdy spoleczeństwo zdoła się odciągnąć od wiary. Niewierzący we wszystko uwierzy co karmi jego ego.

Na początku napisalam o zrozumieniu, ale tego nie wolno mylić z akceptacją. Ja rozumiem, że masz wyrzuty sumienia, więc mam dwa wyjścia. Zostawię ten krzyż w imię wartości najwyższych (tak to widzę) i ich obrony w przestrzeni publicznej...mam takie prawo i nic nikomu do tego, niech sobie ktoś sam radzi ze swoimi wyrzutami sumienia. Mogę zrezygnować z tego krzyża widząc, że mój współpracownik nie radzi sobie z poznaniem siebie i nie przyszedł na to czas.
Niewierzacy może w takim przypadku opanować agresję, czyli niczego nie rozwiązuje, ale ukrywa. Katolik natomiast rozumie i godzi się ,emcje pozostają spokojne. Sprawdzają zawsze sytuacja trudne a nie wlasne odczucia.

Racjonalne argumenty w przypadku różnych kodeksów etycznych nie działają. W końcu mamy skuteczniejsze metody ewangelizacyjne (Słowo). Problem nie zostal jednak rozwiązany, bo teraz wyrzuty sumienia zostaną przekierowane na krzyżyk, medalik na szyi czy różaniec na palcu czy nadgarstku. Osoba wierząca widzi problem u niewierzacej i ma wiedzę, że ustępowanie prowadzi donikąd, bo problem wyrzutów sumienia będzie trwał tak długo dopóki na świecie będzie chociaż jeden katolik.

Negocjacje sa miękkie i twarde. Nie negocjuje sie w warstwie wartości najwyższych. Ty proponujesz twarde i nazywasz je owocnymi? Nie ma podziału tortu na takie dwie części, gdzie każdy będzie przekonany, że wynegocjował większy kawałek. Ktoś ustapił widząc, że inna osoba maszeruje w innym kierunku i nie można jej na dziś pomóc. Mogą współpracować w innych, niższych obszarach wartości (psychiczne).

Cywilizacja lacińska postawiła krzyże. Walka z krzyżami to nie niedowiarstwo, ale zaklamana walka z Bogiem. Tak na wszelki wypadek to się zabezpieczę, może ten Bóg mi się przyda, ale z widoku publicznego niech mi ustapi, to moje terytorium. Chcę się uwolinić od Boga o którym przypomina mi sumienie, nie chcę więc żadnych znaków zewnetrznych przypowinających mi o tym, że jestem kim innym niż chcę być.

W innym kodeksie etycznym, więc i pojęciowym to samo będzie inaczej interpretowane. Analizujemy bowiem w oparciu o definicję pojęć. Należało więc zakwestionować istnienie prawdy i zastąpić ja opinią. Stare jak świat: a co to jest prawda zapytał Jezusa Piłat.
ST też traktuje o mieszaniu prawdy i kłamstwem i prawda ustępuje. Przychodzi interwencja Boga i naród wybrany to czyta. Kara jest konsekwencją odstępstwa od prawdy. Wierzący musi czytać prawdę, by się do niej odnieść. Jest więc realistą. Niewiara to utopia, bo jest pusta. Wypełni się byle czym. Nie ma w niej nadziei, która ma zawsze charakter religijny. I nie chodzi o żadne namiastki sensowności, ale ostateczny sens tego po co żyjemy i dokąd zmierzamy.


Wt sie 04, 2020 9:24 am
Zobacz profil
Zagadywacz
Zagadywacz

Dołączył(a): Pn lis 12, 2007 10:30 pm
Posty: 148
Lokalizacja: centrum Polski
Odpowiedz z cytatem
Post Re: Problem krzyża w strefie publicznej
Robur napisał(a):
Po prawdzie sprawa jest dość prosta. Nie istnieje równość między Kościołem katolickim, a Kościołem Latającego Potwora Spagetti. Chce się postawić równość w imię szanowania wszystkiego i wszystkich, bo wszystko jest równe


I to jest uczciwe postawienie sprawy. Jeszcze wyraźniej wyartykułował to Waspezjan.
Waspezjan napisał(a):
Ja chcę by dominował katolicyzm.


I to też jest w porządku. On chce, ja mogę się z tym zgadzać albo nie zgadzać, ale wiem na czym stoję (albo leżę). Dlatego mu napisałem wcześniej, że możemy się pięknie różnić.


Wt sie 04, 2020 11:10 am
Zobacz profil
Czuwa nad wszystkim
Czuwa nad wszystkim
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Śr cze 05, 2002 9:54 pm
Posty: 11928
Lokalizacja: Polska
Płeć: mężczyzna
wyznanie: katolik
Odpowiedz z cytatem
Post Re: Problem krzyża w strefie publicznej
Merss negocjacje kogą być w przypadku kiedy on z kimś wynajmuje biuro. Musza sobie to ustalić.
Co do reszty to trenerek przyznał się ze to była jedna wielka ściema

_________________
Znalezione w sieci: "Dystans 2 m jest po to aby niektórzy spadli z ziemii. Przecież wszyscy się nie zmieszczą"


Wt sie 04, 2020 11:11 am
Zobacz profil
Czuwa nad wszystkim
Czuwa nad wszystkim
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Pt maja 06, 2011 2:22 pm
Posty: 14365
Płeć: kobieta
wyznanie: katolik
Odpowiedz z cytatem
Post Re: Problem krzyża w strefie publicznej
Jest zasada etyczna, że poświęcać można wartości niższe dla wyższych. Po pierwsze należy mieć wiedzę na jakim poziomie wartości plasuje się KK i kościół LPS. Po drugie należy znać siebie, by wiedzieć dlaczego coś uwiera. Bezmyślnie można kogoś lubić lub nie. Jeśli jednak uwiera krzyż to należy wiedzieć dlaczego uwiera. Na poziomie psychicznym da się wytłumaczyć tym, że ojciec bił dziecko krzyżem. Jako dorosły powienien to zobaczyć w innym świetle, bo wartości duchowe dają zrozumienie moralnym. Nie zrozumie, gdy zaneguje duchowe. Poczucie winy to sfera psychiczna, więc duchowość może przejąć nad nią kontrolę.
Niedowiarstwo w przypadku innego kodeksu etycznego to samousprawiedliwienie. Tu nawet nie ma umocowania w moralności chrześcijańskiej. Rozmowom brakuje współnej płaszczyzny. To widzi osoba wierzaca i potrafi zejść do poziomu niższego, rozumie inny kodeks etyczny. Odwrotnie trudno.
Niedowiarkiem był prof. Wolniewicz. Mówił o sobie niewierzący rzymski katolik. On wiedział w co nie może uwierzyć a powinien w Credo. Precyzował w co nie może uwierzyć na drodze rozumowej. Uważał, że ma kwalifikacje, by zrozumieć i tu pewnie tkwił węzeł nie do rozwiązania. Przyjmował jednak chrześcijaństwo i cywilizację łacińską jako coś co najlepiej służy prowadzeniu człowieka ku dojrzałości i budowaniu najlepszej wspólnoty ludzkiej. Podobnie L.Kołakowski - był zapraszany do seminariów i gdyby nie wiedza o nim nikt nie wiedziałby, ze nie potrafi uwierzyć.

Dojrzałość dziś została też przedefiniowana i sprowadzona do spójności wewnętrznej...na poziomie biologicznym, bo człowieka uzwierzęcono. Można tak prowadzić terapię, że homoseksualista wyciszy się po stracie kochanka i otrzyma nadzieję na kolejną miłość. Takiej jednak terapii nie powinien podejmować psycholog katolicki, bo poświęca wartości wyższe dla niższych.


Wt sie 04, 2020 2:07 pm
Zobacz profil
Zagadywacz
Zagadywacz

Dołączył(a): Pn lis 12, 2007 10:30 pm
Posty: 148
Lokalizacja: centrum Polski
Odpowiedz z cytatem
Post Re: Problem krzyża w strefie publicznej
Robur, jeszcze raz, bo coś się zacięło i nie chciało przyjąć całego posta.


Przy takiej postawie, ja tak chcę, faktycznie nie ma miejsca na negocjacje. Jest walka, oczywiście już nie na miecze i topory, ale na wiedzę, propagandę, bogactwo ale i walkę podjazdową (np. przestawianie słupków granicznych). W trakcie tej walki ustala się pewne status quo, różne w różnych krajach, na przykład w Kanadzie. Adam M mówi o tolerancji i współistnieniu, ale to tylko efekt rozmów pokojowych i tarć, prowadzących do zawieszenia broni a nie trwałego pokoju, osiągniętego dość łatwo i względnie trwałego, ale to dlatego, że jest dużo stron sporu, kilka wiar niechrześcijańskich jeszcze więcej denominacji chrześcijańskich. Ponieważ jest ich sporo, to wszystkie są względnie słabe i muszą liczyć się z pozostałymi. Tam gdzie jedna z religii jest wielokrotnie silniejsza, tam nie ma miejsca na współistnienie (wide państwa muzułmańskie i pozycja innowierców i ateistów w tych krajach – w 21 wieku – wieku poprawności politycznej). W Polsce też to starcie istnieje tylko grup jest mniej, katolicy i reszta, wrzucona do jednego worka, chociaż niektórym wyznaniom chrześcijańskim pozwala się z worka wystawić głowę. Obrazuje to doskonale struktura tego forum. Działy chrześcijańskie na górze i inne na dole. Jeśli ktoś z działu dolnego napisze kontrowersyjny tekst na górze, spotyka się z reakcją moderacji, podobnie bywa, jeśli ewidentny przedstawiciel działu ekumenicznego (chrześcijanin, ale nie katolik) napisze coś kontrowersyjnego w dziale katolickim, też z taką reakcją się spotka. Szczególnie dotyczy to Świadków Jehowy, którym odmawia się miana chrześcijan, chociaż oni sami się od tego miana nie odżegnują. Katolikom natomiast wolno pisać wszędzie. To nie jest broń Boże zarzut, ot po prostu obserwacja, trwająca już 13 lat, tak dawno czytam to forum.
Post, który zalinkowałeś i artykuł widziałem i przeczytałem już wtedy gdy się pojawił. Forum czytam regularnie (jedno z kilku, mam taki codzienny rytuał, czytam wieczorem Katolika, DWS, PFM, jak mam więcej czasu to Historyków). Jeśli coś mnie mocniej poruszy to czasem coś napiszę. Określenie „zagadywacz”, które pojawiło się w moim profilu, bardzo mi pasuje.
Odpisuję Ci nie dlatego, że się z czymś nie zgadzam, czy coś mnie denerwuje. Wprost przeciwnie, a do tego Twój post jest po prostu miły, sprawił mi przyjemność. Dziękuję.


Wt sie 04, 2020 5:54 pm
Zobacz profil
Zagadywacz
Zagadywacz

Dołączył(a): Pn lis 12, 2007 10:30 pm
Posty: 148
Lokalizacja: centrum Polski
Odpowiedz z cytatem
Post Re: Problem krzyża w strefie publicznej
Merss.
Personalnie, personalnie. Napisałaś się dużo, czuję się w obowiązku odpowiedzieć (to też jest informacja o mnie, co traktuje jako obowiązek).
Tak naprawdę niewiele o mnie wiesz, masz do dyspozycji 140 postów i kilka słów, które napisałem w profilu. Nawet nie wiesz, ile mam lat i jakie doświadczenie zawodowe i życiowe.
A teraz po kolei:
Merss napisał(a):
Nie ma owocnych negocjacji. To wybieg, który ma osłodzić próbę terroru i narzucenia innym swego poczucia winy/wyrzutów sumienia których nie czytasz i przenosisz na poziom psychologiczny. Zakłamujesz siebie. Gdyby na ścianie wisial obrazek powieszony przez pracodawcę, to nie wywołałoby to reakcji sprzeciwu, co najwyżej uśmiech: o gustach się nie dyskutuje. Nie potrafisz jednak tego krzyża postawić na poziomie owego obrazka, więc problem leży w innym miejscu. Nie chcesz wiedzieć o tym, bo gdybyś chciał powinieneś prawidła psychologii odnieść i do siebie (tu psychologia stanowi przeszkodę), pod warunkiem jednak, że masz wiedzę i głębszą, dotyczącą problemów, których psychologia nie rozwiązuje.

Tego nie wiesz. To jest tylko Twoja hipoteza. Zakładasz że nie czytam poczucia winy i je przenoszę na poziom psychologiczny. Zakładasz istnienie innego poziomu, dla mnie niedostępnego. Czym on się różni od psychologicznego i jakie wywołuje skutki w realnej rzeczywistości? Na poziomie psychologicznym poczucie winy powoduje cierpienie, począwszy od lekkiego dyskomfortu aż do takiego, które jest nie do zniesienia i jest przyczyną samobójstwa. W chrześcijaństwie, ekstremalnym i chyba najbardziej znanym przypadkiem cierpienia z poczucia winy jest samobójstwo Judasza.
Jest kilka sposobów redukcji cierpienia. Jednym jest wyparcie, kolejnym, negacja wartości, które za poczuciem winy stoją, kolejnym – wybór innych wartości. Bo wartości można wybierać. Oczywiście od pewnego etapu rozwoju ontogenetycznego. Wcześniej są podawane i interioryzowane poza wolą. Można także pogodzić się z cierpieniem i ofiarować je w jakiejś wyższej intencji. Można w końcu przyjrzeć się wartościom, które to poczucie winy powodują i pogodzić się z nimi i powtórnie je zinterioryzować, np. analizując procesy które doprowadziły do ich odrzucenia. Pewnie jest jeszcze kilka sposobów radzenia sobie z poczuciem winy. Ale to wszystko to psychologia. Aktualne jest pytanie z poprzedniego akapitu jaki poziom jest dla mnie niedostępny? Czyli, tak naprawdę w czym jestem uboższy, gorszy.
Nie wiesz, jaką reakcję wywołałby obrazek powieszony przez pracodawcę. Może taką, jak napisałaś, może żadną, może złość, może zmianę pracy albo jeszcze coś innego. Kiedyś miałem pracować w zakładzie karnym. Już miałem wszystko dograne, pojechałem podpisać umowę. Po wejściu strażnik zatrzasnął za mną kratę, z hałasem. Panią kadrową, w stopniu porucznika zapytałem, jak tak naprawdę u was się pracuje. Powiedziała mi: u nas się nie pracuje, u nas się służy. Skojarzył mi się piesek, stojący na tylnych łapkach i skamlący za przysmakiem. To skojarzenie wraz z dźwiękiem trzaskających krat zdecydowały o tym, że nie podjąłem pracy, za kilkakrotnie większe pieniądze, które wtedy zarabiałem w szkole, choć miałem dwójkę małych dzieci i niepracującą żonę.
Piszesz, że psychologia stanowi przeszkodę. Znów strzelasz, przypuszczasz. Nie wiesz, jaką mam wiedzę poza psychologią, nie wiesz z kim się konsultuję i superwizuję, co omawiam i z kim. Maleńka podpowiedź, w zespole mamy głęboko wierzących katolików.
Cytuj:
Na początku napisalam o zrozumieniu, ale tego nie wolno mylić z akceptacją. Ja rozumiem, że masz wyrzuty sumienia, więc mam dwa wyjścia. Zostawię ten krzyż w imię wartości najwyższych (tak to widzę) i ich obrony w przestrzeni publicznej...mam takie prawo i nic nikomu do tego, niech sobie ktoś sam radzi ze swoimi wyrzutami sumienia. Mogę zrezygnować z tego krzyża widząc, że mój współpracownik nie radzi sobie z poznaniem siebie i nie przyszedł na to czas.
Niewierzacy może w takim przypadku opanować agresję, czyli niczego nie rozwiązuje, ale ukrywa. Katolik natomiast rozumie i godzi się ,emcje pozostają spokojne. Sprawdzają zawsze sytuacja trudne a nie wlasne odczucia.

O tym, co można zrobić z poczuciem winy pisałem wcześniej. Katolik też może je odczuwać, je zgodzi się na nieobecność krzyża we wspólnej przestrzeni. Poczucie winy to konflikt z wartościami. Jeśli się godzi, to „on opanowuje, ukrywa agresję, czyli niczego nie rozwiązuje”. Tłumaczenie sobie, że robi to dla mnie, to tylko racjonalizacja. Jeśli natomiast zostawi krzyż w imię wyższych wartości, to będzie być może musiał ponieść koszty takiej decyzji i to bardzo konkretne. Będzie musiał sam opłacić koszty gabinetu albo straci czas, szukając współwynajmującego o tym samym systemie wartości.
Cytuj:
Negocjacje sa miękkie i twarde. Nie negocjuje sie w warstwie wartości najwyższych. Ty proponujesz twarde i nazywasz je owocnymi? Nie ma podziału tortu na takie dwie części, gdzie każdy będzie przekonany, że wynegocjował większy kawałek. Ktoś ustapił widząc, że inna osoba maszeruje w innym kierunku i nie można jej na dziś pomóc. Mogą współpracować w innych, niższych obszarach wartości (psychiczne).

Ależ ja wcale nie negocjuję wartości, tu masz rację one są nienegocjowalne. Negocjuję zachowania, a te, jak najbardziej, negocjować można. Twardość i miękkość negocjacji to tak naprawdę tylko słowo opisujące gotowość, lub jej brak, do ustępstw. Wcale nie trzeba negocjować większego kawałka. To jest jak z krojeniem bułki w dupkę. Można podzielić ją wzdłuż przecięcia i zastanawiać się, kto dostał większy, lepszy kawałek. U mnie w domu jest tak, że moje dziewczę lubi wierzchy bułki a ja spody, kiedyś to odkryliśmy. I zawsze, gry kroimy bułkę, to uśmiechamy się do siebie, że nam odpadła jedna z przyczyn sporów. Wartość z uzyskania tej części, którą się lubi, jest większa, niż wartość większego czy mniejszego kawałka bułki czy tortu. Tylko trzeba chcieć poszukać prawdziwego rozwiązania, takiego które da satysfakcję obu stronom. Więc nie w twardości negocjacji jest problem, tylko w dążeniu do kompromisu, prawdziwego, a nie zgniłego. Zgniły jest wtedy, gdy każde z nas trochę ustąpi (powiesimy krzyż za zasłonką?) i każde będzie tak naprawdę niezadowolone. Prawdziwy będzie wtedy gdy znajdziemy rozwiązanie dobre dla obojga (coś pisałem o krzyżu jako dziele sztuki, może to jest rozwiązanie?).
Piszesz, że ktoś maszeruje w innym kierunku i nie można mu w tym dziś pomóc. Ale to znowu zakłada, że Ty wiesz lepiej, i to dwukrotnie. Raz, wiesz lepiej która droga jest właściwa i dwa, wiesz, że jeszcze nie można mi pomóc. Takie subtelnie podane poczucie wyższości.
Cytuj:
Cywilizacja lacińska postawiła krzyże. Walka z krzyżami to nie niedowiarstwo, ale zaklamana walka z Bogiem. Tak na wszelki wypdek to się zabezpieczę, może ten Bóg mi się przyda, ale z widoku publicznego niech mi ustapi, to moje terytorium. Chcę się uwolinić od Boga o którym przypomina mi sumienie, nie chcę więc żadnych znaków zewnetrznych przypowinających mi o tym, że jestem kim innym niż chcę być.

Z tym nie będę dyskutował, tak może być. Czy rzeczywiście jest, to niech pozostanie w mojej głowie. Nie zgadzam się tylko na określenie „zakłamana”. Piszę bardzo wyraźnie dlaczego nie chcę. Natomiast ostatniego zdania nie rozumiem. Sumienie mi przypomina, że jestem kimś innym, niż chcę być, chociaż wiem, że chcę być tym, kim jestem? Czyli co, jest mnie dwóch? To już nawet nie psycholog tylko chyba psychiatra może mi pomóc.

I jeszcze do drugiego Twojego posta.
Cytuj:
Jest zasada etyczna, że poświęcać można wartości niższe dla wyższych. … Można tak prowadzić terapię, że homoseksualista wyciszy się po stracie kochanka i otrzyma nadzieję na kolejną miłość. Takiej jednak terapii nie powinien podejmować psycholog katolicki, bo poświęca wartości wyższe dla niższych.

On przychodzi do mnie nie dla wartości, tylko z cierpieniem. Kto mi daje prawo oceny, że jego cierpienie ma niższą wartość, niż wyznawane przeze mnie czy innego psychologa, wartości. Czyli co, "Twój ból jest mniejszy, niż mój będzie, gdy Ci pomogę?" Psychologia jest trochę jak nauki techniczne. Jeśli leje Ci się woda na podłogę, bo pękła rura, to oczekujesz od hydraulika, że naprawi awarię. A on Ci wyjeżdża z tekstem, że wymoczenie nóg proszę pani jest dobre dla zdrowia. A zdrowie jest wartością. Albo idziesz do mechanika; panie, samochód nie osiąga prędkości maksymalnej. A on na to, ale proszę pani, w Polsce nie wolno jeździć szybciej niż 140 i to tylko na autostradzie, a tyle to ten samochód pojedzie. Je nie będę go poprawiał bo uznaję, że przestrzeganie przepisów i bezpieczeństwo jest wartością wyższą, niż zdolność jazdy samochodu 180 na godzinę. No przecież zabijesz takiego mechanika śmiechem. A wcześniej hydraulika. Czym się różnią wartości które wyznaje psycholog od wartości mechanika? I dlaczego pozwalasz mu na ich stosowanie, kosztem cierpienia innego człowieka? I nie mów mi o klauzuli sumienia, jak u lekarza, który nie chce wykonać aborcji. Tam znajdziemy uzasadnienie, gdy uznamy aborcję za morderstwo. Można nawet podciągnać pod tą argumentację aptekarza i tabletkę wczesnoporonną. Ale u psychologa albo mechanika?


Wt sie 04, 2020 6:38 pm
Zobacz profil
Dyskutant
Dyskutant
Avatar użytkownika

Dołączył(a): So lis 10, 2012 6:48 pm
Posty: 348
Płeć: mężczyzna
wyznanie: bezwyznaniowiec
Odpowiedz z cytatem
Post Re: Problem krzyża w strefie publicznej
trenerek napisał(a):
(...)przy krzyżu trudniej mi grzeszyć.
Jeśli w Twoim pojęciu "grzech" jest czymś negatywnym, sprzecznym moralnie to tylko się cieszyć, że dobrze reagujesz na niektóre symbole. W takim razie zamiast się cieszyć i dziękować, że przebywasz w takim pomieszczeniu, którego rodzaj wystroju może Cię uszlachetniać, powstrzymywać przed zbrukaniem Twojej moralności - narzekasz. Trochę to infantylne.

Po drugie musisz mieć rzeczywiście źle. Po Twoich postach wnoszę, że jesteś inteligentny, masz dużą wyobraźnię, tak więc ciężko Ci pewnie ze świadomością, że przestrzeń w której żyjesz, czyli ziemska atmosfera aż roi się od krzyży. Jesteś sam z koleżanką w jednym pomieszczeniu, ona niedwuznacznie pokazuje i mówi Ci czego oczekuje, a Ty bijesz się sam z sobą wobec takiej świadomości. Krzyże, wszędzie krzyże i jak tu grzeszyć?

Podejrzewam, że nawet gdy Księżyc, czy Mars będzie skolonizowany przez ateistów, człowiek z taką wyobraźnią jak Ty nie będzie miał spokoju, bo w swojej inteligencji wie przecież, że Ziemia jest częścią Wszechświata, a na niej - krzyże, krzyże! Głowa do góry! Żyjesz w Wszechświecie, w którym są krzyże, ciesz się zatem, że coś stoi na straży Twojej moralności.

Obrazek

Obrazek


Cz sie 20, 2020 1:00 am
Zobacz profil
Zagadywacz
Zagadywacz

Dołączył(a): Pn lis 12, 2007 10:30 pm
Posty: 148
Lokalizacja: centrum Polski
Odpowiedz z cytatem
Post Re: Problem krzyża w strefie publicznej
WeźSieTato napisał(a):
Jeśli w Twoim pojęciu "grzech" jest czymś negatywnym, sprzecznym moralnie to tylko się cieszyć, że dobrze reagujesz na niektóre symbole. W takim razie zamiast się cieszyć i dziękować, że przebywasz w takim pomieszczeniu, którego rodzaj wystroju może Cię uszlachetniać, powstrzymywać przed zbrukaniem Twojej moralności - narzekasz. Trochę to infantylne.


Oczywiście, że grzech jest czymś negatywnym. Ale ja czasami bardzo lubię pogrzeszyć. I wolałbym to czynić w komfortowych warunkach. Jeśli grzeszyć, to tak, żeby mieć z tego maksymalną przyjemność. Co to za radocha; grzeszyć z poczuciem winy :twisted: .

Cytuj:
Po drugie musisz mieć rzeczywiście źle. Po Twoich postach wnoszę, że jesteś inteligentny, masz dużą wyobraźnię, tak więc ciężko Ci pewnie ze świadomością, że przestrzeń w której żyjesz, czyli ziemska atmosfera aż roi się od krzyży. Jesteś sam z koleżanką w jednym pomieszczeniu, ona niedwuznacznie pokazuje i mówi Ci czego oczekuje, a Ty bijesz się sam z sobą wobec takiej świadomości. Krzyże, wszędzie krzyże i jak tu grzeszyć?

Uuu, ale dostałem komplementy. Pierwszy raz w tym wątku :x . A tak bardzo źle to nie mam. To czasami, kiedy lubię pogrzeszyć, to bardzo maleńki kawałek życia, Niegrzeszyć też zresztą lubię. Ale dzięki, że chciało Ci się to czytać i odpowiedzieć. Pozdrawiam.


Cz sie 20, 2020 12:28 pm
Zobacz profil
Dyskutant
Dyskutant
Avatar użytkownika

Dołączył(a): So lis 10, 2012 6:48 pm
Posty: 348
Płeć: mężczyzna
wyznanie: bezwyznaniowiec
Odpowiedz z cytatem
Post Re: Problem krzyża w strefie publicznej
trenerek napisał(a):
WeźSieTato napisał(a):
Jeśli w Twoim pojęciu "grzech" jest czymś negatywnym, sprzecznym moralnie to tylko się cieszyć, że dobrze reagujesz na niektóre symbole. W takim razie zamiast się cieszyć i dziękować, że przebywasz w takim pomieszczeniu, którego rodzaj wystroju może Cię uszlachetniać, powstrzymywać przed zbrukaniem Twojej moralności - narzekasz. Trochę to infantylne.
Oczywiście, że grzech jest czymś negatywnym. Ale ja czasami bardzo lubię pogrzeszyć. I wolałbym to czynić w komfortowych warunkach. Jeśli grzeszyć, to tak, żeby mieć z tego maksymalną przyjemność. Co to za radocha; grzeszyć z poczuciem winy :twisted:
Wszyscy mamy ten problem - nasza moralność buntuje się gdy działamy przeciwko aprobowanego przez nas systemu działającego tak, a nie inaczej. Tak funkcjonuje nasz mózg. Jeśli chcesz komfortu o którym piszesz poddaj się zabiegowi usunięcia przyśrodkowej kory przedczołowej, ciała migdałowatego, górnej bruzdy skroniowej i tylnej części zakrętu obręczy :? Nie wiem kiedy będzie to możliwe, jeśli w ogóle :| Nawet gdyby udało się to zrobić - w jaki sposób zmienić działanie neuronów lustrzanych? :(

Myślę, że łatwiej będzie popracować nad tym, by spróbować żyć w zgodzie ze swoją moralnością, sumieniem. Walka z naturą najczęściej skazana jest na porażkę. Mam nadzieję, że pomogłem :wink: . Nie dziękuj!
Obrazek


Cz sie 20, 2020 4:06 pm
Zobacz profil
Zagadywacz
Zagadywacz

Dołączył(a): Pn lis 12, 2007 10:30 pm
Posty: 148
Lokalizacja: centrum Polski
Odpowiedz z cytatem
Post Re: Problem krzyża w strefie publicznej
Miałem kiedyś pacjenta, który w wypadku doznał uszkodzenia kory przedczołowej. Wybuchła mu opona przy zmianie i dostał felgą w głowę . Rozmawiałem z nim i jego ojcem, który widział, jak człowiek się zmienił. Z faceta zainteresowanego życiem i rozwojem stał się bardzo monotematyczny, interesowały go tylko d…y. I nic więcej :x . Ojciec czasem woził go do agencji, ale to droga usługa była i nierefundowana przez NFZ. Pozostał tylko onanizm i pornografia. Podobno w Holandii ichniejszy NFZ potrafi refundować takie usługi. Co najciekawsze, ten człowiek po wypadku był bardzo zadowolony z własnego życia, a na pewno bardziej niż wcześniej, przed wypadkiem. Sam mówił, że teraz niespecjalnie się ma czym martwić, dostał jakąś rentę, mieszkanie i wikt od rodziców, a jedyne zmartwienie, jakie miał, to czy będzie miał kasę na dz…ki. Subiektywnie był szczęśliwszy, niż przed wypadkiem, o przyszłości nie myślał. Miał taką fajną zdolność nie myślenia o przykrych rzeczach. Tak więc kory przedczołowej może i nie będę mocno bronił 8) . Ale tylna część zakrętu obręczy? Nie dam, jestem bardzo do niej przywiązany. Ciała migdałowatego tez nie dam, za dużo tam się dzieje, bez niego jeszcze nawrzucam komuś na forum albo i w rzeczywistości. Z neuronami lustrzanymi problemu nie będzie, gdyż moje grzechy, nie są w żaden sposób skierowane przeciw innym ludziom, chociaż nierozerwalnie z nimi (ludźmi, wybranymi) związane. Raczej chodzi o „czynienie dobra :D ” innym.

Pomogłeś, zmuszasz do przypominania sobie wiedzy.


Cz sie 20, 2020 8:32 pm
Zobacz profil
Gaduła
Gaduła

Dołączył(a): Śr lut 14, 2018 11:44 am
Posty: 815
Płeć: mężczyzna
wyznanie: katolik
Odpowiedz z cytatem
Post Re: Aktualności II
Yarpen Zirgin napisał(a):
Inczuczuna napisał(a):
Dlaczego uważasz że zawłaszczanie przestrzeni publicznej przez katolików i ich symbole nie powinno mieć dla ateistów znaczenia?

Nie złapiesz mnie na taką manipulację. Pytanie, na które ciągle nie odpowiedziałeś, brzmi:

Skoro ateiści podobno nie wierzą w Boga, to dlaczego niektórym tak bardzo przeszkadza coś, co nie powinno mieć dla nich najmniejszego znaczenia?


Myślę, że jemu chodzi tylko o to, aby wybrać jedną z dwóch opcji. Pierwsza to taka, kiedy wieszamy wszystkie symbole wszystkich religii na ścianie. Każdy wtedy traktowany jest tak samo, ale to w kwestii technicznej trudne do zrealizowania, bo ściany by zabrakło. Drugą opcją jest nie wieszanie żadnych symboli religijnych na ścianie, tylko że wtedy wszyscy wierzący różnych religii mogą czuć się urażeni, bo to ingeruje w wolność wyznania. Każda inna opcja jest krzywdząca dla innych.

Ja pracuję w sklepie prywatnym. Jest to duża sieć sklepów. Właścicielem jest Polak. W moim sklepie krzyż wisi zarówno nad wyjściem ze sklepu, jak i w biurze i pokoju socjalnym. Właściciel jest katolikiem i to od niego zależy czy ma być krzyż czy też nie. I słusznie. Jeżeli byłbym ateistą i nie pasowałby mi krzyż, to przecież nikt mnie nie zmusza do pracy tam. Nikt też nie zmusza klientów do robienia zakupów w tym sklepie, a jednak ateiści myślę że przychodzą to tego sklepu, a muzułmanie na pewno (poznałem po ubiorze). Sklep, mimo że jest to miejsce gdzie spotyka się wielu ludzi, to jednak jest to przestrzeń prywatna. Tak samo jest u fryzjera itp.


Śr wrz 02, 2020 7:56 am
Zobacz profil
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 178 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1 ... 8, 9, 10, 11, 12


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 20 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów

Szukaj:
Skocz do:  
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group.
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL