Wątki bez odpowiedzi | Aktywne wątki Teraz jest Pn cze 17, 2019 3:34 am



Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 8 ] 
 Biblia i Ojcowie o spowiedzi i odpuszczaniu grzechów 
Autor Wiadomość
Dyskutant
Dyskutant

Dołączył(a): Pn sie 18, 2014 7:51 pm
Posty: 267
Płeć: mężczyzna
wyznanie: katolik w pełnej łączności z papieżem
Odpowiedz z cytatem
Post Biblia i Ojcowie o spowiedzi i odpuszczaniu grzechów
STARY TESTAMENT
 
Wyznawanie grzechów w Starym Przymierzu:
 
"Powiedz do synów izraelskich: Jeżeli mężczyzna albo kobieta popełnią jakikolwiek grzech wobec człowieka, to sprzeniewierzają się wobec Pana. Gdy tacy ludzie obciążą się tą winą,  Niech WYZNAJĄ swój grzech, który popełnili, i niech też w całości zwrócą to, co winni, dodając do tego jedną piątą, i niech oddają temu, wobec kogo zawinili." (Liczb 5:6-7)
 
"Jeżeli więc ktoś ściąga na siebie winę przez jedną z tych rzeczy, niech WYZNA to, przez co zgrzeszył,  I niech przyniesie za swoje przewinienie, które popełnił, jako POKUTNĄ OFIARĘ dla Pana, samicę z trzody, owcę albo kozę, na ofiarę za grzech, i kapłan dokona oczyszczenia go z jego grzechu." (Kpł 5:5-6)
 
"Jeżeli tedy zgrzeszy i obciąży się winą, niechaj zwróci to, co zrabował albo to, z czego kogoś ograbił, albo rzecz powierzoną, którą zataił u siebie, albo rzecz zgubioną, którą znalazł,  Albo to wszystko, co do czego fałszywie przysięgał. Zwróci pełną wartość tej rzeczy i jeszcze dołoży do tego jedną piątą. W dniu swojej pokuty odda to temu, do kogo to należy,  A jako swoją ofiarę pokutną przyprowadzi z trzody dla Pana do kapłana barana bez skazy, według twojego oszacowania,  A kapłan dokona jego oczyszczenia przed Panem i będzie mu odpuszczony każdy z uczynków, który popełnił, obciążając się przezeń winą." (Kpł 6:4-7)
 
"Zarówno do ofiary za grzech, jak i do ofiary pokutnej odnosi się jednakowe prawo, Należy ona do kapłana, który przez nią dokonuje oczyszczenia." (Kpł 7:7)

 
A zatem Bóg zapowiedział tu przez Stary Testament, jaka będzie duchowa rzeczywistość Nowego Testamentu. Gdy ktoś zgrzeszy, mówi tu Bóg do Izraelitów, niech wyzna swój grzech przynosząc ofiarę pokutną, którą kapłan złoży Bogu, i na tej podstawie "kapłan dokona oczyszczenia go z jego grzechu". I niech zadośćuczyni pokrzywdzonym. Te same elementy są w Nowym Testamencie: wyznanie grzechu kapłanowi, ofiara pokutna, którą jest Chrystus, i na podstawie tej ofiary kapłan dokonuje oczyszczenia z grzechu, zadośćuczynienie. Oprócz ofiary, kluczowa jest tu rola kapłana.
 
Wyznanie grzechów wybrańcom Boga oznaczało wyznanie ich zarazem Bogu:
 
"Wtedy Jozue rzekł do Achana: Synu mój, oddaj Panu, Bogu Izraela, chwałę i złóż mu wyznanie. Oznajmij mi to, co uczyniłeś, niczego przede mną nie ukrywaj!" (Joz 7:19)
 
Ostatnim prorokiem Starego Testamentu był Jan Chrzciciel. Chrystus jest drzwiami do zbawienia, natomiast Jan Chrzciciel był dla Izraelitów drzwiami do Chrystusa. Jego misją było ogłoszenie nadejścia Mesjasza i przygotowanie ludu na Jego przyjęcie. Na czym polegało to przygotowanie?
 
"Jan chrzcił na pustyni i głosił chrzest nawrócenia [gr. metanoia] na przebaczenie grzechów" (Mar. 1:4).
 
Sens: Kto się ochrzcił u Jana, tego Bóg uznawał za nawróconego i gotowego na przebaczenie grzechów przez nadchodzącego Mesjasza. Rzecz w tym, że kluczowym elementem chrztu Jana była spowiedź:
 
"Wtedy wychodziła do niego Jerozolima, i cała ziemia Judzka, i cała okolica nad Jordanem; I byli chrzczeni przez niego w Jordanie, wyznając swoje grzechy." (Mat. 3:5-6)
 
"I wychodziła do niego cała ziemia Judzka, i mieszkańcy Jerozolimy; i wszyscy byli przez niego chrzczeni w rzece Jordan, wyznając swoje grzechy." (Mar. 1:5)
 
NOWY TESTAMENT
 
A zatem wyznawanie grzechów przed wybrańcami Bożymi nie pojawiło się w historii zbawienia nagle. Bóg wymagał tego w Starym Testamencie i w Nowym Testamencie to się nie zmieniło. Zacząć trzeba od tego, że Pan Jezus korzystał na ziemi ze swej władzy odpuszczania grzechów:
 
"Dlatego, mówię ci: Odpuszczone są jej grzechy, które były liczne, bo bardzo umiłowała; komu natomiast mało odpuszczono, ten mało miłuje. A On jej rzekł: Grzechy twoje są ci odpuszczone. I zaczęli wpółsiedzący mówić między sobą: Kim jest Ten, który i grzechy odpuszcza? I rzekł do niewiasty: Wiara twoja zbawiła cię. Idź w pokoju." (Łuk. 7:47-50)
 
"I oto przynieśli Mu sparaliżowanego, leżącego na łożu. A Jezus widząc ich wiarę, rzekł sparaliżowanemu: Ufaj, synu! Odpuszczone są ci twoje grzechy. I oto niektórzy z uczonych w Piśmie mówili sami w sobie: Ten bluźni. A Jezus widząc ich myśli, rzekł: Dlaczego myślicie o złych rzeczach w swoich sercach? Albowiem co jest łatwiej, powiedzieć: Odpuszczone są ci twoje grzechy, czy powiedzieć: Wstań i chodź? Ale abyście wiedzieli, że Syn Człowieczy ma władzę na ziemi odpuszczać grzechy, wtedy rzekł sparaliżowanemu: Wstań, weź swoje łoże i idź do swojego domu. I gdy wstał, poszedł do swojego domu. Gdy lud to ujrzał, dziwił się i chwalił Boga, który dał taką moc ludziom." (Mat. 9:2-8)

 
Dlaczego Ewangelista w ostatnim zdaniu napisał, że lud chwalił Boga, "który dał taką moc ludziom"? Przecież wówczas moc odpuszczania miał tylko Jezus i w dodatku nie był jedynie człowiekiem, ale i Bogiem. Czemu więc napisano: "dał taką moc ludziom"? Najwyraźniej to zdanie Mateusz zapisał po wniebowstąpieniu Pana, gdy działał już Kościół, któremu Jezus przekazał moc odpuszczania grzechów. A zatem Pan Jezus rozpoczął służbę pojednania Boga z ludźmi, która polegała m.in. na odpuszczaniu grzechów. Po Jego wniebowstąpieniu służba pojednania nie ustała; Chrystus powierzył tę służbę swym apostołom. Tuż przed wniebowstąpieniem powiedział im:
 
"I musi być głoszone w Jego imieniu upamiętanie i odpuszczenie grzechów pomiędzy wszystkimi narodami, zaczynając od Jerozolimy. A wy jesteście tego świadkami." (Łuk 24:47-48)
 
A zatem służbę pojednania, tzn. upamiętania i odpuszczania grzechów Jezus powierzył tu apostołom. Oni mieli Go reprezentować, być świadkami. W tym samym okresie powiedział im:
 
"Pokój wam; jak mnie posłał Ojciec, tak i ja was posyłam. A gdy to powiedział, tchnął na nich i rzekł im: Weźcie Ducha Świętego. Komukolwiek grzechy odpuścicie, są im odpuszczone; a komukolwiek zatrzymacie, są zatrzymane." (Jan 20:19-23)
 
O tej samej służbie apostoł Paweł napisał:
 
"[Bóg] dał nam służbę pojednania. Bóg bowiem był w Chrystusie, jednając świat z samym sobą, nie poczytując ludziom ich grzechów (...)" (2 Kor 5:18-19).
 
Na czym polega pojednanie w świetle powyższego zdania? Odpowiedź: "jednając... ...nie poczytując grzechów". A zatem jednanie (tzn. pojednanie) wiąże się z nie poczytywaniem grzechów, czyli odpuszczaniem ich. "Dał nam służbę pojednania", mówi wyżej Paweł. Jak potężną władzę dał Bóg apostołom, a oni biskupom, dobrze ukazują te oto słowa Chrystusa:
 
"Zaprawdę powiadam wam: Cokolwiek zwiążecie na ziemi, będzie związane i w niebie; a co rozwiążecie na ziemi, będzie rozwiązane i w niebie." (Mat 18:18)
 
Ktoś może próbować tłumaczyć sobie, że odpuszczanie grzechów przez apostołów (a później przez ich następców, biskupów) polegało na tym, że kogo oni ochrzcili, ten miał odpuszczane grzechy. I w tym sensie mieli moc odpuszczania. To również jest prawdą. Ale co z grzechami popełnianymi po chrzcie? Jeśli służbę pojednania z Bogiem (m.in. przez odpuszczanie grzechów) powierzono apostołom i dalej biskupom, to musiała ona dotyczyć też tych, którzy po chrzcie odłączali się od Boga przez swoje grzechy. Takie zagubione owce potrzebowały pojednania z Bogiem nawet bardziej od pogan. Potrzebowały odpuszczenia grzechów. Tu nasuwa się pytanie: skąd biskupi mieliby wiedzieć, czy komuś odpuścić grzechy, gdyby nie istniało wyznawanie grzechów, spowiedź? Skąd kapłan ma wiedzieć, czy ktoś rozumie powagę swych grzechów, czy żałuje i chce się poprawić, jeśli nie będzie rozmowy, wyznania, spowiedzi? Jeśli ktoś ukryje grzech przed ludźmi, którym Bóg dał władzę odpuszczania, to w efekcie nie otrzyma odpuszczenia. To tak, jakby próbował coś ukryć przed Jezusem, co świadczy o braku nawrócenia. Dlatego spowiedź jest konieczna. Tak zaplanował to Bóg i trzeba dokonać wyboru: będę posłuszny Bogu albo nie. Wyznawanie grzechów z pominięciem biskupów i prezbiterów oznacza nieposłuszeństwo wobec Boga i nie może przynieść odpuszczenia i pojednania. To tak, jakby w Starym Testamencie ktoś złożył wyznanie Bogu i ofiarę za grzech samodzielnie, z pominięciem kapłana. Czy mógłby zostać wysłuchany? Odpowiedź:
 
"Powiesz też do nich: Ktokolwiek z domu izraelskiego albo z obcych przybyszów, którzy mieszkają pośród nich, będzie składał ofiarę całopalną albo inną, a nie przyprowadzi jej do wejścia do Namiotu Zgromadzenia, aby ją ofiarować Panu, mąż ten będzie wytracony ze swego ludu." (Kpł 17:8-9)
 
Wówczas Bóg odpuszczał grzechy tylko w Namiocie Zgromadzenia i tylko przez kapłanów. Dziś Namiotem Zgromadzenia jest Kościół, a kapłanami są biskupi i prezbiterzy. Jeśli więc w Nowym Testamencie ktoś chce złożyć Bogu ofiarę za grzech, a naszą ofiarą jest Chrystus, może to zrobić tylko w Kościele i tylko za pośrednictwem następców apostołów, tzn. duchownych mających sukcesję apostolską. Zgodnie z proroczą zapowiedzią Starego Testamentu:
 
"Jeżeli więc ktoś ściąga na siebie winę przez jedną z tych rzeczy, niech WYZNA to, przez co zgrzeszył, i niech przyniesie za swoje przewinienie, które popełnił, jako POKUTNĄ OFIARĘ dla Pana, samicę z trzody, owcę albo kozę, na ofiarę za grzech, i kapłan dokona oczyszczenia go z jego grzechu." (Kpł 5:5-6)
 
OJCOWIE KOŚCIOŁA
 
DIDACHE (ok. 90):
 
"W Kościele będziesz się spowiadał z grzechów twoich i nie przystąpisz do modlitwy swej z sumieniem złem. Ta jest droga życia." (4:14)
 
"W dniu Pana, w niedzielę gromadźcie się razem, by łamać chleb i składać dziękczynienie, a wyznawajcie ponadto wasze grzechy (...), a jeśli kto drugiego obrazi, niechaj nikt z nim nie mówi, niechaj nie usłyszy od was ani słowa, dopóki nie odprawi pokuty" (14:1, 15:3).

 
A zatem od początku istniał sakrament pokuty, który składał się z wyznania grzechów w Kościele oraz odprawienia pokuty (czynności wyrażające żal, skruchę i chęć poprawy). Do czasu ukończenia pokuty grzesznik nie miał komunii z Kościołem ("dopóki nie odprawi pokuty"). Jak wyglądało owo wyznawanie grzechów w Kościele? Wszystko wskazuje na to, że było publiczne. Świadczy o tym fakt, że Jan Chrzciciel działał publicznie, towarzyszyli mu uczniowie, a przecież ludzie spowiadali się z grzechów przed chrztem (Mar. 1:5). Nie zmieniło się to podczas służby apostołów. Czytamy, że wskutek działalności apostoła Pawła:
 
"Wielu też tych, którzy uwierzyli, przychodziło i wyznawało, i ujawniało swoje uczynki. I wielu z tych, którzy się parali sztukami magicznymi, znosiło księgi i paliło je wobec wszystkich." (Dz. Ap. 19:18-19)
 
Gdy więc czytamy w Didache, że "w Kościele będziesz się spowiadał", należy to rozumieć jako spowiedź każdego grzesznika z osobna, po kolei, ale publicznie. A ponieważ było to w Kościele, a zgromadzeniu przewodniczył biskup, prezbiter, dlatego była to spowiedź przed kapłanem, tyle że w obecności świadków, którzy wspierali winnego modlitwą.
 
KLEMENS RZYMSKI
 
"Prośmy więc o darowanie win naszych i wszystkiego, cośmy uczynili z poduszczenia Przeciwnika. A i ci, którzy doprowadzili do buntu i rozłamu, powinni pomyśleć o tym, co jest nam wspólne w nadziei. (...) Lepiej bowiem wyznać [gr. exomologeo] grzechy niźli trwać w zatwardziałości serca, jak ci, co zbuntowali się przeciw Mojżeszowi, słudze Bożemu. Spotkała ich kara widoczna dla wszystkich" (1 List do Koryntian LI, 1, 3).
 
Klemens, uczeń Piotra i Pawła, ówczesny biskup Rzymu (91–101 r.), napisał to do Kościoła w Koryncie. Powyższe słowa skierował do buntowników, którzy bez powodu sprzeciwiali się przełożonym tamtejszego Kościoła. Klemens radzi im, żeby prosili o darowanie win. W jaki sposób? "Lepiej bowiem wyznać grzechy niż trwać w zatwardziałości". A zatem dla Klemensa prośba o darowanie win polegała na spowiedzi. Jeśli zestawimy to z Didache, ze słowami "w Kościele będziesz się spowiadał z grzechów twoich", a także z Dz. 19: 18-19, stanie się jasne, że w Kościele pierwotnym spowiadano się publicznie, podczas zgromadzeń. A jeśli podczas zgromadzeń (Didache 14:1), to siłą rzeczy w obecności kapłana, który jako następca apostołów posiada apostolską władzę odpuszczania grzechów. "Prośmy o darowanie win... ...lepiej bowiem wyznać grzechy". Nie może tu więc chodzić o jakieś ogólne wyznanie, że się zgrzeszyło, tylko o wyznanie konkretnych grzechów. Klemens porównał tu starszyznę Koryntu do Mojżesza, a ich przeciwników do buntowników z czasów Mojżesza. W kolejnych wierszach swego Listu Klemens ukazuje Mojżesza jako sprawcę odpuszczenia grzechów ludu: "Przebacz ten grzech temu ludowi albo i mnie także wymaż z księgi żywych" - prosi Mojżesz Boga. Wygląda to na sugestię, że tak jak Mojżesz ocalił grzeszny naród, tak starszyzna Koryntu, dzięki władzy odpuszczania grzechów, może wyprosić u Boga darowanie win buntownikom.
 
To, że w Kościele pierwotnym spowiadano się publicznie (nie tylko, patrz. Jak. 5:14-16), potwierdza Ireneusz z Lyonu.
 
IRENEUSZ Z LYONU (ur. ok. 140 r.)
 
Ireneusz był uczniem Polikarpa, ucznia apostoła Jana. Ireneusz pisze:
 
"Niektórzy jego [Markusa maga] uczniowie uwiedli wiele kobiet i doprowadzili do upadku. (...) Tego rodzaju praktyki [gnostyków] zwiodły wiele kobiet, także wśród nas, w dolinie Rodanu. Jedne ze skalanym sumieniem wykonały publiczną spowiedź [gr. exomologeo] ze swych grzechów, inne wstydzą się to zrobić i w milczeniu, wątpiąc w życie Boże, odpadły całkowicie. Jeszcze inne wahają się i przeżywają to, o czym mówi przysłowie, że "ani na zewnątrz, ani wewnątrz"." (AH I, 13, 7)
 
Wszystkie więc poprzednie fragmenty mówiące o wyznawaniu grzechów trzeba rozumieć w świetle słów Ireneusza: "wykonały publiczną spowiedź ze swych grzechów".
 
TERTULIAN (ur. 155):
 
Okresy życia Ireneusza i Tertuliana w znacznym stopniu się pokrywają. Ireneusz zaświadcza, że spowiedź z ciężkich grzechów była publiczna. Tertulian natomiast podaje na ten temat sporo szczegółów:
 
„Nie może bowiem [pokuta] pozostać tylko aktem wewnętrznym, ale musi się też objawić na zewnątrz. Akt ten zewnętrzny najczęściej z grecka bywa określany i nazywany jako eksomologeza. Jest to spowiedź (...). Dlatego spowiedź jest przygotowaniem dla człowieka, by się rzucił na ziemię, by się upokorzył, okazując przy tym zmianę zjednującą miłosierdzie. Nawet co się tyczy ubrania i pożywienia istnieją pewne nakazy. W worku i popiele leżeć, ciało mieć w brudzie i zaniedbaniu, ducha w smutku i żałobie pognębić, grzechy przez gorzkie wspomnienie odwołać, pożywienie i napój bez przypraw spożywać, oczywiście nie ze względu na brzuch, lecz tylko dla utrzymania życia; często zaś modlitwy swoje postami wzmacniać, jęczeć, płakać i wołać dzień i noc do Pana Twego, przed kapłanami bić czołem o ziemię, a tych, którzy mili są Bogu [czyli właśnie kapłanów], obejmować za kolana, wszystkich zaś braci prosić o wstawiennictwo w przebłaganiu za grzechy. To wszystko czyni się przy spowiedzi, aby Bogu pokutę polecić, by uczcić Boga przez bojaźń niebezpieczeństwa wiecznej kary, by samo wyznanie, wydając wyrok na grzesznika, było wyrazem boskiego oburzenia i przez czasowe umartwienie wieczne kary, nie powiem udaremnić, lecz zastąpić! Gdy więc rzuca na ziemię człowieka, tym więcej go podnosi; gdy go brudnym i zaniedbanym ukazuje, tym bardziej go oczyszcza; gdy go oskarża - uniewinnia; gdy go potępia – rozgrzesza. Im bardziej siebie nie będziesz oszczędzał, tym więcej, wierz mi, będzie cię Bóg oszczędzał. Wielu jednak tę sprawę publicznego oskarżenia, albo unika albo odkłada z dnia na dzień. Przypuszczam, że więcej pamiętają o własnym zawstydzeniu, aniżeli zbawieniu. Ci stają się podobni do tych, którzy nabawili się choroby na wstydliwych częściach ciała i wstydzą się lekarzy i w ten sposób giną jako ofiary nierozumnej swej wstydliwości. Oczywiście, że zadośćuczynić obrażonemu Panu jest sprawą honoru, a pozwolić się wyleczyć z choroby czymś nie do zniesienia! Doskonały jesteś z twym wstydem. Gdy grzeszysz, potrafisz wysoko trzymać głowę, tylko gdy przepraszasz tracisz tupet! U mnie natomiast wstyd nie ma miejsca, ponieważ z braku wstydu więcej zyskuję. Sam wstyd niejako napomina człowieka mówiąc: "o mnie się nie martw, korzystniej mi jest zginąć dla ciebie". To prawda, że wystawienie się na taką próbę jest rzeczą przykrą, zwłaszcza gdy spotkasz się z docinkami szyderców, gdzie jeden natrząsa się z upadku drugiego, gdzie upadek jednego służy drugiemu za podstawę dumy. A przecież jesteś wśród braci i współsług, gdzie nadzieja, bojaźń, radość, boleść, cierpienie są wspólne, bo wspólny Duch od wspólnego Pana i Ojca pochodzi. Dlaczego ty ich nie traktujesz jak siebie samego? Dlaczego unikasz uczestników twojego upadku jakby szyderców? Nie może radować się ciało, kiedy jeden z jego członków choruje, ale musi całe ciało odczuwać ból i współpracować ku uzdrowieniu. W jednym i drugim jest Kościół, Kościołem zaś Chrystus. Gdy więc rzucasz się do kolan braci [kapłanów - kontekst], Chrystusa obejmujesz, Chrystusa prosisz. I również gdy oni nad tobą łzy leją, Chrystus cierpi, Chrystus prosi Ojca za tobą. O co zaś syn prosi, z łatwością otrzyma. (...) Czy korzystniej być w ukryciu potępionym niż wobec wszystkich rozgrzeszonym? Bolesną jest rzeczą przystępować w ten sposób do spowiedzi. To prawda! Ale skoro musiało się przystąpić do pokuty, znika ból, ponieważ ona stała się środkiem zbawienia. (...) A jeśli masz jeszcze wątpliwości co do spowiedzi, to rozważ sobie piekło, które ci wygasza. (...) Jeśli zatem wiesz, że przeciw piekłu, oprócz chrztu pańskiego, owej pierwszej bariery istnieje jeszcze drugi ratunek w spowiedzi, to dlaczego zwlekasz z przystąpieniem do tego, co wiesz, że może ci przynieść zbawienie? (...) Jaskółka potrafi przywrócić wzrok pisklętom przy pomocy różnych roślin. A grzesznik, znając eksomologezę [tzn. spowiedź] ustanowioną przez Pana dla jego odnowienia, ma o niej zapomnieć?” („O pokucie” 9-10,12).
 
A zatem spowiedź polegała na wyznaniu swych win w obecności kapłana. Na oczach zgromadzonego Kościoła, choć nie zawsze, co wiemy z Listu Jakuba. W rozumieniu Tertuliana nie ma rozgrzeszenia bez wyznania ("musi się też objawić na zewnątrz"). Odnośnie praktyk pokutnych Tertulian wyjaśniał:

„A czy wypada nam prosić o przebaczenie grzechów w szkarłacie i purpurze? Idź więc ze szpilką do rozdzielania włosów, nie zapomnij też o umyciu proszkiem zębów i o nożyczkach żelaznych czy też brązowych do obcinania paznokci, a może jeszcze szminką pomalujesz sobie usta i policzki? Prócz tego wyszukaj sobie przyjemnych kąpielisk z zieleńcami lub też w pobliżu morza, wzbogacaj się, staraj się o dobrze utuczony drób, nie żałuj sobie dobrego wina. A gdyby cię kto zapytał, czemu sobie tak dogadzasz, odpowiedz: zgrzeszyłem przeciw Bogu, lękam się zginąć na wieki! Teraz więc powstrzymuję się, męczę się i trapię w jaki sposób mógłbym się pojednać z Bogiem, którego obraziłem grzechami.” („O pokucie” 11)

W innym tekście Tertulian napisał:
 
„Bo nawet jeśli uważasz, że niebo jest zamknięte, to pamiętaj, klucze do niego Pan powierzył Piotrowi a przez niego Kościołowi” („Lekarstwo na ukłucie skorpiona” 10).
 
HIPOLIT (ur. przed 170 r.)
 
Hipolit w trosce o Kościół, dla obrony przed herezjami postanowił zapisać (ok. 215 r.) wszystko to, co było prawowierne (tzn. pochodziło od apostołów). Zapisał m.in. modlitwę, która towarzyszyła wyświęcaniu biskupa. Oto jej fragment:
 
"Ojcze, znający serca, daruj temu słudze Twemu wybranemu przez Ciebie na biskupa, aby pasł święte Twoje stado i nienagannie zachowywał przed Tobą pierwszeństwo kapłaństwa służeniem (Tobie) dniem i nocą, nieustannie jednając Twoje Oblicze i ofiarując dary Twego świętego Kościoła, (i) łaskę Ducha, Który upodobał sobie pierwszeństwo w kapłaństwie, aby miał władzę odpuszczania grzechów według Twego nakazu, a także rozwiązywania wszelkich więzów według władzy, jaką dałeś Apostołom (...)"
 
DIDASKALIA APOSTOLSKIE (ok. 230 rok):

„Ponieważ będziesz [biskupie] odpowiadał za wielu, dbaj o wszystkich; jednych zachowuj przy zdrowiu, innych, którzy zgrzeszyli, upominaj, wyznaczaj im posty i udzielaj ulgi odpuszczenia, żałującego przyjmuj, gdy cały Kościół wstawia się za nim, a nałożywszy na niego ręce pozwól mu znowu przebywać w owczarni” (Didaskalia 7; KA II, 18, 7).

„Utrzymuj więc [biskupie] kontakt z tymi, którzy zostali skazani za grzechy i są chorzy, i przywiązuj ich do siebie, uważaj na nich, mów do nich i pocieszaj, trzymaj ich i nawracaj. A potem, jeśli każdy z nich żałuje i okazuje owoce pokuty, przyjmuj takiego na modlitwę jak poganina. I tak jak chrzcisz poganina i wtedy go przyjmujesz, tak też połóż rękę na tym człowieku, a wszyscy niech się modlą, i wtedy go przyprowadź i pozwól mu jednoczyć się z Kościołem. Nałożenie ręki będzie dla niego w miejsce chrztu, bo czy przez nałożenie ręki, czy przez chrzest otrzymuje się Ducha Świętego.” (Didaskalia X; KA II 41, 1-2)


CYPRIAN (ur. ok. 200 r.)
 
"W listach skierowanych do mnie prosiliście, abym zbadał wasze życzenia i niektórym upadłym udzielił pokoju. Skoro prześladowanie się skończyło, zaczęliśmy wraz z klerem tę rzecz rozważać. Tam jednak, wbrew ewangelii, wbrew temu o co mnie prosiliście, przed wypełnieniem przez upadłych pokuty, przed wyznaniem ich ogromnej winy, zanim biskup i kler położyli na nich swe ręce, ci ośmielają się składać za nich ofiary i udzielać im Eucharystii. W ten sposób bezczeszczą święte Jego ciało, choć jest powiedziane: "Kto pożywał chleb, albo pił kielich Pana niegodnie, winien będzie ciała i krwi pańskiej." (List 15:1)
 
"Jeśli bowiem za mniejsze winy, i to nie przeciw Bogu popełnione, wymaga się pokuty przez określony czas, wyznania i zbadania życia tego, kto czyni pokutę i nie może być przyjęty do wspólnoty, jeśli biskup i kler nie włożą na niego rąk, to ileż bardziej, gdy idzie o najcięższe, najstraszniejsze winy, należy wszystko załatwiać ostrożnie, z umiarkowaniem według karności Pana" (List 17:2).
 
"Jeśli spotka ich [upadłych chcących pokutować] jakieś nieszczęście lub niebezpieczna choroba, to nie czekając na nasze przvbycie, mogą wyznać swą winę przed jakimkolwiek tam obecnym prezbiterem lub gdyby w niebezpieczeństwie śmierci prezbitera nie można było znaleźć, przed diakonem. Niech po włożeniu na nich ręki na znak pokuty, odejdą w pokoju do Pana" (List 18:1)
 
"Ponieważ z Trofimem odstąpiła (od Kościoła) wielka część ludu, skoro teraz Trofim pragnął powrócić do Kościoła i zadośćuczynił i ze skruchą wyznał błąd, jaki przedtem popełnił, i wiernych, których niedawno odciągnął, z największą pokorą, zadośćuczynieniem, znowu przyprowadził do Kościoła, jego prośby zostały wysłuchane" (List 55:11).
 
"15. (...) Apostoł też stwierdza i mówi: Nie możecie pić kielicha Pańskiego i kielicha czartowskiego; nie możecie być uczestnikami stołu Pańskiego i stołu czartowskiego(1 Kor. X. 20 n); ten sam grozi krnąbrnym i upartym, mówiąc: Ktokolwiekby jadł ten chleb, albo pił kielich Pański niegodnie, będzie winien ciała i krwi Pańskiej (1 Kor. XI. 27).
16. Wzgardziwszy i odrzuciwszy to wszystko przed odpokutowaniem grzechów, przed wyznaniem zbrodni, przed oczyszczeniem sumienia ofiarą i ręką kapłana, przed naprawieniem obrazy zżymającego się i grożącego Pana, zadaje się gwałt Ciału i Krwi jego, i bardziej teraz rękami i ustami grzeszą, niż gdy się zaparli Pana. (...)
28. Wreszcie, o ileż większą mają wiarę i lepszą bojaźń ci, którzy nie uwikłali się w żaden występek ofiary [dla bożków], czy zaświadczenia [o złożeniu takiej ofiary], ponieważ jednak o tem choćby tylko pomyśleli, muszą to wobec kapłanów Boga z ubolewaniem i szczerze wyznać, czyniąc spowiedź sumienia. (...)
29. Niech każdy, proszę was, wyznaje grzech swój, dopóki żyje na świecie, kto zgrzeszył, dopóki może być dopuszczony do wyznawania (grzechów), dopóki zadośćuczynienie i odpuszczenie przez kapłanów miłe jest u Pana. Nawracajmy się do Pana wszelką myślą, a wyrażając pokutę za grzech prawdziwą boleścią, błagajmy Boga o miłosierdzie. Niech przed nim korzy się dusza, niech jemu w smutku czyni zadość, niech w nim pokłada całą nadzieję. Sam mówi, jak mamy prosić: „Nawróćcie się do mnie ze wszystkiego serca waszego w poście, w płaczu i w żalu, i rozdzierajcie serca wasze, a nie szaty wasze" (Joel. II, 12 n.). Wracajmy do Pana z całego serca, gniew jego łagodźmy postami, płaczem i żalem, jak sam przykazuje." (O upadłych 28-29)
 
„Jak wielki jest więc błąd i jakie zaślepienie tego, który mówi, że w zborach heretyckich można otrzymać przebaczenie grzechów (...) I ponownie Chrystus powiedział w ewangelii, gdy tchnął tylko na apostołów: »Weźmijcie Ducha Świętego, komu odpuścicie grzechy, są mu odpuszczone, a komu zatrzymacie, są mu zatrzymane« [J 20:22-23]. Władza więc odpuszczania grzechów dana jest apostołom i Kościołom, które oni, posłani przez Chrystusa, założyli, i biskupom, którzy otrzymują święcenia, aby stać się ich następcami” (List 75:16).
 
„(...) a gdy to powiedział, tchnął na nich i rzekł: »Weźmijcie Ducha Świętego, i komu odpuścicie grzechy, będą mu odpuszczone, a komu zatrzymacie, będą zatrzymane« [J 20:22-23]. Z tego poznajemy, że chrzcić i grzechy odpuszczać w Kościele mogą tylko zwierzchnicy, którzy na mocy ewangelicznego prawa i przez Pana są ustanowieni; poza (Kościołem) zaś nic nie może być związane, ani rozwiązane; nie ma bowiem tego, kto mógłby związywać lub rozwiązywać” (List 73:7).

"Na wspólnej naradzie postanowiliśmy już przedtem, najdroższy bracie, żeby ci, którzy w czasie wrogiego prześladowania ulegli przeciwnikowi, upadli i splamili się niedozwolonymi ofiarami, w razie niebezpiecznej choroby, grożącej śmiercią, jeśli pokutowali w całej pełni przez dłuższy czas, otrzymali pokój [tzn. odpuszczenie grzechów]. Nie godziłoby się i ojcowska dobroć i łaskawość boża nie pozwala, aby pukającym zamykać Kościół, żałującym i proszącym odmawiać nadziei zbawiennej pomocy, schodzących z tego świata odsyłać do Pana bez odzyskanej wspólnoty i pokoju. Sam zresztą pozwolił, a nawet wydał prawo, że cokolwiek zostanie związane na ziemi, będzie związane i w niebie, w niebie zaś zostanie rozwiązane to, co tu na ziemi będzie rozwiązane najpierw przez Kościół." (List 57:1)

HIERONIM (ur. ok. 340 r.):
 
[i]"Podobnie jak o trędowatym kapłan orzekał, że jest czysty lub nieczysty, tak tu [w Kościele] biskup i prezbiter związuje i rozwiązuje nie jako niewinnych i winnych, ale gdy pełniąc swój obowiązek, słyszy różne grzechy, wie, kogo należy związać lub rozwiązać" (In Evangelium Matthaei 3,16; PL 26,118)

 
JAN CHRYZOSTOM (ur. ok. 350 r.):
 
"Kto rozważy tak wielką rzecz, że człowiek, obleczony w ciało i krew, może zbliżać się do świętej i czystej Istoty, ten zobaczy dobrze, jak wielkim zaszczytem obdarzyła kapłanów łaska Ducha. Przez nich bowiem to wszystko się spełnia, również inne rzeczy, których wcale nie można uważać za mniejsze, gdy się weźmie pod uwagę godność kapłanów i nasze zbawienie. Ci, co zamieszkują ziemię i na niej pędzą życie, zostali posłani, by szafować niebieskimi skarbami, i otrzymali moc, jakiej nie dal Bóg aniołom ani archaniołom. Nie do nich bowiem powiedziano: Cokolwiek zwiążecie na ziemi, będzie związane i w niebie, a cokolwiek rozwiążecie na ziemi będzie rozwiązane i w niebie. Władcy ziemscy mają moc wiązania, ale ciał tylko, natomiast te więzy dotykają samej duszy i przebijają niebiosa. Co czynią kapłani na ziemi, to Bóg zatwierdza w niebie, za wyrokiem sług idzie Pan. Czyż nie dał im wszelkiej niebieskiej władzy? Powiedział: Którym grzechy odpuścicie, są im odpuszczone, a którym zatrzymacie, są zatrzymane. Któraż władza jest większa od tej? Cały sąd dal Ojciec Synowi, a Syn oddał go kapłanom. Jak do nieba przeniesieni, z ludzkiej natury wyzuci i wolni od naszych słabości otrzymali oni tak wielką godność. Gdyby król użyczył komu z poddanych takiej mocy, że mógłby według upodobania każdego wtrącić do więzienia i znów go wypuszczać, uważanoby go za wielkiego i podziwianoby go; a ten, który o tyle większą godność otrzymał od Boga, o ile niebo cenniejsze jest od ziemi, a dusza od ciała, tak małą - zdaniem niektórych - otrzymał władzę, że niejeden spośród zaszczyconych zdaje się gardzić darem. Co za szaleństwo! Szaleństwem bowiem wyraźnym jest lekceważenie tak wielkiej władzy, bez której nie osiągniemy zbawienia i dóbr obiecanych.
Nikt nie może wejść do królestwa niebieskiego, jeśli się nie odrodzi z wody i Ducha Świętego, i życia wiecznego zostanie pozbawiony ten, kto nie spożywa Ciała Pana naszego i nie pije Krwi Jego. A przecież to wszystko dzieje się nie inaczej, jak przez ręce kapłana. Jak więc kto bez nich uniknie ognia piekielnego, jak zdobędzie przygotowane wieńce? Kapłanom powierzono duchowe rodzenie i odnowienie przez chrzest. Przez nich oblekamy się w Chrystusa, zostajemy pogrzebani z Synem Bożym i stajemy się członkami onej świętej Głowy. Dlatego kapłanów należy nie tylko poważać więcej niż władców i królów, lecz także czcić bardziej niż rodziców. Ci bowiem zrodzili nas z krwi i z woli ciała, kapłani zaś są sprawcami naszego Bożego życia, owego szczęśliwego odrodzenia, wolności prawdziwej i synostwa przez łaskę.
Kapłani żydowscy mogli oczyszczać ciało z trądu, a właściwie nie oczyszczać, lecz tylko stwierdzać oczyszczenie - a wiesz, jak ubiegano się wtedy o godność kapłańską; nasi zaś kapłani otrzymali moc nie stwierdzania oczyszczenia, lecz zupełnego usuwania - nie trądu z ciała, lecz nieczystości z duszy. Kto więc nimi gardzi, zasługuje na karę bardziej niż Datan i jego towarzysze; bo choć ci przywłaszczyli sobie nienależną władzę, to jednak cenili ją wysoko, co widać z wielkiego o nią starania. (...) Nie tylko w karaniu, lecz w czynieniu dobrego dał Bóg kapłanom większą moc niż ziemskim rodzicom, i tak wielka jest między jednymi a drugimi różnica, jak między teraźniejszym a przyszłym życiem. Rodzice rodzą nas dla pierwszego życia, kapłani - dla drugiego. Tamci nawet przed śmiercią ciała nie mogą dzieci uchronić ani oddalić grożącej choroby, ci zaś nieraz ocalili chorą i bliską zguby duszę, jednym zadawszy łagodniejszą pokutę, drugim nie pozwoliwszy nawet na początku upaść, już to przez pouczenie i upomnienie, już to przez modlitwy. Nie tylko w chwili naszego odrodzenia, lecz i później mają kapłani władzę odpuszczania grzechów: Choruje ktoś wśród was? Niech wezwie kapłanów Kościoła, by się modlili nad nim i namaścili go olejem w imię Pana; modlitwa pełna wiary będzie dla chorego ratunkiem i podźwignie go Pan, a gdyby popełnił grzechy będą mu odpuszczone. Ziemscy rodzice nie potrafią przejednać możnych i wielkich, gdy ich znieważą dzieci, kapłani zaś niejednokrotnie przebłagali nie książąt ani królów, lecz samego Boga." (O kapłaństwie, III, 5-6)

 
Biskup Jan Chryzostom zacytował tu List Jakuba. Rozważmy ten fragment.
 
List Jakuba 5:14-16
14)  Choruje ktoś wśród was? Niech przywoła prezbiterów kościoła i niech się modlą nad nim, namaszczając go olejem w imię Pana.
15)  A modlitwa wiary uzdrowi chorego i Pan go podźwignie. Jeśli zaś popełnił grzechy, będą mu przebaczone.
16)  Wyznawajcie jedni drugim upadki i módlcie się jedni za drugich, abyście byli uzdrowieni. Wiele może usilna modlitwa sprawiedliwego.

 
Chociaż podstawowym rodzajem spowiedzi była spowiedź publiczna, to tutaj mamy przykład spowiedzi niepublicznej, mianowicie w domu. Dowodem na to są słowa: "niech przywoła prezbiterów Kościoła" (gr. prezbyteros). Gdzie przywoła? Do domu, gdzie przebywa wierzący złożony chorobą. Dlaczego ma przywołać prezbiterów, a nie szeregowych wierzących? Dlaczego prezbiterów, a nie zwykłych wierzących z darem uzdrawiania? Albo dlaczego Jakub nie napisał, żeby przywołać prezbiterów mających dar uzdrawiania? Brak takiego wyszczególnienia świadczy o tym, że prezbiterzy wyświęceni przez apostołów, a później przez biskupów, otrzymali od nich władzę namaszczania chorych (por. Mar. 6:13). I druga rzecz. Oprócz uzdrowienia chory otrzyma odpuszczenie grzechów, pisze Jakub. Świadczy to o tym, że wraz z władzą uzdrawiania prezbiterzy otrzymali władzę odpuszczania grzechów. To również jest spadek po apostołach (J. 20:23). Jeśli tak, to oba te rodzaje władzy są dane Kościołowi na stałe, a więc są sakramentami, a następcy apostołów są ich szafarzami z racji urzędu, a nie z indywidualnego obdarowania.
 
Sens tego fragmentu jest ogólnie taki: w wierszu 15 Jakub obiecuje uzdrowienie, zaś w wierszu 16 tłumaczy, co trzeba zrobić, żeby to uzdrowienie otrzymać.
 
Wiersz 15: modlitwa prezbiterów uzdrowi chorego (i rozgrzeszy)
Wiersz 16: (dlatego) wyznawajcie grzechy, abyście byli uzdrowieni (i rozgrzeszeni)
 
Taki jest sens. Jakub po prostu podał całą procedurę uzdrawiania i odpuszczania, to znaczy wszystkie jej elementy, tyle że nie po kolei. I stąd całe zamieszanie w odbiorze. Wygląda to tak, jakby Jakub zapomniał w wierszach 14-15 wymienić spowiedź, dlatego skorygował to w wierszu 16, pisząc o wyznawaniu grzechów.
 
Gdy skupimy się na słowach z wiersza 16: "wyznawajcie sobie nawzajem upadki... ...abyście byli uzdrowieni", stanie się jasne, że uzdrowienie NIE jest możliwe bez wyznania upadków. Procedura uzdrawiania i odpuszczania wg wierszy 14-15 wygląda tak:
 
1) przywołanie prezbiterów
2) modlą się nad chorym i namaszczają olejem
3) następuje uzdrowienie i odpuszczenie
 
Czy pierwsze dwa punkty wystarczą, żeby nastąpiło uzdrowienie i odpuszczenie? NIE, ponieważ wiersz 16 mówi: "wyznawajcie... ...abyście byli uzdrowieni". A zatem powyższą procedurę, która ma trzy punkty, trzeba uzupełnić o czwarty punkt: wyznanie upadków. Gdzie ten punkt wstawić? Na pewno po wezwaniu prezbiterów i na pewno przed ich modlitwą i namaszczeniem. W ten sposób mamy:
 
1) przywołanie prezbiterów
2) wyznanie im grzechów przez chorego
3) modlą się i namaszczają olejem
3) następuje uzdrowienie i odpuszczenie grzechów, które wyznał
 
O to chodziło Jakubowi. Opisał to po prostu niechronologicznie. Wiersz 16 powinien pojawić się wcześniej.
 
Gdyby ktoś powielał protestancką tezę, że wyznawanie jedni drugim upadków oznacza, że chory wyzna grzechy sąsiadowi, a prezbiterzy je odpuszczą, to jest to niepoważne. Jakub naucza wyraźnie, że tylko prezbiterzy mają władzę odpuszczania. Wiele może modlitwa sprawiedliwego (czyli wybrańca Boga - porównanie do Eliasza) - mówi Jakub. Jak mogliby prezbiterzy odpuścić grzechy, nie wiedząc co odpuszczają (wie za to sąsiad)? Przecież grzechy różnią się wagą. Od lekkich przez ciężkie po najcięższe. Skąd prezbiterzy mieliby wiedzieć, o co się mają modlić, gdyby chory wyznawał grzechy sąsiadowi zamiast im? Skąd wiedzieliby jak się modlić, jak długo i w jaki sposób, gdyby nie znali wagi grzechów? Skąd wiedzieliby, jaką pokutę nałożyć na rozgrzeszanego i jakiej poprawy oczekiwać, gdyby ten nie wyznał im win? Dlatego fraza "wyznawajcie grzechy jedni drugim" znaczy: wyznawajcie grzechy jedni (chorzy i grzeszni) drugim (prezbiterom) - aby otrzymać przez nich uzdrowienie i odpuszczenie.
 
Gdzie jest prawdziwy biskup, tam jest prawdziwy Kościół. Wszystkich biskupów świat nie zwiedzie, dlatego Pan Jezus powiedział, że bramy hadesu nie przemogą Kościoła.
 
ZAKOŃCZENIE
 
Czy to, że spowiedź w pierwotnym Kościele była z reguły publiczna oznacza, że dziś w Kościołach historycznych (tzn. mających sukcesję) spowiedź jest wypaczona i nieważna? Nie, ponieważ istotą spowiedzi jest wyznawanie grzechów wobec biskupa, prezbiterów. To im powierzono służbę pojednania, odpuszczania. To, czy towarzyszą temu świadkowie jest drugorzędne, czego dowodem jest fakt, że chory wzywał samych prezbiterów, a świadków z Kościoła nie wzywał. Oczywiście to, że spowiedź była publiczna miało jakieś znaczenie, skoro Kościół przez wieki się tego trzymał. Zresztą spowiedź jest nadal publiczna, choć tylko częściowo. Przecież gdy ktoś idzie do konfesjonału, to zgromadzenie widzi, że nagrzeszył. Różnica polega na tym, że zgromadzenie nie poznaje jego grzechów. Ale i dziś jest możliwe dla każdego, by powrócić do spowiedzi publicznej. Wystarczy, że stanie przed wejściem do Kościoła i oznajmi wchodzącym, przykładowo: Bracia! Cudzołożyłem. Proszę o modlitwę... itd. Można to zrobić łagodniej i prosić o modlitwę zaufanych znajomych. Istotą jest, że grzesznik pójdzie do kapłana, wyzna, a kapłan wymodli odpuszczenie.
 
DODATEK. POKUTA TEODOZJUSZA
 
Teodoret z Cyru w swojej Historii Kościoła opisał takie oto zdarzenie. Jest rok 390. W Konstantynopolu panuje cesarz Teodozjusz. W Mediolanie biskupem jest Ambroży.
 
"Tessalonika jest bardzo dużym i ludnym miastem należącym do prowincji Macedonii, lecz jest także stolicą Tessalii, Achai i licznych innych prowincji, które podlegają władzy zarządcy Ilirii. W mieście tym podczas pewnego zajścia ulicznego obrzucono kamieniami i poturbowano niektórych urzędników. Cesarz wzburzony do giębi tą wiadomością nie mógł pohamować gwałtownego gniewu ani wybuchu wściekłości ująć w karby rozumu, lecz pod wpływem tego uczucia podjął decyzję o wymierzeniu kary. Gniew ten zawładnąwszy nim jak władca absolutny i tyran, który zrywa wszelkie więzy i wymyka się spod jarzma rozsądku, kazał mu dobyć niesprawiedliwego miecza przeciw wszystkim i wymordować niewinnych pospołu z winowajcami. Stracono bowiem [zapędziwszy do cyrku], jak mówią, siedem tysięcy ludzi bez przeprowadzenia procesu i osądzenia tych, którzy poważyli się na takie przestępstwo, lecz, jak na żniwach, za jednym zamachem ścięto wszystkie kłosy. Wiadomość o tej tragedii, która tyle łez ludzkich wycisnęła, doszła do [biskupa] Ambrożego... Kiedy cesarz przybył do Mediolanu i chciał swoim zwyczajem wstąpić do świątyni Bożej, Ambroży wyszedł naprzeciw niego przed wejście i zabronił mu wstępu do świętej bramy, odzywając się w te słowa: „Zdaje się, że Ty, Cesarzu, nie jesteś świadom tego, jak wielkiej dokonałeś rzezi i nawet, gdy gniew Cię opuścił, chłodne rozumowanie nie skłoniło Cię do zastanowienia się nad tym swoim zuchwałym czynem. Może posiadanie potęgi cesarskiej nie pozwala Ci uznać swej winy i świadomość, że dzierżysz władzę zaciemnia Ci rozum? Trzeba jednak, byś zdał sobie sprawę z tego, jaka jest nasza ludzka natura, że jest ona śmiertelna i przemijająca, że jest pierwotnym prochem, z którego powstaliśmy i w który się obrócimy, i omamiony wspaniałością szaty purpurowej nie zapomniał o słabości ciała, które ona okrywa. Rządy sprawujesz, Cesarzu, nad istotami, które są takiej samej natury i takimi samymi jak Ty sługami. Albowiem jeden jest Pan i Władca wszystkich. Stwórca wszechrzeczy. Jakimi więc oczyma będziesz patrzył na świątynię wspólnego Pana? Jakimi stopami będziesz kroczyć po tej świętej posadzce? Jak będziesz śmiał podnosić ręce jeszcze ociekające krwią po tym okropnym mordzie? Jak śmiesz takimi rękami przyjmować najświętsze ciało Pana? Jak podniesiesz bezcenną krew do ust, które przez słowa podyktowane gniewem spowodowały rozlanie tyle niewinnej krwi? Odejdź stąd i nie waż się do pierwszego przestępstwa dodawać jeszcze drugiego. Jesteś obiożony anatemą, a Pan wszechrzeczy tam, w górze, wypowiada taki sam jak ja wyrok. Ona Cię uleczy i zdrowie Ci przywróci”.
Pod wpływem tych słów cesarz ustąpił (wychowany bowiem w nauce Bożej dobrze wiedział, jaka jest powinność kapłanów, a jaka cesarzy) i wzdychając i płacząc powrócił do pałacu cesarskiego. Gdy zaś upłynęło sporo czasu (minęło bowiem osiem miesięcy), nadeszło święto Narodzenia naszego Zbawiciela. Cesarz nie opuszczał komnat pałacowych zawodząc i nie mogąc powstrzymać łez. Zauważywszy to Rufin - był on wówczas zarządcą pałacu i pozostając w bardziej poufałych stosunkach z cesarzem, mógł wypowiadać się z dużą swobodą; podszedł do niego i zapytał o powód płaczu. Ten zaś gorzko westchnąwszy i jeszcze obfitsze lejąc łzy, rzekł: „Ty Rufinie możesz radować się, gdyż nie przeżywasz takiej jak ja udręki. Ja zaś wzdycham i lamentuję nad swoją niedolą, kiedy pomyślę, że świątynia Boża stoi otworem przed sługami i żebrakami, którzy mogą do niej wstępować bez obawy i modlić się do swego Pana, gdy tymczasem dla mnie jest ona niedostępna i do tego jeszcze niebo zostało przede mną zamknięte. Przychodzą mi bowiem na myśl słowa Pana, który wyraźnie mówi: „Wszystko co zwiążecie na ziemi, będzie związane w niebie”. Na to rzekł Rufin: „Pośpieszę, jeśli pozwolisz, i postaram się usilnymi prośbami przekonać biskupa, aby zdjął z Ciebie anatemę”. „Nie uda ci się go przekonać — rzekł cesarz — bo wiem, że decyzja Ambrożego jest słuszna, a on nie przekroczy prawa Bożego z powodu władzy cesarskiej.” Gdy jednak Rufin nie szczędząc słów przyrzekł, że przekona Ambrożego, cesarz rozkazał mu natychmiast ruszyć w drogę i po pewnym czasie zawierzywszy obietnicom Rufina podążył pełen nadziei za nim. Jak tylko święty Ambroży zobaczył Rufina, zawołał: „Bezwstydem swoim, Rufinie, możesz z psami iść w zawody. Gdy bowiem doradzałeś popełnienie tak potwornego mordu, czyniłeś to z bezwstydnym czołem, nie zarumieniłeś się ani nie czułeś bojażni dopuszczając się tak wielkiego szaleństwa przeciwko tym, co są obrazem Boga”. Gdy jednak Rufin usilnie go prosił i oświadczył, że cesarz jest już w drodze, rozpłomieniony Bożym zapałem świątobliwy Ambroży rzekł: „Ja, Rufinie, z góry zapowiadam, że nie pozwolę mu przekroczyć świętych progów kościoła. A jeśli zechce władzę cesarską obrócić w tyranię, ja także z radością przyjmę śmierć”. Usłyszawszy te słowa Rufin przez posłańca doniósł cesarzowi, jakie jest nastawienie biskupa, i radził mu pozostać w pałacu.
Tymczasem cesarz dowiedział się o tym będąc już na forum i rzekł: „Ja jednak podążę i przyjmę zasłużone zniewagi”.
A kiedy przybył do świętego dziedzińca, nie wszedł do świątyni Bożej, lecz udał się do biskupa (przebywał on w sali przyjęć) i błagał o uwolnienie go od anatemy. Ambroży nazwał jednak jego zjawienie się najściem tyrańskim i oświadczył, że on, Teodozjusz, dopuścił się obrazy Boga i depcze Jego prawa. Na to cesarz oświadczył: „Ja nie ośmielam się gwałcić obowiązujących praw, ani nie pragnę wbrew prawu przekroczyć świętych progów, lecz proszę cię, abyś zdjął ze mnie anatemę, pamiętał o łaskawości Bożej i nie zamykał przede mną bramy, którą Pan otworzył dla wszystkich okazujących skruchę”. Biskup zaś odrzekł: „Jaką to skruchę okazałeś po tak wielkiej zbrodni? Jakimi środkami leczyłeś te trudne do wyleczenia rany?” Cesarz na to: „Do ciebie należy wskazać i przygotować lekarstwa, a do mnie przyjąć je, gdy zostaną podane". Wtedy święty Ambroży oświadczył: „Ponieważ gniew czynisz sędzią i nie rozum, lecz złość dyktuje twój wyrok, wydaj edykt uznający prawa zrodzone w namiętności za nieważne i zbędne. Wyroki przewidujące karę śmierci i konfiskatę mienia powinny pozostać tylko na papierze przez trzydzieści dni, aby sąd rozumu dopuścić do głosu. Po upływie tych dni, ci, co napisali wyroki, powinni na nowo pokazać nakazy wykonawcze. I dopiero wtedy, gdy gniew ustąpi, może sam rozum zbadać wyrok i przekonać się, czy jest on sprawiedliwy, czy też nie. A jeśli uzna go za niesprawiedliwy, to, rzecz jasna, każe zniszczyć to, co napisano. Jeśli natomiast okaże się on sprawiedliwym, powinien być potwierdzony, a ta ilość dni zwłoki nie przyniesie żadnego uszczerbku wyrokom wydanym sprawiedliwie”. Cesarz przyjął tę propozycję, gdyż wydała mu się znakomitą i natychmiast wydał rozkaz, aby sporządzono edykt i potwierdził go własnoręcznym podpisem. Gdy to nastąpiło, święty Ambroży uwolnił go od anatemy.
Dopiero wtedy pełen głębokiej wiary cesarz ośmielił się wejść do środka świątyni Bożej, lecz nie błagał Pana stojąc, czy klęcząc, lecz padłszy na twarz i leżąc na posadzce wyrzekł słowa Dawida: „Przylgnęła do prochu moja dusza. Przywróć mi życie według Twego słowa”  i rękami wyrywał sobie włosy, bił się po twarzy i zraszając ziemię kroplami łez błagał o przebaczenie. A kiedy nadeszła chwila składania ofiar na świętym stole, cesarz podniósł się i ciągle zalewając się łzami, wszedł do prezbiterium. Po złożeniu ofiar pozostał, jak zwykle czynił, w miejscu oddzielonym barierą. Jednakże wielki Ambroży i tym razem nie zachował milczenia, lecz pouczył cesarza o różnym przeznaczeniu miejsc w kościele. Najpierw zapytał go, czy czegoś nie potrzebuje, a gdy cesarz odrzekł, że czeka, by wziąć udział w tajemnicach Bożych, powiadomił go za pośrednictwem arcydiakona: „Do prezbiterium, Cesarzu, mają dostęp tylko kapłani; dla wszystkich innych jest ono niedostępne i nietykalne. Wyjdź więc i zajmij miejsce wraz z innymi. Purpurowa szata czyni cesarzami, ale nie kapłanami”. Pełen głębokiej wiary cesarz przyjął to pouczenie po przyjacielsku i odpowiedział, że pozostał w miejscu ograniczonym barierą nie przez zuchwałość, lecz dlatego, że dowiedział, się iż taki jest zwyczaj w Konstantynopolu. „Dzięki ci niech będą — doda! — takie za to lekarstwo.”
Tak wielką i wspaniałą cnotą jaśnieli biskup i cesarz. Obu mogę tylko podziwiać, jednego za śmiałość wypowiedzi, drugiego za pokorę: jednego za płomienny zapal, drugiego za czystość jego wiary. A tych przepisów liturgicznych, o których dowiedział się od wielkiego biskupa, przestrzegał także po powrocie do Konstantynopola. Gdy bowiem jakieś święto znów go sprowadziło do kościoła Bożego, po złożeniu ofiary na świętym stole, od razu wycofał się do tyłu. A kiedy biskup tego kościoła — był nim wówczas Nektariusz — zapytał go: „Dlaczego nie pozostałeś wewnątrz miejsca odgrodzonego?” — odpowiedział z westchnieniem: „Z trudem dowiedziałem się, jaka jest różnica między cesarzem a kapłanem, gdyż z trudem znalazłem nauczyciela prawdy. Jestem przekonany, że jeden tylko Ambroży zasługuje na miano biskupa”.


Pn sty 21, 2019 11:14 pm
Zobacz profil
Dyskutant
Dyskutant
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Pt sty 18, 2019 12:10 am
Posty: 293
Płeć: mężczyzna
wyznanie: katolik w pełnej łączności z papieżem
Odpowiedz z cytatem
Post Re: Biblia i Ojcowie o spowiedzi i odpuszczaniu grzechów
Przecież grzechy ostatecznie odpuszcza Bóg, a nie kapłani. Gdy jacyś święci pustelnicy żyli przez całe życie w kompletnej samotności (np. gdzieś na pustyni)- to nie chodzili do spowiedzi i rozgrzeszali się przez bezpośrednie zwrócenie do Boga.

_________________
"Niepojętych łask pragnę udzielać duszom, które ufają Mojemu miłosierdziu"


Wt sty 22, 2019 2:37 pm
Zobacz profil
Niesamowity Gaduła
Niesamowity Gaduła

Dołączył(a): Pn lut 28, 2005 11:53 pm
Posty: 1822
Odpowiedz z cytatem
Post Re: Biblia i Ojcowie o spowiedzi i odpuszczaniu grzechów
G.HY. napisał(a):
ostatecznie

Slusznie - ostatecznie.
A co przed tym "ostatecznie"?


Wt sty 22, 2019 3:13 pm
Zobacz profil
Niesamowity Gaduła
Niesamowity Gaduła

Dołączył(a): Pn maja 25, 2009 4:55 pm
Posty: 13771
Lokalizacja: Gdynia
Płeć: mężczyzna
wyznanie: katolik w pełnej łączności z papieżem
Odpowiedz z cytatem
Post Re: Biblia i Ojcowie o spowiedzi i odpuszczaniu grzechów
Dzięki Jotef za kompendium. Podoba mi się.

_________________
Obrazek
Więcej informacji tu http://www.analizy.biz/ksiazkiapologetyczne


Wt sty 22, 2019 4:59 pm
Zobacz profil WWW
Dyskutant
Dyskutant
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Pt sty 18, 2019 12:10 am
Posty: 293
Płeć: mężczyzna
wyznanie: katolik w pełnej łączności z papieżem
Odpowiedz z cytatem
Post Re: Biblia i Ojcowie o spowiedzi i odpuszczaniu grzechów
robaczek2 napisał(a):
Slusznie - ostatecznie.
A co przed tym "ostatecznie"?


To wiadomo: skrucha, pokuta i mocne postanowienie poprawy. Na pewno Bogu to wystarczy do rozgrzeszenia.

Inna sprawa, że mądry duchowny jest niezastąpionym przewodnikiem duchowym. Gorzej, gdy trafimy na niemądrego duchownego...

_________________
"Niepojętych łask pragnę udzielać duszom, które ufają Mojemu miłosierdziu"


Wt sty 22, 2019 6:23 pm
Zobacz profil
Niesamowity Gaduła
Niesamowity Gaduła

Dołączył(a): Pn lut 28, 2005 11:53 pm
Posty: 1822
Odpowiedz z cytatem
Post Re: Biblia i Ojcowie o spowiedzi i odpuszczaniu grzechów
G.HY. napisał(a):
robaczek2 napisał(a):
Slusznie - ostatecznie.
A co przed tym "ostatecznie"?

To wiadomo: skrucha, pokuta i mocne postanowienie poprawy. Na pewno Bogu to wystarczy do rozgrzeszenia.
Inna sprawa, że mądry duchowny jest niezastąpionym przewodnikiem duchowym. Gorzej, gdy trafimy na niemądrego duchownego...

Zgoda.
Ale przyszlo mi na mysl czy jezeli skladamy wszystko na Boga nie deprecjonujemy siebie jako czlowieka. A przeciez jestesmy najwspanialszym owocem stworzenia ze wszystkimi darami ktore otrzymalismy.
Nawet ci niemadrzy duchowni jak sw Vianney.


Wt sty 22, 2019 7:06 pm
Zobacz profil
Dyskutant
Dyskutant
Avatar użytkownika

Dołączył(a): Pt sty 18, 2019 12:10 am
Posty: 293
Płeć: mężczyzna
wyznanie: katolik w pełnej łączności z papieżem
Odpowiedz z cytatem
Post Re: Biblia i Ojcowie o spowiedzi i odpuszczaniu grzechów
robaczek2 napisał(a):
Ale przyszlo mi na mysl czy jezeli skladamy wszystko na Boga nie deprecjonujemy siebie jako czlowieka. A przeciez jestesmy najwspanialszym owocem stworzenia ze wszystkimi darami ktore otrzymalismy.
Nawet ci niemadrzy duchowni jak sw Vianney.


No właśnie jesteśmy tylko "owocem" a nie Stwórcą i nie możemy siebie do Stwórcy porównywać. Możemy Go tylko prosić z wiarą i zaufaniem. A dlaczego św. Vianney jest niemądry? Mnie się wydaje całkiem inteligentny.

_________________
"Niepojętych łask pragnę udzielać duszom, które ufają Mojemu miłosierdziu"


Wt sty 22, 2019 8:49 pm
Zobacz profil
Niesamowity Gaduła
Niesamowity Gaduła

Dołączył(a): Pn lut 28, 2005 11:53 pm
Posty: 1822
Odpowiedz z cytatem
Post Re: Biblia i Ojcowie o spowiedzi i odpuszczaniu grzechów
G.HY. napisał(a):
No właśnie jesteśmy tylko "owocem" a nie Stwórcą i nie możemy siebie do Stwórcy porównywać. Możemy Go tylko prosić z wiarą i zaufaniem. A dlaczego św. Vianney jest niemądry? Mnie się wydaje całkiem inteligentny.

Eee tam - tylko. Dal nam "wszechswiat godny podziwu". I tak wszystko super zorganizowal ze odkrywamy ciagle nowe i nowe cuda nauki i techniki. A jeszcze pare milionow lat temu "ziemia byla bezladem i pustkowiem".
I to wszystko dla czlowieka. Nic dziwnego ze dal mu wladze odpuszczania grzechow. Ja nie mam z tym problemu.
Skoro weszlismy na Vianney to wlasnie spowiedz byla jego orezem. Baaardzo zaskakujacym.


Wt sty 22, 2019 9:00 pm
Zobacz profil
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 8 ] 


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 0 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów

Szukaj:
Skocz do:  
Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group.
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL