Wątki bez odpowiedzi | Aktywne wątki Teraz jest Wt lip 16, 2019 12:43 am



Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 19 ]  Przejdź na stronę 1, 2  Następna strona
 Choroby, osobiste tragedie, utrata nadziei, relacja z Bogiem 
Autor Wiadomość
Milczek
Milczek

Dołączył(a): Pn maja 14, 2018 10:06 am
Posty: 6
Płeć: kobieta
wyznanie: nie chcę podawać
Odpowiedz z cytatem
Post Choroby, osobiste tragedie, utrata nadziei, relacja z Bogiem
Chciałam opowiedzieć swoją historię a zarazem poprosić o Wasze przemyślenia i doświadczenia. Od wczesnego dzieciństwa towarzyszyło mi dużo miłości, zostałam wychowana w wierze, otoczona przez kochających mnie ludzi. Do 30 roku życia wszystko układało się w moim życiu w miarę stabilny. Skończyłam szkoły i studia z bardzo dobrymi wynikami, miałam pracę, partnera, urodę, zdrowie. Czułam, że Bóg mnie kocha i czuwa nade mną. Ok. 30 roku życia nastąpił nieprzyjemny zwrot w moim życiu - mój związek z chłopakiem się rozpadł, a krótko po tym zdiagnozowano u mnie nowotwór złośliwy. Chorobę nowotworową przetrwałam w towarzystwie Boga, bez pretensji, żalu, żadnych oczekiwań, chodząc do Kościoła, modliłam się jedynie o realizację jego woli. Wygrałam walkę z rakiem, ale od tej pory moje życie stało się pasmem nieustających mniejszych lub większych tragedii. Z powodu choroby odsunęło się ode mnie wielu ludzi, przestraszyła ich moja tragedia, a może po prostu nie chcieli mieć chorej przyjaciółki, w dzisiejszych czasach to mało popularne. Słyszałam wiele nieprzyjemnych głosów na temat mojego wyglądu po chorobie, osoby, które uważałam za swoich przyjaciół, nagle zaczęły się ode mnie odwracać, naśmiewać za plecami. Zakończyłam wiele toksycznych relacji, aby uzdrowić moje otoczenie. Potem nadeszły kolejne problemy zdrowotne, zawodowe, osobiste. Spadła moja odporność, zaczęłam chorować, moje życie osobiste podupadło, straciłam wielu przyjaciół, mężczyźni zaczęli traktować mnie, jak powietrze. Pojawiały się problemy finansowe, zmęczenie, rezygnacja, trudności w pracy, w skupieniu się, w prowadzeniu projektów. Następowały kolejne problemy zdrowotne, już nie nowotworowe, ale równie uciążliwe drobne tragedie, które zabierały mi nadzieję. Taki stan utrzymywał się kilka lat, więc w końcu postanowiłam skorzystać z pomocy psychoterapeuty, obecnie u trzeciego z kolei, u którego bezskutecznie leczę się od ponad 2 lat. Od czasu pojawienia się problemów życiowych nie udało mi się również stworzyć żadnego związku z mężczyzną, mimo, że zawsze byłam atrakcyjną fizycznie kobietą. Wszystkie działania, które podejmuję dla poprawy swojego stanu, nie przynoszą rezultatu lub wręcz odwrotny efekt. W pewnym momencie zaczęłam zastanawiać się, czy nie jest to związane z jakąś formą kary za odwrócenie się od Boga i zerwaniem z Nim więzi, czy działaniem Szatana, choć nie jestem w stanie wskazać konkretnych przewinień, które mogłyby predysponować do takiej kaskady tragedii, grzeszę, jak każdy człowiek. Mimo, że nadal trwam w wierze, modlę się i uczęszczam na msze, jest we mnie coraz mniej nadziei, a coraz więcej gniewu, pretensji, wątpliwości, pytań. Z małej dziewczynki, wychowanej w miłości, która kochała świat, ludzi, zwierzęta, przez tragedie, które mnie spotkały, czuję, że powoli staję się zgorzkniała, przepełniona nienawiścią, pretensją. Jeżeli te tragedie mają/miały mnie czegoś nauczyć, czuję, że nie wynoszę odpowiedniej lekcji, a przez przepełniający mnie żal, toruję sobie drogę do piekła. Nie chcę odwracać się od Boga, wiara to jedyne, co mi w życiu zostało, bo wszystko inne zostało mi odebrane, ale czuję, że narasta we mnie pustka. Przestaję kochać siebie, świat i przestaję czuć relację z Bogiem, tak, jakby wszystko ogarnęła czerń i nicość. Nawet, jak jestem w Kościele, czuję, jakbym nie potrafiła już modlić się szczerze, jakbym modliła się w pustkę, jakby moje słowa w ogóle do Niego nie trafiały. Wiem, że grzeszę, tracąc nadzieję i wiarę w Jego plan, ale taki stan utrzymuje się już wiele lat, a ja nie widzę już w nim Boskiego planu ani rozwiązania. Bardzo proszę o Wasze słowa, sugestie, być może podobne doświadczenia. Dziękuję.


Pn maja 14, 2018 10:15 am
Zobacz profil
Niesamowity Gaduła
Niesamowity Gaduła

Dołączył(a): Pn mar 20, 2006 11:39 pm
Posty: 2992
Lokalizacja: Roztocze
Odpowiedz z cytatem
Post Re: Choroby, osobiste tragedie, utrata nadziei, relacja z Bo
To co piszesz, to wystarczyło by na obdzielenie całego ludzkiego życia, jeśli chodzi o limit takich doznań.

Teraz pomyśl sobie jedno, bo wiarę, zawierzenie Bogu masz, jak wynika z wpisu.
Jeśli ty tego doświadczasz, to doświadcza z tobą tego także Bóg.
A jak tego doświadcza, to wie że to jest niechciane i nieprawidłowe.
Wie też jak powinno być prawidłowo.

Teraz najważniejsze w tym jest to.
Rozdarcie.
Rozdarcie którego doświadczasz, doświadcza Bóg.
A jeśli doświadcza, to wiedz o tym że nie pozwoli już nigdy w wieczności z nim by tobie coś podobnego się przytrafiło.

Daję ci tą nadzieję wbrew nadziei.
Dla pocieszenia dodam, bo wiem że to zrozumiesz.
Ja obawiał bym się swego życia teraz usłanego różami.
Bo nie trzeba w nim nic zmieniać, w niczym interweniować wtedy.
A jeśli tak to nie ma powodów do zabezpieczania się od czego kolwiek, w życiu wiecznym.
To Bóg po naszych ziemskich przeżyciach, daje nam w wieczności zabezpieczenia przed obecnymi przykrymi przeżyciami.

Suma sumarum, to wygrywa najbardziej w wieczności ten. Kto teraz przegrywał najbardziej.
Taka jest to optymistyczna płenta do naszych tu nieszczęść.
One są nie do uniesienia.
Ale o ile lepiej je teraz przez krótkie życie znosić. Aniżeli potem one pojawiając się w wieczności, obniżały by nam dobre poczucie tej wieczności.

Tak to realnie wygląda.
Bo nasze dobro i zło ma adres indywidualnie nam przypisany.
Bes tego adresu nie ma rozwiązań u Boga.
Łudzą się tylko ci co sądzą że Bóg churtem usunie zło od nas wszystkich. Na takiej zasadzie, że zło dotykające jednego, będzie przez Boga pokonane, także u innych ludzi.
Zło jest usuwane tylko tam gdzie jest.
Nie jest usuwane tam gdzie go nie ma.
A gdy Bóg usuwa zło, usuwa go tylko raz, ono już nie wraca.

Tam gdzie zło nie występuje teraz, ono ma szansę wystąpić puźniej w wieczności.
Będzie wtedy piekłem, ono teraz jest tylko doczesnym piekłem.
Później znika.
A co pozostaje wraz z ulgą, sama sobie odpowiedz.

_________________
prezydent Legionu Maryi p.Brzozówka


Pn maja 14, 2018 11:12 am
Zobacz profil WWW
Czuwa nad wszystkim
Czuwa nad wszystkim
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Pt maja 06, 2011 2:22 pm
Posty: 12657
Płeć: kobieta
wyznanie: katolik w pełnej łączności z papieżem
Odpowiedz z cytatem
Post Re: Choroby, osobiste tragedie, utrata nadziei, relacja z Bo
Czy nie cierpisz na depresję? Możesz to wykluczyć na podstawie lekarskiej diagnozy? Dlaczego trzeci terapeuta? Jak wybierałaś terapeutów, kim są zawodowo?


Pn maja 14, 2018 12:15 pm
Zobacz profil
Milczek
Milczek

Dołączył(a): Pn maja 14, 2018 10:06 am
Posty: 6
Płeć: kobieta
wyznanie: nie chcę podawać
Odpowiedz z cytatem
Post Re: Choroby, osobiste tragedie, utrata nadziei, relacja z Bo
merss napisał(a):
Czy nie cierpisz na depresję? Możesz to wykluczyć na podstawie lekarskiej diagnozy? Dlaczego trzeci terapeuta? Jak wybierałaś terapeutów, kim są zawodowo?


Stwierdzono u mnie depresję, dlatego cały czas uczęszczam na terapię. Depresja jednak pojawiła się po wszystkich opisanych tragediach, nie odwrotnie. Trzeci terapeuta, gdyż dwie pierwsze terapie nie przynosiły żadnej poprawy samopoczucia po 6 m-cach. Z obecnym pracuję od dwóch lat. Wszyscy trzej są wykształconymi, dyplomowanymi terapeutami, wpisanymi do odpowiedniego rejestru, a ich zawód to psychoterapeuta.


Pn maja 14, 2018 12:25 pm
Zobacz profil
Czuwa nad wszystkim
Czuwa nad wszystkim
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Pt maja 06, 2011 2:22 pm
Posty: 12657
Płeć: kobieta
wyznanie: katolik w pełnej łączności z papieżem
Odpowiedz z cytatem
Post Re: Choroby, osobiste tragedie, utrata nadziei, relacja z Bo
Depresja pojawia się nawet jako choroba współwystepująca w chorobie nowotworowej. Twoje widzenie świata nasunęło mi po prostu zapytanie o depresję. W jej przpadku psychiatra czasem mówi, że same leki nie pomogą. Czarną robotę poukladania sobie wartości tam, gdzie jest ich miejsce wykonać należy samemu. To potrafi trwać latami, bo niestety to praca wlasna a nie terapeuty. Tak długo jak człowiek nie chce zmierzyć się z pewnymi realiami, nie postapi nawet kroku do przodu. Terapeuta śledzi to otwarcie/zamknięcie pacjenta i podprowadza do bólu. Jeśli widzi opór, wycofuje się. Psychiatra widzi postęp w leczeniu po reakcji na leki. Stopniowo zmniejsza dawki.


Pn maja 14, 2018 12:36 pm
Zobacz profil
Milczek
Milczek

Dołączył(a): Pn maja 14, 2018 10:06 am
Posty: 6
Płeć: kobieta
wyznanie: nie chcę podawać
Odpowiedz z cytatem
Post Re: Choroby, osobiste tragedie, utrata nadziei, relacja z Bo
merss napisał(a):
Depresja pojawia się nawet jako choroba współwystepująca w chorobie nowotworowej. Twoje widzenie świata nasunęło mi po prostu zapytanie o depresję. W jej przpadku psychiatra czasem mówi, że same leki nie pomogą. Czarną robotę poukladania sobie wartości tam, gdzie jest ich miejsce wykonać należy samemu. To potrafi trwać latami, bo niestety to praca wlasna a nie terapeuty. Tak długo jak człowiek nie chce zmierzyć się z pewnymi realiami, nie postapi nawet kroku do przodu. Terapeuta śledzi to otwarcie/zamknięcie pacjenta i podprowadza do bólu. Jeśli widzi opór, wycofuje się. Psychiatra widzi postęp w leczeniu po reakcji na leki. Stopniowo zmniejsza dawki.


Dziękuję za Twój czas i przemyślenia. Z Twojej wypowiedzi wyczytałam smutną konkluzję, jeżeli dobrze Ciebie zrozumiałam, że jeżeli nie wyleczę skutecznie depresji (która bywa niezwykle trudna w leczeniu i w moim przypadku jest wynikiem tragedii), nie uzyskam zdrowej relacji z Bogiem i wartościami, co jest trochę bez sensu, bowiem sama relacja z Bogiem ma potencjał uleczenia. Jest wiele nieuleczalnych chorób przewlekłych, które powodują zaburzenia nastroju - wtedy taki człowiek do końca życia nie miałby szansy na zdrową relację z Bogiem? Nie chcę wierzyć w tak straszny świat i scenariusz. Wierzę, że nawet albo przede wszystkim w chorobie, trzeba walczyć o zdrową relację z Bogiem i właśnie to staram się czynić.


Pn maja 14, 2018 12:52 pm
Zobacz profil
Czuwa nad wszystkim
Czuwa nad wszystkim
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Pt maja 06, 2011 2:22 pm
Posty: 12657
Płeć: kobieta
wyznanie: katolik w pełnej łączności z papieżem
Odpowiedz z cytatem
Post Re: Choroby, osobiste tragedie, utrata nadziei, relacja z Bo
Widząc świat pomalowany na czarno a życie jako pasmo udręk, trudno zobaczyć kochającego Boga. Mimo wszelkich oschłości jest jedna rada: mocno trzymać się Pańskiego kołnierza. Depresja nie musi przeszkadzać w rozwoju duchowym. Wiara może wręcz dawać motywację do walki ze sobą, by oderwać się od siebie i swoich udręk.
Jeszcze nigdy nie przeczytałam na forum, że dzięki ciężkiej pracy z terapeutą udało się wyjść na prostą. Czytam o chodzeniu na terapię; to strata czasu. Lepiej poszukać przyjaciela i na siłę wychodzić do ludzi. Tak radzą dobrzy psychiatrzy


Pn maja 14, 2018 1:16 pm
Zobacz profil
Niesamowity Gaduła
Niesamowity Gaduła

Dołączył(a): Pn cze 13, 2011 6:22 pm
Posty: 3246
Lokalizacja: podkarpackie
Płeć: kobieta
wyznanie: katolik w pełnej łączności z papieżem
Odpowiedz z cytatem
Post Re: Choroby, osobiste tragedie, utrata nadziei, relacja z Bo
michalina84 napisał(a):
Nie chcę odwracać się od Boga, wiara to jedyne, co mi w życiu zostało, bo wszystko inne zostało mi odebrane, ale czuję, że narasta we mnie pustka. Przestaję kochać siebie, świat i przestaję czuć relację z Bogiem, tak, jakby wszystko ogarnęła czerń i nicość. Nawet, jak jestem w Kościele, czuję, jakbym nie potrafiła już modlić się szczerze, jakbym modliła się w pustkę, jakby moje słowa w ogóle do Niego nie trafiały.


Wspominałaś o tym spowiednikowi ? Masz stałego spowiednika?

_________________
Błogosławieni czystego serca, albowiem oni Boga oglądać będą


Pn maja 14, 2018 2:57 pm
Zobacz profil
Niesamowity Gaduła
Niesamowity Gaduła

Dołączył(a): So lip 14, 2012 8:57 pm
Posty: 5295
Płeć: mężczyzna
wyznanie: katolik w pełnej łączności z papieżem
Odpowiedz z cytatem
Post Re: Choroby, osobiste tragedie, utrata nadziei, relacja z Bo
Michalina, jeśli problemu nie można usunąć, to należy ze wszystkich sił inaczej spojrzeć, na niego,

Popatrz na Jezusa:
michalina84 napisał(a):
Od wczesnego dzieciństwa towarzyszyło mi dużo miłości, zostałam wychowana w wierze, otoczona przez kochających mnie ludzi. Do 30 roku życia wszystko układało się w moim życiu w miarę stabilny.

Jezus choć żył ubogo, to miał przy sobie najwspanialszych rodziców Maryję i Józefa opiekuna, rozwijając się cudownie pod względem fizycznym, intelektualnym, psychicznym i duchowym.

michalina84 napisał(a):
Ok. 30 roku życia nastąpił nieprzyjemny zwrot w moim życiu

Popatrz ile Jezus wycierpiał gdy przyszła Jego Godzina. Wierzymy, że żaden człowiek nie zniósł by tego co spadło na Jezusa, jednak “sługa nie jest większy niż Pan”, Jeśli Jezus cierpiał, dlaczego my mamy tego nie doświadczyć? Zastanawiałaś się, co by było , gdyby nie ten nieprzyjemny zwrot? Czy Jezus dopuściłby abyś Ty miała życie niczym przestronna droga usłana różami? A potem co?

U mnie była historia życia, której nienawidziłem, ,pewien “błąd” życia. Otóż nienawidząc tego, że zawsze byłem na uboczu, chciałem zagrać pierwsze skrzypce, na początku zyskałem popularność, potem byłem wyśmiany, sam mając do siebie odrazę jak do klauna. Więc była potem nienawiść do siebie za błąd, do Boga że się mnie wstydzi i mówi “twoja wina”.

Tylko pewnego razu, po upływie lat, to się uzdrowiło: piosenka Kasi Kowalskiej “będę jak grzeszny klaun” dała myśl, że to nie mój błąd tylko celowe działanie Boga, którym chciał mnie tym doświadczyć, znikło poczucie winy.
A potem zobaczyłem że jak zyskując popularność, a potem będąc wyśmianym przypomina to cudownie historię Jezusa, który najpierw wielbiony jest na osiołku, a potem koronowany cierniem.
I poczułem się o niebo lepiej. Poczułem się taki ważny i kochany przez Boga.
U Ciebie jest trochę inaczej, bo o ile u mnie problemem była historia i spojrzenie na problem uzdrowiło ją, to u Ciebie jest to teraźniejszość. Jednak gdybyś postarała się spojrzeć w kluczu “sługa nie jest większy niż Pan” , to problemy wprawdzie nie zniknęły by ale może mogły by nabrać sensu.

_________________
Śpieszmy się kochać ludzi


Pn maja 14, 2018 3:50 pm
Zobacz profil
Milczek
Milczek

Dołączył(a): Pn maja 14, 2018 10:06 am
Posty: 6
Płeć: kobieta
wyznanie: nie chcę podawać
Odpowiedz z cytatem
Post Re: Choroby, osobiste tragedie, utrata nadziei, relacja z Bo
Cytuj:
Wspominałaś o tym spowiednikowi ? Masz stałego spowiednika?


Mam stałą parafię, ale nie mam jednego spowiednika. Trafiam na różnych księży, nie z każdym mogłam szczerze porozmawiać. Wielokrotnie chciałam poprosić o spowiedź poza standardowymi godzinami mszy i raczej twarzą w twarz, ale nie miałam odwagi. Czy takie spotkania są standardem w Waszych parafiach? Na przykład umówienie się na spotkanie na terenie Kościoła, poza mszą i rozmowa w jakimś kameralnym pomieszczeniu, gdzie można spojrzeć księdzu w oczy i powiedzieć, co na sercu leży? Czy ksiądz się nie zdziwi, jak o to poproszę?

@Andy72, dziękuję za Twoje refleksje i pomoc.


Pn maja 14, 2018 4:56 pm
Zobacz profil
Gaduła
Gaduła

Dołączył(a): So wrz 17, 2016 2:23 pm
Posty: 921
Płeć: kobieta
wyznanie: katolik w pełnej łączności z papieżem
Odpowiedz z cytatem
Post Re: Choroby, osobiste tragedie, utrata nadziei, relacja z Bo
Poproś śmiało. Znam wielu, którzy się tak umawiają, poza konfesjonałem, na spokojnie, na konkretną porę. Też tak robię.
Może któryś się zdziwi, ale to nie szkodzi, zdziwienie nie jest istotne.

Dopowiedzenie. Czym innym jest jedna czy druga rozmowa i spowiedź, czym innym stałe spowiednictwo. Tutaj nie należy się dziwić, jeśli ksiądz odmówi. Zdarza się, ma prawo, nie musi uzasadniać. Zna siebie i swoje możliwości. W odmowie nie ma nic szczególnego, nie należy jej brać do siebie, tylko szukać dalej.


Pn maja 14, 2018 5:41 pm
Zobacz profil
Milczek
Milczek

Dołączył(a): Cz lip 12, 2007 8:43 pm
Posty: 48
Odpowiedz z cytatem
Post Re: Choroby, osobiste tragedie, utrata nadziei, relacja z Bo
Michalina, jakoś nie potrafię przejść obojętnie i mimo że nie mam gotowych rozwiązań muszę napisać parę słów..
Wiele z tego co piszesz jest także moim doświadczeniem..
Chciałabym żebyś tak jak ja uświadomiła sobie że bycie kochanym w dzieciństwie, dom, poczucie przynależności, punkt odniesienia, wychowanie, także to religijne jest fantastycznym początkiem, kapitałem, ostoją która tak naprawdę nadaje kierunek i daje wsparcie w trudnych latach, trudnych doświadczeniach które nadchodzą i się przez nas przetaczają.. ja osobiście myślę o tym kiedy jest mi ciężko (a jestem w średnim wieku).. Ludzie zawodzą, traktują nas czasem instrumentalnie, czasem z obojętnością, ale mamy przecież w pamięci tych, którzy kochali nas bezwarunkowo.. i nawet jeśli nie są już teraz z nami to przecież są ... i spotkamy się z nimi..
Samotność, smutek, zmęczenie ,, chcę wierzyć że nic tak naprawdę nie jest bez sensu, a przemijanie ma sens, choc narazie jeszcze nie wiem jaki.


Cz maja 24, 2018 9:20 pm
Zobacz profil
Dyskutant
Dyskutant
Avatar użytkownika

Dołączył(a): So lip 01, 2017 8:51 pm
Posty: 276
Lokalizacja: Wielkopolska
Płeć: mężczyzna
wyznanie: katolik w pełnej łączności z papieżem
Odpowiedz z cytatem
Post Re: Choroby, osobiste tragedie, utrata nadziei, relacja z Bo
Bardzo ciekawie mówi Pan Jezus do Alicji Lenczewskiej. Mówi tam, że wszystko w życiu człowieka nie jest pozbawione sensu, pokusy, jakieś przeciwności, problemy są po to, aby doprowadzić każdego człowieka do zbawienia najlepszą, najbardziej optymalną dla każdego drogą. Że nie można zazdrościć komuś innemu, że ma według nas łatwiejszą drogę. Jezus mówi, że pokusy są po to, aby człowiek uczył się je pokonywać.
Gdzieś w necie czytałem o "ciemnej nocy duszy", która ma podobne objawy do depresji. Podczas takiej "nocy" dusza człowieka nie "wyczuwa" obecności Boga. Ale On cały czas jest przy nas.
Gdzieś też czytałem, że jeżeli są w naszym życiu przeszkody, to dobry znak. Pozdrawiam.

_________________
Miłując bliźniego, miłujesz Boga.


So maja 26, 2018 10:35 pm
Zobacz profil
Milczek
Milczek

Dołączył(a): Pn cze 04, 2018 2:45 pm
Posty: 5
Płeć: mężczyzna
wyznanie: katolik w pełnej łączności z papieżem
Odpowiedz z cytatem
Post Re: Choroby, osobiste tragedie, utrata nadziei, relacja z Bo
Miłosierdzie jest dopełnieniem sprawiedliwości. Ewangelia o miłosiernym samarytaninie - napadnięty podróżny doznał niesprawiedliwości i w ramach rekompensaty opiekuje się nim samarytanin. Ewangelia o łotrze na krzyżu łotr cierpi męki i staje w prawdzie akceptując kare za winy czyli jest usprawiedliwiony i wtenczas Jezus go zbawia. Zakładam więc że niezawinione cierpienie będzie zrekompensowane miłosierdziem w ramach bilansu dobra i zła jakim jest sprawiedliwość.
szczęść Boże

--------------------------------------
Jak jestem zdrowy piękny i bogaty Bóg nie jest mi do niczego potrzebny.
Jak jestem stary chory i biedny Bóg jest moją ostatnią nadzieją.
A życie jest coraz krótsze, co będzie jak przegapię szanse na spotkanie Jego.
szczęść Boże


Ostatnio edytowano Cz cze 21, 2018 9:55 am przez PeterW, łącznie edytowano 1 raz

scalono 2 posty



Śr cze 20, 2018 1:06 pm
Zobacz profil
Milczek
Milczek

Dołączył(a): So kwi 28, 2018 10:14 pm
Posty: 39
Płeć: mężczyzna
wyznanie: katolik w pełnej łączności z papieżem
Odpowiedz z cytatem
Post Re: Choroby, osobiste tragedie, utrata nadziei, relacja z Bo
Bardzo przejmujaca historia z tym rakiem i tym, co nastapilo pozniej...
Ja znam roznych ludzi, ale wiem ze przewaznie czlowiek nie ma ochoty zeby jakis trud podjac, zeby nie myslec blednymi schematami.
Ja osobiscie przezywam schizofrenie. Bylem na studiach, kiedy to sie zaczelo. Szpital byl jak pieklo, zaczalem o sobie miec niskie mniemanie. Terapia kilkuletnia pozwolila mi myslec o sobie, ze swiat mi sie jeszcze nie skonczyl. Poznalem kobiete, ktora bardzo pokochalem, odbyl sie slub koscielny... Zaczalem pracowac tracic prace po kilku miesiacach. Tak bylo ze 20 razy. Wzialem kredyt i musialem pracowac, zeby go splacic. Zona wyslala mnie kilka razy do szpitala. Mialem Jej do przebaczenia, Ona tez ode mnie krzywdy doznala. Ale w tym wszystkim decydowala milosc. Gdyby nie ona, to pewnie popelnilbym samobojstwo zostawiajac narod z niesplaconym kredytem i zone z poczuciem winy, ze to przez Nia. Gdyby nie milosc do Boga, kiedy to prosilem Boga o zmiane losu, to umarlbym samobojczo. Pertraktowalem z Bogiem, ze jesli mi teraz nie pomoze, to nie wytrzymam tego stanu. Wowczas Bog pozostawal jakby gluchy no moje wolania. Po roku czasu mysli samobojczych splacilem jakos kredyt pracujac na granicy wytrzymalosci psychicznej. Zona chciala sie ze mna rozwiesc. Czulem sie jak smiec. Modlitwa uratowala nasz zwiazek i dalej ratuje. Mam taka wiedze, ze przez Meke mozna uprosic Boga o wszystko


Pn cze 25, 2018 9:49 pm
Zobacz profil
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 19 ]  Przejdź na stronę 1, 2  Następna strona


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 8 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów

Szukaj:
Skocz do:  
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group.
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL